Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Przemysław Mystkowski – piłkarz, któremu lepiej nie przeszkadzać na boisku

Rozgrywki19.03.2020 
Ledwo przekroczył próg pełnoletniości, a już miał na koncie ponad 20 gier w ekstraklasie. Im jednak dalej, tym było mu trudniej – liczba meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej wcale nie rosła proporcjonalnie do jego wieku. Przemysław Mystkowski podejmuje kolejną próbę postawienia mocnego akcentu w Jagiellonii Białystok, której jest wychowankiem. Jego przygoda z klubem z Podlasia zaczęła się od... niewinnego kłamstewka ojca.

Mystkowski zawsze był skromnym chłopakiem. I zamkniętym w sobie. To nie jest typ człowieka, który dumnie wypina pierś, mówiąc o swoich atutach. Inni dostrzegali w nim to, czego on sam w sobie nie widział. – Przemek potrzebuje więcej pewności siebie, którą musi znaleźć w sobie – przekonuje trener Miedzi Dominik Nowak. – Chyba popełniłem błąd, że nie nauczyłem go tego, jak być skurczybykiem. Grzeczny, ułożony, a czasami trzeba wyrwać się, udzielić mocnego wywiadu – dodaje Samuel Tomar.

Młody Frankowski

Tomar przyjął Mystkowskiego pod swoje skrzydła, chociaż z czysto praktycznego punktu widzenia mógł odrzucić kandydaturę młodego chłopaka. – W ówczesnej Białostockiej Szkółce Piłkarskiej Jagiellonii, która stanowiła podwaliny pod przyszłą akademię Jagiellonii, prowadziliśmy nabór do rocznika 96. Przemek rocznik 98 przyszedł z ojcem. Ojciec przekonywał, że syn to tak naprawdę rocznik 97, tyle że urodzony w styczniu, stąd ta postura. A mi nie pasował właśnie jego niski wzrost. Niski, za to krępy. „Dobra mówię, niech pobiega z nami”. Okazało się, że dostałem chłopaka, który wyróżniał się inteligencją, zmysłem, zadziornością i pracowitością – przypomina Tomar.



Mystkowski dziś jest ofensywnym środkowym pomocnikiem, w przeszłości uczył się różnych pozycji. – Potrafił grać na „siódemce”, „ósemce”, „jedenastce”. Dawał sobie wszędzie radę ze względu na wrodzoną technikę. Ostatnio poprawił się fizycznie. Przed tym sezonem kończyło mu się wypożyczenie z Podbeskidzia Bielsko-Biała. Zamiast wyjechać na urlop, jak zrobiłoby wielu piłkarzy na jego miejscu, został w Białymstoku i trzy tygodnie trenował pod moim okiem. Chciał dobrze wystartować w sezonie. Przez ten czas wspólnych treningów rozmawiałem z wieloma swoimi kolegami, byłymi piłkarzami, którzy z uznaniem patrzyli na Przemka. Wszyscy zgodnie twierdzili, że ma bardzo wysokie umiejętności – gra obiema nogami, drybling, strzał, dośrodkowanie. Dziwię się, że nigdy nie dostał większego wsparcia i kredytu zaufania od klubu, kibiców. Teraz zagrał trzy mecze i uważam, że z każdym kolejnym występem zyskiwał. Kibice mocno go krytykowali, a to przecież wychowanek Jagiellonii. Od 2005 roku jest w „Jadze”. Bez pełnego wsparcia trudno o bardzo dobrą grę. Z perspektywy Przemka źle się stało, że nastąpiła ta przerwa – przyznaje pierwszy trener pomocnika białostoczan.

Utalentowany Przemysław Mystkowski niegdyś zwrócił na siebie uwagę doświadczonego Ryszarda Karalusa, byłego piłkarza i szkoleniowca drużyny z Białegostoku. – „Mystka” zawsze porównywał do Tomka Frankowskiego. Tyle że Przemek miał lepszą budowę fizyczną, „Franek” był szkieletorem. Trener Karalus obserwował nasz mecz w zespole młodzieżowym, rozglądał się, zaczął swój wywód: „Samuel, nie można mu przeszkadzać na boisku. Niech ma pełną swobodę. Zobacz, ten chłystek jak robi zwód to najpierw pomyśli, następnie zagra, inni reagują dopiero po zagraniu. On też przewiduje ruchy przeciwnika. Czuje, gdy ktoś chce zagrać prostopadłą piłkę. Tym wygrywa ze wszystkimi” – opowiada Samuel Tomar.

Nauczyciel Michał Probierz

W Jagiellonii ukształtował się piłkarz gotowy na duże rzeczy. Dużą rzecz zrobił w jednym z meczów Centralnej Ligi Juniorów, akurat na oczach Michała Probierza. – W tamtym czasie pracowałem jako asystent trenera Probierza, prowadziłem także CLJ. Do przerwy przegrywaliśmy z Olimpią Elbląg 1:2. Tymczasem w drugiej połowie Mystkowski strzelił cztery gole, Michał Probierz natychmiast przesunął „Mystka” do „jedynki”. Kompletny przypadek. Wtedy przyjechali obserwować kogoś innego, a tu tak wypalił Przemek. Chłopak miał 16 lat. Nikt wcześniej nie brał go pod uwagę w kontekście pierwszej drużyny – przyznaje Tomar.



Ten 16-latek w spotkaniu 37. kolejki sezonu 2013/14 zadebiutował na boiskach ekstraklasy. – Z początku nogi lekko drżały. To było moje pierwsze spotkanie przy blasku reflektorów. Wiadomo, 16 lat na karku – duże emocje, ale jakoś przeżyłem. Wystąpiłem obok chłopaków, których znałem z Młodej Ekstraklasy. Pomogli mi odpowiednio wprowadzić się do zespołu. Po to przechodziłem przez wszystkie szczeble piłki juniorskiej w Jagiellonii, żeby kiedyś być częścią pierwszej drużyny. To było moje marzenie, które szybko zrealizowałem. Trener Probierz ojcem mojej kariery? U niego zadebiutowałem w ekstraklasie. Od niego wiele się nauczyłem. Uważam, że to jeden z najlepszych trenerów Polsce – mówi w rozmowie z Łączy Nas Piłka Mystkowski, który w sezonach 2014/15, 2015/16 oraz 2016/17 wystąpił w kolejnych 34 spotkaniach ekstraklasy.

Legnicki poligon doświadczalny

Potem tych występów nie przybywało. – W sezonie 2017/18 Jagiellonię przejął Ireneusz Mamrot, który postawił na mnie w eliminacjach Ligi Europy z Gabalą. Pierwsze spotkanie rozpocząłem w wyjściowym składzie. W rewanżu też pojawiłem się od początku, niestety szybko doznałem urazu kostki. Gdy wróciłem po kontuzji, usłyszałem, że mogę odejść na wypożyczenie. Rywalizacja była duża, a dla młodego chłopaka najważniejsza jest gra – przyznaje piłkarz.

Trafił więc do Miedzi Legnica, szykującej się na awans do PKO Ekstraklasy. – Czas spędzony w Miedzi wspominam dobrze. Praktycznie cały czas grałem w podstawowej jedenastce. Piłkarsko mieliśmy bardzo dobry zespół, w każdym meczu dyktowaliśmy warunki gry. Zaliczyłem dobre przetarcie, mogłem nauczyć się gry fizycznej – opowiada.

– Przemek po dwóch treningach z nami zagrał z Chrobrym Głogów i strzelił gola dającego wygraną. To zawodnik dobrze wyszkolony technicznie, bardzo dobrze ułożony taktycznie. Musi się tylko przełamać wewnętrznie. Bo tak to piłkarz, który z powodzeniem może zafunkcjonować w ekstraklasie. Charakteryzuje się dobrym uderzeniem z dystansu. Dalej: panowanie nad piłką, podanie. Takich młodych zawodników jest w Polsce nieurodzaj. Zna swoje miejsce, ale też nigdy nie rościł pretensji. Kiedy nie grał, wiedział, że musi jeszcze mocniej pracować, żeby zasłużyć na szansę. Brakuje mi u niego wewnętrznej agresji. Powinien bardziej w siebie uwierzyć. On ma duże umiejętności, jednak nie potrafi tego odpowiednio sprzedać na boisku. Myślę, że ten brak pewności siebie sprawił, że jego kariera w ekstraklasie nieco przyhamowała – uważa Dominik Nowak.



U Nowaka Mystkowski miał inne niż zazwyczaj obowiązki na boisku. – Problem Przemka polegał na tym, że mieliśmy bardzo dużą rywalizację w środku pola. W naszym ustawieniu 1-4-3-3 pełnił rolę fałszywego skrzydłowego. Były mecze, że występował na ósemce łamane na dziesiątkę. Ów system wymagał od zawodników odpowiedzialności w destrukcji – stwierdza Nowak.

Dani, Dani!

W rundzie jesiennej obecnego sezonu dostawał mało szans, przed nieplanowną przerwą w rundzie wiosennej grywał już w wyjściowej jedenastce. Ale na skrzydle. – Skrzydło nie jest moją nominalną pozycją, jednak staram się jak mogę pomagać drużynie i uczyć się tej pozycji, aby z meczu na mecz moja gra w tym miejscu boiska wyglądała coraz lepiej – przyznaje.

Za swój piłkarski wzór stawia Daniego Quintanę. – To, co robił na treningach, nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem! – zaznacza Mystkowski. Może kiedyś stanie się wierną kopią świetnego technicznie Hiszpana?

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności