Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Przemysław Wiśniewski – śląski charakter, ligowa solidność

Rozgrywki29.05.2020 
Dwie cechy, które zawsze charakteryzowały Przemysława Wiśniewskiego to charakter, który przejął po ojcu, byłym piłkarzu, wynikający także z miejsca urodzenia zawodnika, oraz solidność. To one ukształtowały młodego obrońcę. Nie wyróżniał się na tle rówieśników, jednak wybił się ponad przeciętność, sumiennie budując swoją pozycję w każdym zespole, kończąc na ekstraklasowym Górniku Zabrze.

Przemysław Wiśniewski w chwili obecnej tworzy duet środkowych obrońców Górnika z Pawłem Bochniewiczem, którego miał być następcą w klubie z Zabrza. Bochniewicz w sezonie 2017/18 wrócił do Udinese Calcio, więc trener Marcin Brosz postanowił, że partnerem Daniego Suareza w centrum defensywy będzie Wiśniewski. – W debiutanckiej rundzie rozegrałem kilka spotkań, potem występowałem regularnie w drugiej fazie sezonu. Obecne rozgrywki rozpocząłem w miarę dobrze. Staram się w kolejnych meczach utrzymywać równą i stabilną formę. Mam nadzieję, że po przerwie pokaże się jeszcze lepiej. Zarówno ja, jak i drużyna – mówi Łączy Nas Piłka 21-latek.

Jaki Jacek, taki nie Przemek?

Kiedy tylko zaczął grać w ekstraklasie, musiał mierzyć się nie tyle z presją wcześniej sobie nieznaną (w Górniku przeszedł drogę od CLJ, rezerwy aż do pierwszej drużyny), co z ciągłymi porównaniami do ojca. Jacek Wiśniewski bronił barw zabrskiego zespołu na przełomie wieków. Ojciec Przemka znany był z nieustępliwej gry, w trakcie rywalizacji meczowej zamieniał się w „chuligana”. Tym jednak zapracował na duży szacunek kibiców. Do dziś jest rozpoznawalną twarzą. Po odejściu z Górnika grał w Cracovii, Wiśle Płock, GKS-ie Jastrzębie.



– W moim przypadku nie mogło być więc innej drogi niż zostanie piłkarzem. Od małego miałem wpajane, że piłka ma być u mnie na pierwszym miejscu. Tata zawoził mnie na wszystkie treningi, chodził na moje mecze. Później nasze drogi się rozeszły, ale nadal chciał wszystko wiedzieć. Dzwonił po każdym treningu, meczu i pytał: „Jak tam?”. Cały czas słyszę porównania z ojcem. Odpowiadam, wtedy, że sam pracuję na nazwisko Wiśniewski. Ojca już zostawcie, bo grał w innych czasach. Piłka się zmieniła, dziś gra się inaczej. Teraz środkowy obrońca musi dużo więcej biegać. Od niego rozpoczyna się akcja. Kiedyś odpowiedzialny był za przecinanie akcji, gaszenie jej w zarodku, walcząc w powietrzu czy na ziemi. Podanie do najbliższego kolegi i „czyste papcie”. Najważniejsze, żeby z tyłu było czysto – przyznaje Przemysław Wiśniewski. – Co niektórzy sugerują, że powinienem być waleczny jak ojciec. Ja jestem jednak kompletnie innym typem zawodnika. Tata był zadziorą. U niego w pierwszej kolejności była walka, w drugiej walka i w trzeciej walka. Nie był szybki, za to bardzo dobrze grał głową, przez co stanowił duże zagrożenie w polu karnym przeciwnika. Mi jeszcze tego brakuje. Myślę, że z czasem się tego nauczę – dodaje.



– Przemek i Jacek szybkościowo byli podobni. Jacek: charakterny, wydolny, szybki. Taki jest jego syn. Przemka należało „zbudować mięśniowo” oraz rozwinąć taktycznie i technicznie. Myślę, że najważniejsze jest to jakim człowiekiem jest Przemek. Nigdy „nie bujał w obłokach”. Robił co do niego należało. Miejsce w składzie i pozycję w drużynie wywalczył ciężką pracą. Warto również podkreślić, że Przemek szybko zyskał sympatię kolegów z drużyny – podkreśla Kamil Zieleźnik, który prowadził Przemysława Wiśniewskiego we wcześniejszym etapie w Górniku.

Ojciec – pierwszy krytyk

Jacek Wiśniewski rozegrał grubo ponad 100 meczów w ekipie z Zabrza, 166 razy pojawiał się na boiskach ekstraklasy. Przemek na razie nie jest w połowie tej drogi. – Wiem, że nosząc nazwisko Wiśniewski, ludzie związani z Górnikiem mają szczególne oczekiwana wobec kogoś takiego. Tata osiągnął tyle, co mógł w tamtym czasie, przecież nie grał w topowych drużynach. Dla Górnika robił, co mógł. Zawsze kierował się dobrem tego klubu. Nawet przy zmianie barw brał pod uwagę to, w jakich relacjach żyją kibice dwóch klubów. Chciał być fair wobec kibiców – podkreśla Przemysław Wiśniewski.

Jak to zwykle bywa w relacjach ojciec-piłkarz – syn-piłkarz ten drugi musi liczyć się z surową krytyką. Przemek zdążył się do tego przyzwyczaić. – Tata nigdy mnie nie pochwalił. Analizę mojej gry zaczyna od negatywów. Oglądamy razem Ligę+ i powtarza: „Widzisz, tutaj mogłeś inaczej się zachować. Od razu to wychwyciłem. Niepotrzebny faul, w tej sytuacji lepszy pas”. Nigdy nie obraziliśmy się na siebie na amen. Większej kłótni też nie mieliśmy. Zazwyczaj przytakuję głową, bo jestem zmęczony. Albo przyznaję mu rację, gdyż mam świadomość, że popełniłem błąd – zaznacza młody stoper Górnika.



21-letni obrońca przygodę z piłką zaczynał w MSPN Górnik Zabrze, potem trenował w Gwarku Ornontowice. Największy postęp zrobił jednak w Stadionie Śląskim, do którego trafił w wieku 11 lat. – Przyszedł z tatą Jackiem Wiśniewskim z polecenia Roberta Picuły. Trafił do nas w tym samym czasie, co Jakub Piątek, dziś zawodnik GKS-u Tychy. Przemek to najlepszy przykład spośród moich wychowanków, punkt odniesienia dla młodych piłkarzy, że nie trzeba wcale się wyróżniać, aby osiągnąć coś w piłce. Jego rocznik w Stadionie Śląskim był bardzo silny. On zaś solidny, natomiast wykonał dużo pracy. Jest dowodem na to, ile daje dobre prowadzenie przez rodziców. To zaważyło na późniejszym rozwoju Przemka. Fajna historia: daleko mu było do najlepszych piłkarzy ze swojego rocznika, tymczasem zrobił jedną z większych karier – mówi Adam Burek.

Pracuj, a dużo zyskasz

– Przemek, czyli typowy śląski charakter. To mu pomogło wspinać się na kolejne szczebelki. Nieustępliwy, cały czas chciał się rozwijać i iść do przodu. Braki w umiejętnościach nadrabiał wolą walki. Ta wola walki towarzyszyła mu przez cały rozkwit kariery. Przez te wszystkie lata kompletnie się nie zmienił. Odkąd zaczął budować swoje ścieżkę kariery, nie zagubił się. Kiedyś graliśmy w Niechorzu z Zagłębiem Lubin, wtedy najmocniejszym zespołem w Polsce. Wygraliśmy, a udało się to dzięki ostrej grze Przemka. On wówczas bardzo mocno nakręcał drużynę swoim zdecydowaniem. Robił bardzo dużą różnicę, która polegała na wślizgach, licznych odbiorach, grze łokciami. Ten spokojny chłopiec spoza boiska zmieniał się na boisku. Stawał się agresywny, chciał wygrać za wszelką cenę każdy mecz. Przeciwko Zagłębiu grał z urazem, tak był zawzięty. Wielu było przed nim, natomiast był w stanie na swoich atutach dojść daleko – przyznaje Burek.



Zielieźnik dopowiada: – Od początku widziałem w nim materiał na piłkarza. Zwracał na siebie uwagę ze względu na warunki fizyczne. Miał predyspozycje, aby być solidnym obrońcą – szybki, skoczny, silny, z dobrą wydolnością. Można było zauważyć, że będzie pożyteczny tak w obronie, jak i w ataku. Nie miałem wątpliwości, że to kandydat na półprawego stopera. Zaimponowało mi w nim, że jest sumienny, zdyscyplinowany. Przyjmował wszelkie moje uwagi i podpowiedzi bez zadawania zbędnych pytań. W tamtym czasie wiele osób wątpiło, czy Przemek się sprawdzi. Dziwili się, że biorę takiego piłkarza do drużyny. Ja jednak widziałem w nim potencjał. Cieszę się, że moje przewidywania się sprawdziły, a Górnik zyskał solidnego obrońcę. W owym momencie mało kto przypuszczał, że młody Wiśniewski zajdzie tak daleko. Charakter, praca, solidność – pokazał, że mając takie cechy można dojść na ligowy szczyt.



Zanim Przemek dwa lata temu przystosował się do realiów ekstraklasy, musiał przezwyciężyć własny strach. – Wiedziałem, gdzie jest szatnia, ale bałem się do niej wejść. Widziałem, że spotkam tam Dancha, Szeweluchina, innych chłopaków z mocnym charakterem. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Znałem jedynie Tomka Loskę. Zadzwoniłem więc do taty, żeby ten z kolei przedzwonił do Loski, aby wyszedł po mnie przed szatnię. Wprowadził mnie, przedstawił drużynie. W kolejnych dniach już się tak nie denerwowałem – wspomina Wiśniewski, który jesienią wystąpił w dwóch spotkaniach reprezentacji U-21.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności