Aktualności

[ANALIZA] Jak wyglądał powrót na boiska PKO Ekstraklasy?

Rozgrywki02.06.2020 
Po pierwszej kolejce rozegranej przy pustych trybunach i po przerwie spowodowanej koronawirusem sprawdzamy w naszej analizie, ile zyskali goście, jak drużyny PKO Ekstraklasy biegały w porównaniu do całego sezonu oraz co zmieniło się w kontekście samej ich gry.

Mecze dla gości

Przed wznowieniem rozgrywek w Polsce zastanawiano się, jakie i czy w ogóle będą miały przełożenie wnioski wyciągnięte z kilku kolejek już odbytych w Bundeslidze. Jedną z najciekawszych kwestii była ta o utracie przewagi własnego boiska. Faktycznie, aż pięć z ośmiu spotkań PKO Ekstraklasy rozstrzygnęli na swoją korzyść goście, co w obecnym sezonie zdarzyło się wcześniej tylko raz, w dziesiątej kolejce.

Pula meczów wciąż jest zbyt mała, by w ogóle głębiej możliwość powstania trendu analizować, zwłaszcza, że za niecałe trzy tygodnie kibice częściowo wrócą na trybuny. Jednak w tym wypadku mogła zadziałać nawet sama świadomość zmiany okoliczności i tego, jak to się miało do wyników w Bundeslidze.

Na pewno do rozgrywek w Niemczech można odnieść również to, kiedy strzelano gole. W Ekstraklasie ponad połowę bramek zdobyto po 60. minucie, a tylko trzem zespołom udała się ta sztuka w pierwszym kwadransie. Czy to efekt zmęczenia, podejścia drużyn i planu taktycznego? – Jeżeli po takiej przerwie tak szybko tracisz gola, to wiadomo, że nie będzie łatwo – narzekał po porażce 0:3 Kosta Runjaić, szkoleniowiec Pogoni Szczecin. I można było dostrzec, że poza nielicznymi wyjątkami (Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Piast Gliwice, Zagłębie Lubin) zespoły raczej wybierały spokojne wejście w spotkania, niż szaleńcze ataki.

Błędy indywidualne

Zastanawiano się również, jak na zawodników wpłynie brak możliwości organizowania sparingów przed restartem. – Nie wszystko można przećwiczyć w meczach wewnętrznych – mówili kolejni trenerzy. Jednak w takich spotkaniach brakuje też adrenaliny, czasem presja przeciwnika, czyli kolegi z drużyny nie jest tak mocna. I w efekcie nie dochodzi do tak wielu niespodziewanych sytuacji, które… miały miejsce i zaskoczyły ligowców zaraz po przerwie.

Nawet pomimo tak długiej przerwy trudno przypomnieć sobie kolejkę ligową, która byłaby naznaczona tak wieloma błędami indywidualnymi. Przecież dyskusja po hicie Ekstraklasy w Poznaniu została skupiona wokół fatalnej pomyłki Mickeya van der Harta, bramkarza Lecha. W derbach trójmiasta brak wyczucia sytuacji, odległości i odpowiednich reakcji w zasadzie spowodował cztery rzuty karne, również wybitnie niecodzienną sytuację. Kapitan Korony Kielce, Adnan Kovacević przepuścił łatwą piłkę i dał szansę piłkarzowi Wisły Płock na strzelenie pierwszego gola. Alan Uryga główkował w słupek własnej bramki. Benedikt Zech z dotychczas jednej z najlepszych defensyw ligi sprezentował trafienie Bartoszowi Białkowi. Maciej Dąbrowski w rozegraniu na środku boiska po prostu podał do rywala, a po kontrze ŁKS stracił jedynego gola w meczu.

Piłkarze Cracovii popełniali takie błędy, że sprowokowały Michała Probierza do mocnego komentarza na pomeczowej konferencji. – Sam podczas tej długiej przerwy zastanawiałem się, dziś też wprowadzałem trochę nowych elementów, czy ja jeszcze jestem w stanie tych zawodników czegoś więcej nauczyć, jeszcze bardziej ich zmotywować – mówił rozczarowany przebiegiem meczu z Jagiellonią (0:1).

Jak oni biegali

Porównując minioną kolejkę do ostatniej sprzed przerwy spowodowanej koronawirusem można dostrzec, że tylko sześć zespołów przebiegło więcej kilometrów, piłkarze pięciu drużyn wykonali więcej sprintów i również w tylu przypadkach dystans pokonany na najwyższej intensywności był dłuższy. Mecz meczowi nie jest równy, zwłaszcza w zaistniałych okolicznościach, ale też niekoniecznie powinny być to czynniki decydujące o ocenie drużyn. Zwłaszcza, że z sześciu zespołów, które przebiegły więcej kilometrów, niż średnio pokonują w tym sezonie, trzy przegrały swoje spotkania, z pięciu, które wykonały większą liczbę sprintów wygrały tylko Górnik Zabrze i Zagłębie Lubin.

Co nie znaczy, że piłkarze się nie napracowali. – Nie było idealnie, ale jedziemy dalej. Wiadomo, była długa przerwa w rozgrywkach, ale jesteśmy pewni, że z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Na pewno wrócimy do tego, co było wcześniej. Medal po rywalizacji z Lechem wręczyłbym Tomasowi Pekhartowi. Biegał, pracował dla drużyny, dobrze się zastawiał – mówił Artur Jędrzejczyk z Legii Warszawa, dobrze wskazując na co były rozłożone akcenty w drużynie.

– Nie było łatwo trzymać intensywność przez cały mecz po tak długiej przerwie. Były dobre momenty, przez pewien czas my prowadziliśmy grę, w innych momentach Raków. Oba zespoły były zmęczone i w końcówce już decydowały morale, charakter – mówił z kolei Vitezslav Lavička, trener Śląska Wrocław. Jego zespół jednak przebiegł więcej dystansu w sprincie, wykonał ich nieznacznie mniej.

Po kim najbardziej było widać przerwę? Piłkarze Wisły Kraków przeciwko Piastowi Gliwice wykonali dwa razy mniej sprintów i przebiegli ponad dwa razy mniej dystans na tej szybkości, niż w starciu z Lechem Poznań przed przerwą. Z kolei legioniści wykonali więcej sprintów, choć nieznacznie więcej, a trzeba również przypomnieć, że przecież w ostatniej marcowej kolejce przez większość spotkania z Piastem grali w dziesięciu.

Co się zmieniło, a co nie?

Generalnie piłkarze Ekstraklasy wymieniali tyle samo podań, ile przed przerwą, o bardzo podobnej długości, w niemal identycznym tempie, tocząc w meczach zbliżoną liczbę pojedynków, wykonując tyle samo dryblingów... Przeglądając raporty statystyczne trudno doszukać się wielkich różnic. Jednak na boisku było kilka interesujących odchyleń.

Aleksandar Vuković zauważył po meczu w Poznaniu, że jego Legia jeszcze w żadnym meczu sezonu nie została tak zdominowana, jak z Lechem. – Nie zagraliśmy na najwyższym poziomie. Od początku nie mogliśmy złapać właściwego rytmu. Skupiliśmy się na walce o zadowalający wynik – podkreślał pomimo wygranej 1:0. Faktycznie, w całej kolejce to Legia wykonała najmniej podań (300), tylko Arka zagrywała piłkę rzadziej w pole karne przeciwnika. To o tyle nietypowe, że w tych klasyfikacjach lider tabeli jest odpowiednio na czwartym i pierwszym miejscu.

Nawet kibice ŁKS-u mogli dostrzec, że Wojciech Stawowy jeszcze mocniej postawił na dominację posiadania piłki. Jego nowy zespół wykonał najwięcej podań w sezonie, osiągnął jeden z najwyższych współczynników utrzymania się przy futbolówce (66%), ale… jednocześnie był jednym z dwóch, które nie oddały celnego strzału z pola karnego. Pod względem kluczowych zagrań gorsza była tylko jedna drużyna.

Na koniec warto wrócić do kwestii porównania powrotu w Ekstraklasie z tym w Bundeslidze. O ile jeszcze w pierwszej kolejce w lidze niemieckiej wysoki pressing był zauważalny i imponujący, to z natężeniem spotkań spadał, obecnie jest on o kilkanaście procent niższy, niż był przed przerwą. Jak wygląda to w Polsce? Na pewno inaczej ze względu na to, że niewiele drużyn i nie zawsze w ogóle decyduje się na wysoki doskok do przeciwnika.

Były jednak wyjątki. Weźmy jako przykład Górnik Zabrze: częściej niż co czwartą piłkę odzyskiwali na połowie ŁKS-u, średnia linia odbioru była oddalona 67,8 metrów od bramki przeciwnika, co jest znaczącą poprawą w porównaniu do wyniku z całego sezonu (75,9 metrów). Nic dziwnego, że piłkarze Górnika wykonali najwięcej sprintów (120), pokonali w tym tempie najwięcej metrów (2277) i przebiegli ogółem aż 123 kilometry. – Cieszymy się, że udało nam się zrealizować to, co sobie założyliśmy przed tym meczem – mówił Marcin Brosz.

Również Pogoń Szczecin potrafiła częściej i wyżej odzyskiwać piłkę, choć głównie przy wyniku 0:3, gdy to Zagłębie cofnęło się pod własne pole karne. Ale przykładów w drugą stronę nie brakuje. Nawet Cracovia, która w całym sezonie najrzadziej odzyskuje posiadanie na połowie przeciwnika obniżyła swój pressing. Podobnie Arka Gdynia, która przypłaciła grę bardzo blisko własnej bramki utratą prowadzenia w derbach z Lechią. W przypadku Legii i Zagłębia było to spowodowane prowadzeniem i bardziej pragmatycznym podejściem w celu utrzymania zwycięstwa. To dosyć uniwersalny, ale niezmienny wniosek po meczach Ekstraklasy: wygrywanie dalej jest ważniejsze od stylu.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności