Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Mateusz Hołownia – piłkarz, jakich mało w Polsce

Rozgrywki02.07.2020 
Droga Mateusza Hołowni do PKO Ekstraklasy wiodła przez juniorskie zespoły Legii Warszawa oraz miejscowe kluby z Lubelszczyzny. Swoje umiejętności rozwijał na piasku. Wychował się w Niwie i tutaj wstąpił na piłkarską ścieżkę. Nie zszedł z niej nawet na moment. W wieku 22 lat został ciekawym przypadkiem zawodnika, który w najwyższej klasie rozgrywkowej występował... z trzema różnymi zespołami.

Te zespoły to Legia, Śląsk Wrocław oraz Wisła Kraków. – Mam ważny kontrakt z Legią i jestem z niej wypożyczany do kolejnych klubów. Z każdego wypożyczenia jestem zadowolony, bo każdy to nowe doświadczenie i nauka od różnych trenerów. To moje trzecie wypożyczenie, licząc Ruch Chorzów i przyznam, że trochę ta sytuacja zaczyna mi doskwierać. Nie mogę czuć się pełnoprawnym zawodnikiem danego zespołu, bo wszystko w moim przypadku jest tylko na jakiś czas. Mam nadzieję, że w końcu gdzieś pogram dłużej. Ciągle zmieniając kluby trudno o stabilizację i zbudowanie zaufanie u trenera – przekonuje Hołownia.



Wybór TOP-u

Aktualnie 22-letni piłkarz walczy o swoje w Wiśle Artura Skowronka. Graczem „Białej Gwiazdy” został zimą. Szkoleniowiec Wisły z początku wystawiał go na lewej obronie, później uznał, że ów młodzieżowiec przyda mu się na lewym boku pomocy. – To nic, ja zaczynałem jako napastnik, dopiero w Legii zmieniono mi pozycję. Pojechaliśmy na turniej do Pragi, gdzie mierzyliśmy się z kilkoma znanymi klubami. W meczu ze Slavią Praga nasz lewy obrońca nabawił się kontuzji, decyzją Radka Kucharskiego sprawdzono mnie więc w obronie. Co chwilę słyszałem podpowiedzi z ławki. Trenerzy byli zadowoleni z mojego występu, mi się spodobało, bo mogłem dużo biegać – przód, tył, co mi nie przeszkadzało, gdyż motorycznie byłem dobrze przygotowany. Chwilowo trener Skowronek widzi mnie wyżej, gram jednak na jednej stronie z Maćkiem Sadlokiem, możemy się wzajemnie asekurować i wymieniać miejscami – podkreśla.
Dla niego miejscem, w którym zawsze będzie witany z otwartymi rękoma, są Łomazy. Miasto, w którym rozpoczął przygodę z futbolem. Wprawdzie pochodzi z Huszczy, to jednak w Niwie z Łomaz łapał bakcyla do piłki. Na trening zapisała Mateusza mama. Trenował dwa razy w tygodniu, w weekendy dojeżdżał na mecze. Warunków do trenowania nie miał jakiś wybitnych, bo do ich dyspozycji było boisko piaskowe, ale często tak zaczyna wielu przyszłych piłkarzy.

Z czasem całą rodziną przeprowadzili się do Białej Podlaskiej. – Zmieniłem szkołę, klub. Miałem do wyboru dwie dość dobre szkółki. Mój brat przed mną trenował w TOP54, więc postanowiłem dołączyć do niego – opowiada.



Stwarza przewagę liczebną

– U mnie grał wszędzie, to znaczy tam, gdzie akurat brakowało mi człowieka. Przeważnie był pomocnikiem, lewym bądź prawym. W tym drugim przypadku mógł przez to schodzić z piłką do środka i wykorzystywać swoją lepszą, lewą nogę. Bardzo dużo meczów wygrałem dzięki niemu. Jak rywalizowaliśmy z Orlętami Łuków, to te mecze były na styk, kończyły się naszymi wygranymi 1:0 po bramkach właśnie Mateusza. W szkole jeździł na zawody przełajowe, odnosił tam sukcesy. Jak widać, od małego miał predyspozycje piłkarskie w genach – opisuje Ireneusz Korszeń, nauczyciel i trener z Łomaz. I dalej charakteryzuje swojego byłego podopiecznego: – Był waleczny, grał do końca, nie łamał się, nie opuszczał głowy, kiedy nie szło. Robił różnicę w grze jeden na jeden. Miał dobre, mocne uderzenie. Jak przeszedł rywala, to z takim strzałem było tylko formalnością, żeby trafił do bramki – dodaje.

W pierwszym zespole stołecznej drużyny pierwszego gola jeszcze się nie doczekał, ale też nie miał zbyt wielu okazji, by się wykazać (sześć występów, z czego trzy w ekstraklasie), choć debiutował w tymże zespole jako 16-latek (mecz o Superpuchar Polski). Pierwszą bramkę w seniorach zdobył w Ruchu Chorzów w sezonie 2017/18 na pierwszoligowych boiskach. W tamtych rozgrywkach był podstawowym zawodnikiem w ekipie z Chorzowa.



– Gdy dzwonili do mnie przedstawiciele Śląska z pytaniem, czy poleciłbym im Mateusza, to moja ocena była jednoznacznie na tak. Podtrzymuję zdanie o nim, że to bardzo perspektywiczny piłkarz. Jego naturalnym atutem jest lewa noga, co tylko stawia go w pozytywnym świetle w dzisiejszym świecie piłki. Krótko mówiąc, ma coś, co lubię. Może wynika to z tego, że jego pozycja na boisku to moja z przeszłości, aczkolwiek z drugiej strony. Predyspozycja do gry ofensywnej, stwarzanie dzięki temu przewagi liczebnej. Zapamiętałem Mateusza jako tego, który bardzo pomagał drużynie w grze ofensywnej. Potrafił dobrze dośrodkować w pełnym biegu, miał charakter do gry – twierdzi Dariusz Fornalak.

Piłkarz potrzebny

Ten charakter sprawia, że nie popada zbyt łatwo w samozachwyt. W ekstraklasie wciąż czeka na poważną szansę, co jeszcze bardziej motywuje go do działania. Teraz sam dla siebie jest motywacją, gdy był dzieckiem motywację czerpał od rodziców. Im zawdzięcza regularne treningi w Białej Podlaskiej. Oni też namówili Mateusza na przejście do Legii.

– Graliśmy w turnieju kadr wojewódzkich. Skauci Legii jeździli na te mecze, przyglądali się różnym zawodnikom. Z naszej drużyny na testy zaproszono bodajże siedmiu chłopaków. Graliśmy nawet przeciwko sobie w gierce wewnętrznej. Potem była rozmowa z rodzicami, z nami, jak to widzimy. Kiedy inni rodzice mieli obawy, czy to nie za wcześnie na Legię, moi stwierdzili, że warto, abym zaryzykował dla swoich marzeń – tłumaczy Mateusz Hołownia.



Z juniorami Legii został mistrzem Polski dwa razy z rzędu. Reprezentował Legię w rozgrywkach Młodzieżowej Ligi Mistrzów. Następnie występował w Ruchu, podjął kolejną próbę walki o pierwszy zespół warszawian, ale wylądował w Śląsku. Początek tego sezonu spędził we Wrocławiu, teraz zbiera naukę w Wiśle. Co dalej? – Każdy kolejny mecz to dla niego nowe doświadczenie, gromadzi swój bagaż, który będzie w przyszłości zapełniał. Cieszę się, że tych minut zalicza coraz więcej. To może tylko i wyłącznie pozytywnie wpłynąć na jego dyspozycję. Śledzę jego rozwój i myślę, że w niedalekiej przyszłości będzie dawał radę i to od niego trener zacznie ustalanie składu. Mateusz gra na pozycji, która jest mocno deficytowa na całym świecie. Trenerzy chcą i szukają takich zawodników. Mamy przykład Karbownika, który nie jest nominalnym lewym obrońcą, tylko lewym obrońcą, operującym prawą nogą. Jestem w stanie wyobrazić sobie skład Legii z Karbownikiem na prawej obronie i Mateuszem na lewej – sugeruje Fornalak.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności