Aktualności

Co różni style Lecha i Legii? Analizujemy kluczowe pozycje i aspekty

Rozgrywki30.05.2020 
W sobotni wieczór w pierwszej kolejce PKO Ekstraklasy po przerwie spowodowanej koronawirusem kibice będą mogli obejrzeć wielki hit, starcie Lecha Poznań z Legią Warszawa. Po niemal trzech miesiącach bez gry przypominamy i zestawiamy style gry tych drużyn, a także zawodników na kluczowych pozycjach.

Dynamika gry

Lech naprawdę jest jak lokomotywa. W pierwszych trzynastu kolejkach „Kolejorz” zdobywał średnio 1,38 punktu na mecz, w drugiej części sezonu przed wymuszoną przerwą było to już 1,85. Widoczne jest to również na boisku. W początkowych trzydziestu minutach spotkań tylko cztery drużyny strzeliły mniej goli od Lecha, którego dorobek (siedem trafień) jest równy temu, ile Legia uzbierała w pierwszy kwadrans.

Jest i druga strona medalu: nikt nie ma tak udanego bilansu bramkowego w ostatnim kwadransie, jak Lech – dziewiętnaście goli na korzyść zespołu z Poznania. W tej fazie spotkań „Kolejorz” zdołał wyciągnąć remisy na trudnych terenach w Gliwicach, Szczecinie i we Wrocławiu, a wygrał z Rakowem Częstochowa i Lechią Gdańsk. Zdarzały się też mecze, gdy piłkarze Dariusza Żurawia wykorzystywali większe przestrzenie i otwartą grę goniących za wynikiem rywali i podwyższali swoje prowadzenie.

Wynika to oczywiście ze stylu gry. Wyjątkami, które można policzyć na palcach jednej ręki są sytuacje, gdy przeciwnicy Lecha od pierwszych minut grają ryzykownie. Wiedząc, że „Kolejorz” chce się utrzymać przy piłce, dłużej prowadzić akcje, oglądano powoli rosnące tempo spotkania, powoli zazębiające się akcje zespołu, gdy rywale po prostu pilnują odpowiednich piłkarzy i są jeszcze zorganizowani. Do wyjątków może należeć starcie z Rakowem w Poznaniu, gdy goście zaskoczyli Lecha pressingiem, stworzyli sobie sytuacje, lecz po przerwie i zwłaszcza w ostatnim kwadransie to gospodarze trzykrotnie wymanewrowali obronę.

<<< NASZ PODCAST: POSŁUCHAJ JAK PRACUJĄ ANALITYCY LECHA I LEGII>>>

Oczywiście należy pamiętać, że Lech w końcówce też zaliczył wpadkę: przegrywając w Warszawie z Legią. Zespół lidera Ekstraklasy nie ma tak wyraźnej dynamiki w skuteczności i grze, choć więcej goli strzela w drugich połowach: na jej początku i na samym końcu. Legioniści rozstrzygali w ostatnim kwadransie mecze z ŁKS-em (dwukrotnie), Koroną, Arką i właśnie Lechem. Ale też częściej tracili punkty: z Pogonią, Zagłębiem, czy Rakowem. To też efekt stylu, chęci gry intensywnym pressingiem, którego tempo jest wymagające dla obu stron, ale też przy nawet niewielkich pomyłkach w organizacji może otworzyć szansę rywalom.

Lewi obrońcy

Dlaczego lewi obrońcy, gdy zarówno Lech, jak i Legia więcej akcji bramkowych przeprowadzili prawym skrzydłem? Wytłumaczenie jest dość proste: w poznańskiej drużynie tylko Pedro Tiba wykonał więcej podań od Wołodymyra Kostewycza, nikt nie miał więcej tych ofensywnych, Ukrainiec jest też czwarty w klubowej klasyfikacji zagrań kluczowych.

O wpływie na grę Legii Michała Karbownika chyba nie trzeba specjalnie przekonywać: ma on pięć asyst (to drugi wynik w drużynie), jest też w czołówce podających do przodu (trzeci) i wykonujących ostatnie zagranie przed strzałem (czwarty). Zestawienie ich umiejętności oraz cech również dużo mówi o stylach gry zespołów.

Przeglądając i porównując ich statystyki widać tylko kilka różnic: Kostewycz częściej zagrywa w pole karne (śr. 6 na 90 minut do śr. 3,4 rywala z Legii), notuje więcej przechwytów (śr. 6 do 4,1) zalicza mniej pojedynków w ataku (śr. 4,3 do 8), prób odbiorów (śr. 2,3 do 3,5) i rzadziej drybluje (2,5 do 4,1).

Z czego wynikająte różnice? Piłkarz Lecha jest naturalnym, ofensywnym lewym obrońcą i to ze znacznie większym doświadczeniem gry na tej pozycji, więc lepiej się ustawia i odzyskuje piłkę zanim dotrze ona do rywala. W ataku trzyma się linii bocznej, by to Kamil Jóźwiak mógł zbiegać do środka na swoją lepszą prawą nogę. Z kolei Karbownik to naturalny środkowy pomocnik: dobrze odnajduje się na małej przestrzeni, wiec często zbiega z piłką do środka, gdy skrzydłowy utrzymuje pozycje. Z racji tego, że 19-latek jest mocno rozbiegany, a zespół gra w wysokim pressingu, to i ma więcej prób odbiorów.

Pressing

Pressing jest często mylnie odbierany jako efekt waleczności danej drużyny. A to zorganizowany ruch zespołu w dowolnej strefie boiska: może być wysoki, średni i niski. Różnica w skuteczności Lecha a Legii w pojedynkach w obronie jest niewielka (56% a 58%), podobnie w średniej liczbie akcji defensywnych na minutę posiadania piłki przez rywala (8,8 do 9,1). Jednak więcej dowiemy się, gdy spojrzymy w działania w konkretnych strefach.

Jak ustaliliśmy, Legia i Lech dążą do dominacji nad przeciwnikiem, choć każde na swój sposób. O stołecznej drużynie można powiedzieć, że swoim pressingiem i intensywnością gry potrafi długimi okresami wcisnąć rywala w jego własne pole karne. Faktycznie, niemal co czwarty pojedynek piłkarzy Legii jest w strefie ataku, różnica w średniej liczbie starć tam, a pod swoją bramką jest najwyższa w lidze (+14). W przypadku Lecha to już tylko pięć pojedynków więcej, za to nie ma skuteczniejszej drużyny w starciach w trzeciej strefie, czyli tej od linii środkowej do ok. 25 metra od bramki przeciwnika.

Zresztą o różnicach w grze mówią również indywidualności: Karlo Muhar jest zdecydowanie najczęściej odbierającym piłkę zawodnikiem w Lechu, ma więcej prób (160) niż dwóch kolejnych zawodników razem wziętych. Tylko jest on defensywnym pomocnikiem, często zabezpieczającym nawet sześciu kolegów zaangażowanych w atak. Grający często obok niego Tiba jest dopiero siódmy pod względem udanych odbiorów, choć znacznie lepiej radzi sobie w zbieraniu drugich piłek.

W Legii od razu widać, że pressing ma inną strukturę: dwóch najlepiej odbierających i zbierających drugie piłki to Andre Martins i Domagoj Antolić, ale już w czołowej piątce pierwszej z tych klasyfikacji są też wysoko podchodzący boczni obrońcy, Karbownik i Marko Vesović. Co więcej, średnia liczba prób odbiorów Waleriana Gwilii (3 na 90 minut) jest równa tej Tiby, a mowa o porównaniu ofensywnego pomocnika ze środkowym.

Dziesiątki

Gvilia zresztą przeszedł w Legii ciekawą przemianę. W barwach Górnika Zabrze grał częściej jako środkowy pomocnik, ponieważ jego styl opiera się na skutecznym rozprowadzaniu gry, zmienianiu kierunku akcji. Trzy z pięciu jego asyst w lidze to efekt dośrodkowań z rzutów rożnych, zresztą długie podanie za linię obrony dało efekt bramkowy w Pucharze Polski z Górnikiem w Łęcznej, a Maciej Rosołek strzelił gola ŁKS-owi po dośrodkowaniu Gwilii. To nie jest więc rozgrywający, który zaskoczy przeszywającym podaniem.

Ramirez był tego typu zawodnikiem, ale… bardziej w poprzednim sezonie na zapleczu Ekstraklasy, niż jest obecnie. Po awansie z ŁKS-em był punktem głównym w planach rywali: intensywność w odbiorze i przygotowanie taktyczne okazało się skuteczniejsze, a Hiszpan częściej gole strzelał, niż asystował. Może wiele zrzucić na kolegów, w końcu w liczbie podań prowadzących do strzału nawet na najwyższym poziomie i pomimo połowy rozgrywek spędzonej w najgorszej drużynie ligi jest najlepszy.

Nie ulega wątpliwości, że – podobnie jak w zestawieniu lewych obrońców – każdemu kibicowi z łatwością przyjdzie wskazanie, kto jest bardziej naturalnym rozgrywającym. To mający więcej luzu i fantazji w grze Ramirez, jeden z najlepszych dryblerów Ekstraklasy, będzie działał na wyobraźnie, a nie ciężko harujący, biegający do boków w celu stworzenia przewagi i wykreowania przestrzeni dla innych Gwilia. Znów: jest to różnica, która charakteryzuje odmienność w stylach gry Lecha i Legii.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności