Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Jakub Apolinarski, szczęściarz z miasta bez futbolu

Rozgrywki17.07.2019 
Wybił się z miasta, w którym prym wiedzie żużel, a konkretnie ekipa „Byków”. W swoim pierwszym klubie dostał szansę dzięki grze na turnieju szkolnym w trakcie ferii zimowych. Początki przygody z piłką zwiastowały, że może wyrosnąć na dobrego piłkarza, bo wyróżniał się na tle starszych od siebie. Niedawno zaliczył przeskok o dwie klasy rozgrywkowe. Teraz razem z Rakowem Częstochowa Jakub Apolinarski zamierza stawić czoła ekstraklasowemu wyzwaniu.

A wyzwanie to nie lada. Raków wraca do ekstraklasy po 21 latach, z kolei 20-latek może rozegrać pierwszy mecz w wyższej lidze niż trzecia. W poprzednim sezonie nie było mu dane wystąpić na boiskach Fortuna 1 ligi, choć miał na to całą wiosnę. Rundę jesienną tego samego sezonu spędził w Polonii Środa Wielkopolska, w której szybko stał się jednym z kluczowych piłkarzy.

Zna miejsce w szeregu

Liczę, że będzie naszym wzmocnieniem – tak przed rokiem komentował transfer Apolinarskiego trener drużyny ze Środy Wielkopolskiej Krzysztof Kapuściński. Czuł, co się święci, bo pozyskany z juniorów Warty Poznań zawodnik wystąpił w 17 spotkaniach, strzelając sześć goli. W ekspresowym tempie awansował w ligowej hierarchii. Trafił do klubu, z którym walczył o ekstraklasę i cel wykonał. Następnym krokiem jest gra w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czy takim zaufaniem obdarzy go trener Marek Papszun?

– Pół roku temu Kuba przechodził z III ligi do I, co na początku mocno rzucało się w oczy. Nie był gotowy do naszego stylu, potrzebował czasu na aklimatyzację, oswojenie się z większymi wymaganiami. Obecnie rywalizuje o miejsce w składzie. Musi ze spokojem do wszystkiego podchodzić – zaznacza szkoleniowiec Rakowa.

To pierwsze spostrzeżenie trenera beniaminka PKO Ekstraklasy, dotyczące wychowanka Polonii Leszno. A drugie? – Bardzo dynamiczny piłkarz z mnóstwem energii i dobrą motoryką. Mimo młodego wieku ma w sobie dużo cierpliwości i pokory. Może nawet aż za dużo... W przypadku większości młodych zawodników to atut, ale u niektórych też trudność, która wstrzymuje rozwój. Jednak Kuba ze swoim podejściem i pracą, którą codziennie wykonuje, powoli zbiera tego plony. Przez te kilka miesięcy u nas mocno się rozwinął. We wszystkich aspektach – przyznaje Papszun.


Najmłodszy i najmniejszy

W Rakowie, pod skrzydłami Papszuna Apolinarski przechodzi zatem prawdziwy chrzest bojowy. Wcześniejsze doświadczenia były tylko preludium do tego, co go czeka w świecie poważnej piłki. Przed chłopakiem z Leszna otwiera się perspektywa debiutu w najwyższej z możliwych lig w Polsce. Z Leszna, które tradycji piłkarskich nie ma żadnych, w przeciwieństwie do żużlowych. – Na każdym kroku dostrzegam jak moje rodzinne miasto żyje żużlem. Też się interesuję, ale nigdy nie próbowałem swoich sił w tym sporcie. Myślę, że dopóki żużel w Lesznie będzie na takim poziomie, dopóty trudno będzie stworzyć klub piłkarski grający wyżej jak 3, czy 4 liga. Tym większą mam  satysfakcję, że udało mi się gdzieś wybić. Mam nadzieję, że pociągnę w górę piłkarskie Leszno – mówi Łączy Nas Piłka Apolinarski.

Zanim tak się stanie, wróćmy na chwilę do przeszłości. Jest zima, ferie w pełni, zimno za oknem, idealny czas, aby rywalizować w rozgrywkach na hali. Uczeń szkoły podstawowej Kuba Apolinarski grał w turnieju międzyszkolnym. Niby nic specjalnego, tymczasem właśnie w takich okolicznościach rodził się talent przyszłego ekstraklasowicza. Na jednym z turniejów zwrócił na niego uwagę Władysław Woźny, kierownik Polonii Leszno.

– Razem z Tomkiem Wołowiczem prowadziliśmy rocznik 1997 oraz 1998. Bardzo często braliśmy udział w różnych zawodach. Kuba wybijał się zawsze. Wiedzieliśmy, że ta dynamika daleko go zaprowadzi. Nie dość, że był najmłodszy w swojej grupie, to jeszcze najmniejszy. Nic sobie z tego nie robił. Cały czas skupiony był tylko i wyłącznie na piłce. Piłka tu, tam, wszędzie. Przejawiał ochotę gry do przodu. Jak już podjął jakąś decyzję na boisku, to nie ustąpił, aż tego nie zrobił. Miał przysłowiową smykałkę do piłki. Mimo swojego wieku nie bał się pokierować starszymi, pozytywie na nich oddziaływać, pobudzić do działania na boisku – wspomina Woźny.

Prawa ręka trenera

Pobyt wśród starszych ukształtował temperament, wykształcił typowe predyspozycje piłkarskie młodzieżowca Rakowa. – Zaangażowanie zawsze na pierwszym miejscu! Kuba miał odpowiedni charakter. Przejawiał cechy przywódcze, przez co był liderem zespołu w pełnym tego słowa znaczeniu. Do tego wysokie umiejętności piłkarskie. Pragnę tylko zauważyć, że na początku obracał się w gronie reprezentantów Polski i kadrowiczów województwa. Dziś jest dużo wyżej niż tamci – uśmiecha się Marcin Winiecki, trener, z którym Apolinarski pracował trzy lata w Warcie Poznań.

Winiecki o swoim podopiecznym mówi, że był jego przedłużeniem ręki. – Nie musiałem nawet nic podpowiadać drużynie, bo Kuba wiedział, co robić. Po prostu dyrygował zespołem. Pełnił rolę kapitana. Podstawowy boiskowy atut? Solidność. Inne atuty? Kreatywność, rozumienie gry. Potrafi zagrać prostopadłą piłkę, znaleźć się w sytuacji podbramkowej. U nas notował sporo asyst. Jedynie nie potrafił wykorzystać tych wszystkich sytuacji. Sposób, w jaki się poruszał sprawił, że pasował, by być centralną postacią. Wyglądał i grał zresztą jak typowy zawodnik środka pola.  Wystawialiśmy go jako środkowego pomocnika: dziesiątkę, ósemkę, szóstkę – podkreśla były opiekun Apolinarskiego.

Ambicja razy dwa

Z poznańskim etapem piłkarskiej przygody naszego bohatera wiąże się też wątek edukacyjny, konkretnie nauka w klasie kadrowej. – To było coś na kształt jednostki wojewódzkiej. W każdym z województw taka klasa skupiała najlepszych chłopaków z regionu. W naszym przypadku, z racji akademii Lecha Poznań, byli z niej wyłączeni zawodnicy Lecha Poznań oraz Warty. Pięć dni w tygodniu mieli zajęcia, następnie na weekend wracali rozgrywać mecze w swoich klubach. Dobrze się uczył, nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Monitorowaliśmy postępy w nauce chłopaków. Na Kubę nikt nie narzekał – przyznaje Winiecki.

Apolinarski ambitnie podchodził do wszystkich obowiązków. – Pamiętam jeden z meczów, wyjazdowy. Kuba wracał po kontuzji stawu skokowego. Założenie było, że ma zagrać kilka minut, góra połowa. Ambicja mu na to nie pozwoliła, grał długo. Nie chciałem nawet słyszeć o tym, że może być inaczej – wyjaśnia były trener 20-letniego pomocnika z Warty.

Apolinarski sam uważa się za szczęściarza: – Ojciec i dziadek grali w przeszłości w piłkę, przesiąkłem więc futbolem. Z początku wszystko bardzo dobrze się układało. Szybko wylądowałem w starszym roczniku Polonii Leszno. Tylko pierwsze tygodnie spędziłem z kolegami ze swojego rocznika. Kiedyś nie myślałem, że piłka będzie mi tak bliska. Jednak czym dalej, tym człowiek bierze pod uwagę scenariusz, że futbol stanie się sensem życia. Jemu się poświęciłem, teraz patrzę coraz wyżej.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności