Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Filip Marchwiński – kreator i chłopak z wizją

Rozgrywki27.02.2020 
Uchodzi za najzdolniejszego wychowanka Akademii Lecha Poznań. Wróży się mu świetlaną przyszłość, a jego pierwsze mecze w PKO Ekstraklasie potwierdzają, że mamy do czynienia z zawodnikiem specyficznym na swój sposób. Skoro w wieku 18 lat potrafi zagrać jak na dorosłego człowieka przystało, to nie może być przypadkiem, że znalazł się właśnie w takim miejscu. Filip Marchwiński, chłopak z Przeźmierowa jest oczkiem w głowie swoich rodziców, to dzięki nim nie przepadł na wczesnym etapie rozwoju.

Opisując jego osobowość trener Rafał Ulatowski, który pracuje z nim na co dzień w Lechu II Poznań, wymienia mamę i tatę jako główny czynnik zdrowego podejścia do życia tego młodego piłkarza. – Umiejętności, chłodna głowa, dobre środowisko, w którym dorasta, a mam tu na myśli rodziców nastawionych na spokojny i harmonijny rozwój Filipa. To wszystko sprawia, że Filip daje sobie tak radę w piłce – mówi Łączy Nas Piłka Ulatowski.

– Moje życie zawodowe mogło potoczyć się inaczej, ale taką decyzję podjąłem: zawsze wszystko planowałem pod kątem syna. Prowadzenie jego kariery jest zasługą mojej małżonki i moją. Po drodze pojawiały się pokusy z różnych stron Europy, żeby wyjechać, rozwijać się w innym miejscu. My jednak konsekwentnie idziemy drogą, którą dla niego wybraliśmy. Trzymaliśmy ten parasol ochronny nad nim. Pewnego dnia usiedliśmy przy stole i wybraliśmy wspólną koncepcję. Nie wiemy, czy ta droga jest słuszna, dowiemy się za kilka lat – przekonuje Adam Marchwiński.

To nie typ sprintera

Pan Adam to jedna z pierwszych osób, która poznała się na piłkarskim talencie syna. W zasadzie to druga. Zanim zaprowadził Filipa na trening do UKS Skórzewo, posłuchał sugestii kolegi. Wszystko działo się w trakcie rodzinnych wczasów w Egipcie. Państwo Marchwińscy byli tam z paczką przyjaciół. – W kurorcie rozgrywano międzynarodowy turniej. Międzynarodowy, bo grali chłopacy z całego świata. Ów kolega, którego nazywam „ojcem chrzestnym” dotychczasowych osiągnięć Filipa, dał mi do zrozumienia, że syn ma w sobie to coś. Dostrzegł, że na tle innych wyróżniał się. Widział z jaką łatwością i lekkością radził sobie z piłką. Sam kiedyś grałem, to znaczy kopałem, dało mi to do myślenia. Zmotywowałem się na tyle, że wrześniu zgłosiłem syna do grupy rozpoczynającej właśnie trening. Uznaliśmy z żoną, że warto, aby spróbował, niech się pobawi. Z bólem serca przyznaję, że nie dałem mu innej możliwości wyboru. Dziecko musi wszystkiego dotknąć, czy to karate, czy jazdy konnej, my natomiast skupiliśmy się jednej dyscyplinie, czyli piłce – podkreśla ojciec młodego piłkarza.



W UKS-ie Filip Marchwiński długo miejsca na zagrzał. W bardzo młodym wieku został wchłonięty przez akademię „Kolejorza”. – Z tego co pamiętam, nie miałem innych zainteresowań, liczyła się tylko piłka. Grałem wszędzie, wychodziłem nawet z kolegami, żeby poobijać piłkę o przystanek. W Skórzewie zaczynałem na prawej obronie, potem trener przesunął mnie na środek pomocy – opowiada Marchwiński junior.

Środek pola szybko stał się królestwem zawodnika. – W juniorskich rocznikach Lecha rozdzielałem piłki na lewo i prawo, zagrywałem prostopadłe piłki, dryblowałem. Uwielbiałem to robić. Jestem kreatorem, w środku pola mam dużo swobody, okazji do pokazania próbki swoich możliwości. W czasach juniorskich miałem w tym wszystkim naturalny luz. Nigdy nie byłem typem sprintera. Te braki musiałem nadrabiać techniką i niekonwencjonalnymi zagraniami. Byłem dobrym dryblerem, więc często wdawałem się w pojedynki jeden na jeden. Lubiłem mieć piłkę przy nodze, dlatego gram w środku pola, gdzie mogę z piłką zrobić pożytek – dodaje.

Może byś zadzwonił?

Umiejętności techniczne, wizja, szybkość działania – dzięki tym cechom był inny niż wszyscy. – Oczy zawsze dookoła głowy. W Lechu od razu został sprofilowany jako ofensywny pomocnik, bo miał zmysł do gry kombinacyjnej – podkreśla Adam Marchwiński.

Jego syn nie miał też problemu z adaptacją w nowym otoczeniu. – Aż do tego stopnia, że gdy w wieku siedmiu lat pojechał na pierwszy obóz, to przez pięć dni w ogóle się do nas nie odzywał. Inne dzieciaki dzwonią płaczą, żalą się, „zabierzcie mnie stąd”, Filip wręcz przeciwnie. Wręcz wymusiłem na nim, aby się odezwał. I to przez trenera, którego znałem osobiście. „Panie Zbyszku (Zbigniew Huchwajda), zwróci pan uwagę Filipowi, żeby zadzwonił do rodziców”. „Dobra panie Adamie, proszę chwilę poczekać”. Oddzwonił... tyle że trener, który przekazał następującą wiadomość: „Jestem na obozie, trenuję, dajcie mi spokój”. Dla niego rozłąka z rodzicami to nic takiego, nie to co dla rówieśników. Po prostu od samego początku był nastawiony na ciężką pracę. W młodości często i gęsto jeździliśmy po różnych orlikach. Trenowaliśmy indywidualnie. Robiliśmy wszystko, aby Filip się rozwijał – przyznaje pan Adam.



W Lechu 18-letni dziś chłopak rósł w siłę. Z piłkarskiego uczniaka stał się dojrzałym i pewnym siebie zawodnikiem. – Gdyby nie Lech nie byłoby mnie w tym miejscu. Miałem łatwe wejście do pierwszego zespołu. Plan gry nie zmienia się aż tak bardzo jak się przechodzi z rezerw do jedynki czy z juniorów do seniorów. Wiele rzeczy jest podobnych. To mi pomogło. Piłkarskie abecadło Lecha mam opanowane w małym palcu. To jak z jazdą samochodem. Masz to we krwi. Internat dał mi dużo jako człowiekowi. Nauczył mnie życia. Jestem wdzięczny trenerom, wychowawcom za to co dla mnie zrobili, czego mnie nauczyli. Nie pozwalali na niektóre zachowania, dużo z nami rozmawiali. Dbali o nasze dobro – tłumaczy Filip Marchwiński, który w sezonie 2018/19 dostał szansę rywalizacji z seniorami. Najpierw były występy w Lechu II, potem debiut w PKO Ekstraklasie. W rezerwach postawił na niego Rafał Ulatowski, w jedynce Lecha Adam Nawałka.

Lubił ryzyko na boisku

– Nie boimy się stawiać na młodych zawodników. W miarę wcześnie, w porównaniu z innymi klubami, dajemy im szansę debiutu w dorosłej piłce. I albo chłopak wykorzysta ją od razu, albo później, albo w ogóle. Filip poradził sobie. Fajnie, że w debiucie w pierwszym zespole Lecha u trenera Adama Nawałki trafił do siatki w Sosnowcu. A ujął mnie swoją techniką użytkową. Czytaniem i rozumieniem gry. Wizją kolejnego podania. Nieszablonowym sposobem poruszania się po boisku. Chęcią wykańczania akcji i strzelania goli. Mówiąc kolokwialnie, „Marchew” ma bramkę. Z Lechią Gdańsk przyjął piłkę prawą nogą, uderzył lewą w zamieszaniu podbramkowym. Wyższa szkoła jazdy, jeśli chodzi o umiejętności techniczne. Zawsze był obunożny, tak go też szkoliliśmy w Lechu. Zwracaliśmy uwagę na to, żeby grał lewą i prawą nogą – mówi Ulatowski.

Spotkanie przeciwko Lechii było kolejnym występem Marchwińskiego w bieżącym sezonie. W poprzednich rozgrywkach zagrał jedenaście meczów. Strzelił dwa gole. Kolejne trafienia dołożył w trwającym sezonie. Jest najlepszym strzelcem urodzonym w XXI wieku. – Powiedziałem Filipowi, że powiem na niego piłkarz jak usłyszy hymn Ligi Mistrzów z pozycji gracza stojącego na murawie. Na razie jest kandydatem na piłkarza, osobą, która ma jeszcze dużo do zrobienia, żeby osiągnąć absolutny top – zaznacza Adam Marchwiński.



– Byłem znany z tego, że lubiłem na boisku ryzyko. Zresztą moja pozycja na boisku tego wymaga. Chłodna głowa? Pod bramką jest bardzo przydatna. Czasami zdarza mi się zagotować, ale staram się nad tym pracować. Muszę czekać do samego końca, nim zdecyduję się na podanie, wybierając najkorzystniejsze rozwiązanie dla kolegów. To jest nowość. W ekstraklasie doszła duża odpowiedzialność za każde zagranie, drybling. W juniorach pozwalali mi na pełną swobodę. Mogłem stracić piłkę, teraz jest trochę inaczej, chociaż przede wszystkim mam kreować. Owszem, zdarza mi strata, bo nie jestem robotem. Odpowiedzialność, która na mnie spadła sprawiła, że dorosłem. Przez ten rok doświadczyłem wiele sytuacji w Lechu, przez co bardziej dojrzałem. Zacząłem inaczej patrzeć na piłkę – wyjaśnia piłkarz... kandydat na zawodnika, chociaż już ze sporym doświadczeniem. Filip Marchwiński.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności