Aktualności

[LOTTO EKSTRAKLASA] Ciężkie brzemię lidera. Lechia w sytuacji komfortu i dyskomfortu

Rozgrywki14.12.2018 
Samodzielnym liderem LOTTO Ekstraklasy po osiemnastu kolejkach jest Lechia Gdańsk, która z jednej strony ma komfort punktowy i przewagę, a z drugiej znalazła się w momencie, kiedy pozycja, jaką zajmuje, może zacząć ciążyć i doskwierać, zwłaszcza, gdy rosną oczekiwania wobec drużyny. Gra ze świadomością, że jesteś na pierwszym miejscu to mało korzystna sytuacja, co pokazały już poprzednie sezony.

Jak poradzi sobie Lechia?

Biało-zieloni na dobre usadowili się na szczycie tabeli i od kilku kolejek patrzą na wszystkich z góry. Drużyny ich goniące gubią punkty, co sprawia, że z tygodnia na tydzień Lechia umacnia swoją pozycję w LOTTO Ekstraklasie. Umacnia to znaczy zaczyna odjeżdżać rywalom. W poprzedniej kolejce szansę na wybicie zespołu Piotra Stokowca z rytmu miała Legia Warszawa. Mistrzowie Polski jechali do Gdańska z nadzieją, że ich strata do biało-zielonych po hicie ekstraklasy wynosić będzie dwa, zamiast pięć punktów. Nic z tego, wyrachowanie gospodarzy, którym remis wiele dawał, bo zachowywali bezpieczny dystans nad Legią, i związana z tym bezradność gości w ofensywie przyczyniły się do podziału punktów. Bezbramkowy rezultat z większym zadowoleniem przyjęli zatem lechiści. Lechia swoją konsekwencją i dyscypliną na boisku pokazuje, że tym sposobem można sporo zdziałać w lidze. Pytanie tylko, jak długo i czy utrzyma fotel lidera, gdy sezon wejdzie w decydującą fazę?

Wytrawny gracz

Na postawione wyżej pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Ta komplikacja w znalezieniu dobrej odpowiedzi wynika ze specyfiki i nieprzewidywalności LOTTO Ekstraklasy. To liga, w której rozum podpowiada jedno, a boisko co innego. Te dwa czynniki rzadko idą w parze, więc co kolejkę padają wyniki sprzeczne z logiką, na podstawie której ocenia się formę sportową danej drużyny, jej dyspozycję i inne argumenty przemawiające za konkretnym zespołem. W dniu meczowym wszystko staje na głowie. I właśnie z tych losowych uwarunkowań korzysta Lechia. Zespół, który w poprzednim sezonie był o krok od spadku z ekstraklasy, teraz rozdaje w lidze karty. Tak, Lechię można porównać do uczestnika partii karcianej. Ów opiera się na pewnych sprawdzonych, często prostych mechanizmach i cwaniactwu, co czyni go wytrawnym graczem.



Drużyna Piotra Stokowca stała się przeciwnikiem trudnym do pokonania. – Są bardzo solidni w defensywie i skuteczni w ofensywie. Często mówi się, że na boisku kluczowe są dwie pozycje. Akurat Lechia obydwie ma mocno obsadzone, chodzi o bramkę i atak. W bramce posiadają dwóch bardzo dobrze spisujących się piłkarzy – Dusana Kuciaka oraz Zlatana Alomerovicia. Z przodu: Flavio Paixao, który regularnie strzela gole. Poza Flavio, trener Lechii ma do dyspozycji także Artura Sobiecha i Kubę Araka. Może nie jest to Lechia, którą ogląda się z zapartym tchem, bo nie mówimy o zespole dominującym. Są za to konsekwentni. W naszej bardzo wyrównanej lidze, gdzie każdy z każdy może wygrać, to bardzo duży atut. Jeśli nic się nie zmieni i gdańszczanie utrzymają taką tendencję, to mają dużą szansę grać w europejskich pucharach, a i rosną ich szanse na pierwsze mistrzostwo w historii – przekonuje były piłkarz Legii Warszawa, kilkukrotny reprezentant Polski, obecnie ekspert nc+ Maciej Murawski.

Odpowiedzialność lidera

Słowa „rosną szanse na mistrzostwo” nie są w tym przypadku jednoznaczne ze stwierdzeniem: zdobędą tytuł. Bo takie stawianie sprawy może wręcz przynieść odwrotny skutek. – W Polsce pozycja lidera dla większości klubów jest sytuacją wielce niekomfortową. Jak jesteś na pierwszym miejscu, to wszyscy na ciebie patrzą przez pryzmat potencjalnego mistrza. To jest trudne, wymaga określonego sposobu gry. Oczekuje się od ciebie, że będziesz prowadził grę. Chcąc grać otwarty futbol, podejmujesz ryzyko, że przeciwnik wykorzysta twoją nieuwagę i wyprowadzi skuteczną kontrę. Wiele drużyn to doświadcza. W obecnej sytuacji Lechii, wszystko zależy od tego, jak trener Piotr Stokowiec będzie tą lokatę sprzedawał. Jeśli zacznie mówić: „jesteśmy liderem, najlepszą drużyną, walczymy o mistrzostwo i nic innego nas nie interesuje”, to stanie się to obciążeniem piłkarzy. Jeśli natomiast podejdzie do sprawy w inny sposób: zacznie powtarzać, iż jego zespół skupia się na najbliższym meczu, nie myśli o sytuacji w tabeli, to zawodnicy grać będą bez większej presji – dodaje Murawski.



Na tym etapie rozgrywek presja nie jest jeszcze czynnikiem paraliżującym, piłkarze nie analizują za i przeciw, a gdy idzie, co dotyczy lechistów, łatwiej o powtarzalność i utrzymanie dobrej serii. Dlatego trener i piłkarze Lechii powtarzają: „robimy swoje”. Chcą po prostu odciąć się od odpowiedzialności za zajmowane miejsce. Nie jest przecież tajemnicą, że najwyższa pozycja w ekstraklasie wcześniej, czy później wpłynie na odbiór zespołu, oczekiwania innych wzrosną, a naturalną konsekwencją tego jest obciążenie psychiczne. Stąd odpowiedzialność lidera. – Spójrzmy na Lecha Poznań z poprzedniego sezonu. Wydawało się, że przed rundą finałową jest pewniakiem do mistrzostwa, bo cztery mecze gra u siebie. Miało być łatwo i przyjemnie, a okazało się to ciernistą drogą przez mękę. Lechia nie gra tak, żeby z pełnym przekonaniem powiedzieć o niej: o tak, to jest kandydat na mistrza i sobie poradzi. Na razie wykorzystują słabości przeciwnika. Zespół Piotra Stokowca ma duży potencjał, ale sam nie wiem, jak się odnajdzie w nowej roli, kiedy zacznie się o nich mówić: faworyt. W jaki sposób zareagują? – zastanawia się ekspert nc+.

Rola trenera

Dla Lechii więc korzystniej byłoby, gdyby nikt nie traktował jej... poważnie. Przed sezonem uważano, że szczytem możliwości gdańszczan będzie pierwsza ósemka, oni tylko na tym skorzystali, grali bez obciążenia i zaskoczyli. Jednak im dalej w las, tym będzie trudniej. Tutaj wchodzimy w kompetencje trenera. Piotr Stokowiec nie pobudza apetytów, raczej tonuje nastroje. Na konferencji po meczu z Legią Warszawa powiedział: „Nie pozwolę sobie narzucać oczekiwań ekspertów. Kibice nas doskonale rozumieją, bo czuję wsparcie od nich od kiedy tu jestem. Kibice czują ten zespół, wiedzą co się dzieje i widzą, że to idzie w dobrym kierunku”. – I to jest właśnie doświadczenie szkoleniowca, który już sporo lat działa w piłce. Widział i wie kto, jak radził sobie w sytuacji, gdy był liderem. Lechia dwa lata temu zaliczała się do faworytów, ekstraklasy obok Lecha i Legii Warszawa. Przez wiele tygodni była wtedy pierwsza, grała atrakcyjną piłkę, tymczasem nie awansowała nawet do pucharów – zauważa Murawski.



Przykładem tego, jak w sytuacji kryzysowej, a za taką w naszych realiach uchodzi fotel lidera,  zdejmować presję ze swojej drużyny i przekładać ją na przeciwnika, jest Michał Probierz. Trener, który dwa lata temu prowadził Jagiellonię Białystok, walczącą o tytuł z Legią, Lechią i Lechem dostrzegł szansę w tym, że komuś przypinka się łatkę bycia numerem jeden w lidze. – Przed sezonem 2016/17 opowiadał jaka to Legia jest mocna. Nie wyobrażał sobie, aby ktoś inny zdobył tytuł. No i Legia na początku grała słabo, Lechia dobrze i zaczął chwalić Lechię. Potem, kiedy do Białegostoku, przyjeżdżał Lech, zajmujący pierwsze miejsce, pogratulował „Kolejorzowi” zdobycia mistrza. Trener Stokowiec znając tą historię, mając świadomość, że drużyny w Polce mają ogromny problem z atakiem pozycyjnym i stawianiem ich w roli faworyta, zdejmuje presję z drużyny – zaznacza Murawski.

Jak widać, wszystko sprowadza się do presji. Jeśli Lechia sobie z nią poradzi, to lider wcale nie musi ciążyć jej bardziej niż innym.


Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności