Aktualności

[WYWIAD] Krzysztof Wołczek: W CLJ jest coraz więcej graczy, którzy zagrają w ekstraklasie

Piłka Ligowa27.12.2020 

Postawa i pozycja Śląska Wrocław w pierwszej rundzie Centralnej Ligi Juniorów najlepiej opisuje jesienną część zmagań juniorów. Przez długi czas wrocławianie byli liderem rozgrywek, wielu obserwatorów zachwycało się grą zespołu Krzysztofa Wołczka, a w końcówce rundy chwila dekoncentracji zdecydowała o tym, że Śląsk jest na piątym miejscu w tabeli. – Stawka jest bardzo wyrównana, poziom idzie w górę. Ale to dobrze, bo liga będzie ciekawsza – mówi trener wrocławskiego zespołu, Krzysztof Wołczek.

Na Waszym przykładzie widać, jak szybko sytuacja w tabeli Centralnej Ligi Juniorów może się zmienić.

W naszym założeniu na wyniki w piłce juniorskiej tak mocno nie patrzymy. Ale to jest tylko założenie. Zawsze podkreślam, że rezultaty w jakimś stopniu są ważne, a dla młodych zawodników są szczególnie istotne. Bo oni mają wygrywać, mają mieć takie DNA zwycięzcy i mają być liderem. Podsumowując sobie tę rundę, to na pewno dwa ostatnie mecze trochę popsuły nam humory. Już nie chodzi o same wyniki, bo przegraliśmy z mocnym Górnikiem i z Jagiellonią. Mogliśmy być liderem przez najbliższe trzy miesiące, a to zawsze jest ważne dla tych młodych chłopaków. Zawodnicy ciężko na to pracowali. Chcemy wygrywać, być na pierwszym miejscu. A cztery ostatnie minuty zaległego meczu z Jagiellonią Białystok (w tym czasie Śląsk stracił dwie bramki i przegrał mecz 3:4 – przyp TD) spowodowały, że jesteśmy na miejscu piątym. Wiadomo, nie ma dużych różnic punktowych między czołowymi drużynami, ale ciężko w obecnej sytuacji jesień jednoznacznie podsumować. Z jednej strony przesądziły cztery minuty o naszym niepowodzeniu, z drugiej tyle właśnie zabrakło byśmy byli liderami. Ja mimo wszystko oceniam rundę dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Jest to piłka juniorska, na wynik wpływa bardzo wiele aspektów. Ale na pewno dzięki temu liga jest ciekawa, co do samych wyników, jak i gry poszczególnych zespołów.

Przed sezonem trener mówił, że jednym z elementów, ktory będzie chciał zawodnikom wpoić to właśnie „zwycięskie DNA”. Teraz trener również o tym mówi. Udało się to w pełni osiągnąć?

Ta drużyna latem zaczęła się budować. Nie oszukujmy się, początkowo w zespole byli chłopcy z roczników 2002-2004, a nawet 2005. Była to grupa, która się przed sezonem dopiero tworzyła. Tak naprawdę ona powstawała od okresu przygotowawczego poprzez sparingi i pierwsze zwycięstwa w lidze. Ale czy oni mieli od razu taką chęć wygrywania w sobie, to ciężko powiedzieć. Kolejne zwycięstwa napędzają zawodników, zarówno do dobrych treningów, jak i do gry w meczach. Wiadomo, że wtedy powstaje dobra atmosfera, a i o kolejne dobre wyniki łatwiej. I od początku to dało się zauważyć w naszej drużynie, ten zespół chciał być liderem, cały czas plasować się wysoko w tabeli. U chłopaków było widać ogromną chęć wygrywania, ale tak jest zapewne wszędzie, a liga to weryfikuje. My zaczęliśmy zwyciężać, punktować. Na pewno jako sztab szkoleniowy również zbudowaliśmy naszych zawodników, zbudowaliśmy ich pewność siebie. W sporcie jest to bardzo ważne. Tak, by swoje umiejętności mogli sprzedać na tyle, by dobra gra poprowadziła ich do zwycięstw, a efekty sprzyjały rozwojowi.

Był zawód w szatni po tym ostatnim meczu?

Mimo że powtarzamy, że to rozwój jest najważniejszy, to zawodnicy żyją wynikami, tym jak wygląda tabela. Rozmowy na ten temat w szatni się toczyły. Więc ta presja wyniku, ale też chęci wygrywania i utrzymania tego pierwszego miejsca, była duża. Cały czas nas to budowało. Rywalizacja napędza, więc nas napędzało to żeby nie dać się dogonić. Przed sezonem nie wyglądało to tak dobrze w meczach sparingowych. W lidze było już dużo lepiej, ale też czasem wpływ na wynik ma fakt, w jakim składzie przyjedzie rywal. Czy Lech zagra drużyną rocznika 2004 z typowymi juniorami, czy też chłopakami ogrywanymi już w drugiej lidze... Na jaki zespół w danym momencie postawi Pogoń Szczecin, Legia Warszawa... Wisła Kraków nie ma zespołu rezerw. Tam najzdolniejsi grają w seniorach i te indywidualności było czasem widać na boiskach CLJ. Bardzo dobra drużyna.

Któryś z rywali zaskoczył jesienią, pozytywnie lub negatywnie?

Dla mnie nie było większego zaskoczenia. Jestem pytany czy Górnik Zabrze w czołówce jest niespodzianką. Rok temu był mistrzem, dzisiaj kilku chłopaków z tej drużyny nadal gra w Centralnej Lidze Juniorów, więc mnie wysoka pozycja zabrzan nie dziwi. Wiadomo, że w czubie tabeli są drużyny, których kluby mają najmocniejsze struktury. Może wynikowo trochę słabiej wygląda Lech Poznań, ale „Kolejorz” mocno stawia na rocznik 2004. Mimo wszystko wiadomo, że mają zdolnych chłopaków i można było się spodziewać, że będą wyżej. A w czołówce nie ma zaskoczeń. Trochę więcej spodziewałem się też po Koronie Kielce i Lechii Gdańsk, które bronią się przed spadkiem. Każda z drużyn właściwie przechodziła różne etapy, gorsze i lepsze. Ale wiele zależy od filozofii, od danej sytuacji w klubie, od kalendarza rozgrywek. W tej lidze mogą tak naprawdę pod szyldem jednej drużyny zagrać dwie różne drużyny. To trzeba mieć na uwadze. Na zmagania juniorskie trzeba patrzeć trochę szerzej, nie tylko w kontekście uzyskiwanego wyniku „tu i teraz”. A może to ma nawet najmniejsze znaczenie. Ale może także dlatego ta liga jest taka ciekawa?

Każdy mecz, każdy rywal, każdy tydzień w Centralnej Lidze Juniorów może być inny. Kto więc zapadł trenerowi najmocniej w pamięci, już bez odwoływania się do okoliczności?

Z drużyn, które zapamiętałem na podstawie jesiennych meczów na pewno bardzo mocna wydawała się Pogoń. Przegraliśmy 0:5, ale to był wyrównany mecz. Było widać jakość szczecinian, zarówno w grze drużynowej, jak i indywidualną poszczególnych graczy. Na pewno Pogoń zrobiła na mnie wrażenie. Również Legia, z którą wygraliśmy 5:1, dobrze się prezentowała, a nasz to był jeden z najlepszych meczów. Wcześniej mierzyliśmy się też z Legią w sparingu. Chyba stołeczna ekipa w tabeli też jest ciut za nisko, gra odważnie, ma odważnych trenerów. Ale to też pokazuje, że liga jest ciekawa.

Ta runda mocno dała się w kości ze względu na pandemię?

W naszym przypadku cała sytuacja szczególnie nie wpłynęła na zespół. Ja tak naprawdę prowadząc zespół miałem nawet większy komfort niż miałbym, gdyby nie było pandemii. Wszystko dlatego, że zawodnicy, którzy mieli być w drugim zespole Śląska, przynajmniej część z nich, od razu została przekierowana do mojego zespołu z tego względu, że rezerwami gramy na szczeblu centralnym. Tak więc w przypadku każdej migracji zawodnik musiałby robić testy czy mieć tydzień kwarantanny. A większa liczba młodych zawodników najczęściej i tak zapewne grałaby w drużynie CLJ, więc w obecnej sytuacji trenowali również z naszym zespołem. Była mniejsza liczba rotacji, mniejsza liczba zawodników, którzy „spadali”, ale ja tego również w jakiś mocny sposób nie odczułem. Miałem tym samym możliwość większego wpływania na efekty treningowe. A stosunkowo dobre wyniki powodowały, że w hierarchii niczego nie zmienialiśmy.

Trener Wisły Kraków CLJ, Adrian Filipek mówił niedawno, że ta jesień jest nietypowa, bo i okres przygotowawczy był nietypowy i długi. W związku z tym zauważał już pod koniec jesieni u chłopaków zmęczenie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Trener też miał takie odczucia?

Zauważyliśmy, że nasi zawodnicy są ciut zmęczeni, ale ja bym nie mówił tutaj o fizyczności. Bardziej chodziło o aspekty mentalne, chociażby liczba treningów od lata, trudność treningów, dodatkowe treningi indywidualne, zajęcia szkolne, pozaszkolne. Nagromadzenie się tego wszystkiego powodowało, że my również widzieliśmy w pewnym momencie przesyt u chłopaków. Na pewno moi zawodnicy rozegrali bardzo dużo minut, począwszy od sparingów, przez Puchar Polski, siedemnaście meczów ligowych. Ale mimo wszystko ja jestem zdania, że byli dobrze przygotowani. Na pewno jeśli chodzi o aspekt techniczny i sportowy, to muszą takie rzeczy wytrzymywać. Gorzej odbudować i zregenerować głowę, sferę mentalną. Tutaj uważam, że szkoła, liczba zajęć i dodatkowe stresy, które w tym wieku na pewno się pojawiają, sprawiają, że chłopcy na pewno są zmęczeni.

Dużo chłopaków przybliżyło się do seniorskiego grania po pierwszej rundzie w CLJ?

Jest kilku zawodników, którzy na pewno ten krok zrobili, ale bardziej do drugiego zespołu, do drugiej ligi. Mamy ten komfort, że mamy rezerwy w drugiej lidze, gdzie ten poziom jest dość wysoki. Czas na podsumowania jeszcze przyjdzie, ale pewne rozmowy w klubie z koordynatorami, z trenerami, z dyrektorem już się odbywają. Część z tych zawodników, którzy jesienią grali w CLJ, na pewno kilku wyróżniających się, trafi na stałe do drużyny rezerw. Tak zapewne będzie nie tylko w Śląsku, ale także w Lechu, który ma także rezerwy na szczeblu centralnym, jak również w Legii, Pogoni... Kilkunastu chłopaków nadal będzie się ogrywać, ale dołączą do nich także następni, najlepsi z rocznika 2004, który już w tym sezonie mocno zaznaczał swoją obecność. 

Piątą drużynę od lidera dzielą obecnie dwa punkty. W poprzednich latach takiej sytuacji nie mieliśmy. Jest to równanie w górę, które będzie prowadziło do tego, że będziemy mieli coraz lepszych piłkarzy w seniorach?

Ja na poziomie CLJ U-18 jestem pierwszy sezon, właściwie pół roku. Porównując to do rozgrywek U-17 widać dużą różnicę na korzyść starszego rocznika, rzekłbym nawet przepaść. Tutaj jest dużo zawodników, którzy dotknęli już piłki seniorskiej, widać to. Obserwując piłkę juniorską przez lata, teraz również jako trener, to ciężko odnieść to do moich czasów, gdy ja zaczynałem grę w piłkę. To zupełnie inne czasy, skierowanie w stronę akademii piłkarskich to bardzo dobry kierunek. Jak patrzę na większość tych akademii, gdzie praca jest systemowa i zawodnicy są coraz lepiej wyszkoleni i przygotowani, to widzę coraz więcej zawodników, którzy będą w stanie grać na poziomie ekstraklasy. Wydaje mi się, że z roku na rok będzie coraz lepiej, a pamiętajmy, że to są dopiero pierwsze roczniki akademii. Z czasem pójdzie to tylko w górę.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności