Aktualności

[MŁODZIEŻ EKSTRAKLASY] Aleksander Buksa śladem brata Adama. Już zapisał się w historii!

Rozgrywki28.08.2019 
W rodzinie Buksów bardziej znany jest jego brat – Adam, ale jedna bramka, którą zdobył przeciwko Jagiellonii Białystok, sprawiła, że też trafił do świadomości wielu kibiców PKO Ekstraklasy. Za jednym razem Aleksander Buksa zapisał się w historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce oraz Wisły Kraków. – Spokój, chłodna głowa, nie tylko na boisku – charakteryzuje piłkarza trener Adrian Filipek.

Gol, którego młody Buksa strzelił w Białymstoku sprawia, że na trwałe zagości w kronikach. Raz, że został najmłodszym zdobywcą bramki w ekstraklasie w XXI wieku. Dwa – pobił wynik sprzed lat, należący w Wiśle do Mieczysława Gracza. Gracz 18 października 1936 roku wpisał się na listę strzelców, mając 17 lat i 76 dni. Buksa uczynił to, licząc 16 lat i 220 dni. Był to dla mnie wyjątkowy wieczór. Spełniłem swoje marzenie – mówi nastoletni napastnik w rozmowie z Łączy nas piłka.

Brat nauczycielem

Buksa pierwszą styczność z ekstraklasą miał już w końcówce poprzedniego sezonu. W meczach 31., 32., 35. oraz 37. kolejki wchodził na ostatnie minuty. Rolę zmiennika pełni także w obecnych rozgrywkach. – Wiem, że ta bramka rozbudziła apetyty u niektórych kibiców Wisły. Jestem młodym człowiekiem, muszę robić konsekwentnie krok po kroku. Najważniejsze jest zaadaptowanie się do obciążeń fizycznych i mentalnych, panujących w ekstraklasie. Nie jest łatwo przeskoczyć z CLJ U-17 na poziom ekstraklasy, kiedy mecze ogląda niekiedy po 20 tysięcy widzów. Czerpię z tego małą łyżeczką – przekonuje młodszy z braci Buksów.

Rola Adama, starszego od Aleksandra o siedem lat, jest kluczowa, jeśli chodzi o sportowy postęp snajpera „Białej Gwiazdy”. – W dzieciństwie podpatrywałem Adama na każdym etapie – szkoły, potem boiska. Jest to piłkarz najbliższy memu sercu. Dobrze, że mamy możliwość gry w tej samej lidze. Jesteśmy w stałym kontakcie. Z uwagą oglądamy swoje poczynania na boisku i przekazujemy wzajemnie wskazówki. Automatycznie, po każdym meczu analizujemy jego przebieg pod naszym kątem – przyznaje Aleksander Buksa.



Ale i w samej Wiśle ma się kim inspirować. Rafał Boguski, Jakub Błaszczykowski, Marcin Wasilewski, czy wreszcie Paweł Brożek to pokolenie piłkarzy, którzy niejedno w piłce widzieli, niejedno przeżyli. – Brożek? Od tego klasy zawodnika mogę się dużo nauczyć. Paweł świetnie gra tyłem do bramki, potrafi się odnaleźć w polu karnym i skutecznie wykończyć akcję. Nauczycieli mam bardzo dobrych – przekonuje 16-latek, który jeszcze niedawno rywalizował z juniorami, a dziś konkuruje z seniorami.

Wyższy poziom świadomości

– Z pierwszą drużyną rozpocząłem treningi w październiku ubiegłego roku. Był to dla mnie znak, że mam przygotowywać się do debiutu w ekstraklasie. Z każdym treningiem oswajałem się z seniorską piłką, dlatego liczyłem, że ten debiut wkrótce nastąpi – podkreśla młody, wiślacki talent.

Ten talent rozwija się harmonijnie. Ci, którzy znają Aleksandra Buksę od strony czysto piłkarskiej i mentalnej, są zdania, że jest on dziś w tym miejscu dzięki dojrzałości odwrotnie proporcjonalnej do wieku. – Swoją świadomością przerastał starszych od siebie. Spokój, chłodna głowa, nie tylko na boisku. Jak został zaproszony na trening pierwszej drużyny, to bardzo się cieszył, natomiast przyszedł tam w konkretnym celu. Miał ściśle zaplanowaną ścieżkę. Kiedyś go zapytałem: „Jaki masz cel w życiu?”. Odpowiedział: „Chciałbym w ciągu roku, dwóch lat awansować do jedynki, tam się zadomowić i strzelać gole. Potem wyjechać na zachód”. Nie były to puste słowa, tylko konkretny plan świadomego, młodego człowieka. Na razie ma 16 lat, zaliczył premierowego gola w ekstraklasie. Łapie minuty, do kariery Marcina Wasilewskiego czy Kuby Błaszczykowskiego jeszcze mu daleko, ale i tutaj widzę – jeśli dalej będzie podążał tą drogą – szansę na narodziny fajnej kariery – przekonuje Adrian Filipek.



Z Filipkiem Buksa pracował w trampkarzach oraz juniorach Wisły. – Dla Olka pierwszym, dużym wyzwaniem była rywalizacja ze starszymi, a tak było w U-16. Zaliczył duży przeskok, musiał sporo pracować nad grą w defensywie, ponieważ we wcześniejszych latach grał na mniejszych boiskach, rywale byli mniej wymagający. W tym okresie „nauki” gry w obronie trochę się nacierpiał. Miał trudno, niemniej uwagę i krytykę przyjmował ze zrozumieniem, chciał się uczyć. Nigdy na to nie narzekał. To chłopak, który czerpie od każdego, kogo spotka. Pamiętam mecz derbowy zimą z Cracovią. Olek wrócił z kadry Polski i strzelił cztery gole chłopakom o rok starszym – podkreśla Filipek.

I dopowiada: – Przed poprzednim sezonem spotkałem się z Olkiem i jego ojcem. Podjęliśmy decyzję, że będę z nim raz w tygodniu trenował indywidualnie. Poza tym ma trenera od przygotowania fizycznego. Wyznaczyliśmy sobie pewne cele i konsekwentnie do nich dążymy. Buksa ciężko pracuje na swój sukces i dostaje za to nagrodę. Z jednej strony cieszy się z tego, co go ostatnio spotyka, a z drugiej zdaje sobie sprawę, że to początek, więc za bardzo się tym nie podnieca. On i całe środowisko z nim związane liczy na więcej. Jestem pewien, że z każdym meczem, treningiem będzie tylko rósł.

W Wiśle rośnie potencjalny następca Brożka i Boguskiego. Jednym zdaniem – przyszłość przed nim. A początki? – Pierwszy epizod z piłką miałem w Austrii, to były czasy, kiedy mój brat grał w Kaernten z Klagenfurtu. Trenowałem w dziecięcych kategoriach wiekowych tego klubu, odpowiedniku polskich żaków. Rok później, gdy trafiłem do Bronowianki, bardziej chodziło mi o to, aby dalej uprawiać sport. Chciałem zachować w sobie sportowego ducha. Nie spodziewałem się, że może coś z tego w przyszłość wyjść lepszego. Kulminacyjnym momentem było przejście do Wisły Kraków, potem pojawiły się pierwsze powołania do młodzieżowych reprezentacji Polski. No i zacząłem poważnie traktować piłkę – wspomina Aleksander Buksa.



– Na Twitterze wrzuciłem ostatnio bramkę Aleksandra z Lokomotivą Zagrzeb przed laty, w finale turnieju organizowanego na Wiśle. To gol z trzydziestu metrów. Olek schodzi z piłką na lewą nogę, uderza, piłka odbija się od poprzeczki i wpada do bramki, dając nam zwycięstwo. Druga sytuacja, turniej w Szczecinie. Grały tam wszystkie akademie klubów ekstraklasy, w finale z Legią, który wygraliśmy 3:1, Olek też pokazał to swoje firmowe zagranie. Przypomniałem sobie o tym, oglądając mecz Wisła – ŁKS, w trakcie jednej z akcji. Olek obraca się, biegnie do piłki, wołam do żony: „O, patrz, gol!”… Tyle, że akurat trafił w słupek. Biorę do ręki telefon, piszę mu SMS-a: „Jak już miałeś piłkę na lewej nodze, cieszyłem się z gola”. Potem dopisałem: „Mam nadzieję, że w kolejnym meczu już trafisz”. I co? Spotkanie z Jagiellonią, Olek ma piłkę na lewej nodze, robi obrót, bramka! Tym razem strzelił po krótkim słupku – mówi Mateusz Stolarski, szkoleniowiec Buksy z jego początków w juniorach Wisły, dziś pracujący w Stali Rzeszów.

Warto dodać, że w tym roku Olek zacznie naukę w IV LO. Nie wyobraża sobie sytuacji, że edukacji piłkarskiej nie będzie łączył z edukacją szkolną. – To liceum to szkoła prywatna. Po analizie większości szkół w Krakowie, ta opcja wyglądała najlepiej. Wszystko zmierza do tego, że podejmę się indywidualnego toku nauczania, korzystając ze Skype – przyznaje Buksa.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności