Aktualności

[FUTSAL] Beniaminek z historycznym złotem. Tak zaczęła się historia Cleareksu

Piłka Ligowa17.04.2020 
Pierwsze skojarzenie związane z futsalem, jakie ma zapewne większość kibiców piłkarskich, to Clearex Chorzów. Klub-symbol polskiej piłki halowej swoją drogę na szczyty rozpoczął niemal równo dwadzieścia lat. I jako nieznany bliżej beniaminek, zdobył mistrzostwo Polski. Clearex do rywalizacji w pierwszej lidze (wówczas stosowano takie nazewnictwo) w sezonie 1999/2000 przystępował jako absolutny nowicjusz, chociaż już na starcie premierowych rozgrywek nie ukrywał swoich aspiracji. – Chcieliśmy walczyć o najwyższe cele, drugie miejsce to przecież pierwszy przegrany – mówił kilkukrotnie prezes Zdzisław Wolny, który od początku zdawał sobie sprawę z możliwości swojej drużyny.

Z boiska na hale

Klub oparty na fundamencie finansowym firmy budowlanej o tej samej nazwie nie miał jednak łatwo. W poprzednich sezonach tytuł mistrzowski rozstrzygały pomiędzy sobą zespoły Cuprum Polkowice i PA Nova Gliwice i to właśnie te drużyny stawiane były w roli faworytów do kolejnego sukcesu. – Kto stawiałby wówczas na beniaminka? – pytają z uśmiechem po latach byli piłkarze Clearexu.



Chorzowianie nie byli jednak totalnym nowicjuszem. Na przełomie wieków w futsal grali przede wszystkim piłkarze nożni. Nie brakowało byłych zawodowców, którzy swoim doświadczeniem wnosili wiele do drużyny, większość jednak łączyła granie na boiskach z halą. Tak było chociażby w przypadku duetu z Rakowa Częstochowa, Andrzej Dziedzic i Robert Załęski. – W Rakowie trenowaliśmy nieraz na salce gimnastycznej, więc sprzyjało to grze na małej przestrzeni. Wygraliśmy również wówczas turniej halowy w katowickim Spodku. Podobała nam się gra w hali. Nieraz w tamtych czasach oglądałem mecze futsalowe i myślałem, że fajnie byłoby pograć. Namówiłem Andrzeja i zgłosiliśmy się do trenera. Marek Bęben mógł nas kojarzyć z boisk piłkarskich i zaufał nam – opowiada Robert Załęski, który wespół z kolegą co najmniej trzy razy w tygodniu pokonywał trasę na linii Częstochowa – Chorzów.

Nie był to odosobniony przypadek. Jedna z legend Cleareksu, Adam Kryger, trafił do Chorzowa, by przygotować się lepiej do powrotu na zielone boiska, po kontuzji, której doznał w barwach Odry Wodzisław. – Do pierwszych treningów namówił mnie trener Bęben – wspominał po latach.



Jarosław Kaszowski grał jednocześnie w Piaście Gliwice, podobnie zresztą jak śp. Tomasz Szeja, a świeże doświadczenie piłkarskie miał także Andrzej Szłapa. Przez drużynę przewinęli się również Piotr Rocki czy chociażby Mirosław Jaworski. Kapitan pierwszej mistrzowskiej drużyny Sebastian Janas również miał za sobą grę w trzecio- i czwartoligowych klubach na śląsku. – Przyszedłem do drużyny w połowie sezonu w drugiej lidze. Trafiłem na pierwsze zajęcia, dostałem sygnał od trenerów, że nadaję się do gry w hali i od tamtej pory grałem już w futsal – opowiada.

Janas w połowie kolejnego sezonu opaskę kapitana oddał Krzysztofowi Kuchciakowi. To jeden z nielicznych przyjezdnych w chorzowskiej ekipie w pierwszym sezonie. Do drużyny beniaminka trafił razem z Andrzejem Antosem. Desant z Łodzi – tak ich nazywano. Transfer dwójki uznanych zawodników, reprezentantów Polski, robił wrażenie. – Clearex był wtedy stawiany za wzór. Klub na realia futsalowe pod każdym względem był profesjonalny, czasami mieliśmy kontakt z piłkarzami Ruchu, pod względem organizacji klubu od nich nie odstawaliśmy – wspominał po latach jeden z najlepszych piłkarzy w historii chorzowskiego klubu. W mistrzowskim sezonie Kuchciak został królem strzelców, zdobył 31 bramek. A indywidualności w drużynie z czasem było coraz więcej, bo dołączyli do tej ekipy chociażby Szłapa, czy śp. Krzysztof Jasiński.

Prezes zaangażowany

Chorzowskiego futsalu i sukcesów Cleareksu nie byłoby bez Zdzisława Wolnego. – Nie tylko wykładał kasę na klub, ale mocno żył tym, co się działo w drużynie. Najbardziej z nas wszystkich przeżywał porażki, ale i wprowadzał atmosferę, był blisko szatni. Czasem za dużo może gadał, ale to wynikało z zaangażowania – uśmiecha się Załęski.



O podejściu ambitnego biznesmena świadczy najlepiej sytuacja z ligi środowiskowej w Katowicach, w której założyciel chorzowskiego klubu grał w jednej z drużyn. W trakcie meczu poprzedzającego występ jego drużyny wypatrzył chłopaka. – Po moim meczu podszedł do mnie na parkingu. Na początku nie wiedziałem o co chodzi... Dostałem zapytanie, czy nie chcę pograć w poważniejszych rozgrywkach futsalowych. Ja, zwykły górnik... Oczywiście się zgodziłem – opowiada Robert Hermasz, który grał w sezonie mistrzowskim. – Wówczas to był maniak futsalu – wspomina po latach prezesa Wolnego.

Trenerem Cleareksu w mistrzowskim sezonie był Marek Bęben. Były uznany bramkarz czy to Zagłębia Sosnowiec czy Górnika Zabrze potrafił z indywidualności zrobić drużynę. – To był twardy trener. Wszyscy równo dostawali w kość. Nie dało się odczuć, że ktoś ma przywileje, że ktoś jest gwiazdą, wszyscy pracowali równo. Spokojnie tłumaczył, ale jak wyprowadziliśmy go z równowagi, to również potrafił opierdzielić wszystkich – mówi Hermasz, dla którego zwłaszcza początki w chorzowskiej drużynie były trudne. – Dopiero w Cleareksie poczułem, co to jest ostry trening. Przez pierwsze 1,5 miesiąca treningu siłowo-wytrzymałościowego nie wiedziałem, gdzie jestem. – Opanowany człowiek. Większość z nas miała dodatkowe zajęcia, więc trener był dla nas wyrozumiały. Nieraz przecież po pracy przyjeżdżaliśmy prosto na halę – dodaje z kolei Janas.



Gorole z Łodzi

Kluczem do sukcesu chorzowian była również atmosfera w drużynie. – Pamiętam, gdy weszliśmy pierwszy raz do szatni Cleareksu, koledzy przywitali nas hasłem, cześć gorole z Łodzi. My odwdzięczyliśmy się podobnym tekstem. To był początek fajnego klimatu – wspominał po latach Kuchciak. – Zawsze towarzyszyły nam żarty, nawet po słabszych meczach. Cieszyliśmy się futsalem – dodaje Janas, który łącznie z Cleareksem świętował trzy tytuły mistrzowskie. – Mimo że mogło być kilka podziałów w drużynie, to zawsze się dogadywaliśmy. Był przecież duet z Łodzi, duet z Częstochowy, piłkarze nożni, halowi, ale tworzyliśmy kolektyw. Zawsze ta atmosfera była naszą siłą – przyznaje Załęski.

Realia futsalowe na przełomie wieków były inne niż obecnie. Mecze nieraz kończyły się wynikami dwucyfrowymi, a na parkiecie, zwłaszcza w klubach słabszych, można było spotkać zawodników z „brzuszkiem”. – Ta gra się jednak różniła od tego, co my wcześniej graliśmy w Częstochowie. Staraliśmy się odnajdywać, pamiętam, że graliśmy na dużą liczbę kontaktów – wspomina Załęski. – Mieliśmy opracowane przede wszystkim rzuty wolne i rożne, nie było wówczas wielkiej taktyki. Górowaliśmy nad rywalami przede wszystkim technicznie i kondycyjnie – dodaje Janas.



Chorzowianie poza parkietem również starali się narzucać konkurencji nowoczesne trendy. Co prawda większość zawodników trenowała jednocześnie na dużych boiskach, inni pracowali, ale Clearex grał równocześnie w ligach środowiskowych. Tak, aby piłkarze, którzy mniej grali w meczach o punkty, również mieli swoje minuty. Inna rzecz, że z pamiętnego dla Cleareksu sezonu na mapie futsalowej ostali się... tylko chorzowianie.

Clearex w całym sezonie przegrał trzy mecze, historyczny tytuł mistrza Polski zapewniając sobie w przedostatniej kolejce, wygrywając w Katowicach 7:0. – Zasłużyliśmy sobie na tytuł mistrzowski. Może nie było widać między nami, a rywalami jakiejś kolosalnej różnicy, ale jednak byliśmy beniaminkiem, dla większości z nas to było coś nowego. Było widać, że jesteśmy lepsi, Clearex się rozpędzał – relacjonuje Janas.

Chorzowska maszyna faktycznie wówczas dopiero się rozkręcała. W kolejnych latach Clearex świętował jeszcze czterokrotnie tytuł mistrza Polski, z powodzeniem grał również na arenie europejskiej.

Tadeusz Danisz

Fot: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności