Aktualności

[FUTSAL EKSTRAKLASA] Rekord świętuje, rozczarowanie w Chorzowie i Toruniu

Piłka Ligowa19.05.2020 
Sezon w ligowym futsalu oficjalnie już się zakończył. Tytuł mistrzowski przypadł Rekordowi Bielsko-Biała, na drugim miejscu rozgrywki ukończył Constract Lubawa, a na trzecim Gatta Active Zduńska Wola. Z Futsal Ekstraklasy nikt nie spada. Nie oznacza to jednak, że przegranych w sezonie 2019/2020 nie było, a wszyscy mogą otwierać szampany.

Wśród tych, którzy w wyśmienitych humorach zakończyli sezon, prym wiedzie oczywiście Rekord. Bielszczanie w podobnych notowaniach nie mają sobie równych od dobrych kilku lat. Wystarczy przytoczyć kilka liczb z dopiero co zakończonych rozgrywek. Najwięcej bramek zdobytych (116), najmniej straconych (33), tylko jedna przegrana w całym sezonie (w pierwszej rundzie z AZS UŚ Katowice), rekordowa wygrana (18:1 w drugiej rundzie z... AZS UŚ Katowice), 13 punktów przewagi nad wiceliderem, czwarty tytuł z rzędu.

Piątka Rekordu

Co ciekawe, do siatki rywali w minionym sezonie trafiali wszyscy zawodnicy Rekordu, oprócz bramkarzy.  – Cieszy ta statystyka. Zwłaszcza gdy się wysoko prowadzi, łatwo o rozluźnienie. Szczyt formy mieliśmy w grudniu, ale najlepszy mecz był z Katowicami, już w tym roku. W pierwszym spotkaniu zabrakło nam czasu by zremisować, w rewanżu zawodnicy byli mocno skoncentrowani, chcieliśmy tę plamę zmazać. Drużyna stanęła na wysokości zadania. Zasłużone jest to mistrzostwo, bo z pozostałymi medalistami wysoko wygrywaliśmy bezpośrednie mecze. Teraz będziemy chcieli powtórzyć ten wynik w kolejnych rozgrywkach – mówi trener Andrzej Szłapa, który indywidualnie również może czuć się wielkim zwycięzcą.

Rekord zdobył piąty tytuł w swojej historii i ma tyle samo mistrzostw, co Clearex i PA Nova Gliwice, które do tej pory dzierżyły palmę pierwszeństwa pod względem liczby wygranych sezonów. A sam Andrzej Szłapa ma już... dziesięć mistrzostw, wszystkie z Cleareksem i Rekordem. Jest duża szansa, że za rok swój zbiór jeszcze powiększy.

Drugim największym wygranym z pewnością jest Constract Lubawa. Beniaminek latem ubiegłego roku do końca nie był pewny swego – awans do elity zapewnił sobie dopiero po dwustopniowych barażach. Wśród najlepszych nie czuł jednak żadnego skrępowania – utarł nosa między innymi medalistom z poprzedniego sezonu, Cleareksowi Chorzów czy FC KJ Toruń.  – Zawodnicy byli bardzo zmotywowani i zmobilizowani. Wiele jakości dały nam zagraniczne transfery, z tego wyszła ta wybuchowa mieszanka. Skutkuje również ciężka praca – mówią trenerzy beniaminka, Dawid Grubalski i Damian Jarzembowski. Już wiadomo, że rewelacja minionych rozgrywek w przyszłym sezonie ma zamiar jeszcze mocniej usadowić się w czołówce. Posłużyć ma temu kilka transferów, tym pierwszym jest przyjście Tomasza Kriezela, reprezentanta Polski.

Na brawa zasługuje nie tylko postawa Constractu na parkiecie. Beniaminek tuż po przerwaniu rozgrywek głośno wyrażał swe nadzieje na dokończenie rozgrywek, nawet kosztem utraty drugiego miejsca. Z pewnością usatysfakcjonowani z pierwszego sezonu w elicie mogą być też beniaminkowie z Gliwic, jak i Leszna. Zarówno GSF Gliwice, jak i GI Malepszy Futsal Leszno w chwili zakończenia rozgrywek plasowali się nad strefą spadkową i mimo przejściowych kłopotów miniony sezon mogą uznać za udany.

Gatta triumfuje, Krawczyk (jeszcze) nie

Zasłużona radość także w Zduńskiej Woli. Gatta sezon 2018/2019 zakończyła za podium. Wielu wówczas wieszczyło kres tej ekipy, tym bardziej że prym w drużynie wiedli wiekowi zawodnicy. Dodatkowo Gatta doznała przed sezonem osłabień, odszedł między innymi Mariusz Milewski, w zamian postawiono na młodych zawodników, którzy w ligowych bojach mieli zdobywać doświadczenie. Grając trochę w cieniu innych faworytów, mistrz Polski z 2016 roku od początku robił jednak swoje. Umiejętnie kierujący swoimi kolegami trener Marcin Stanisławski, plus doświadczeni Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk czy Michał Marciniak – zawodnicy ci pokazali, że w Futsal Ekstraklasie mogą jeszcze wiele zdziałać.

Niedosyt w Zduńskiej Woli może odczuwać jedynie Daniel Krawczyk. Sezon 2019/2020 miał być zakończeniem serialu: „Czy Krawczyk dogoni Błażeja Korczyńskiego w klasyfikacji najlepszych strzelców ligi”. W momencie przerwania ligi najlepszy strzelec Gatty tracił do obecnego selekcjonera cztery bramki. Na osiem kolejek do końca... Pewne jest więc już chyba, że ambitny 37-latek na pewno spędzi kolejny sezon na ligowych parkietach.

Medale zaszkodziły?

Przechodząc płynnie do tych, którzy minionych miesięcy nie będą fajnie wspominać, to w tym gronie są przede wszystkim medaliści z wcześniejszych lat. Nie wiadomo, czy zachłyśnięcie się medalem jest takie szkodliwe, czy po prostu tempo w Futsal Ekstraklasie jest tak szalone, ale fakty pod tym względem są nieubłagane. 

Clearex wcześniej po raz ostatni stanął na ligowym podium w 2008 roku. Gdy przed rokiem chorzowianom udało się powtórzyć wynik sprzed ponad dziesięciu lat i zdobyć brązowy medal, w klubie odżyły nadzieje. – Chcemy powalczyć o mistrzostwo Polski z Rekordem – mówił przed sezonem trener Cleareksu Mirosław Miozga. Słowa te trzeba było brać poważnie, tym bardziej, że w niektórych momentach chorzowski klub miał więcej kadrowiczów niż Rekord. W lidze jednak tej jakości nie było widać. Dobre i efektowne mecze brązowy medalista przeplatał tymi wyraźnie słabszymi, a zespół w tabeli najczęściej oglądał plecy rywali.

Drużyna z Torunia na ligowym podium plasowała się natomiast w trzech ostatnich sezonach. Podobnie jak w Chorzowie, apetyt rósł w miarę jedzenia...  – Skoro w ubiegłym roku udało się zająć miejsce tuż za plecami Rekordu, to w tym roku spróbujemy zatrzymać bielszczan – dało się słyszeć i takie głosy. Zespół z Grodu Kopernika w ostatnich miesiącach nawet jednak przez moment nie przypominał ekipy z poprzedniego sezonu. Jesienią musiał odrabiać zaległości z początku sezonu, gdy to trener Łukasz Żebrowski był z reprezentacją U-19 na mistrzostwach Europy. Odbiło się to na fizyczności drużyny. Gdy w rundzie rewanżowej drużyna w końcu zaczęła grać „normalnie”, zdarzyła się seria słabszych meczów i z pościgu nic nie wyszło.  – Były różne momenty w tym sezonie, lepsze i gorsze. Z wypiekami na twarzy można wspominać niektóre mecze, jak chociażby te w Zduńskiej Woli, czy w Chorzowie. Naszą bolączką było jednak ustabilizowanie formy w dniu meczowym. Staraliśmy się prowadzić logicznie ten mikrocykl, ale tego jednak zabrakło. W końcówce sezonu forma nie była najwyższa, ale jednocześnie było widać, że jest nadzieja na udany finisz. Szkoda, że nie było możliwości dokończyć rozgrywek – mówi trener torunian Łukasz Żebrowski.

Z pewnością lekko rozczarowani mogą być kibice w Jelczu-Laskowicach, gdzie w porównaniu z ubiegłym sezonem nastąpił lekki regres, a o zmianę tendencji w kolejnych miesiącach będzie chyba coraz trudniej. Również w Pniewach i Chojnicach nie mają powodów do zadowolenia. Drużyny z tych miast miały zdecydowanie większe ambicje niż miejsce w strefie spadkowej. Co prawda wiosna dla obu klubów była lepsza niż start rozgrywek, ale nie zamazała obrazu całego słabego sezonu.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności