Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Arkadiusz Pyrka – urodzony, by dryblować

Rozgrywki18.02.2021 
Marek Siwak dobrze pamięta ten okrzyk z ławki: „Trenerze, kiedy wejdę, już, teraz?”. To Arkadiusz Pyrka nerwowo przewracał nogami, czekając na zmianę powrotną w rozgrywkach na orliku. Ten sam piłkarz pół roku po przeprowadzce do Znicza, nie mając jeszcze 16 lat zadebiutował w II lidze. A w debiucie w Piaście Gliwice zdobył dwie bramki.

Spotkanie, w którym Pyrka ustrzelił dublet to pojedynek I rundy obecnej edycji Fortuna Pucharu Polski z Apklan Resovią. Wprowadzony w 70. minucie, w końcówce w odstępie dwóch minut ustalił wynik. Piast wygrał 4:0. Tydzień później zadebiutował w ekstraklasie przeciwko Śląskowi Wrocław. W październiku 2020 roku zaliczył debiutancki występ w reprezentacji Polski U-19 w towarzyskim meczu z Danią. – Już praktycznie wszędzie zadebiutowałem, gdzie mogłem. To cieszy, rozwija, daje radość i motywuje do dalszej pracy. Teraz tylko oczekuję debiutanckiego gola na poziomie ekstraklasy, bo asystę miałem ze Śląskiem Wrocław, ale w spotkaniu rundy rewanżowej – mówi Pyrka.



Junior z cechami seniora

Gra z orzełkiem na piersi była możliwa dzięki temu, że ten 18-letni zawodnik dostawał coraz więcej szans, minut w Piaście. Nie czekał długo na pierwszy mecz w zespole Waldemara Fornalika. 4 sierpnia podpisał kontrakt, 15 sierpnia wszedł z ławki w Pucharze Polski, w tym samym miesiącu zaliczył jeszcze dwie gry w ekstraklasie. – Swój debiut zapamiętam na długo. Lepszego wstępu do nowej drużyny mieć nie mogłem. Super sprawa, że już w pierwszej kolejce dostałem możliwość gry. Zobaczyłem jak to jest w tej ekstraklasie. Potem licznik minut rósł. A ja się buduje piłkarsko – podkreśla.

Tak jak szybko dostał kredyt zaufania od trenera Waldemara Fornalika, tak wcześniej w równie szybkim tempie wykonał poważny krok w karierze. By nie powiedzieć skok. Pół roku po przejściu do Znicza Pruszków, jeszcze jako nieopierzony junior, rywalizował z seniorami. Dwa miesiące przed swoimi 16. urodzinami dał zmianę w samej końcówce meczu II ligi z Resovią. – Zdziwiłem się, że tak nagle. Myślę, że okazji nie zaprzepaściłem, bo do końca sezonu rozegrałem kolejnych 17 spotkań – wspomina.



To trener Tomasz Matuszewski, wówczas opiekun juniorów Znicza, gdy został asystentem w pierwszym zespole ze swojej grupy zabrał właśnie Pyrkę. Pyrka pojechał na obóz, były treningi z „jedynką”, debiut. – Przejmując zespół z rocznika 2002 od trenera Kalinowskiego, zwrócił mi uwagę na trzech chłopców, wśród nich był Arek. Mówił, że to chłopak o dużym potencjale. I sam się przekonałem, co miał na myśli. Wyróżniał się cechami typowymi dla seniora – szybkość, mobilność, technika użytkowa. Mając je tak rozwinięte, kwestią czasu było aż przebije się w futbolu seniorskim. Dla mnie to było jasne, że powinien jak najszybciej „stać się” seniorem. Udało mi się przekonać dyrektora sportowego, prezesa, menedżera i rodziców, a nie ukrywam że to była ciężka walka o Arka, bo widzieli dla niego przyszłość w juniorach innych klubów – tłumaczy były trener zawodnika Piasta.

Przedłużył nadzieje Znicza

Przy czym, Matuszewski wiedział, że dostanie szansy w seniorach nie zrobi od razu z Pyrki pana piłkarza. Potrzebne było wsparcie zawodnika, a co najważniejsze, przekonanie go, że jest w stanie poradzić sobie z wyzwaniami poważnej piłki. – Na początku gry w drugiej lidze brakowało mu tego, czym wyróżniał się w juniorach, gdzie brał odpowiedzialność na siebie. Sam nam wygrywał mecze. Sprawiał wrażenie przygaszonego, grał bezpiecznie, bał się podejmować ryzykowne decyzje. Kilka rozmów z nim na ten temat miałem. Kazałem mu uwierzyć w swoje umiejętności. Jasne, zaliczył ogromny przeskok, nie od razu więc w seniorach będzie funkcjonować na wysokim poziomie. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość, bo wiadomym było, że zaskoczy – dodaje trener.



I przyszedł taki moment, że Pyrka zaskoczył. Najbardziej rzucało się to w oczy, kiedy za wyniki pruszkowian odpowiadał Artur Węska. Popis dał w wyjazdowym meczu z Górnikiem Polkowice. Strzelił gola, zaliczył asystę. Znicz wygrał 2:1, choć grał przez ponad 20 minut w dziewięciu. – Przedłużył nasze nadzieje na utrzymanie – stwierdza Matuszewski.

Asysta Pyrki przy golu Pawła Moskwika była niczego sobie. Dostał piłkę na połowie przeciwnika. Minął jednego, potem drugiego przeciwnika i dograł koledze na pustą bramkę. I tak wpadł w oko przedstawicielom Piasta. Pokazał, że jest bardzo szybki, dynamiczny. Z takiej strony dał się poznać trenerowi Markowi Siwkowi w Broni Radom, do której trafił z Radomiaka Radom i trenującego go w Radomiaku Marcinowi Sikorskiemu.



Zakręcony na punkcie dryblingu

– Przed finałowym meczem kadry Mazowsza, które Mazowsze wygrało po golu Arka, robiłem gierki pięciu na pięciu. Powtarzałem tylko: „Próbuj grać z kolegami”. Nie powiem, że był samolubny, lubił podać, ale jeszcze bardziej lubił kiwać, zwłaszcza w bocznych strefach. Czasem trzeba było go hamować – stwierdza Siwak. – Na wielu turniejach wybierano go MVP. Mało tego, zostawał często królem strzelców. Strzelał najwięcej goli w zespole, pod niego była ustawiona gra. Graliśmy w piątkach, siódemkach, on pełnił rolę „dziewiątki”. Teraz występuje na boku pomocy i dobrze sobie w takiej roli radzi w Gliwicach. Wtedy pozycja numer dziewięć była dla niego najlepsza. Najwięcej dawał drużynie w ataku – dodaje Sikorski.

Zamiłowanie do dryblingu pozostało w Pyrce do dziś. – Kręciły mnie dryblingi. Trenerzy powtarzali, że lepiej żebym czasem podał, wyszedł na pozycję, ja jednak nie potrafiłem od tego odejść – stwierdza młody zawodnik gliwiczan. Do jego atutów Siwak dodałby jeszcze kilka innych rzeczy. – Niesamowite depnięcie na kilku metrach. Będąc w wieku junior młodszy, w zasadzie to starszy trampkarz, biegał poniżej 4 sekund na 30 metrów. Rzadko który senior osiąga taki wynik! Tak, bardzo chciał grać, że dużo serca wkładał w to, co robił. Gierka nie gierka, nie było dla niego lajtowo. Nigdy nie odpuszczał. Mimo drygu do indywidualnej gry, był bardzo lubiany. Na boisku trudny do zatrzymania. Jak już ktoś przegrał z nim pojedynek to nie miał szans go dogonić – dopowiada szkoleniowiec Pyrki z Broni Radom.



Pyrka tłumaczy, że od dzieciaka dużo biegał. Ścigał się w szkole. Wygrywał zawody międzyszkolne. – Nigdy nad tym się nie zastanawiałem, myślę jednak, że gdyby nie piłka to mógłbym biegać na krótkie dystanse – podkreśla młodzieżowiec Piasta.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności