Aktualności

[FUTSAL EKSTRAKLASA] Ekonomista liczy na „kolejne kroki” w lidze i kadrze

Piłka Ligowa25.09.2020 

Mało kto z taką niecierpliwością może wyczekiwać kolejnych meczów w Statscore Futsal Ekstraklasie, jak Radosław Marcinkowski z AZS UW Wilanów. Apetyt rozbudziły dwa debiutanckie występy – w pierwszym już po niespełna minucie gry wpisał się na listę strzelców, tydzień później również zdobył bramkę. – Zamienię chętnie jednak te trafienia na większą zdobycz punktową zespołu – uśmiecha się skromnie.

Start drużyny ze stolicy w futsalowej elicie ma dodać rozgrywkom sporo kolorytu. W pierwszym meczu Akademicy z Wilanowa zmierzyli się na własnym terenie z PA Nova Gliwice, zespołem tyleż utytułowanym, co jednak przeżywającym ostatnio niemałe kłopoty. Inauguracja rozpoczęła się wyśmienicie – już po niespełna minucie gry do siatki gości trafił Radosław Marcinkowski. – Na pewno będę pamiętał to spotkanie, ale w tym meczu była szansa powalczyć o coś więcej niż tylko remis. Rywale mają swoje problemy, mogliśmy więcej osiągnąć w tym spotkaniu. W Chorzowie było już gorzej… – mówi 26-letni Marcinkowski, który meczu drugiej kolejki i wyprawy na Górny Śląsk nie będzie mile wspominał. Jako zawodnik odpowiadający w pierwszej kolejności za grę w defensywie w głowie ma przede wszystkim fakt, że rywale z Chorzowa wbili beniaminkowi osiem bramek. A, że Radek ponownie sam trafił do siatki? – Cieszy to, ale nie zwracam na to szczególnej uwagi. Liczy się przede wszystkim interes drużyny – powtarza.

Po dwóch kolejkach beniaminek z Warszawy ma na swoim koncie jeden punkt i trzy zdobyte bramki. Dwie z nich są autorstwa naszego bohatera. Obecnie zespół ze stolicy w 17-zespołowej stawce zajmuje dwunaste miejsce. – Będziemy w tym sezonie walczyć o spokojne utrzymanie, każdy taki wynik brałbym w ciemno. Jest w zespole kilku doświadczonych chłopaków, ale przede wszystkim są młodzi zawodnicy, dopiero uczący się futsalu na najwyższym poziomie. Już pierwsze mecze pokazały, że są drużyny, z którymi możemy powalczyć, ale na pewno też są ekipy, które nas przewyższają. Mamy jednak ambicje i podchodzimy z olbrzymią rozwagą do każdego treningu i meczu – mówi Marcinkowski, który każdy punkt w elicie bardzo szanuje.

Z Rodos na AMŚ

Jak poważnie Radek traktuje futsalowe zajęcia, pokazuje sytuacja z powołaniem do reprezentacji Polski na Akademickie Mistrzostwa Świata dwa lata temu. Gdy nominacja dotarła, on właśnie swoim kamperem dojeżdżał na Rodos, gdzie miał w planach oddawać się swojej kolejnej pasji, jeździe na windsurfingu. – Sytuacja nie była łatwa. Blisko trzy tysiące kilometrów od domu, jedyny kierowca, wakacje z dziewczyną. Miałem wątpliwości, ale dziewczyna pomogła mi podjąć decyzję. Powiedziała, „leć spełniaj marzenia”. Jestem jej bardzo wdzięczny za ówczesną decyzję. Dziewczyna została sama, ja błyskawicznie wróciłem na reprezentację. Potem po mistrzostwach świata w Kazachstanie wszyscy wracali do kraju, ja natomiast z powrotem do Grecji – wspomina momenty sprzed ponad dwóch lat.

Samej decyzji i udziału w Akademickich Mistrzostwach Świata nie żałuje. Jak sam przyznaje, stał się wówczas bardziej odpowiedzialnym zawodnikiem, skupił się bardziej na grze w defensywie. – Na pewno to było bardzo ciekawe doświadczenie. Kilku chłopaków nie mogło pojechać, kilku innych wypadło z powodu kontuzji czy kartek już na miejscu. Grałem na pivocie i nagle dostałem zapytanie, czy nie chciałbym grać w pierwszej czwórce na obrońcę – opowiada nasz rozmówca, który właśnie ten moment uznaje jako decydujący w swoim podejściu do futsalu. – Od tej chwili zwracam większą uwagę na defensywę, większa odpowiedzialność idzie na ten element. Więcej zrozumiałem, a pewne elementy zachowania z reprezentacji przekładam również na grę w klubie.

Później Marcinkowski dostał powołanie do kadry jeszcze na zgrupowanie przed Turniejem Państw Wyszehradzkich. Ostatecznie na sam turniej nie pojechał. Powołanie do reprezentacji pozwoliło mu jednak mocniej uwierzyć w siebie. – Zakładałem sobie coraz to nowsze cele, które chciałem osiągać – mówi. Zmienił pozycję, ze skrzydłowego zaczął coraz bardziej grać w tyłach. Z AZS UW zaliczał coraz lepsze wyniki, aż w końcu awansował do Statscore Futsal Ekstraklasa. A to nie wszystko...

Ekonomista z „korpo…”

Kolejnym marzeniem naszego rozmówcy było zdobycie bramki w najwyższej klasie rozgrywkowej. Chyba sam nie przypuszczał, że uda mu się to tak szybko. – To było mega budujące. Ale mam już kolejne cele, do których dążę – mówi zawodnik przez lata związany ze stolicą, który nie lubi się jednak ograniczać do jednego. Marcinkowski to właściwie człowiek renesansu. – Futsal mi wiele dał, nie wyobrażam sobie życia bez tego sportu, ale dzisiaj ważny dla mnie jest także snowboard – dodaje z uśmiechem.

Marcinkowski zaprzecza również stereotypowemu postrzeganiu sportowca, który największą uwagę zwraca na swój rozwój sportowy, a zaniedbuje chociażby wykształcenie. Obecnie Radek kończy trzeci kierunek studiów, wszystkie powiązane są z ekonomią i prawem. Z pewnością mógłby więc uchodzić za najlepiej wykształconego wśród graczy w Statscore Futsal Ekstraklasie. Pracuje ponadto w korporacji finansowej, gdyby jednak miał możliwość gry w najlepszych polskich klubach i postawienia całkowicie na futsal, pewnie nie miałby wątpliwości. – Futsal dał mi bardzo wiele. A ze sportowej pasji bym nie zrezygnował pod żadnym pozorem – mówi.

Gdy tylko trafił na halę w stolicy, od razu przekonał się do tej dyscypliny sportu. – Trener Gerard Juszczak był tym, który przekonał się do mnie, jak również przekonał mnie do tego sportu – mówi o swoich początkach w futsalu sam zawodnik. Mimo skromnych warunków organizacyjnych w AZS UW do treningów pochodzi bardzo poważnie, co widać chociażby w częstotliwości zajęć, które odbywają się niemal codziennie. – Z jednej strony ktoś może powiedzieć, że to zabawa, z drugiej strony, jak zobaczy jak to poważnie traktujemy to będzie miał wątpliwości – poważne traktowanie u Marcinkowskiego daje się wyczuć niemal w każdym wypowiadanym słowie.

Ze stoickim spokojem podchodzi jedynie do swoich kolejnych sportowych celów. – Jeden z byłych trenerów polecił mi metodę małych kroczków. Cieszyć się z każdego kolejnego, dzięki temu do czegoś dojdziemy – zdradza receptę na sukces, bez definiowania w tym wypadku, co oznacza konkretnie słowo sukces. – Następne cele? Utrzymanie z drużyną w SFE, pokazanie się z dobrej strony w lidze, następne występy w kadrze... Na pewno chciałbym usłyszeć hymn Polski przed meczem kadry, w którym gram, bo jednak na Akademickich Mistrzostwach Świata nie było mi to dane – kończy nasz rozmówca.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności