Aktualności

[FUTSAL EKSTRAKLASA] Ekonomista, który bramek nie liczy. Woli je zdobywać

Piłka Ligowa28.02.2020 
Do godziny 16:00 zajmuje się głównie cyferkami, rachunkami i lokatami bankowymi. Wieczorami natomiast zrzuca bankowy dress code i szaleje na parkiecie. – Bramek jednak nie liczę, od tego są inni – uśmiecha się 26-letni Mateusz Kostecki, najlepszy strzelec Futsal Ekstraklasy w tym sezonie.

Daniel Krawczyk, Michał Marciniak, Michał Marek czy też Sebastian Leszczak –snajperzy w klasyfikacji strzelców w obecnym sezonie muszą oglądać plecy Mateusza Kosteckiego. Zawodnik Red Dragons Pniewy ma obecnie na swoim koncie 19 trafień i od początku rozgrywek imponuje regularnością. – Tak, to najlepszy mój sezon, ale paradoksalnie miejsce drużyny jest gorsze. Po poprzednim sezonie, kiedy nie mogłem dojść do pełni formy, w te rozgrywki wszedłem z chęcią odwetu za miniony rok. Z podwójną mocą chciałem wejść, pokazać swoją wartość. Odwdzięczyć się kolegom i kibicom za wsparcie i zaufanie – mówi Kostecki, który jak sam przyznaje nie zwraca większej uwagi na klasyfikacje strzelców.

Bankowiec na parkiecie

Obecnie ma dwie bramki przewagi nad duetem ze Zduńskiej Woli: Krawczyk – Marciniak i Markiem z Rekordu. – Aż tak na tym sfokusowany nie jestem. Pierwszą rzeczą po meczu nie jest bynajmniej rachowanie ile Krawczyk, czy inni mają do mnie straty. Po jakimś czasie spojrzę na tabelę, ale po zejściu z parkietu wolę się pocieszyć dobrym wynikiem, wyciągnąć wnioski ze spotkania, a fajne dodatki zostawić na koniec. Podchodzę do tego z dystansem – uśmiecha się Kostecki, który akurat rachowanie powinien mieć w „małym palcu”.  Na co dzień nasz bohater pracuje bowiem w banku. – Na szczęście z graniem to nie koliduje – mówi pochodzący z Piły zawodnik, który jest po dwóch kierunkach studiów. Ukończył zarówno ekonomię, jak i przygotowanie pedagogiczne. – Jestem także trenerem piłki nożnej w Pile. Lubię trenować dzieci. Jest to alternatywa – dodaje.

 

Kostecki obecnie ma szansę na pierwszy indywidualny skalp w futsalowych rozgrywkach. – Korona króla strzelców? Na pewno chciałbym to prowadzenie utrzymać, bo to jest fajne wyróżnienie i nagroda. Ale jednak najważniejszy jest klub. Z Red Dragons Pniewy walczymy o utrzymanie. Chcę, by w pierwszej kolejności zespół korzystał na mojej grze, wtedy będę zadowolony – mówi 26-latek, który stara się nie myśleć o swoich indywidualnych możliwościach i celach. –  Nie skupiam się, by strzelać z każdej pozycji, staram się przede wszystkim realizować założenia taktyczne trenerów. Mam taką teorię, że im więcej się o takich celach myśli, tym gorzej. Niech to przychodzi naturalnie.

Kostecki w dwóch poprzednich sezonach w Futsal Ekstraklasie zdobywał ponad 20 bramek na rozgrywki. Teraz bez cienia wątpliwości możemy powiedzieć, że również tę granicę przekroczy. W obecnym sezonie dla drużyny obecnie zajmującej jedenaste miejsce w tabeli zdobył 19 z 47 bramek. – Czuję się docenionym i ważnym ogniwem tego zespołu. Nie odczuwam, by gra Red Dragons była uzależniona od jednego czy drugiego zawodnika, tym bardziej ode mnie. Wszyscy równo pracujemy na wynik. Przed sezonem kosztem doświadczonych zawodników do gry wskoczyli młodzi, ciężar odpowiedzialności był na naszych barkach, teraz natomiast się wzmocniliśmy i te proporcje trochę się zmieniły. Mamy wyrównaną kadrę – mówi zawodnik, który w Futsal Ekstraklasie gra trzeci sezon. – Lubię grać pod presją, czuć zaufanie kolegów i partnerów. Chcę to spłacać.

Lewa ręka, lewa noga

Mobilizacją dla niego, jak sam przyznaje, były poprzednie rozgrywki. Wtedy los go nie oszczędzał. Już w trzeciej kolejce, w meczu z Rekordem Bielsko-Biała złamał lewą nogę. Musiał pauzować trzy miesiące. – Pewnie gdyby nie ten uraz poprzedni sezon, patrząc na liczby miałbym także lepszy. Po tym urazie nie ma już śladu, dobrze popracowałem w klubie w czasie rehabilitacji. Wiadomo, pierwsze tygodnie były ciężkie, ale nic nie da się zrobić. Psychicznie nie miałem problemu wrócić szybko do sportu, byłem gotowy – mówi Kostecki, któremu w zapomnieniu o kontuzji nogi… pomogło złamanie ręki. – Paradoksalnie tak było. To pozwoliło zapomnieć o kontuzjowanej nodze. Krótko po powrocie złamałem bowiem lewą rękę. Mimo złamania zdecydowałem się jednak grać i dokończyć sezon, po sezonie miałem operację. Więc na parkiecie nie myślałem już o nodze, tylko by nie uszkodzić nadgarstka jeszcze bardziej – wspomina Kostecki, który do dzisiaj jeszcze pracuje nad powrotem do sprawności w lewej ręce. – Nadgarstek nie jest jeszcze w pełni sprawny.

Kostecki pochodzi z Piły. W tym mieście, na poziomie drugiej i pierwszej ligi, rozpoczynał swoją przygodę futsalową. Grał jednocześnie także w niższych klasach piłkarskich. Dobra gra na hali w Pile zaowocowała powołaniem do reprezentacji młodzieżowej, której trenerem był Gerard Juszczak. W debiucie Kosteckiego Polska wygrała z Rumunią 7:0, a nasz bohater strzelił nawet bramkę. – Później jeszcze w młodzieżówce zagrałem trzy mecze. Wówczas jadąc na kadrę nikogo z tych młodych chłopaków nie znałem. Dzisiaj większość z nich to moi bardzo dobrzy koledzy. Byli wówczas na reprezentacji Adam Wachoński, Patryk Hoły, Adrian Skrzypek z Pniew, ale także Mikołaj Zastawnik czy Tomasz Kriezel – wymienia Kostecki. – Pojechałem, pokazałem się. Powołanie to była dla mnie niespodziewana wiadomość, ale także kopniak do jeszcze większej pracy. Dzisiaj pracuję, jak każdy ambitny zawodnik, na angaż w pierwszej reprezentacji.

Trudne początki

Kostecki w futsal zaczął grać stosunkowo późno, bo w wieku 21 lat. Szybko jednak dobra praca w Pile zaowocowała ofertą z Pniew. Dzisiaj chociaż mieszka jeszcze w rodzinnym mieście, to wiąże swoją przyszłość z Pniewami, chociaż ofert z innych klubów też nie brakuje. – Wiadomo jednak jak to jest z futsalem. Nie patrzymy tylko na rozwój sportowy, chociaż ten jest bardzo ważny, ale również na życie zawodowe i prywatne. W futsalu nie żyjemy wyłącznie z gry na hali, więc nie możemy zapominać o pracy. Poza tym w Pniewach też mi niczego nie brakuje. Jak się utrzymamy, to nie będzie powodu do zmian – mówi strzelec 19 goli w tym sezonie.

Jak sam przyznaje przejście z boiska na halę nie było łatwe. – Na wszystko potrzeba czasu, to są różne dyscypliny, ale baza umiejętności piłkarskich jest ta sama. Na tym się bazuje, jeżeli tego się nie ma, to ciężko jest pewne rzeczy nadrobić. Taktykę można przyswoić, ale czas jest potrzebny – mówi gracz Red Dragons, który po przeprowadzce do Pniew również potrzebował czasu, by wdrożyć się w system gry pniewian. – Sporo rzeczy było do nauki – dodaje.

Dzisiaj ze swoją klubową drużyną Kostecki przede wszystkim chce się utrzymać w Futsal Ekstraklasie. W sobotę ekipę z Wielkopolski czeka bardzo ważny mecz o „sześć punktów”. Rywalem również zagrożone spadkiem, Red Devils Chojnice. – Dla nas teraz już każdy mecz jest o podwójną stawkę, tym bardziej gdy gramy z drużyną, która również walczy o byt. Gramy u siebie, więc mamy tę przewagę, że możemy liczyć na wsparcie kibiców. Oni nas niosą, wierzą w nas, chcemy im to wynagrodzić. Musimy wygrać – mówi 26-latek, który na najbliższe tygodnie i miesiące ma jeden cel. – Zdrowie. Wtedy można cieszyć się grą. O powody do zerkania w klasyfikację strzelców kibice w Pniewach nie powinni się martwić.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności