Aktualności

[FUTSAL EKSTRAKLASA] Strażacy z parkietu w pogotowiu. „Będziemy przygotowani”

Piłka Ligowa28.03.2020 
Pandemia koronawirusa mocno zmieniła życie kibica. Na pierwszym planie przez kilka kryzysowych tygodni nie jest sportowiec, a przede wszystkim ratownik medyczny, lekarz czy biolog. W pogotowiu czekają także strażacy. A w tej roli najlepiej czują się gracze trzeciej obecnie drużyny Futsal Ekstraklasy, Gatty Active Zduńska Wola. W czasach kryzysowych szczególną uwagę zwracamy na pracę służb mundurowych. To, co na co dzień wydaje się nam naturalne, w wyjątkowych momentach nabiera szczególnego znaczenia. Co ma to wspólnego z futsalem i sportem ogólnie? – W niektórych kręgach jesteśmy określani strażacką drużyną – uśmiechają się w Zduńskiej Woli, gdzie jest jedna z najlepszych drużyn Futsal Ekstraklasy, Gatta.

Koledzy na innych zmianach

Powyższe określenie nie może dziwić. W dwóch jednostkach powiatowych straży pożarnej grafik pracy układany jest z myślą o jednoczesnych występach na parkiecie. – Nie pracujemy na tej samej zmianie, unikamy się, tak by każdy mógł mieć wolne na treningi i mecze – zdradza kulisy zawodowej współpracy z kolegą z drużyny, Michałem Marciniakiem, Michał Szymczak. To jeden z bardziej doświadczonych graczy Gatty. Od trzech lat pracuje w komendzie powiatowej straży pożarnej w Brzezinach.

W pobliskiej jednostce pracuje także ich kolega klubowy Mateusz Olczak, do niedawna w Gatcie grał także Krzysztof Adamski, który również jest strażakiem. – Na pewno ta praca pomaga w sporcie, ale generalnie są to obopólne korzyści. Praca w straży pozwala utrzymać tok treningów, być w ruchu, czasem mogę dodatkowo popracować na siłowni, ale działa to w obie strony. Sport pozwala również utrzymywać kondycję potrzebną w zawodzie – tłumaczy Szymczak.



Strażacy pracują w kształcie „24 godziny w pracy, 48 wolne”. W przypadku treningów i meczów taki system bardzo się przydaje. Na inne ulgi związane z futsalem nasi bohaterowi nie mogą liczyć. Jak przyznaje Michał Szymczak, on sam jest na pododdziale. – Na pierwszej linii frontu. Wyjeżdżam, zarówno ja, jak i Michał Marciniak, normalnie do zdarzeń. Może być niebezpiecznie, ale chwilowo jest spokój. Zdarzają się jednak niebezpieczne sytuacje – Szymczak o swojej pracy za bardzo jednak nie chce mówić. – Pożary, wypadki drogowe, zdarzają się też zgony. Taka robota, nie ma co tu za bardzo opowiadać. Raczej o tym nie mówimy na zewnątrz – dodaje. 


Maseczki, pojemniki, rękawiczki

W obecnej sytuacji, w okresie pandemii i zaostrzonych działań, również praca strażaków jest wyjątkowo potrzebna. – Do wszystkiego podchodzimy bardzo rygorystycznie. Musimy cały czas pilnować dezynfekcji, przy wszystkich zdarzeniach nosić maseczki. Zaostrzone są przepisy w stosunku do tych normalnie obowiązujących. Musimy dezynfekować nasze urządzenia, poręcze, jest stan zaostrzony i bardzo długo to się nie zmieni – opowiada Szymczak. – Na razie z wirusem walczymy przede wszystkim w jednostce. Wprowadzono szereg obostrzeń, co do tego, kto może wejść na jej teren i w wielu miejscach stoją pojemniki z płynem dezynfekującym. Do tego wszystkiego maseczki, rękawiczki – mówił z kolei na łamach witryny internetowej spółki Futsal Ekstraklasa Marciniak.



Sama praca strażaków jednak za bardzo się nie zmieniła w ostatnim czasie i pandemia nie wywołuje dodatkowych obowiązków. – Nie wyjeżdżamy częściej z jednostki, przestrzegamy reguł. Zaostrzone są procedury, tak by przy zdarzeniach ewentualnie wirus się nie rozprzestrzeniał i od ratownika cała komenda się nie zaraziła. Musimy utrzymywać dystans – dodaje Szymczak.

Zduńska Wola i Gliwice

Strażak wśród futsalowców nie jest z pewnością najpopularniejszym zawodem. Jeżeli mielibyśmy rozrysować mapę z umiejscowieniem, gdzie walka z ogniem i wspinanie się po drabinach jest najmocniej zauważalne, to Zduńska Wola byłaby najmocniej zaznaczona. W Gliwicach również strażaków łączących tę profesję z graniem w hali nie brakuje. – Chyba najdłużej obecnym strażakiem, którego kibice futsalu znają, jest Łukasz Groszak, bramkarz Piasta Gliwice. Był także Robert Satora, Michał Klaus z Warszawy, Zbigniew Mirga, z pewnością wielu także jest na niższych szczeblach. Gatta jednak z tej profesji zawsze słynęła – mówi Szymczak. Oczywiście, trudno mówić o pewnej tendencji, często wynika to po prostu z pewnej specyfiki. Uwarunkowań klubów, samych zainteresowań zawodników, a najczęściej jednak z przypadku.



O wielkiej tradycji sportowej w tej profesji świadczą także coroczne futsalowe mistrzostwa Polski. W ubiegłym roku rozegrane je już po raz 25. – Odkąd ja gram, czyli od trzech lat, jeszcze nie przegraliśmy – wtrąca z satysfakcją Szymczak. – Poziom zawodów z roku na rok jest coraz wyższy. Możemy to sobie porównywać z wcześniejszymi latami. Widzimy też po sobie, że coraz trudniej przychodzi nam wygrywanie, że już po wyjściu z grupy i w ćwierćfinale zaczynają się schody. Futsal jest coraz popularniejszy, także w tym wydaniu amatorskim – mówi jeden z przedstawicieli złotej drużyny strażaków województwa łódzkiego.

Jak nie teraz, to kiedy?!?

Dzisiaj zduńskowolanie, podobnie jak cała sportowa Polska, wstrzymali niemal całkowicie jakąkolwiek aktywność. Ich praca zawodowa nabiera w tej chwili dużo większego znaczenia, ale sami zawodnicy Gatty nie zapominają o końcówce sezonu. – Obecnie każdy trenuje na własną rękę, mamy rozpiski od trenera przygotowania fizycznego. Nasza hala jest zamknięta, bo to jest szkolny obiekt. Nie ma więc opcji, by na niego wrócić. Jeżeli gdziekolwiek będzie więc możliwość trenowania, to tylko na orliku. Mieliśmy pomysł, by jako drużyna się spotkać i pobiegać w parku, ale jednak jest to zbyt niebezpieczne. Nie ma co ryzykować – mówi nasz rozmówca.

Obecnie Gatta w tabeli Futsal Ekstraklasy zajmuje trzecie miejsce. Do drugiego miejsca traci jedno „oczko”. Walka o medale jest więc jak najbardziej realna. Decydujące będzie przygotowanie i to, co wydarzy się na finiszu. – Jakimś atutem dla naszej drużyny może być to, że mamy doświadczony zespół, znamy bardziej swoje organizmy. Inni mogą pracować trochę bez głowy, a w takiej sytuacji formy mogą nie załapać, bo ją się buduje dość długo. Jak przesadzą, to już sezon się skończy. Nie wiemy jednak czy w ogóle wrócimy na parkiety, w jakim systemie zagramy... – zastanawia się Szymczak, który myśli przede wszystkim o rywalizacji do końca. – Zdajemy sobie sprawę, że jeżeli teraz nie uda nam się zdobyć medalu, to w przyszłości możemy go już nie wygrać. Jeżeli rozgrywki wrócą, to chcemy być przygotowani – zapewnia.

Tadeusz Danisz

Fot: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności