Aktualności

[LOTTO EKSTRAKLASA] Zimowe transfery, czyli tymczasowość kontra wizja

Rozgrywki12.01.2018 
Niektóre kluby Ekstraklasy nie traciły czasu i już przed pierwszym treningiem w 2018 roku sprowadziły nowych piłkarzy, a kibice innych drużyn wciąż czekają na pierwsze wzmocnienia. Specyfika zimowego okna transferowego wymaga od dyrektorów sportowych oraz trenerów konkretnych działań, ponieważ limit na błędy jest mocno ograniczony.

To ostatni moment, by wpłynąć na wyniki. Nie zmianą trenera – to w Ekstraklasie popularne rozwiązanie, ale głównie w trakcie rozgrywek i dodatkowo rzadko skuteczne – lecz sprowadzeniem zawodników mających odmienić grę drużyny. Teoretycznie cała runda jesienna jest doskonałym źródłem wiedzy o potrzebach zespołu: obnaża słabe ogniwa, pokazuje niedostatki na konkretnych pozycjach, wskazuje piłkarzy, którzy nie mają szans przebić się do podstawowej jedenastki. Stąd oczekuje się, że zamiast panicznych ruchów w klubach działania będą przemyślane.

– Uważam jednak, że wciąż zdecydowanie zbyt późno przygotowuje się listy zimowych transferów – mówi menedżer piłkarski Rafał Szczypczyk z agencji Box2Box. – Idealnym początkiem prac byłaby wczesna jesień, lecz w ligowych realiach odbywa się to w grudniu. Dlatego często sprowadza się zawodników, którzy nie mają prawa zaistnieć w danej drużynie, choćby ze względu na niedopasowanie do taktyki – dodaje.

Miliony do ligi, jakość poza kraj

W minionym tygodniu wszystkie drużyny z najwyższej klasy rozgrywkowej wróciły do treningów. Tymczasem w aż dziewięciu klubach nie dokonano w ogóle transferu, albo sprowadzono maksymalnie jednego zawodnika. Najbardziej zaimponowała Legia Warszawa, która już w pierwszych dniach stycznia zakontraktowała czterech piłkarzy. Podobnie sprawnie działały Piast Gliwice, Lech Poznań i Zagłębie Lubin (po trzy transfery).

Warto podkreślić diametralną różnicę między zimowym a letnim okresem transferowym. – Teraz na rynku jest zdecydowanie mniej zawodników prezentujących jakość, których można pozyskać bez kwoty transferowej. Kluby mają potrzebę uzupełnienia składu, ale zimą są zmuszone do płacenia za wzmocnienia – tłumaczy Szczypczyk. Dlatego w ostatnich latach wydatki w Ekstraklasie na transfery zimą zdecydowanie wzrosły – z poziomu ok. 1 mln euro w latach 2012-2014 do kwot ponad 3 mln euro w kolejnych okresach zimowych (źródło: Transfermarkt.com).

– Stąd zimą modeluje się zespół według potrzeb oraz możliwości własnego budżetu. Często odbywa się to za sprawą wypożyczania piłkarzy. Latem rynek jest pełen wolnych zawodników, wybór jest większy, pod to okno przygotowywany jest budżet na sezon, co ma niemałe znaczenie – dodaje Szczypczyk. A latem kluby mogą wykorzystać wpływy, które przyniosła… zimowa sprzedaż wyróżniających się piłkarzy. Taka jest również specyfika ligi: często wystarczy bardzo dobra połowa sezonu, by pojawił się chętny na zawodnika, a na stole ląduje oferta nie do odrzucenia. Rok temu zimą kluby Ekstraklasy zarobiły ponad 11 mln euro, choć głównie za sprawą Legii, która sprzedała Nemanję Nikolicia, Aleksandara Prijovicia i Bartosza Bereszyńskiego. Jednak we wcześniejszych latach wcale nie sprowadzało się to do jednej drużyny, a zyski nadal były wysokie, nawet ponad sześciomilionowe (źródło: Transfermarkt.com).

Są tu tylko na chwilę

Statystyki transferów pokazują, że w Ekstraklasie coraz popularniejsze stają się wypożyczenia, zwłaszcza zimą. Pięć lat temu spośród dokonanych ruchów przez kluby z najwyższej ligi w Polsce 43% było przeprowadzonych na zasadzie tymczasowej, w styczniu i lutym 2015 nawet mniej, bo 35%. Jednak już rok temu była to niemal połowa (39 wypożyczeń). Ostatnio Piast wypożyczył Jakuba Czerwińskiego z Legii, a Śląsk Wrocław Timo Riedera z FC Augsburg.

– To bardzo korzystna forma dla klubu pozyskującego. Co prawda przejmuje się wynagrodzenie zawodnika, ale biorąc go z lepszej drużyny dostaje się również jakość. Często jest bowiem tak, że te mocniejsze kluby nie potrafią zagospodarować piłkarzy, których wcześniej udało się znaleźć i sprowadzić, ale z różnych przyczyn oni się nie sprawdzili. Ryzyko jest mniejsze, a do tego daje możliwość zrobienia transferu po okresie wypożyczenia. Ze strony agenta trzeba mieć jednak pomysł na takiego zawodnika, by po udanym wypożyczeniu miał też otwartą szansę powrotu na wyższy poziom, co jest jednak bardzo trudne w polskich warunkach – tłumaczy Szczypczyk, który reprezentuje właśnie Czerwińskiego.

Za przykład takiego przemyślanego wypożyczenia – choć letniego, nie zimowego – podaje Pawła Tomczyka z Lecha Poznań, który w obecnym sezonie gra w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała. – W klubach pierwszej ligi dla niego mój ranking otwierała Stal Mielec, ale do tego transferu nie doszło. Kolejnym było Podbeskidzie, ponieważ nie miało w ogóle napastnika. Wiedząc, kto tam gra i jak – głównie z kontry, bezpośrednio – byłem przekonany, że Paweł sobie poradzi. Tych ofert było więcej, ale nie chcieliśmy, by był uzupełnienie lub grał poza swoją pozycją. Dla nas jest tylko napastnikiem i dlatego na tym ruchu jesienią skorzystał i on, i Podbeskidzie – dodaje. Tomczyk w nowym klubie strzelił sześć goli, na dodatek był powoływany do reprezentacji Polski do lat 21, gdzie również trafiał do bramki w meczach eliminacji EURO 2019.

Oczywiście z liczbą wypożyczonych piłkarzy nie należy przesadzić, o czym przekonano się rok temu we Wrocławiu. Do Śląska trafiło trzech zawodników na okres drugiej części sezonu, a już wcześniej w klubie było ich kilku. Taka tymczasowość nie pomogła drużynie w walce o czołową ósemkę, dodatkowo wymagała latem kolejnych zmasowanych ruchów na rynku transferowym. To najlepiej zobrazowało brak długofalowej wizji i doraźne działania zarządzających klubem.

Obiecaj swoją wizję

Każdy trener wolałby mieć zamkniętą kadrę już na pierwsze zgrupowanie. – Wszystko zależy od tego kto i kiedy zaczyna się przygotowywać do zimowego okna transferowego. Przecież same negocjacje i dopinanie szczegółów odbywają się znacznie wcześniej niż przylot piłkarza, jego prezentacja – dodaje Szczypczyk. – Trudno też dziś oceniać transfery zimowe jako dobre lub złe. Można patrzeć na timing, liczbę, ale o ich jakości się dopiero przekonamy. Równie ważna jest kwestia wizji, ponieważ często w grę może wchodzić coś, czego kibice nie wiedzą. Ale współpraca dyrektora sportowego i trenera to prawdziwa sztuka i rzadkość, podobnie jak zastąpienie zimą zawodzącego piłkarza znacznie lepszą alternatywą – mówi.

Dlatego komfortem dla Romeo Jozaka jest nie tylko zamknięta kadra, ale też fakt, że właściciel Legii sprowadził go do klubu wraz z Ivanem Kepciją, który został dyrektorem technicznym. Także ten drugi był obecny na prezentacji dwóch pierwszych transferów, Eduardo da Silvy i Domagoja Antolicia. – Moja praca polega na pomocy drużynie, dodawaniu jej jakości – tłumaczył Kepcija, jednocześnie prosząc, by na zimowe transfery Legii patrzono z szerszej perspektywy, jako tylko część planu odmiany obecnego składu.

- Po tym i po następnych oknach transferowych zobaczycie kolejnych zawodników różnych narodowości, teraz to tylko część działań. Pojawiła się szansa na pozyskanie tych piłkarzy i z niej skorzystaliśmy – mówił i zaznaczał, że cel postawiony przed nim to praca na trzy, cztery lata. Pierwszą fazą jest dodanie jakości, drugą: odmłodzenie składu. – Każdy transfer to jednak ryzyko, ponieważ w adaptacja zawodnika to wiele różnych elementów.

Po pierwszych dwóch tygodniach stycznia poza wzmocnieniami w Legii i Lechu pozostałe kluby dążą wyłącznie do uzupełniania swoich składów, niektóre dopiero testują kandydatów. To jednak wyłącznie podkreśla brak długoterminowego działania, wcześniejszej aktywności oraz możliwości budżetowych po letnich szarżach. Wtedy niemal wszędzie w Ekstraklasie przeprowadzono kadrową rewolucję, łącznie do klubów trafiło 120 piłkarzy. Zimą będzie ich znacznie mniej.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży