Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Kamil Piątkowski – szybki kurs w dorosłość

Rozgrywki09.06.2020 
Kamil Piątkowski już jako nastolatek musiał opuścić rodzinne strony i przenieść się kilkaset kilometrów dalej, by uczyć się piłkarskiego abecadła. I choć w Zagłębiu Lubin był blisko pierwszej drużyny, to występu w PKO Ekstraklasie w barwach „Miedziowych” się nie doczekał. Taką szansę dostał w Rakowie Częstochowa, w którym regularnie zbiera minuty na boiskach ekstraklasy.

To coraz częstsze sytuacje w polskiej piłce: młody zawodnik z mniejszego ośrodka przenosi się do dużego klubu ze świetnie prosperującą akademią. Tam jest profilowany, ukierunkowywany na konkretną pozycję, pilotowany przez wykwalifikowanych trenerów, którzy szukają w nim czegoś, czym może się wyróżniać na tle pozostałych. Albo wynajdują w nim predyspozycje, dzięki którym wkrótce zaistnieje na najwyższym poziomie piłki. Kamil Piątkowski do akademii Zagłębia Lubin, czołowej w Polsce, przeniósł się z Karpat Krosno w wieku licealnym.

Nastolatek zdany na siebie

Zrobił odważny krok, bo opuścił Podkarpacie, decydując się na kontynuację przygody z futbolem w dalekim Lubinie. – To była trudna decyzja, bo w bardzo młodym musiałem wyjechać ponad 500 kilometrów od domu rodzinnego. Wtedy wydawało się to dla mnie daleko. Wiedziałem, że oznacza to całkowite odcięcie się od rodziny. Sprawy związane z wyjazdem konsultowałem z rodzicami. Uznali, że skoro mam jasno sprecyzowane plany na przyszłość, to muszę iść obraną przez siebie drogą. I nagle znalazłem się sam w mieszkaniu, trzeba było nauczyć się wszystkich domowych czynności, na czele z praniem. Sam się też wychowywałem. Ale z miesiąca na miesiąc czułem coraz mniejszy dyskomfort spowodowany tak wielką zmianą w życiu. To mi pomogło w pełni się usamodzielnić i szybko dorosnąć – mówi Łączy Nas Piłka Piątkowski.



Przeprowadzka do Zagłębia Lubin z jednej strony wywróciła prywatne życie nastoletniego wówczas chłopaka o 180 stopni, z drugiej zaś strony otworzyła przed nim wizję styczności z poważną piłką. Przecież trenował pod okiem jednych z najlepszych specjalistów w kraju, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży.

Częste zmiany pozycji

W Zagłębiu występował w Centralnej Lidze Juniorów, rezerwach. Pojawiła się nawet szansa na grę w ekstraklasie. – Pierwszy sparing w pierwszym zespole Zagłębia rozegrałem za kadencji trenera Mariusza Lewandowskiego. Przeciwko Śląskowi Wrocław wyszedłem w podstawowej jedenastce, tworząc duet stoperów z Lubomirem Guldanem. Wypadłem bardzo dobrze, sam trener Lewandowski pochwalił mnie za ten występ. Niestety doznałem kontuzji stawu skokowego i przez półtora miesiąca nie grałem. Straciłem okres przygotowawczy, po powrocie ciężko mi było wskoczyć do zgranego składu. Kontuzja pokrzyżowała mi szyki. Później tylko stopniowo gasła moja nadzieja, że się przebiję. Wiedziałem, że mam na to małe szanse, dlatego przed sezonem 2019/20 zdecydowałem się na transfer do Rakowa Częstochowa, gdzie cały czas pracuję na to, aby regularnie grać, gdzie staram się pokazywać z jak najlepszej strony – podkreśla Piątkowski.

W pierwszych swoich spotkaniach w zespole beniaminka PKO Ekstraklasy niespełna 20-letni zawodnik grał na wahadle. Trener Marek Papszun dostrzegł w młodym zawodnik potencjał do występu na nietypowej pozycji. Tym samym Papszun był kolejnym szkoleniowcem, który odkrył w Piątkowskim nieznane wcześniej umiejętności. – Jak byłem mały to grałem na dziewiątce – przypomina Piątkowski. – W kadrze województwa podkarpackiego brakowało nam „szóstki”, czyli typowego środkowego pomocnika, więc ja tam „poszedłem”. Sprawdziłem się i grałem w tym miejscu boiska już cały czas. W młodzieżowej reprezentacji Polski byłem„szóstką”, w juniorach Zagłębia także. Z czasem w Lubinie dostrzeżono, że mam dobre warunki fizyczne, bo jestem wysoki, że dysponuję dobrym przygotowanie motorycznym, więc postanowiono zrobić ze mnie stopera. Po roku pobytu w Zagłębiu pierwszy raz zagrałem w środku defensywy. Teraz kontynuuję to w Rakowie. To moja naturalna pozycja, dobrze się czuję jako środkowy obrońca. A wahadłowy? W nowej dla siebie roli bardzo dobrze spisałem się w sparingu, tak zadebiutowałem w ekstraklasie. Trener Papszun utrzymywał, że przyjdzie czas, kiedy wrócę w swój rewir boiska. Cierpliwość się opłaciła – podkreśla wychowanek UKS 6 Jasło.



Z kadry województwa do reprezentacji Polski

Jesteśmy teraz w Jaśle. Jest początek XXI wieku. Piątkowski uczestniczy w turnieju halowym, na którym reprezentuje Zespół Szkół Podstawowym Nr. 8. Tam wpadł w oko trenerem UKS-u i rozpoczął treningi w „Szóstce”. Zaczął w drugiej klasie szkoły podstawowej, skończył w szóstej klasie. Kiedy stanął przed wyborem gimnazjum, zgłosiły się Karpaty Krosno. Na trzyletni okres nauki w gimnazjum zamieszkał w internacie. W drugiej klasie pierwszy raz pojechał na zgrupowanie reprezentacji. Krok po kroku szedł w górę. Zaliczył testy w Lechu, Zagłębiu...

– Bardzo, ale to bardzo pracowity chłopak, mocno zaangażowany w trening. Często prosił o dodatkowe treningi indywidualne, żeby szlifować słabsze strony. Zdyscyplinowany. Nigdy nie było z nim problemów. Mocny punkt drużyny, nie odpuszczał. Nie ma, że boli głowa, trzeba grać. Nawet jak czuł ból w nodze lub miał lekką kontuzję to robił wszystko, żeby to zatuszować. Twardy, mocno stąpający po ziemi. Nie bujał w obłokach. W tamtym czasie mieliśmy dwóch, trzech chłopaków z widokiem na lepsze perspektywy, natomiast nie byli tak pracowici. I albo nie grają już w piłkę, albo występują w IV lidze. Kamil w żadnym aspekcie nie był najlepszy, dobry – to i owszem – lecz nie wyróżniający się – opisuje Marek Adamiak, trener Piątkowskiego oraz wychowawca w Gimnazjalnym Ośrodku Szkolenia Szkolenia Sportowego Młodzieży. – Dobra technika użytkowa, dobry drybling, dobre podanie, waleczny. W mojej kadrze Podkarpacia był podstawowym zawodnikiem. Dodam tylko, że w zespole grał razem z Przemkiem Sajdakiem, występującym obecnie w Łódzkim Klubie Sportowym – podkreśla Adamiak.

Pod jego okiem Piątkowski dojrzewał życiowo i piłkarsko. – Dobrze pamiętam kulisy powołania Kamila do reprezentacji U-15. Był telefon z kadry, dzwonił bodajże Zbigniew Hariasz z Mielca, asystent selekcjonera Roberta Wójcika. Chcieli rozegrać z nami sparing. Pojechaliśmy jako Podkarpacie, wygraliśmy 1:0. Kamil zagrał przyzwoicie i dostał potem powołanie od trenera Wójcika – opowiada trener Piątkowskiego z Krosna.



Pierwszoplanowa rola rodziców

– Po pierwszym zgrupowaniu dostałem powołanie na kolejne i jeszcze kolejne. Na podstawie tych trzech zgrupowań selekcjoner wybierał „osiemnastkę” na mecz z Irlandią. Załapałem się. Ostatnio zaufał mi trenera Jacek Magiera, rozegrałem 45 minut ze Szwajcarią w meczu Elite League. Na pewno czuję dumę, że chłopak z małego Jasła w jakiś stopniu zaistniał w reprezentacyjnej piłce. To wszystko efekt ciężkiej pracy. Czasami trzeba zagryźć zęby, wierzyć w siebie i wierzyć w swoje umiejętności – stwierdza Piątkowski.

Adamiak: – Do wszystkiego doszedł małymi kroczkami. Po malutku stabilizował formę, podnosił umiejętności. Po Zagłębiu rozważał różne ruchy, wybrał Raków. Widać, że chyba dobrze zrobił, bo gra w miarę regularnie. Oglądam jego mecze, prezentuje się przyzwoicie. Dziś się broni na boisku.



Dziś satysfakcję mogą mieć przede wszystkim rodzice Kamila Piątkowskiego. – Bardzo dużo zawdzięczam rodzicom, zwłaszcza tacie, który zawsze mnie wspierał i był za mną. Potrafił jechać samochodem nawet sześć godzin godzin do Lubina, byle tylko obejrzeć mnie w akcji i wrócić z powrotem. Zawsze był szczery wobec mnie. Inspirował mnie do ciągłej pracy nad sobą. Pomagał mi w trudnych chwilach. W takich momentach powtarzał, że muszę być cierpliwy, ciężko pracować, a osiągnę swój cel. Powtarzał, abym koncentrował się na konkretnym działaniu. Radził, że mam być spokojny, wszedł w mecz z dobrym podaniem i skupił się na tym, co mogę zrobić najlepiej – podsumowuje piłkarz Rakowa.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności