Aktualności

[LOTTO EKSTRAKLASA] Lechia – Legia, czyli różne rodzaje presji

Rozgrywki26.04.2019 

W ostatnich kolejkach to piłkarze Legii Warszawa mieli więcej powodów do zadowolenia niż ich koledzy z Lechii. 32. seria wszystko zmieniła: wróciła sytuacja z wcześniejszej fazy rozgrywek, kiedy to biało-zieloni rozdawali karty. W sobotę nad morzem trzecie starcie (dwa poprzednie kończyły się wynikami 0:0) gdańsko-warszawskie, najważniejsze z dotychczasowych, bo może zadecydować o końcowym triumfie którejś z drużyn w LOTTO Ekstraklasie. A siły – kadrowe i mentalne – są w obu zespołach na innym poziomie, przynajmniej tak się wydaje na pierwszy rzut oka, co nie znaczy, że będzie to jednostronny pojedynek.

Do 29. kolejki ekstraklasy wszystko układało się po myśli zespołu Piotr Stokowca. Scenariusz był dla lechistów wymarzony: mieli przewagę nad obrońcą tytułu, wprawdzie niewielką, ale jednak. Znaleźli się w tym większej strefie komfortu, że innym ekipom za ich plecami pozostała jedynie walka o jedno z miejsc gwarantujących grę w europejskich pucharach. Ale dwie następne serie meczów – 30. i 31 sprawiły, że walka o mistrzostwo wcale nie musi rozstrzygnąć się między Lechią, a Legią. Z korony nie rezygnuje Piast Gliwice, bardzo dobrze spisujący się w ostatnich tygodniach. Wyniki tak się zaczęły układać, że emocje w wyścigu o tytuł jeszcze bardziej przybrały na sile. Przed 33. kolejką znów gdańszczanie są na czele, tyle że mają identyczny dorobek punktowy, co legioniści (60). Sobotnia, bezpośrednia konfrontacja zapowiada się interesująco z wielu powodów.

Więcej jak mniej

W zgodnej opinii wielu, dzięki wygranej Lechii w Szczecinie 4:3, w meczu pełnym niespodziewanych zwrotów akcji, biało-zieloni wrócili do gry o tron. Wrócili jeszcze mocniejsi. Wygrane w takich okolicznościach jak w środę (Lechia przegrywała 0:1, potem prowadziła 2:1, następnie Pogoń objęła prowadzenie 3:2, po czym gdańszczanie strzelili dwa gole), budują mentalność zespołów. Legia z kolei uległa w Poznaniu w zawsze prestiżowym meczu z Lechowi 0:1 i ponownie warszawianie muszą gonić Lechię. Wydaje się, że psychologiczną przewagę mają gospodarze. Świadczy nawet o tym komentarz trenera Stokowca, który umiejętnymi przekazami potrafi wpłynąć na świadomość swoich zawodników. Ma tą umiejętność, że wie w jaki sposób grać w przekazach medialnych słowo-kluczem, czyli presją. My mamy tylko pozytywną presję, możemy sięgnąć szczytów, możemy coś ugrać, ale nie patrzymy na to, co możemy stracić. Jesteśmy drużyną, która zaskoczyła ten sezon i cieszymy się grą. My chcemy zrobić psikusa i mile zaskoczyć, by odnieść historyczny sukces. Jednak to nie jest presja, my chcemy ją przekuć w pozytywną presję, bo tak naprawdę my nic nie musimy. Nie dam sobie wmówić, że ten sezon przespaliśmy, nawet jeśli do końca by się nie układało. My możemy ugrać teraz jeszcze więcej i tego chcemy – przekonuje Stokowiec.


Więcej do stracenia niż zyskania

Między wierszami można wyczytać, że odsuwa odpowiedzialność od swojej drużyny, spychając ją na Legię. Bo przecież to Legia musi wygrać mistrzostwo. Tymczasem obrońcy tytułu nie dość, że wrócili ze stolicy Wielkopolski z pustymi rękami, to w Gdańsku będą musieli sobie radzić bez pauzujących za kartki Marko Vesovicia oraz Cafu. Mało tego: z ławki nie poprowadzi legionistów Aleksandar Vuković, który za komentowanie decyzji sędziego został odesłany na trybuny i najbliższy mecz obejrzy z perspektywy „kibica”. To moment trudny, ale też idealna okazja, by pokazać klasę, jak przystało na mistrza. – Przed nami decydujące mecze. Wiedziałem, że nie będziemy wygrywać wszystkich spotkań przez cały czas – stara się studzić emocje Vuković.

Jak więc widać, nastroje w obu ekipach są diametralnie różnie. Za to świadomość pozytywnego wyniku w sobotni wieczór jest taka sama. – Nie chciałbym mówić, że to spotkanie o mistrzostwo. Gramy z bezpośrednim rywalem, ale tych spotkań jest jeszcze kilka i wiele może się wydarzyć. Chciałbym podkreślić, że w Legii presja jest od pierwszego meczu. Mamy z nią do czynienia na co dzień i nikt przed presją nie ucieka. Jesteśmy silnym zespołem i bardzo w to wierzę, że jesteśmy w stanie wygrać w Gdańsku i obronić czwarte mistrzostwo z rzędu. Jeśli zagramy na swoim poziomie, to nie obawiam się tego meczu. Kluczowa może być gra defensywna. Musimy zagrać lepiej i jestem święcie przekonany, że tak będzie mówi bramkarz stołecznej drużyny Radosław Cierzniak cytowany przez legia.com.

Motywacja Sobiecha

Inne nastawienie prezentuje Michał Kucharczyk. – Nie interesuje nas Lechia Gdańsk, jesteśmy zależni wyłącznie od siebie, więc nie przejmujemy się tym, co dzieje się obok. Mamy taką samą liczbę punktów, a w sobotę czeka nas bezpośredni mecz – padło z ust „Kuchego”.

W Szczecinie dwie bramki dla Lechii zdobył Artur Sobiech. Kibice biało-zielonych przez większą część sezonu narzekali na formę napastnika. Ten, na przekór krytyce, w decydującym momencie sezonu zdołał „odpalić”. Jego gol zapewnił wygraną z Lechem Poznań. On też trafił do siatki przeciwko Rakowowi Częstochowa w półfinale Pucharu Polski. Każde z tych spotkań było ważne lub bardzo ważne.

28-letni piłkarz będzie miał dodatkową motywację na strzelenie gola legionistom. I nie chodzi wcale o to, że niegdyś grał w Polonii Warszawa. W meczu 18. kolejki w doliczonym czasie gry nie wykorzystał stuprocentowej okazji. Zamiast wygranej Lechii z Legią był remis 0:0. Zamiast  przewagi ośmiopunktowej została pięciopunktowa zaliczka. Kto wie, czy nie odbije się to na finiszu ligi.

– Chcieliśmy podnieść się po dwóch porażkach i to nam się udało. Z Legią to będzie na pewno inne spotkanie niż z Pogonią. Mamy świetnych kibiców, którzy nas niosą. Myślę, że nie inaczej będzie w sobotę – zapewnia Sobiech.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności