Aktualności

Pomóż, jeśli możesz, czyli inspirująca historia rodziny Piekarskich

Rozgrywki09.07.2020 
Piłkarz Bytovii Bytów Adrian Piekarski uratował niedawno życie pewnej Holenderce, przekazując jej swoje komórki macierzyste. Tak jak spisał się jako człowiek, tam sam kiedyś doświadczył gestu dobrej woli ze strony innej osoby, która pomogła jego choremu bratu, Norbertowi.

U Norberta Piekarskiego w wieku czterech lat stwierdzono białaczkę limfoblastyczną, którą z początku pomylono z grypą, bo objawy były takie same. Dopiero szczegółowe badania wykazały raka krwi. Chłopiec przeszedł chemioterapię, a gdy ta nie przyniosła spodziewanych efektów, zaczęto szukać dawcy. Tylko przeszczep szpiku mógł uratować chłopca. Znalazł się dawca, procedury ruszyły, ale ów człowiek w ostatniej chwili się wycofał. Kilka tygodni później z pomocą przyszedł inny darczyńca. – Obecnie szpik dawcy musi się zgadzać w dziesięciu na dziesięć punktów ze szpikiem biorcy. Tam zgodność wynosiła osiem. Istniało więc ryzyko, że w ciągu trzeba lat nastąpi nawrót choroby. I tak się stało dokładnie po trzech latach i jednym miesiącu – wspomina Adrian Piekarski.

Problemy w życiu i na boisku

Dla młodego pacjenta to było zdecydowanie za wiele. Znów potrzebna była chemioterapia. Pojawiły się wątpliwości i czarne myśli. Szwankowało zdrowie, podupadało ogólne samopoczucie. – Norbert powiedział wtedy, że woli umrzeć niż przez to przechodzić drugi raz – mówi Adrian. Tym razem znaleźli dawcę o pełnej zgodności. Kolejnych przykrych niespodzianek już nie było. – Od tamtej pory brat jest w rewelacyjnej formie. Ma teraz czternaście lat. Normalnie żyje, funkcjonuje, chodzi do szkoły – wyjaśnia nasz rozmówca.

Główny bohater tej historii gra aktualnie w Bytovii, do której zimą przeniósł się z Wigier Suwałki. Ten 22-letni zawodnik jest środkowym obrońcą. – Z pierwszych tygodniu pobytu w Bytowie nie mogę być zadowolony. Przyjechałem tutaj ze swoimi problemami. Na miejscu okazało się, że czeka mnie rywalizacja z grającym asystentem trenera, doświadczonym Krzysztofem Bąkiem. On doświadczeniem bije mnie na głowę. Podłamałem się, bo miałem małe szanse występów. W trakcie pandemii zawziąłem się jednak w sobie. Dużo dodatkowo trenowałem. Uznałem, jeśli tu się nie uda, to pójdę z powrotem do Wigier. Tydzień później Krzysiek skręcił kostkę, kontuzji doznał drugi stoper i dzięki temu wskoczyłem do składu, gdy nastąpił restart rozgrywek. Od sześciu meczów regularnie pojawiam się w wyjściowej jedenastce – zaznacza Adrian Piekarski.




Zaczął grać w czerwcu, krótko po tym jak przeszedł zabieg w ramach członkostwa w DKMS. – Cztery lata temu zarejestrowałem się w ich bazie. Na początku maja tego roku zadzwonili do mnie z informacją, że zostałem zakwalifikowany jako potencjalny dawca, z zastrzeżeniem, że jeszcze długa droga do realizacji. U mojego brata cała procedura z przeszczepem trwała trzy miesiące. Tutaj sytuacja była na tyle poważna, że już trzy tygodnie później siedziałem na fotelu i oddawałem swoje komórki macierzyste. Dostałem szczegóły na mejla, następnie zadzwonili do mnie z konkretnymi informacjami. Chodziło o pomoc pani z Holandii, w wieku 30-40 lat – opowiada piłkarz.

Życiowa lekcja

W Polsce jest kilka placówek zajmujących się poborem komórek macierzystych. Jedna z nich mieści się w Warszawie, gdzie Adrian stawił się 27 maja. – Ból jest naprawdę minimalny, tyle co ukłucie igły. Jedyny minus to długość zabiegu. Wszystko trwało jakieś trzy godziny – wyjaśnia. I kontynuuje: – Jeśli można komuś pomóc, w dodatku bezboleśnie, to dlaczego mieć opory? Mój przypadek też jest inny, bo na własne oczy widziałem chorego na białaczkę, więc wiem, co taka osoba przeżywa, jak działa chemia, jaką dawkę zastrzyków trzeba przyjąć. Zmienia się perspektywa, kiedy czegoś doświadczasz. Ta sytuacja mnie zmieniła i moje rodzeństwo. Dziś mogę jedynie „zarażać” innych pomaganiem. I apelować o pomoc, która jest bezinteresowna i bezkosztowa. Fundacja za wszystko zwraca. Nie ma zatem nawet co się zastanawiać, czy warto.



Warto choćby z jednego i to głównego powodu: możliwość uratowania czyjegoś życia to coś trudnego do opisania. – Dlatego mogę powiedzieć, że zdrowie jest najważniejsze. Nad resztą aspektów można popracować. My sportowcy jesteśmy zazwyczaj okazami zdrowia, często nie wiemy z jakimi problemami borykają się ludzie wokół nas. Dopiero choroba bliskiej osoby uświadamia, że każdego może to dotknąć. Ja cieszę się z tego co mam, doceniam małe rzeczy – deklaruje Piekarski.

Życiowe perypetie braci Piekarskich to tyleż wzruszająca, co pouczająca lekcja z człowieczeństwa. – To rzadko spotykane, że osoba z rodziny chorego została dawcą kogoś innego. Byłem zaskoczony pozytywnym odbiorem akcji wśród znajomych. Kiedyś mama chodziła po szkołach, starając się znaleźć chętnych do rejestracji w DKMS, ale zgłaszały się zazwyczaj po dwie osoby. Natomiast w moim gronie bliskich naliczyłem już czterdziestu dawców! Zgłosili się dobrowolnie – podsumowuje zawodnik II-ligowca z Bytowa.

Piotr Wiśniewski

fot. bytoviabytow.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności