Aktualności

GKS Bełchatów, Ruch Chorzów... i Piast. Czy gliwiczanie opuszczą niechlubne grono?

Rozgrywki20.11.2020 

Takiej sytuacji w XXI wieku jeszcze nie było, a być może jest to ewenement w całej historii futbolu. Drużyna, która kilka miesięcy wcześniej rywalizowała o czołowe lokaty i ostatecznie zajęła miejsce na najniższym stopniu podium, nowy sezon rozpoczyna od serii porażek. W takiej sytuacji jest Piast Gliwice, który na przełamanie liczy w derbach z Górnikiem. – Mam nadzieję, że w Zabrzu podołamy wyzwaniu – mówi przed piątkowym spotkaniem trener Waldemar Fornalik.

Piast po ośmiu rozegranych spotkaniach zamyka ligową tabelę. Gliwiczanie tylko w dwóch meczach nie schodzili z boiska pokonani. Sześć razy rywale okazywali się lepsi od trzeciej drużyny ubiegłego sezonu. Przeglądając wszystkie sezony od początku XXI wieku, z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia.

Smak rozpoznawalny

Żaden klub takiego falstartu, jak Piast w obecnych rozgrywkach nie zaliczył, ale kibice w Gliwicach już wiedzą, jak smakuje huśtawka nastrojów i mogli do takich sytuacji w pewien sposób już przywyknąć. Jako druga drużyna sezonu 2015/2016 kolejne rozgrywki rozpoczęli równie słabo, co obecne. Po dziewiątej kolejce zamykali ligową tabelę, jednak z odrobinę lepszym bilansem. Mieli na koncie siedem punktów i przede wszystkim wygrali jeden mecz. Wtedy trenerska karuzela w Gliwicach kręciła się bardzo mocno – autora sukcesu gliwiczan Radoslava Latala zastąpił Jiri Necek, by po kolejnych kilku tygodniach ustąpić miejsca swojemu rodakowi, a w decydujących meczach drużynę przejął Dariusz Wdowczyk. Ostatecznie Piast zakończył sezon na miejscu dziesiątym, już w grupie spadkowej.

Tak, jak cztery lata temu „kopa” dała zmiana trenera, tak dzisiaj swoistą przemianą może być mecz z Górnikiem. Nie dość, że grany po ponad trzytygodniowej przerwie, to jeszcze sukces w meczu z derbowym rywalem na pewno dodałby gliwiczanom wiary. – Derby to trochę inne spotkanie niż wszystkie. Też gra się o trzy punkty, ale jest to jednak wyjątkowa rywalizacja – mówi Martin Konczkowski. – Oba zespoły w momencie rywalizacji zawsze znajdowały się w różnych miejscach w tabeli, ale liczę, że to najbliższe spotkanie zakończy się korzystnie dla nas. Sytuacja w tabeli jest nieciekawa, dlatego też chcieliśmy jak najszybciej wrócić do rozgrywania spotkań i cieszymy się, że to nastąpi już w piątek – dodaje skrzydłowy Piasta.

Ale nie tylko w Gliwicach drużyny odnoszące sukces notowały potem falstart. Czas ligi grającej dodatkowe mecze i dzielącej się na grupy nie służył chyba mobilizacji od samego początku rozgrywek. Problem z wejściem w sezon miała Jagiellonia, która brązowego medalu z sezonu 2014/2015 nie była w stanie obronić. W dziewięciu pierwszych meczach zgromadziła 14 „oczek”.  Rok wcześniej z podobną sytuacją mierzyli się kibice we Wrocławiu. Śląsk, który cieszył się brązowym medalem kolejne rozgrywki, już grane systemem ESA 37, rozpoczął od słabszych meczów. Ostatecznie wrocławianie zakończyli zmagania na dziewiątym miejscu. W pierwszej dekadzie XXI wieku gwałtowny zjazd po udanym sezonie zaliczyła chociażby Dyskobolia i GKS Bełchatów (2004 rok), Legia Warszawa (2006) i ponownie GKS Bełchatów po kolejnych dwóch latach.

Fornalik niczym fatum?

Kto wie, czy problem ten nie dotyka w największym stopniu duetu braci Fornalików. Nie sposób nie zauważyć przeglądając poprzednie sezony, że w kilku przypadkach tyczy się to właśnie byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Bliższe jednak prawdy będzie chyba stwierdzenie, że tyczy to drużyn, które po udanym sezonie do kolejnych rozgrywek przystępowały znacznie osłabione. A te właśnie prowadził Fornalik.

Tak było chociażby z Ruchem Chorzów. W 2010 roku Waldemar Fornalik doprowadził chorzowian na najniższy stopień podium, ustępując jedynie Lechowi i Wiśle Kraków. „Niebiescy” snuli potężne plany, natomiast kolejny sezon był dla nich zimnym prysznicem. Ruch po 1/3 sezonu plasował się na dziesiątym miejscu, a jeszcze gorzej wystartował „Kolejorz”, który po dziewięciu meczach miał na koncie dwa zwycięstwa i był tuż nad strefą spadkową. Ruch ostatecznie zakończył zmagania na dwunastym miejscu, Lech był piąty.

Dwa lata później „Niebiescy” byli bliscy tytułu mistrzowskiego pod wodzą Waldemara Fornalika. Ostatecznie zajęli drugie miejsce, za Śląskiem Wrocław. Kolejny sezon rozpoczęli jednak fatalnie. Pierwszym trenerem chorzowian był jednak wówczas Tomasz Fornalik, gdyż starszy brat dostał nominację na selekcjonera. Chorzowianie plasowali się tuż nad strefą spadkową, gdy na początku wrześnie do klubu zawitał Jacek Zieliński. Ostatecznie utrzymali się w piłkarskiej elicie, zajmując ostatnie bezpieczne miejsce.

Dzisiaj pozycja Waldemara Fornalika w Gliwicach cały czas wydaje się bardzo mocna. Brak zwycięstw musi martwić, ale wszyscy w klubie pamiętają, że w drużynie przed sezonem i na jego początku doszło do kilku zmian. Odeszli z drużyny między innymi Piotr Parzyszek czy Jorge Felix.  – Jeśli chodzi o zespół, to cały czas jesteśmy pewni swoich umiejętności, ale wiadomo, że specyfika derbów, które nas teraz czekają, jest inna. Chcemy grać skuteczny futbol i gromadzić punkty, bo to jest w tym momencie najważniejsze – mówi Konczkowski. – Po początkowych kłopotach pracujemy już całym zespołem. Jesteśmy gotowi do grania – dodaje Fornalik, który był również beneficjentem sytuacji związanej ze słabym startem w kolejnym sezonie.

Po tym, gdy drużyna „Niebieskich” pod wodzą Jana Kociana osiągnęła niebywały sukces w postaci trzeciego miejsca i była bliska zakwalifikowania się do fazy grupowej Ligi Europy w 2014 roku, chorzowianie w kolejnym sezonie ligowym „cierpieli”. Brązowy medalista po dziewięciu rozegranych meczach był czternasty, plasował się tuż nad strefą spadkową. Miał na swoim koncie siedem punktów, z bilansem meczowym: jedno zwycięstwo, cztery remisy, cztery porażki. W tym wypadku jedyną reakcją była zmiana trenera – w miejsce Słowaka na Cichej pojawił się bardzo dobrze znany „Waldek King”, który ostatecznie utrzymał zespół w piłkarskiej elicie zajmując z Ruchem na koniec dziesiąte miejsce.

Wicemistrz Polski na horyzoncie

Dla Piasta rozpoczyna się pościg za straconym początkiem rozgrywek. Tylko w ten wydłużony weekend gliwiczanie zagrają dwa mecze – w poniedziałek będą podejmować bowiem Lechię Gdańsk. – Liczymy, że podołamy temu wyzwaniu grania co kilka dni – mówi Fornalik. – Jesteśmy głodni gry oraz stęsknieni meczów. Dwa spotkania były przełożone, później miała miejsce przerwa na reprezentację, więc trochę tego czasu minęło od ostatniej rywalizacji – dodaje Martin Konczkowski, na którym, z racji doświadczenia w podobnych sytuacjach, chociażby w Chorzowie, spoczywa duża odpowiedzialność. – Patrzymy przede wszystkim na siebie, nie oglądamy się na rywali. Chcemy zacząć wygrywać i punktować – zaznacza.

Pocieszeniem dla gliwiczan może być fakt, że różnice na dole tabeli są niewielkie. Piast wygrywając w najbliższych dniach swoje mecze będzie miał już w zasięgu wzroku... Lech Poznań, srebrnego medalistę z ubiegłego sezonu.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności