Aktualności

[ANALIZA] Jarosław Niezgoda, napastnik spoza schematów

Rozgrywki21.02.2018 
Jarosław Niezgoda jest najskuteczniejszym zawodnikiem warszawskiej Legii, choć wcale w drużynie nie strzela najczęściej. – Ma szybkość, wie kiedy przyspieszyć i jak znaleźć się w danej sytuacji – mówi jego były trener Jacek Magiera. – Bardzo dobrze kończy akcje, a to sprawia, że jest wyjątkowy – dodaje Marcin Dorna, który powołał go na młodzieżowe mistrzostwa Europy w 2017 roku. A obecny szkoleniowiec Romeo Jozak typuje, że 22-latek zrobi większą karierę od Eduardo da Silvy.

Co łączy lewego obrońcę Tomasza Brzyskiego z defensywnymi pomocnikami Jakubem Żubrowskim, Damianem Szymańskim, Mateuszem Możdżeniem i skrzydłowymi Grzegorzem Piesio oraz Patrykiem Kunem? Każdy z nich oddał w tym sezonie więcej strzałów, niż Jarosław Niezgoda. Napastnik warszawskiej Legii niemal zamyka w tej klasyfikacji drugą dziesiątkę napastników, we własnej drużynie jest poza trójką najczęściej uderzających zawodników. A jednak to on jako pierwszy piłkarz lidera Lotto Ekstraklasy dobił do granicy 10 goli w obecnym sezonie, z czołówki strzelców ma najniższą średnią liczbę uderzeń na zdobyte bramki (by trafić do siatki potrzebuje śr. 2,8 strzałów, celnych - śr. 1,9).

Może dlatego na konferencji przed meczem ze Śląskiem Wrocław obecny trener Legii, Romeo Jozak pokusił się o tak zdecydowaną prognozę w kontekście siedzącego obok niego Niezgody. – Eduardo miał wielką karierę, grał w Szachtarze Donieck, w Arsenalu i bez kontuzji pewnie miałby nawet lepszą. Ale ten chłopak osiągnie jeszcze więcej. Dużo więcej – zapewnił Chorwat.

Ta deklaracja szkoleniowca mogła zaskoczyć nawet kibiców Legii. W końcu mowa o zawodniku, który na poziomie Ekstraklasy rozegrał dopiero 45 spotkań, nie występował w europejskich pucharach, nie zadebiutował w dorosłej reprezentacji Polski, w poprzednim sezonie spadł z ligi z Ruchem Chorzów, a nawet w kontekście jego roli w drużynie z Warszawy wątpiono, czy powinien być pierwszym wyborem na pozycji napastnika. Gdy zimą Legia ściągnęła wspomnianego Eduardo da Silvę, spodziewano się, że szybko zastąpi on Niezgodę w podstawowym składzie.

Niby nic wyjątkowego

Jednak są osoby, których postępy 22-latka nie zaskakują. – Na pewno będzie to inna kariera od tej Eduardo. Jarek ma duże możliwości, to zawodnik, który jeszcze bardziej się rozwinie poprzez grę w Legii, rywalizację z lepszymi – mówi Jacek Magiera, były szkoleniowiec warszawskiego klubu, a obecnie zastępca dyrektora sportowego ds. rozwoju piłki młodzieżowej w Polskim Związku Piłki Nożnej. – Nie chcę pisać scenariusza na przyszłość, ale on naprawdę ma sporo atutów. Pokazuje je coraz bardziej regularnie, w coraz lepszym towarzystwie i na wyższym poziomie, a to też jest istotne: ten rozwój jest bardzo proporcjonalny – w podobnym tonie wypowiada się Marcin Dorna, który prowadził reprezentację do lat 21, a obecnie opiekuje się kadrą U-15.

Obydwaj trenerzy mieli okazję Niezgodę dobrze poznać i z nim pracować. – Pierwszy raz obserwowałem go w Legionowie, gdy grał w Wiśle Puławy i strzelił dwie bramki. Można mi nie wierzyć, ale wtedy z poziomu drugiej ligi widziałem Jarka w Ekstraklasie. Trafił do Legii, potem chciałem go ściągnąć z wypożyczenia po odejściu Aleksandara Prijovicia i Nemanji Nikolicia. Jestem przekonany, że w tym czasie byłby podstawowym zawodnikiem. Ale wypożyczenie do Ruchu Chorzów też mu dużo dało. Po pierwszym zgrupowaniu w Legii sam widział, że potrzebuje miejsca, w którym będzie grał regularnie i się rozwijać – przypomina Magiera.

– Pierwszy raz dostał powołanie na konsultację selekcyjną reprezentacji do lat 20, gdy występował i prezentował się bardzo dobrze w Puławach. A do U-21 zaprosiłem go na zgrupowanie przed meczem towarzyskim z Niemcami. Pamiętam nasze powtarzające się rozmowy po obserwacjach jego występów: zagrał normalnie, nic wyjątkowego… A kto strzelił bramki? Jarek – uśmiecha się Dorna. Wystarczy spojrzeć w statystyki, by dostrzec potwierdzenie słów jego byłych trenerów. Z czołówki strzelców Ekstraklasy ma on najniższą skuteczność w pojedynkach (26%), tylko Igor Angulo notuje w meczach mniej starć z przeciwnikiem. Niezgoda nie błyszczy w powietrzu tak, jak Marco Paixao, Christian Gytkjaer czy Marcin Robak, rzadziej drybluje od Jakuba Świerczoka czy Carlitosa.

Jednak w tym sezonie bez jego goli Legia nie wygrałaby w Płocku, w Krakowie, w Lubinie, z Lechią w Warszawie. Słowem: gdyby Niezgoda nie trafiał, drużyna nie miałaby większych szans na obronę mistrzostwa kraju. – Na pewno jest to napastnik wyważony: na boisku w kontrolowany sposób swoje działania planuje i wykonuje. Bardzo dobrze kończy akcje, co sprawia, że jest wyjątkowy. Gdy znajdzie się w sytuacji, to można założyć, że ją wykorzysta. On nie musiał mieć okazji wielu, ale był skuteczny, co widać po tym, ile z jego goli jest pierwszych dla jego zespołu w danych meczach – tłumaczy Dorna.

A Magiera dodaje: – Ważne dla niego jest doświadczenie, ale też to, by nie zaszufladkowano go w schematy. Ma swój styl, potrafi zagrać niekonwencjonalnie, jeżeli będzie grał swoje w zastępstwie innych zadań w ofensywie, to tych goli będzie strzelał dużo.

Miejsce w bicepsie

Niezgoda tłumaczy, że największa różnica w jego grze w tym sezonie wynika z doświadczenia i fizyczności. – Występując w Ruchu Chorzów już w 60-65 minucie miałem kryzys, ciężko mi było dograć mecz – tłumaczy. Faktycznie: w poprzednim sezonie rozegrał tylko sześć pełnych spotkań, w obecnym zdarzyło mu się to już ośmiokrotnie. – Dużą uwagę przywiązywaliśmy do rzeczy, które zawodnicy wcześniej nie robili – przypomina Magiera. – Chodzi np. o stabilizację, czyli przygotowanie do treningów i meczów z wykorzystaniem własnej masy ciała. Piłkarz zanim zaadoptuje się do wysiłku notuje regres, brakuje mu dynamiki, szybkości, natomiast te ćwiczenia pozwalają wytrzymać tak długo, jak to mówi Jarek. Potrzeba na to czasu, ale zawodnicy lepiej funkcjonują.

Kolejnym istotnym punktem jego rozwoju jest fizyczność. Niezgoda sprzed roku, a obecnie to różnica przede wszystkim w mięśniach. – Wielu zawodników ma miejsce na biceps, ale na tym nie pracują.  A Jarek, choć rozliczany jest z goli, to do ich strzelania musi coraz lepiej grać rękoma. Chodzi o wygranie pozycji, wyjście przed przeciwnika… detale, które kibice niekoniecznie widzą. Żeby pracować rękoma, to trzeba mieć podstawy. Zwracaliśmy mu na to uwagę, ponieważ wcześniej układał ręce w biegu tak, jakby kosił trawę. A od tego często zależało, czy będzie miał sekundę przewagi nad przeciwnikiem. Tak, jak strzelił drugiego gola Zagłębiu w Lubinie – mówi Magiera.

Wspomniane przez trenera trafienie było pierwszym w tym sezonie, które Niezgoda zdobył strzałem zza pola karnego – po raz ostatni udało mu się to w październiku 2016 roku w meczu Ruchu z Koroną Kielce. – On jest kompleksowym zawodnikiem, któremu znajdowanie się w sytuacjach i strzelanie bramek przychodzi naturalnie. Trafia do bramki na różne sposoby, zachowuje się pragmatycznie przy swoich szansach. Jest to napastnik wyważony: na boisku w kontrolowany sposób swoje działania planuje i wykonuje. Gdy znajdzie się w sytuacji, to można założyć, że ją wykorzysta. On nie musiał mieć okazji wielu, ale był skuteczny, co widać po tym, ile z jego goli jest pierwszych dla jego zespołu w danych meczach – opisuje go Dorna.

– Często obrońcy patrzą na niego i myślą, że nic nie jest w stanie zrobić – dodaje Magiera. – Ale on jest szybki, inteligentny piłkarsko, czuje grę. Wie, jak znaleźć się w sytuacji, wie, jak zostanie wykonane podanie: czy za linię obrony, czy przed. Ma instynkt. Będąc w Legii uważałem, że jest to zawodnik, który może strzelić w sezonie przynajmniej piętnaście goli w sezonie. Dziś ma dziesięć i mam nadzieję, że ten cel zrealizuje.

Do zobaczenia w Bundeslidze

Kolejne gole Jarosława Niezgody to większa pewność siebie. – Jego największe atuty wychodzą na powierzchnię, gdy w określonej grupie ludzi, przy konkretnych metodach on dłużej funkcjonuje. W kadrze z każdym meczem, z każdą okazją był bardziej skuteczny. Na pierwszej konsultacji nie dostał szansy, pierwszy trening był dyskretny, na wideo musieliśmy się doszukiwać małych rzeczy, w których miał udział. Ale potem poszedł bardzo dynamicznie do przodu, z Czechami w Kielcach strzelił gola, znalazł się w kadrze na Euro – przypomina Marcin Dorna. – On jest pewny siebie, ale w specyficznym sensie. Gdy Ondrej Duda odchodził do Niemiec i wszyscy go żegnali życząc powodzenia, on jedyny powiedział: do zobaczenia w Bundeslidze. Widać to było także na rozmowach indywidualnych, które z nim miałem – dodaje Jacek Magiera.

Z chęci podbudowania napastnika, stworzenia mu jeszcze lepszego otoczenia mogą wynikać ostatnie słowa Romeo Jozaka, który zresztą w trakcie zimowych zgrupowań także chwalił podejście i postawę Niezgody. Przydaje się to w takich sytuacjach, jak właśnie mecz ze Śląskiem. Legia zwłaszcza w pierwszej połowie grała bardzo dobrze, ale jej napastnik był niewidoczny. Nie miał sytuacji, notował straty i przegrywał pojedynki. Na swoją szansę czekał do 45. minuty: w pressingu wymusił błąd obrońcy, przejął piłkę i szybko strzelił w długi róg. Gdy schodził z boiska pod koniec meczu Jozak miał powiedzieć mu, że może i Niezgoda zagrał słabiej, ale przecież strzelił gola. W końcu dla każdego napastnika powinno być to najważniejsze.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży