Aktualności

[LOTTO EKSTRAKLASA] Najważniejsze pytania przed finiszem sezonu

Rozgrywki18.05.2018 
Co w planach na następny sezon ma Marcin Brosz? Czy Jagiellonia Białystok powtórzy błędy z poprzedniego meczu z Wisłą Płock? Jak do finiszu podejdzie poznański Lech, a jak walcząca o mistrzostwo Legia Warszawa? Zapraszamy na obszerną zapowiedź ostatniej kolejki sezonu LOTTO Ekstraklasy w grupie mistrzowskiej.

Jednym okiem w przyszłość?

Kto wie, czy nie była to najbardziej buńczuczna wypowiedź kończącego się sezonu. – Czuję się jak frajer, że nie zdobyliśmy tego mistrzostwa. Kto wie, może taka szansa już się nie powtórzy? – zastanawiał się Tomasz Loska, bramkarz Górnika Zabrze w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”. Górnik mistrzem? Przed sezonem brzmiałoby to jak herezja, bo celem beniaminka z niedoświadczonym składem mogło być najwyżej spokojne utrzymanie.

A jednak sezon potoczył się tak, że dziś piłkarzy Marcina Brosza kibice widzą w drużynie Adama Nawałki przygotowywanej na mundial, a zagraniczni skauci zapisują notes kolejnymi nazwiskami utalentowanej młodzieży. Ma to dobre strony – za Górnikiem rewelacyjny rok – ale też złe, jak nieuchronne zakończenie tego rozdziału historii. Rafał Kurzawa i Damian Kądzior już potwierdzili, że odejdą z Zabrza, kolejne nazwiska na tej liście to kwestia czasu. Stąd ostatnie spotkanie sezonu to dla nich i dla Brosza idealna okazja, by… tę chwilę przedłużyć.

Po pierwsze, ogrywając Wisłę Kraków i zapewniając sobie miejsce w europejskich pucharach. Po drugie, może pokazując tych, którzy mogą stanowić o sile Górnika w kolejnym sezonie. Po trzecie, zwycięstwem udowadniając, że wcale nie musi przystępować do kolejnych rozgrywek osłabiony. – Dla nas, dla klubu, to bardzo ważne spotkanie. Na ten moment patrzymy tylko na to, co w niedzielę – mówił Brosz i prosił o odłożenie pytań o przyszłość na czas po meczu z Wisłą. A nim może już udzielić kilku odpowiedzi.

Jak nie powtórzyć historii?

To był finisz sezonu zasadniczego. Lech Poznań pewnie wygrywał u siebie z Górnikiem Zabrze, Legia w dosyć wyrównanym spotkaniu zwyciężyła z Pogonią Szczecin aż 3:0. I tylko w tym wszystkim Jagiellonia nie była w stanie dopisać sobie trzech punktów, bo w Białymstoku świetnie przygotowana taktycznie Wisła Płock postawiła się faworytom.
Najbardziej zaskakiwała reakcja gospodarzy po traconych golach. Wszyscy patrzyli po sobie, każdy zdziwiony i zaskoczony tym, co właśnie się stało. A Wisła Płock po prostu wykorzystywała błędy piłkarzy Jagiellonii w kryciu przy stałych fragmentach. Goście atakowali bardzo rzadko, zanotowali ledwie 30% posiadania piłki, mieli tylko dziewięć kluczowych podań, lecz za każdym razem było groźnie.

A w głowach piłkarzy Jagiellonii kwitła myśl, że im tego dnia nic nie ma prawa się udać. Z dwunastu strzałów tylko trzy były celne, przy 70-proc. dominacji niewiele z tych szans było klarownych. Gdy już zdobyli kontaktową bramkę, to zaraz stracili drugiego. Teraz na taki scenariusz nie ma nawet szans. Nikt w Białymstoku nie dopuszcza nawet takiej myśli, bo zwycięstwo jest koniecznością.

Ale tamtą lekcję Jagiellonia musi odrobić, bo tym razem mecz będzie wyglądał podobnie, a forma Wisły naprawdę jest wysoka, co potwierdziło zwycięstwo 4:1 z Koroną w ubiegłym tygodniu. Już Legia Warszawa przekonała się, jak złudne może być nawet dwubramkowe prowadzenie z płocczanami. – Musimy koncentrować się tylko na sobie i na naszym meczu. Jak nie wygramy, to nie damy sobie nawet szansy na zdobycie mistrzostwa. Czeka nas bardzo trudne spotkanie. Będzie to ostatni mecz w sezonie. Położymy na szali zdrowie i wszystkie nasze siły – zapowiada Taras Romanczuk w „Przeglądzie Sportowym”.

Powtarzanie historii nie tyczy się wyłącznie meczów z Wisłą Płock, ale też ubiegłego sezonu. Wtedy Jagiellonia remisowała z Lechem Poznań w ostatniej kolejce 2:2 na dziesięć minut przed końcem spotkania. Wystarczył gol, a zostałaby mistrzem Polski. Spora część drużyny pamięta rozczarowanie niepowodzeniem, a nie radość z drugiego miejsca – to może być i obciążeniem, i świetną motywacją. Zależy tylko, jak wykorzysta to Ireneusz Mamrot.

Jak mocno Lech zacznie nowy rozdział?

W Poznaniu już wiedzą: nowym trenerem Lecha będzie Ivan Djurdević. To może nieco wpłynąć na złość kibiców za ostatni miesiąc w wykonaniu „Kolejorza”, nawet jeśli te nerwy i niepokój przełożyły się na absurdalne rozwiązania związane z możliwym triumfem rywali. Żeby więc nie było tak pięknie, fani Lecha na jeden z ostatnich treningów przygotowali piłkarzom transparent z groźbą, co stanie się w wypadku porażki z Legią w niedzielę.

Wątpliwe, by i w razie triumfu zakończyło się uśmiechami i przybijaniem piątek z kibicami – bardziej spodziewane jest przypomnienie, że trzecie miejsce jest wynikiem rozczarowującym. Dlatego zwolniono Nenada Bjelicę, dlatego pojawił się Djurdević. Ten drugi może potraktować spotkanie z Legią jako audycję do jego przyszłej drużyny: kto wytrzyma presję, kto pokaże charakter o którym mowa, że będzie ważną cechą nowego Lecha.

– To dla mnie wielka odpowiedzialność. Nie jeden raz mówiłem, że wiem jak ważny dla miasta i regionu jest Lech, że jego koszulka, z jego herbem, to nie 20 gram, a 20 kilogramów. Ten klub jest wielki i zasługuje na to, by za niego wskoczyć w ogień. I ja to zrobię – zapowiada Djurdević. Czy jednak po niedzieli i obawach związanych z zachowaniem kibiców – być może bezpodstawnych – będą jeszcze chętni, by uczestniczyć w tej drodze w ogień?

Jak odłożyć na bok myśli o fecie?

Tyle się o tym mówiło w ostatnim tygodniu, tyle powstało rozmaitych scenariuszów i tak rozbudowano frustrację sytuacją, że sama kwestia organizacji fety za mistrzostwo musiała wpłynąć na przygotowania legionistów. Im więcej jest zapewnień o tym, że koncentrują się bardziej na meczu, tym mocniej ten temat sporów na linii Ekstraklasa S.A. – Lech – Legia jest eksponowany i może dominować dyskusję o finiszu ligi.

Oczywiście, że jest ważniejsza motywacja dla drużyny Deana Klafuricia: samo mistrzostwo. Trzecie z rzędu i osiągnięte prawdopodobnie w najtrudniejszych okolicznościach z ostatnich kilku zwycięstw. Jednak wszystko to działo się niejako na własne życzenie: zwalnianie i zatrudnianie trenerów, brak wzmocnień latem i zimowa rewolucja w składzie, odmienianie struktur w gorącym okresie… Był to kolejny sezon Legii napakowany wydarzeniami tak, że w wielu wypadkach wystarczyłoby ich na znacznie dłuższy okres.

Im więcej tych problemów, tym lepiej smakować może ostateczny triumf. Zwłaszcza na terenie rywala, zwłaszcza po porażce 0:3 w Poznaniu jeszcze jesienią. Dziś wydaje się to tak odległym wydarzeniem, w którym nic w Legii nie funkcjonowało, gdy wydawało się, że dynamika sezonu dla jednych i drugich układa się zupełnie inaczej.

A jednak to Legii teraz wystarczy remis, by zdobyć mistrzostwo. Odkąd trenerem jest Klafurić, Legia wygrała sześć spotkań, jedno kończąc podziałem punktów. – Wcześniej ta drużyna miała potencjał, ale nie pokazywała tego. Atmosferę i pewność siebie buduje się przez zwycięstwa i dobrą grę. W tym decydującym momencie zaczęliśmy pokazywać to, czego się od nas oczekuje – powiedział Miroslav Radović w wywiadzie dla Legia.com.

– Z całym szacunkiem dla innych zespołów, to my mamy największe doświadczenie w meczach o najwyższą pulę. Z jednej strony powinno nam to pomóc, ale to my powinniśmy być pewni i pokazać na boisku zespół, który zespół dominuje obojętnie z jakim rywalem, czy byłby to Lech czy Jagiellonia – dodawał kapitan Legii. Zapowiedź dominacji jest odważna, ale pokazuje, że jeśli Legia miałaby choć w jednym meczu w pełni przenieść swój mistrzowski potencjał na boisko, to piłkarze chcą dokonać tego w ostatnią niedzielę sezonu. Ale czy to wystarczy do tytułu?

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży