Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Mateusz Praszelik – śląski charakter, piłkarskie geny

Rozgrywki17.09.2020 
Mirosław Praszelik w przeszłości był piłkarzem Górnika Zabrze. Grał nawet w ekstraklasie, do której po latach trafił także jego syn Mateusz. 19-letni przedstawiciel rodziny Praszelików występuje w Śląsku Wrocław, gdzie zbiera doświadczenie w najwyższej klasie rozgrywkowej, a te – mimo młodego wieku – ma już całkiem spore. Bo to choćby mistrzostwo Polski seniorów, występy w każdej reprezentacji młodzieżowej od U-15, gra w młodzieżowej Lidze Mistrzów, 1. miejsce w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów...

A pierwszy poważny sukces w piłkarskiej przygodzie Mateusza Praszelika to dostanie się do akademii warszawskiej Legii w sezonie 2014/15, chociaż w młodości zdobywał statuetki dla najlepszego zawodnika turniejów halowych, występując w Odrze Wodzisław Śląski. Potem z Legią posmakował wygranej w CLJ. W finałowej rywalizacji z Pogonią Szczecin, zakończonej wynikiem 5:3 dla warszawian, strzelił gola.



Szok

Kilka miesięcy wcześniej, czyli 7 listopada 2016 roku, Praszelik pojawił się w wyjściowym składzie Legii na mecz 6. kolejki Youth Champions League przeciwko Sportingowi Lizbona. – Nie sądziłem, że znajdę się w pierwszej jedenastce. W tamtym czasie bowiem grę w Młodzieżowej Lidze Mistrzów mieli zapewniony zawodnicy z rezerw, jak Sebastian Szymański, Miłosz Szczepański, Konrad Michalak. Ja grałem w zespole Centralnej Ligi Juniorów. Pierwszy raz pojechałem z tą drużyną do Dortmundu. Byłem pod mega wrażeniem całej otoczki. Ostatecznie nie wszedłem z ławki i myślałem, że na swoją szansę jeszcze poczekam. Ale Szczepański nabawił się kontuzji, pauzował Szymański, nie miał więc kto wystąpić na pozycji ofensywnego pomocnika. Padło na mnie... Gdy na odprawie zobaczyłem swoje nazwisko w składzie, byłem w wielkim szoku. Fajne przeżycie, tym bardziej, że udało mi się zdobyć bramkę – mówi Praszelik. Legia wygrała 2:0, do siatki trafił także Michalak.

W kolejnym sezonie już jako zawodnik rezerw warszawskiego klubu rozegrał trzy mecze w młodzieżowym odpowiedniku Champions League. Wtedy był też uwzględniany w ewentualnej grze w pierwszym zespole. Jednak klimat szatni seniorów Legii zdążył poznać nieco wcześniej. – Dość szybko nastąpił ten przeskok – podkreśla. – Zacząłem trenować z „jedynką” u trenera Jacka Magiery. Z kolei po Młodzieżowej Lidze Mistrzów pojechałem na obóz do Turcji, kiedy Legię prowadził Romeo Jozak. Zagrałem piętnaście minut w sparingu, po czym zostałem włączony do kadry pierwszej drużyny – zaznacza.



Strzelał jak natchniony

Na oficjalny debiut w seniorach Legii czekał do 13 marca 2019 roku. W ćwierćfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa pojawił się na murawie w dogrywce. W tamtym sezonie więcej okazji do gry w pierwszej drużynie nie miał. Dopiero w rozgrywkach 2019/20 zaliczył pięć gier w ekstraklasie, z czego dwie od początku. Duży, czy nieduży, niemniej miał wkład w zdobycie przez legionistów mistrzowskiego tytułu.

Nowy sezon rozpoczął w... podstawowym składzie Śląska Wrocław. Ta zmiana i transfer do klubu ze stolicy Dolnego Śląska – jak na razie – wychodzą mu na dobre, bo łapie kolejne minuty na poziomie ekstraklasy.

– Na mojej pozycji są Luquinhas i Gwilia. Widziałem jaką prezentują jakość na boisku, co może tłumaczyć, dlaczego dostawałem tak mało szans. Na treningach robiłem wszystko, by dorównać im poziomem. Miałem jednocześnie świadomość, że jestem w takim wieku, że muszę regularnie grać. Trzeba było sobie znaleźć nowy klub. Dodam, że Legia chciała, żebym został. Mi Śląsk wydawał się najbardziej konkretnym wyborem. Cieszę się, że jest tu trener, który mi zaufał – podkreśla 19-latek.



To, że Praszelik jest tam, gdzie jest, zawdzięcza on swoim ponadprzeciętnym umiejętnościom, które szybko pozwoliły mu robić różnicę na boisku, czy to wśród rówieśników, czy starszych kolegów. – Już przychodząc do nas z UKS-u Ikar Racibórz, bardzo dużo potrafił. Nie mogło być inaczej, skoro jego dziadek był trenerem, ojciec [Mirosław] to były piłkarz. W Mateuszu zawsze podobał mi się charakter do piłki. Potrafił tyle, że trzeba było go tylko dobrze dalej prowadzić i kształtować. Kiedy zostaliśmy wicemistrzem Śląska, to grał na tej samej pozycji, na jakiej jest wystawiany obecnie w Śląsku. W sezonie strzelał nam po 50 goli! – wspomina czasy współpracy z Praszelikiem w Odrze Wodzisław trener Bogdan Cichy.

Na rodziców może liczyć

– Ważny w tym wszystkim jest fakt, że Mateusz miał i ma bardzo dobry kontakt z rodzicami. Jeśli relacje rodzic – dziecko nie są wzorowe, to potem trudniej takiemu dzieciakowi rozwinąć się piłkarsko, życiowo. Na treningach, w meczach dawał z siebie sto procent. Po prostu miał to coś w genach – dodaje Cichy.

Mateusz Praszelik docenia rolę, jaką w jego rozwoju odegrali rodzice. – Tata cały czas stara, starał dawać mi rady, czego w młodszych latach nie potrafiłem zrozumieć. Traktowałem to jak krytykę i bardzo się z tego powodu denerwowałem. Z czasem zrozumiałem, że robił to po to, aby mnie czegoś nauczyć – wyjaśnia młody pomocnik.



– Na mecze syna zawsze staram się patrzeć chłodnym okiem. Za dobre rzeczy chwaliłem, o złych od razu mówiłem. Dobrze, że zdał sobie sprawę, że to w trosce o jego dobro. W jakim elemencie był dobry? Drybling, gra jeden na jeden, ciąg na bramkę, zawziętość. Gdy stracił piłkę to od razu chciał ją odzyskać. Jesteśmy zupełnie innym typem piłkarza. On jest nastawiony na ofensywę, kreację, budowanie akcji, grę do przodu, ja skupiałem się na grze w tyłach – tłumaczy Mirosław Praszelik, grający w przeszłości na pozycji obrońcy m.in w zabrskim Górniku.

– Ja zaprowadziłem Mateusza na pierwszy trening, ale to żona trafiła na ogłoszenie z naborem do UKS-u Racibórz dla młodych chłopców, pięcioletnich. Chcieliśmy, żeby się gdzieś poruszał i mógł się sprawdzić na tle rówieśników. Także dwa w jednym. Od razu dodam, że samochody go nie interesowały, tylko piłka – przyznaje Praszelik senior. – On już pierwsze kroki stawiał z piłką! – dopowiada pani Beata Praszelik, mama piłkarza. Teraz już pan Mirosław: – Od małego zawsze stawiał sobie cele i krok po kroku do nich dążył. Ważna była konsekwencja. I tak co sezon.



Długoletnia przygoda z kadrą

Państwo Praszelikowie dobrze pamiętają pewny mroźny zimowy dzień. Test mecz w Sosnowcu. – Staliśmy zmarznięci, ale Mateusz nas rozgrzał. Strzelił wszystkie pięć goli dla Legii. Te testy otworzyły mu drzwi do Legii – wspomina pan Mirosław. Do Warszawy Mateusz wyjechał rok później. – Wtedy postawiłam weto, bo uznałam, że trzynaście lat to za wcześnie na taką wyprowadzkę – nie ukrywa mama młodego piłkarza.

Praszelik junior co chwila dostarczał rodzicom powodów do dumy. – Kiedy tylko możemy, to jeździmy na mecze syna. Byliśmy też na jego debiutanckim spotkaniu w reprezentacji. U-15, Kluczbork, rywal: Szkocja. Bramka w debiucie – wymienia Mirosław Praszelik.

O samej reprezentacji zaś Mateusz mówi: – To duma, że jest mi dane grać w każdej młodzieżowej kadry od U-15. Czuję się wyróżniony, mam nadzieję, że tak będzie dalej, aż trafię do pierwszej reprezentacji.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności