Aktualności

[LOTTO EKSTRAKLASA] Mniej okazji, mniej goli. Liga bardziej negatywna?

Rozgrywki13.10.2017 
O ile w poprzednich sezonach zwykle jesienią ligowcy strzelali więcej goli, o tyle w obecnych rozgrywkach można dostrzec kilka negatywnych trendów wpływających na atrakcyjność spotkań. Jakie są powody bardziej defensywnej gry drużyn Ekstraklasy?

Ostatnia, jedenasta kolejka przed minioną przerwą na mecze reprezentacji przyniosła tylko dziesięć goli, w ledwie jednym spotkaniu (Lech Poznań 3:0 Legia Warszawa) piłkarze trafiali do siatki częściej niż dwa razy. To jednak wyłącznie podkreślenie zauważalnego trendu: o ile w poprzednim sezonie średnio niemal w co czwartym meczu padała maksymalnie jedna bramka (22,3%), o tyle w obecnym szansa trafienia na takie spotkanie jest jak jeden do trzech (32,95%). Jeśli takie proporcje się utrzymają to rezultatów 0:0, 1:0 i 0:1 będzie o 33 więcej niż na koniec rozgrywek 2016/17.

Mniej goli (średnia meczowa spadła o prawie 15%) to efekt mniejszej liczby stwarzanych okazji: z wyliczeń EkstraStats wynika, że drużyny kreują prawie o jedną czwartą mniej szans na bramkę niż w poprzednim sezonie. Spadła również ich jakość (tzw. gole oczekiwane) – ze średniej 2,67 na mecz do 2,46. Wyliczankę można by rozszerzyć np. o strzały celne (z 9,04 na 8,33).

Z czego wynika ten negatywny trend? Pierwszym powodem jest „sezon przejściowy” w funkcjonowaniu ligi. Nie ma już podziału punktów, ale pozostała runda finałowa. W poprzednich latach mając na uwadze fakt, że po trzydziestu kolejkach szanse się wyrównają w obu grupach, drużyny pozwalały sobie na więcej swobody. Stąd w każdym z ostatnich czterech sezonów średnia goli jesienią była wyższa od tej wiosną, gdy trenerzy stawiali na grę bardziej defensywną.

Punkt drugi to styl gry drużyn Ekstraklasy. Większość stawia na grę z kontry, a najlepszym przykładem jest… mistrz Polski, Legia. W poprzednim sezonie był to zespół o najwyższym średnim posiadaniu piłki (według InStat – 56%), w obecnym ten wynik nie obniżył się znacząco (o 2 pp.), ale… Wystarczy spojrzeć dokładniej na poszczególne mecze, by dostrzec, że w spotkaniach ze Śląskiem (40%), Zagłębiem (40%) i Wisłą Płock (37%) zanotowała najniższe posiadania w meczach ligowych w ostatnich latach. Rok temu najniższym wynikiem Legii było 42-proc. udział w rozegraniu piłki, jedyny raz, gdy spadł poniżej progu 45%.

Jak więc gra się w Polsce? Ostatnio ciekawe zestawienie przygotowali analitycy CIES – Międzynarodowego Obserwatorium Piłki Nożnej – z pomocą InStat. Pod względem średniej liczby podań na minutę posiadania piłki Ekstraklasa zajmuje wysokie, szóste miejsce (wynik 17,90) zaraz za najpotężniejszymi ligami w Europie. Jednak już w klasyfikacji dokładności podań polskie rozgrywki są dwudzieste – podań może i jest więcej, ale nadal zbyt często są to chaotyczne wymiany, piłka często zmienia zespół. Stąd powszechne wrażenie przypadkowości zdarzeń na boiskach Ekstraklasy.

Kolejne liczby to tłumaczą: w obecnym sezonie spadła średnia liczba podań na akcje bramkową (z 4,1 na 3,7), niższy jest również średni czas prowadzenia ataku zakończonego golem (z 13,5 sekund do 12). O cztery pp. wzrósł udział bramek zdobytych po kontrach (z 31% na 35%).

Tu najlepsze jest porównanie Górnika Zabrze i Pogoni Szczecin. Beniaminek i obecny lider Ekstraklasy ma najniższe średnie posiadanie w lidze (40%), ale za to najwięcej strzelonych goli (23), z których… tylko jeden był efektem ataku pozycyjnego. Pozostałe to wyłącznie kontry i stałe fragmenty (po 11 trafień). Drużyna Marcina Brosza wzięła ligę niemal z rozpędu, czemu pomogły niewielkie zmiany w składzie po awansie (dojście dwóch piłkarzy latem) oraz charakterystyczny styl. Jednak nawet trener lidera podkreśla, że największe wyzwaniem Górnika będzie dostosowanie się do warunków, gdy rywale oddadzą jego zespołowi piłkę i samemu będą się głównie bronić. Dopiero w ostatniej kolejce Zabrzanie zaliczyli wyższe posiadanie od przeciwników (56% z Piastem Gliwice), wygrywając po golu z rzutu karnego w samej końcówce meczu.

Z kolei Pogoń Szczecin – trzynasta pozycja w tabeli, tylko dwa zwycięstwa i drugi najniższy wynik zdobytych bramek (dziewięć) – to przykład na to, jak trudne jest utrzymywanie posiadania. „Portowcy” w europejskim rankingu posiadania piłki byli najwyżej rozstawionym polskim zespołem (i jednym z dwóch w top 100), ledwie raz oddając inicjatywę (uwaga – Piastowi Gliwice w drugiej kolejce) i… zaliczając tym samym jedno z dwóch zwycięstw. A mając przewagę w pozostałych spotkaniach w aż pięciu nie potrafili strzelić gola. Trudno jest prowadzić w Ekstraklasie grę i na tym opierać swoją grę: o czym Pogoń Macieja Skorży przekonała się w spotkaniu z Górnikiem, gdy miała piłkę przez 68% czasu, ale przegrała 1:2.

Będący pod presją wyników trenerzy wychodzą z prostego założenia: łatwiej wyremontowane latem składy najpierw nauczyć podstaw gry defensywnej, a dopiero w dalszej kolejności rozwijać umiejętność rozegrania piłki. Myślą pragmatycznie, bo w takich warunkach pracują. Często w kryzysie – okresach dotykających każdej drużyny – zwracają się jeszcze bardziej ku defensywie, najpierw myślą o czystym koncie, potem o zdobyciu bramki.

Brakuje im zawodników kreujących grę w środku pola: takich, na których można oprzeć atak pozycyjny, którzy wspierają akcje w różnych sektorach. Patrząc na dwudziestu pięciu najczęściej tworzących okazję zawodników w lidze, tylko pięciu spełnia rolę jednego ze środkowych pomocników. W czołowej dwudziestce asystentów rozgrywających jest dwóch: Filip Starzyński i Kasper Hamalainen, którzy wspólnie uzbierali cztery ostatnie podania.

Im ogranicza się miejsce, ich traktuje się najostrzej, pilnuje najdokładniej. Czyli znów: myśli się defensywnie. To chyba najbardziej niepokojący trend tego sezonu Ekstraklasy, którego dalszy rozwój może raczej oddalić ligę od Europy, niż do niej przybliżyć.


Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży