Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Kacper Chodyna – „łobuziak” z orlika

Rozgrywki15.10.2020 
Trwający sezon PKO Ekstraklasy jest szczególny dla Kacpra Chodyny, który dopisuje sobie kolejne minuty w najwyższej klasie rozgrywkowej w barwach Zagłębia Lubin. Wybił się z Iny, a rozwijał w Światowidzie. Będąc młodym chłopcem, przestraszył się, jakie perspektywy czekają go w... Milanie, dlatego robił wszystko, żeby słabo wypaść w meczu testowym.

Już same nazwy klubów, czyli Ina z Ińska oraz Światowid z Łobez pokazują, że droga do wielkiej piłki często zaczyna się w malutkich ośrodkach. Kacper Chodyna dwa razy w tygodniu (raz na trening, raz na mecz) dojeżdżał 40 kilometrów (woził go ojciec lub dziadek) do swojego pierwszego klubu – Iny. Grał tam w trampkarzach, rywalizował z o wiele od siebie starszymi. Wcześniej jednak towarzyszył bratu w podróży, kiedy ten wybierał się na trening juniorów – właśnie w Ińsku. Zajęcia prowadził wujek braci. – Przyglądałem się więc jak grają starsi. Potem, gdy osiągnąłem wiek trampkarza dołączyłem do zespołu. Musiało śmiesznie to z początku wyglądać, kiedy ja młokos plątałem się starszym kolegom pod nogami – wspomina młodzieńcze lata Chodyna.



Chłopak od bramek

Po wujku juniorów Iny prowadził Radosław Drozd, który w miejscowej szkole uczył także wychowania fizycznego. – Najmłodszy, przez co odbiegał fizycznie od grupy, za to z bardzo dobrą techniką, dobrym strzałem. Już wtedy prezentował w tych kwestiach wysokim poziom. Szybki, zwinny, miał naturalną koordynację ruchową. U mnie występował na „szóstce”, „ósemce”, „dziesiątce”. Rotowałem nim na pozycjach, żeby nie zabić jego kreatywności. Nadawał się wszędzie – mówi Łączy Nas Piłka Drozd.

Inny z trenerów Chodyny, Tadeusz Sikora ze Światowidu zwraca uwagę na strzelecki instynkt swojego podopiecznego. – Potrafił strzelać decydujące gole. Miałem do niego zaufanie, wiedziałem, że jak wyjdzie na boisko, to coś wymyśli. Typowy snajper, zawsze znalazł sposób na zaskoczenie bramkarza. Stworzyła się fajna ekipa. Byli jeszcze Wojciech Błyszko, Aron Stasiak. Udało nam się zebrać grupę utalentowanych piłkarzy, jeździliśmy po Polsce z sukcesami. Na przykład turniej: „Zima z futbolem”, czy impreza w Pszczynie. Tu, czy tam, najczęściej królem strzelców zostawał Chodyna. Widzę, że w Zagłębiu pomogło mu to, że kiedyś był napastnikiem – podkreśla Sikora.



Rodzina zastępcza? Nigdy!

10-letni Kacper Chodyna wyjechał na testy do Milanu. – Byłem w Mediolanie jakby na dwóch turach. Pierwsza to testy, w których trenowałem głównie z Włochami. Spośród nich wybrali osiem osób, które przechodzą do dalszego etapu. Znalazłem się w tej ósemce. Drugi raz jak przyjechałem na mecz, w których uczestniczyli piłkarze z różnych krajów. Wtedy wyszło na jaw, że jeśli miałbym zostać, musiałbym mieszkać w rodzinie zastępczej. Mnie dziesięciolatka taka perspektywa wystraszyła. W meczu pokazowym miałem w głowie, że nie mogę pokazać się ze zbyt dobrej strony, bo jeszcze zostanę w rodzinie zastępczej – wspomina piłkarz. – Byliśmy także na meczu Milan – Bari. W Milanie grał Ronaldinho. W przerwie przeszliśmy obok stadionu, kibice bili nam brawo – to wszystko: coś wspaniałego! – emocje wciąż są w Chodynie żywe.

Nie było Milanu, ani gry na Zachodzie, była za to wyprowadzka do akademii Lecha Poznań, gdzie trafił w wieku gimnazjalnym. W „Kolejorzu” spędził kilka lat, lecz gry w seniorach nie doświadczył. – Trenowałem z pierwszym zespołem i za kadencji trenera Jana Urbana i chwilę, kiedy Lecha prowadził Nenad Bjelica. W tamtym momencie z akademii do pierwszej drużyny poszedł Kamil Jóźwiak. Wiedziałem, że będzie mi ciężko się dostać, tym bardziej że Jóźwiak to była moja pozycja, czyli skrzydłowy. Jakiś czas później pojawiła się opcja przeprowadzki do Zagłębia. Zobaczyłem cały ośrodek, porozmawiałem z ówczesnym trenerem „Miedziowych” Piotrem Stokowcem. Z Centralnej Ligi Juniorów znali mnie trenerzy w akademii, dlatego nie zastanawiałem się i wybrałem Zagłębie – tłumaczy Chodyna, który do seniorów lubińskiej drużyny przebił się z rezerw.



Trzeba wyczuć swój moment

Pierwszy występ w ekstraklasie zanotował w sezonie 2019/20. W obecnych rozgrywkach jest piłkarzem podstawowego składu. – Mimo wszystko, dobrze, że szybko poszedł do Lecha. Trafił do dobrego środowiska. Często to detale decydują o dalszej karierze. Może w Lechu byłby tylko jednym z wielu talentów? A tak dostał szansę w Zagłębiu, to dla niego ogromny postęp. Skoro gra w tylu meczach, to znaczy, że zdobył zaufanie swojego trenera – przyznaje Sikora.

– Myślałem, że skoro tak dobrze idzie mi w juniorach i rezerwach Lecha, następnie Zagłębia, to następnym krokiem będzie pierwszy zespół i ekstraklasa. Debiut w ekstraklasie z Piastem uświadomił mi, że nie warto się spieszyć, lepiej poczekać jeszcze te pół roku. Nowy sezon rozpocząłem z innym nastawieniem. Czułem się pewniej, po swoich meczach wnioskuję, że idzie wszystko w dobrą stronę – stwierdza Chodyna, niegdyś skrzydłowy, dziś prawy obrońca.



– Chwilę przed obozem w Turcji, zimą 2020 roku, podczas gierki trener postanowił sprawdzić mnie na boku defensywy. Chyba wyszło w miarę ok, bo pojechałem razem z kilkoma chłopakami z rezerw na zgrupowanie seniorów. We wszystkich sparingach występowałem na prawej obronie. Wróciliśmy do Polski i zadebiutowałem na tej pozycji w pierwszym meczu po przerwie przeciwko Piastowi. Nie wspominam tego debiutu zbyt dobrze. Może nie zagrałem katastrofalnie, ale nie potrafiłem się odnaleźć się w nowej roli. Trener jednak przekonywał, że widzi tutaj moją szansę. Jak Alan Czerwiński odszedł latem do Lecha to otworzyły mi się drzwi do pierwszego składu – zauważa młodzieżowy reprezentant Polski. Chodyna grywał w kadrach od U-15 do U-20. Trener Jacek Magiera postawił na niego w dwóch meczach Elite League w 2018 roku.

– On i Błyszko zawsze będę dla mnie „łobuziakami”, wychowanymi na orliku – śmieje się Tadeusz Sikora. – „Łobuziakami” byliśmy w Łobezie, kiedy jeździliśmy na turnieje – kończy Chodyna.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności