Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Łukasz Zjawiński – pozytywny wariat nastawiony na piłkę

Rozgrywki04.12.2020 
Łukasz Zjawiński w wieku 19 lat stawia pierwsze kroki w ekstraklasie. I działa u niego, podobnie jak u wielu młodych zawodników wchodzących do najwyższej klasy rozgrywkowej, zasada krok po kroku. Najpierw minuty, nabieranie doświadczenia, potem konkrety na boisku. Niedawno strzelił pierwszego gola na poziomie ekstraklasy. Od razu przypominają się czasy, czy to w juniorskiej piłce, czy jeszcze wcześniej, kiedy uchodził za strzelca wyborowego.

Ci, którzy znali Łukasza Zjawińskiego z czasów, gdy zaczynał swoją przygodę z futbolem, następnie rozkwitał piłkarsko, później przecierał szlaki przed rywalizacją z seniorami, są zdania, że ta debiutancka bramka 19-letniego napastnika Stali Mielec w ekstraklasie była tylko kwestią czasu. To nic, że potrzebował na to ośmiu spotkań, a na listę strzelców wpisał się, wchodząc z ławki w meczu z Jagiellonią Białystok. On już w dzieciństwie przejawiał predyspozycje do bycia napastnikiem.

Nawyk strzelecki

Sytuacje, które nasz bohater doświadcza w seniorach to konsekwencja tego, jaki był, jaki jest i co sobą prezentuje. Trener Henryk Wita pierwsze zajęcia z Łukaszem miał na boisku LKS-u Stara Wieś. Szybko zdał sobie sprawę, że ów chłopak, który na trening przychodził ze starszym bratem Pawłem, dysponuje ponadprzeciętnymi umiejętnościami, dlatego zabrał go ze sobą do Iskry Pszczyny, gdzie rywalizował ze starszymi od siebie.

– Dobra technika, szybki, zwrotny, boiskowy spryt: wiedział, gdzie się znaleźć na boisku, jak podać. Dobry przegląd sytuacji. W Iskrze na początku nie strzelał zbyt wielu goli, później jak trafił do lepszej drużyny, dawał o sobie znać jego instynkt pod bramką. Z czasem wyrobił sobie nawyk strzelecki. Ofensywny zawodnik dużo biegający. Ze względu na swoją aktywność, energię, bycie w ciągłym ruchu, nie był wystawiany na jednej pozycji – charakteryzuje byłego podopiecznego Wita.



Po Iskrze Zjawiński grał w Ruchu Chorzów. Na dwa lata wrócił do Pszczyny, później przechwycił go Górnik, z którym w latach wczesnej młodości jeździł na turnieje halowe. – Postanowiłem zaprosić go na „testy”, ale od początku wiedziałem, że będzie w Górniku. Kilka razy odmawiał, aż w końcu się zgodził i przyjechał do nas. Wiedziałem, że ten chłopak szybko wskoczy do ekstraklasy i że będzie o nim głośno. Powoli moje przypuszczenia się sprawdzają. Może gdyby nie kontuzje, to wcześniej by wyskoczył? To ciekawe, że ma świetne warunki fizyczne i bardzo dobrą motorykę. Cechowała go wysoka motywacja – stwierdza trener Andrzej Szydłowski, który pracował z 19-letnim zawodnikiem w zabrskim klubie.

Dobrze się rozbijał z seniorami

– Ujął mnie swoją pazernością na gole. Posiadał cechy typowe dla napastnika. Ogromna siła, potrafił się zastawić. Chęć walki, umiejętność odzyskiwania piłki i utrzymywania się przy niej. Chłopacy mieli do niego pretensje, że za bardzo holował piłkę. Ja jednak dawałem mu wolną rękę na boisku – dodaje Szydłowski.

W Górniku wychowanek Iskry Pszczyna tylko utwierdził wszystkich w przekonaniu i siebie samego, że jest zawodnikiem od zdobywania bramek. Gdy przechodził do juniorów Legii Warszawa, mógł albo uwypuklić swoje atuty, albo zostać sprofilowanym na inną pozycję, co nie nastąpiło.



– Największym atutem Łukasza była osłona piłki, gra tyłem do przeciwnika. Bardzo dobrze pracował rękami, mimo młodego wieku dobrze się rozbijał z seniorami. Mający bardzo dobre uderzenie, głównie z piłki stojącej bądź po podprowadzeniu. Jeśli chodzi o finalizację akcji, piłki zagrywane z bocznych rejonów boiska – było z tym różnie, ale nad tymi elementami pracował. W drugiej drużynie Legii dostał spore zaufanie. Z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem – mówi Łączy Nas były trener rezerw stołecznej drużyny, a także wieloletni trener zespołu U-19 Legii Piotr Kobierecki.

Próbkę swoich umiejętności Łukasza Zjawiński pokazał właśnie w Centralnej Lidze Juniorów, czyli drużynie do lat 19, pieczę na którą sprawował Kobierecki. W sezonie 2017/18 zdobył 20 bramek, zaliczył 4 asysty. W następnych rozgrywkach grał i w CLJ i w drugim zespole warszawian. A sezon 2019/20 młody napastnik spędził w Stali Stalowa Wola (16 gier w lidze, 1 gol).

– W CLJ czasami był podwieszoną „dziewiątką”, nawet „dziesiątką”. To wynikało z tego, że chcieliśmy pogodzić kilku zawodników występujących na pozycji numer dziewięć. Po pierwszej rundzie uznaliśmy, że to „dziewiątka”. Wtedy tak odpalił, że zdarzyło się, że w jednym meczu strzelił cztery gole. Wiosnę miał bardzo udaną, stał się jednym z liderów zespołu – dopowiada Kobierecki.



Pozytywne i negatywne skutki kontuzji

Sam zainteresowany opowiada o swoich losach w sezonie 2019/20 tym chętniej, że to był moment przełomowy jego piłkarskiej przygody. – Legia po pół roku zdecydowała się skrócić moje wypożyczenie do Stalowej Woli. Rezerwy Legii walczyły o drugą ligę, potrzebowali jak najwięcej ogranych zawodników. Tymczasem ja miałem za sobą rundę na szczeblu drugiej ligi. Niestety pech chciał, że wróciłem do Legii i naderwałem mięsień dwugłowy. Kontuzja ciągnęła się za mną długi czas. Przyjechałem się leczyć w stolicy, postawiono złą diagnozę, dopuszczono mnie do treningów, na co też sam nalegałem. Cztery razy wracałem do treningów i za każdym razem naciągałem mięsień, co skutkowało tym, że przedwcześnie opuszczałem zajęcia. W piątym podejściu zerwałem już mięsień. I tak siedem miesięcy zleciało na leczeniu niegroźnego z początku urazu – tłumaczy Zjawiński.

Grę w Stali Stalowa Wola traktuje jako lekcje. Z kilku powodów. – Trzeba odróżnić pewność siebie od arogancji. Widziałem jakie mam braki, co potrafię. Zapewne niektórzy uznają, że wówczas w Stali przeżyłem brutalne zderzenie z rzeczywistością, dlatego, że zdobyłem tylko jedną bramkę. Ja tak wcale nie uważam. Miałem zaufanie, inaczej nie rozegrałbym tylu minut. Kontuzja pomogła mi w tym, że dojrzałem, zmądrzałem. Zacząłem inaczej podchodzić do piłki. Zdałem sobie sprawę, że we własnym rozwoju musisz dbać o wiele innych rzeczy niż sprowadzać wszystko do czysto piłkarskich elementów. Nabrałem pokory, uświadomiłem sobie, ile pracy przede mną – zaznacza 19-letni napastnik Stali Mielec.



W Stali, tyle że tej z Mielca, pisze swój pierwszy rozdział o ekstraklasie. Są pierwsze występy, było premierowe trafienie. – Byłem zdecydowany odejść z Legii. Wiedziałem, że na tamten moment nie mam szans na pierwszą drużynę, wolałem zmienić otoczenie. Jestem wdzięczny Legii za to, że dała mi szansa w CLJ, nauczyła mnie wiele od małego. W wieku 14 lat trafiłem do bursy, uczyłem się życia. Czułem, że szczebel centralny leży w moim zasięgu. Teraz w Stali staram się pokazywać, że nie zrobili błędu, stawiając na mniej – stwierdza młody zawodnik.

Młodzieżowa reprezentacja?

Kobierecki: – Występy w Stali to dobry kierunek dla Łukasza. Trenuje z ekstraklasą, dostaje swoje szanse, w ostatnim meczu pokazał, że potrafi wykorzystywać sytuacje. Moim zdaniem ma potencjał, żeby kiedyś się pokazać w Legii.

Szydłowski: – Lata wstecz wiele śląskich klubów chciało mieć Zjawińskiego u siebie. Ale to ja go przekonałem i jego rodziców. Rodzice zresztą mieli duży wpływ na przebieg kariery Łukasza. Poświęcali się, kierowali syna na odpowiednie tory. Wspierali go we wszystkim. Każdy trener życzyłby sobie pracować z takimi zawodnikami, jak Łukasz. Przykład pozytywnego wariata, dlatego, że mocno był nastawiony na piłkę. Postawił wszystko na nią. To jeden z tych chłopaków, którzy mają szansę zaistnieć w młodzieżowej reprezentacji.

Z młodzieżowymi kadrami Zjawiński miał styczność. Grał w kadrze U-15, U-17, U-19.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności