Aktualności

[FUTSAL] Świecie, Mikołajki, Wrocław. Kolejne futsalowe punkty mocno zaznaczone Pucharem Polski

Piłka Ligowa25.02.2021 
Znani są już niemal wszyscy ćwierćfinaliści Pucharu Polski w futsalu. O rosnącym prestiżu tych rozgrywek najlepiej świadczy fakt, że w grze o trofeum jest już tylko jedna ekipa spoza Statscore Futsal Ekstraklasy. Dalej gra Sośnica Gliwice, która ma ambitne plany. Serca kibiców futsalu w tym sezonie podbiły jednak inne drużyny, które już niestety z rozgrywkami się pożegnały.

Najbliżej sprawienia sensacji w 1/8 finału Pucharu Polski była ekipa ze Świecia, Gresta/Espack/Sadowska. Drużyna ta przegrała nieznacznie z beniaminkiem SFE, Team Lębork 4:5. Do przerwy to gospodarze prowadzili dwukrotnie, w pewnym momencie nawet różnicą dwóch goli (3:1).

Niedosyt po historycznym meczu

Na przerwę obie ekipy schodziły z wynikiem remisowym, ale przedstawiciele gości nie kryli wzburzenia takim rezultatem. – Drużyna z Lęborka chyba jest zaskoczona tym, co prezentujemy i tym, jak wygląda spotkanie. Na pewno taki był nasz cel, by się mocno postawić – mówił w przerwie spotkania Piotr Kaczkowski, czołowy zawodnik gospodarzy, który w tym spotkaniu nie mógł wystąpić z powodu zerwania ścięgna Achillesa.

Dla gospodarzy strata każdego zawodnika to bardzo poważne osłabienie, bo zespół ze Świecia to drużyna środowiskowa, która w swoich szeregach ma jedynie kilku graczy z futsalową przeszłością w Unisław Team. Do rywalizacji na szczeblu centralnym przedzierała się przez eliminacje wojewódzkie, na co dzień w ogóle nie rywalizuje w rozgrywkach futsalowych. – To było nasze marzenie i nasz cel, znaleźć się w gronie najlepszych futsalowych ekip w 1/8 finału Pucharu Polski. Cieszyliśmy się, że udało się awansować, bo to historyczny dla nas wynik i – mimo że odpadliśmy –  chłopakom należą się wielkie gratulacje. Grali bardzo ambitnie, odważnie. Niewiele zabrakło... – mówił po meczu Grzegorz Fetter, główny sponsor drużyny ze Świecia. Bardziej doświadczona ekipa z Lęborka wygrała ostatecznie 5:4, a decydująca o zwycięstwie bramka została zdobyta w ostatnich minutach zawodów.

Wstęp do grania o punkty?

Podobną drogę co zespół ze Świecia musiał pokonać również Hotel Robert's Port Mikołajki. Drużyna, która rywalizuje na hali jedynie w Pucharze Polski, musiała przedzierać się przez eliminacje wojewódzkie. Tam nie miała łatwej drogi, bowiem finałowe spotkanie wygrała dopiero po dogrywce. Już na szczeblu centralnym pokonała natomiast pierwszoligowe Widzew Łódź i AZS UG Gdańsk. Na wicemistrza Polski, Constract Lubawa, zabrakło trochę sił i umiejętności. – W naszym zespole grają chłopcy, którzy na co dzień rywalizują w zespołach piłkarskich czwartej ligi. Teraz są w ciężkim okresie przygotowawczym, więc w końcówce meczu nie mieli z czego depnąć. W tym momencie taki mecz to dla nas morderstwo. Ale z wicemistrzami Polski nie gra się codziennie, wszyscy wiedzieli, że to może być jedyna okazja w życiu – mówi trener Cezary Samborski, który równocześnie pracuje w akademii piłkarskiej w Mikołajkach.

Jego drużyna we wtorkowy wieczór przegrała 2:5, ale w pewnym momencie goście prowadzili różnicą zaledwie gola. – Szkoda, że tego wyniku dłużej nie utrzymaliśmy, tylko od razu straciliśmy czwartą bramkę. Znaliśmy rywala, wiedzieliśmy, że będzie naciskał, więc przede wszystkim nie chcieliśmy tracić goli. W takiej sytuacji mogliśmy nisko się bronić i grać długo z kontry. Szczelne bronienie i kontry to była nasza taktyka – opowiada trener, który po meczu był dumny z zawodników. – Wszyscy zasłużyli na pochwały, ale szczególnie Paweł Drażba – chwali strzelca dwóch bramek szkoleniowiec. – Nie gra na hali, ale przy obu bramkach zachował się jak doświadczony futsalista – dodał.

Trener z Mikołajek w meczach Pucharu Polski mógł liczyć na dziewięciu zawodników. – We wcześniejszych spotkaniach to wystarczyło, bo chłopcy byli na innym etapie, poza tym nie musieliśmy się tak bronić, a jednocześnie prowadziliśmy. Teraz było inaczej, to zmęczenie dawało się więc mocniej we znaki, trudniej było grać w kontrze – mówi trener, który z chłopakami przepracował zaledwie kilka jednostek treningowych w grudniu. – Zgranie to ogromny atut rywala, którego my nie mieliśmy – zaznacza.

Drużyna z Mazur wspierana jest przez właściciela tytularnego sponsora. Po udanej przygodzie z Pucharem Polski coraz częściej słychać glosy, by spróbować swoich sił w regularnym graniu i zgłosić drużynę do rozgrywek ligowych na hali. – Na punkcie piłki i futsalu wszyscy są tutaj zafiksowani, chłopcy grają także w lidze środowiskowej. Zobaczymy, co z tego będzie – dodaje trener.

Przetarcie przed ligą

Najbardziej znaną ekipą z „tych mniej znanych” jest AZS AWF Wrocław. Akademicy ze stolicy Dolnego Śląska grają obecnie na zapleczu futsalowej ekstraklasy, ale w całym sezonie odnieśli tylko jedno zwycięstwo. – Mamy nadzieję, że ta pucharowa potyczka będzie dla nas przełomem, bo chcemy się rozwijać i iść wyżej – mówi trener AZS AWF, Bartłomiej Szczecina.

Środowy mecz w Pucharze Polski z ligowym rywalem, Sośnicą Gliwice, pokazał, że te nadzieje nie są bezpodstawne. Wrocławianie przegrali 2:4, podczas gdy w lidze od tego samego rywala okazali się słabsi, przegrywając 2:11. – To był wówczas nasz najsłabszy mecz. Wyciągamy wnioski z takich spotkań, chcemy się rozwijać. Na razie skupiamy się zaś na tym, by się utrzymać w pierwszej lidze. Będziemy walczyć do samego końca o ligowy byt – mówi trener ostatniej drużyny I ligi.

Zespół Akademików stanowią w większości młodzi zawodnicy, studenci lub też gracze z przeszłością akademicką. – Jesteśmy mieszanką młodości z doświadczeniem. Są u nas również zawodnicy, którzy pierwsze futsalowe kroki stawiali w Jelczu-Laskowicach, gdzie tworzy się mocny futsalowy klub – podkreśla.

Rywalizacja z drużyną z Gliwic dla młodych chłopaków była kolejną szansą złapania doświadczeń. – Na razie nie myślimy o niczym innym, jak tylko o utrzymaniu. Po meczu pucharowym mamy niedosyt, bo bramki rywalom sami sprezentowaliśmy. Podobnie jak w lidze, musieliśmy gonić. Sami nie wykorzystaliśmy sytuacji, które stworzyliśmy, ale na pewno postaramy się, by ta nauka nie poszła w las – mówi trener z Wrocławia.

Szczecina z chłopakami trenuje regularnie i w przyszłości chciałby pójść śladami drużyn z Gdańska, Katowic czy Warszawy, które właśnie w oparciu o studentów robiły sukces na parkietach. – W Pucharze Polski graliśmy na sto procent, bo wiemy, że to dla nas olbrzymia szansa. Mamy umiejętności, które pozwalają myśleć o spokojnej grze w pierwszej lidze. Pucharowe zmagania traktowaliśmy więc jako impuls dla młodych chłopaków przed decydującą fazą zmagań o punkty – dodaje na zakończenie.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności