Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Sebastian Kowalczyk – urodzony kapitan

Rozgrywki23.08.2019 

Sebastian Kowalczyk nie dojrzewał tak szybko jak rówieśnicy, za to górował nad nimi umiejętnościami. Na boisku zawsze był najniższy, ale grając w piłkę miał w sobie tyle pasji, że zarażał nią innych. Swój autorytet budował na boisku. Obserwując, jaki wpływ wywierał na resztę, widać było, że to chłopak stworzony do opaski kapitańskiej.

Nieczęsta to sytuacja, gdy 20-latek wyprowadza na boisko drużynę ekstraklasy, bo pełni prestiżową funkcję. Ów przypadek dotyczy Sebastiana Kowalczyka. Młody piłkarz w trzecim spotkaniu z rzędu nosił na ręce opaskę z charakterystyczną literą „C”. – Zostałem wybrany trzecim w kolejności kapitanem drużyny, jednak kontuzje Kamila Drygasa oraz Adama Frączczaka, sprawiły, że to na moje barki spadła odpowiedzialność za losy drużyny. Dostałem duży kredyt zaufania od trenera i staram się spłacić ten dług. Jestem dumny, że przypadł mi taki zaszczyt – mówi Łączy Nas Piłka Kowalczyk.

Wszędzie go pełno

Nobilitacja związana z noszeniem opaski nie przerosła piłkarza. Wręcz przeciwnie: dodała mu skrzydeł. W meczu z Koroną Kielce strzelił pięknego gola. – To jedna z moich najładniejszych bramek w piłce seniorskiej – podkreśla 20-letni kapitan „Portowców”. – Od razu po golu pomyślałem, że to trafienie w stylu Sebastiana. W ten sposób trenowaliśmy w Salosie. Widać, coś z tych naszych treningów wyniósł – śmieje się Piotr Łęczyński, trener z pierwszego klubu Kowalczyka, czyli Salosu Szczecin. – Porównując Kowalczyka z teraz z latami wstecz, jestem zdania, że nic się nie zmienił – dodaje szkoleniowiec.


Od pierwszego kopnięcia piłki w klubie, można było odnieść wrażenie, że Kowalczyk to zawodnik o dużych możliwościach. Pierwszy raz jego talent dał o sobie znać w trakcie turnieju Lech CUP dla zespołów U-9, gdzie oprócz drużyn z Polski, wystąpiły m.in. Everton, Slavia Praga, Broendby IF, FC Barcelona. – W poznańskiej „Arenie” wyróżniał się pod każdym względem. Znalazł się w piątce najlepszych zawodników imprezy. Choć odstawał wzrostem, to wszędzie było go pełno. Jak tylko mógł, dawał wyraz swojej miłości do piłki i umiłowania samej gry. Wtedy uwidoczniły się te cechy, którymi imponuje w dzisiejszej Pogoni. Pierwszy, który podbiegnie do kibiców, zabierze im megafon, nakłaniając do owacji. W Centralnej Lidze Juniorów było to samo: lider drużyny – tłumaczy Łęczyński.

Modelowa kariera

– Sebastian stał się takim piłkarzem, jakim się zapowiadał. Osobna kwestia jest taka, że potrzebował wsparcia, czasu ze względu na posturę. To chłopak późno dojrzewający fizycznie. Miał w związku z tym trudne momenty. Braki wzrostowe nadrabiał walecznością, umiejętnościami piłkarskimi. Był wiodącą postacią w każdej drużynie, w której grał. Urodzony kapitan? Bezsprzecznie! Miał charyzmę i niebywałą łatwość zjednywania sobie kolegów. Najmniejszy, najdrobniejszy, z cieniutkim głosikiem, po prostu dzieciaczek, natomiast gdy odezwał się w szatni, ci więksi jakby stawali się mniejsi przy nim. Zawsze miał wokół siebie dużo ludzi, był w centrum zainteresowania, bo budował pozytywną atmosferą. Elementy komunikacji idealnie opanował – uważa Marcin Łazowski, inny z byłych trenerów 20-letniego pomocnika.


Łazowski prowadził także kadrę województwa zachodniopomorskiego. Tam powierzył Kowalczykowi opaskę kapitańską. – Myślę, że Sebastian jest modelowym przykładem na to, jak zaistnieć w piłce. Przypomina mi się jeszcze turniej „Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku”, który wygraliśmy. Kraków, 2008. Sebastian w nagrodę pojechał na mecz Anglia – Kazachstan. Czemu o tym mówię? Za młodu przejawiał smykałkę do gry na wysokim poziomie, co pokazywał w wielu turniejach, zostając królem strzelców. Nieodłącznym elementami, które wyróżniały Sebastiana, były zadziorność oraz nieustępliwość – stwierdza Łazowski.

W Pogoni w pogoni za marzeniami

– Mnie szczególnie cieszy, że jest takim samym chłopakiem jak wtedy, kiedy pojawił się na pierwszym treningu. Czyli pełnym pasji, energii, okazującym szczególną miłością do piłki. Swoim zaangażowaniem zarażał kolegów. Radził sobie mimo przeciwieństw. Zawsze był najniższy w każdej drużynie i najniższy na meczu, w którym grał. Za to miał największe serce do gry. Wiele osób wątpiło w niego właśnie przez wgląd na warunki fizyczne. Cieszę się, że trafił na ludzi, którzy w niego uwierzyli  – podkreśla Łęczyński.

Sama wiara w sprawczą moc marzeń pchała Kowalczyka do przodu. – Futbol cały czas traktuję jak pasję i wielką miłość. Owszem, to jest moja praca, ale przede wszystkim pasja. Spełniam dziecięce fantazje, kiedy biegając po podwórku, krzyczałem: „Sebastian strzela gola”. Te marzenie właśnie się spełnia – mówi zawodnik.

20-latek zaczyna powoli wchodzić w buty lidera „Portowców”. – Z meczu na meczu zaczyna to wszystko coraz lepiej wyglądać. Strzeliłem gola, pewność siebie rośnie. Ale najważniejszy jest zespół, dopiero potem liczy się jednostka – przekonuje nas Kowalczyk, który związany jest z Pogonią w różnych kategoriach wiekowych od 2012 roku. – Moja przygoda z pierwszą drużyną zaczęła się od trenera Dariusza Wdowczyka. Kilka razy trenowałem też z seniorami u trenera Czesława Michniewicza. Prawdziwą szansę dał mi trener Kazimierz Moskal. U niego zadebiutowałem w ekstraklasie. Nie grałem za dużo, łapałem za to cenne minuty. Kosta Runjaić dopiero zaczął wiązać ze mną poważniejszy plan. Szansa po szansie, sporo gier. Teraz to kontynuuję. Nie dość, że mogę być kapitanem Pogoni to jeszcze rozgrywam całe mecze – nie kryje satysfakcji 20-latek.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności