Aktualności

[EKSTRAKLASA] Adam Wilk: W środku czasem się we mnie kotłuje

Rozgrywki22.02.2019 

To było wielkie zaskoczenie, gdy w lipcu 2017 roku temu Michał Probierz w bramce Cracovii postawił na 20-letniego wówczas Adama Wilka. Przed sezonem bramkarz został wypożyczony do Ruchu Chorzów, ale był tam rezerwowym i wrócił do Krakowa. – Tu moje nazwisko trochę kojarzą. Mam nadzieję, że ciężką pracą odbuduję pozycję. Bez grania nie ma rozwoju – przyznaje Adam Wilk.

14 lipca 2017 roku przedłużyłeś kontrakt z Cracovią i powiedziałeś, że twoim marzeniem jest debiut w ekstraklasie. Następnego dnia wyszedłeś w podstawowym składzie przeciwko Piastowi Gliwice. Pragnienia szybko się spełniły…

Tyle, że to marzenie miałem już od lat. Nie narodziło się w dniu przedłużenia umowy. Jako trampkarz czy junior, na Cracovii podawałem piłki. To było jeszcze na starym stadionie. Zresztą na nowym też to robiłem. Już wtedy z kolegami rozmawialiśmy o debiucie w ekstraklasie, myśleliśmy o tym i marzyliśmy.

Dla wychowanka klubu to musiał być specjalny dzień?

To było dla mnie coś wyjątkowego. Trudno to opisać, ale uczucie jest fantastyczne, kiedy przy dźwiękach hymnu wychodzisz w podstawowej jedenastce na murawę stadionu przy ul. Kałuży. Dla mnie to był wielki moment.

Dla kibiców i dziennikarzy to była wielka niespodzianka.

Chyba wszyscy byli zaskoczeni, że to ze mną w bramce Cracovia rozpoczyna sezon. Wróciłem z wypożyczenia do II-ligowej Legionovii, a w kadrze był Grzesiek Sandomierski, który bronił cały poprzedni sezon, a do tego przyszedł Michal Pesković. Na pewno była to duża niespodzianka, że trener Michał Probierz postawił na mnie. Odważny ruch z jego strony, obdarzył mnie dużym zaufaniem. Czym sobie zasłużyłem? Postawą na treningach, występami w sparingach. Trener nie podjąłby takiego ryzyka, gdybym na każdych zajęciach nie przekonywał go do takiej decyzji. Kiedy w ostatnim sparingu zagrałem dłużej niż 45 minut, pojawiła się myśl, że może zadebiutuję.

Potem zagrałeś też w derbach Krakowa. To dla wychowanka Cracovii kolejny wielki dzień, choć wynik – 1:4 – był bolesny.

Ten rezultat już poszedł w niepamięć i tego meczu staram się nie wspominać. Oczywiście to wielka sprawa dla wychowanka, by zagrać w derbach Krakowa. Szkoda, że wynik był niekorzystny.

To nie był typowy sezon, bo w Cracovii niemal po równo zagrało trzech bramkarzy. Ty i Michał Pesković wystąpiliście w 11 spotkaniach, a Grzegorz Sandomierski w 15.

Broniłem w trzech pierwszych meczach, ale doznałem kontuzji. Do bramki wszedł Grzesiek i grał dobrze, lecz i jemu przydarzył się uraz. Potem na dwa ostatnie mecze jesienią trener znów postawił na mnie. W rundzie wiosennej bronił Michał i też doznał kontuzji, co sprawiło, że ja wskoczyłem między słupki. W moim przypadku nie było tak, że zagrałem wiele spotkań z rzędu, by nabrać pewności siebie. Rzeczywiście rzadko się zdarza, by w jednym sezonie było tyle zmian w bramce, ale wpływ na to miały urazy i decyzje trenera.

Trener Probierz na pozycji, na której błąd kosztuje dużo więcej niż w ataku, postawił na młodego zawodnika.

To rzeczywiście bardzo newralgiczna pozycja i chyba trzeba mieć mocną głowę, by sobie na niej poradzić. Tego spokoju i opanowania potrzebowałem po debiucie w ekstraklasie. W niektórych momentach brakowało mi jednak doświadczenia, co jest normalne, gdy wchodzi się do bramki w wieku 20 lat. Nie miałem natomiast problemów z trybunami. Oczywiście na wyjazdach zdarzały się wrogie okrzyki, ale na pewno nie było to demotywujące. Nie ma co przejmować się takimi zachowaniami podczas meczu, czy też obrażaniem w internecie. Zawsze najważniejsza jest opinia trenera, a w drugiej kolejności bliskich.

Twój tata mówił, że masz nerwy jak ze stali. Podobno podczas meczu w Centralnej Lidze Juniorów zostałeś kopnięty w okolicę oka, ale nie zrobiło to na tobie wielkiego wrażenia.

Aż tak spokojny to nie jestem. Wtedy akurat mocno się wkurzyłem, bo nie dość, że rywal przejechał mi korkiem po twarzy i nie mogłem dalej grać, to zdarzyło się to w derbach Krakowa w Centralnej Lidze Juniorów. Naprawdę czasem się denerwuję, choć rzeczywiście nie jest to zbyt częste.

Z Bartoszem Kapustką grałeś w juniorach i rezerwach Cracovii. O nim też się mówiło, że jest człowiekiem „bez układu nerwowego”.

Proszę mnie do Bartka nie porównywać. Mam dużo do poprawy w kwestii treningu mentalnego. Pod tym względem on jest na innym, wyższym poziomie. Nerwy to jedno, ale chodzi też o pewność siebie i opanowanie w trakcie gry, a także radzenie sobie ze stresem. Może po mnie nie widać na zewnątrz, że się denerwuję, ale w środku się czasem we mnie kotłuje.

Skąd decyzja, by po debiucie w ekstraklasie i rozegraniu 11 spotkań, przenieść się do II-ligowego Ruchu Chorzów?

Taka była sugestia trenera Probierza. Na początku sezonu w Cracovii nie łapałem się do kadry meczowej i chciałem zmienić otoczenie, by mieć nadzieję na regularną grę. Tyle, że wtedy było dość mało czasu, wiele klubów już pozamykało kadry i miejsce znalazło się w Ruchu.

Jeśli popatrzeć na statystki, to nie był to dobry ruch.

Fatalny, bo właściwie poza występem w Pucharze Polski, byłem tylko rezerwowym. W Ruchu szansy nie dostałem i chciałem wrócić do Cracovii. Tu moje nazwisko trochę kojarzą. Mam nadzieję, że ciężką pracą odbuduję pozycję, bo siedzenie na ławce w Chorzowie też nie miało sensu. Będę walczył najpierw o kadrę meczową – to pierwszy cel. Nie wykluczam, że jeszcze odejdę, bo bardzo chcę bronić, a nie być rezerwowym. Bez grania ciężko się rozwijać.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności