Aktualności

[WYWIAD] Adrian Filipek: Wynik i rozwój muszą iść w parze

Piłka Ligowa16.10.2020 
Z pewnością dla niektórych kibiców może być to niespodzianka, ale ci sympatycy futbolu, którzy regularnie oglądają zmagania juniorów z pewnością zaskoczeni nie są. Po dziewięciu kolejkach liderem CLJ jest Wisła Kraków. Biała Gwiazda na ten wynik jednak solidnie zapracowała. – Nie spoglądamy jednak na razie w tabelę. Raczej bowiem nikt nie pamięta czy Usain Bolt w finale olimpijskim był pierwszy po trzydziestu metrach – uspokaja optymistów trener juniorów Białej Gwiazdy, Adrian Filipek.

Zacznijmy trenerze od ostatniego meczu ligowego, z Lechem Poznań. Jest niedosyt po porażce 0:1?

Powiedziałem zawodnikom po meczu podczas analizy, że każda porażka boli. Obojętnie w jakim stylu została poniesiona i kto był rywalem. Przegrana zawsze w duszy sportowca siedzi i gryzie w środku, jest chęć by się odkuć. Taki ja mam również charakter. Pamiętamy, że graliśmy już prawie z seniorami, którzy występują na poziomie drugiej ligi. Grali szybką, twardą piłkę, ale pokazali również różnorodność. Jak nie mogli wejść drzwiami, to oknem. Nie mogli krótkimi podaniami, to wybierali długie podania. To dla nas była dobra nauka. Tej różnorodności czasem nam jeszcze brakuje. Pod tym aspektem Lech prezentował wyższy poziom, ale z przebiegu meczu również my mogliśmy wygrać. Generalnie, moim zdaniem wynikiem sprawiedliwym byłby remis, bo obie strony miały swoje sytuacje.

Pod względem takiej nauki, pewnych wskazówek dla młodych chłopaków, to mecz z Lechem był dla Was najbardziej pożyteczny?

Mecz z Lechem i Śląskiem Wrocław. To były podobne spotkania. Wrocławianie zaprezentowali podobną seniorską piłkę i postawili przed nami wymagające zadanie. Wygraliśmy ze Śląskiem, ale pod wieloma względami był to tak samo trudny mecz, zarówno piłkarsko, jak i mentalnie.

Jaki cel trener i cały obóz Białej Gwiazdy sobie zakładał przed początkiem sezonu CLJ?

Wynik i rozwój muszą iść w parze. Nie oddzielamy tego. Nikt nie chce wygrywać przypadkowo, chcemy wygrywać w konsekwencji bycia lepszym od rywala. Chcemy zawodników przygotowywać do dorosłej piłki, dlatego też przed sezonem mecze sparingowe graliśmy z drużynami seniorskimi. Dla nas to olbrzymia wartość. Gramy niemal tym samym składem co rok temu, wcześniej pracowałem z rezerwami, teraz prowadzę drużynę CLJ. Pracujemy niemal bez przerwy letniej, mamy bardzo dobre warunki w ośrodku w Myślenicach, dobra murawa, sprzęt odpowiedni, chociażby kamizelki i czytniki GPS. Również warunki klubowe są bardzo dobre, chociażby liczba członków sztabu, którzy wspólnie pracują na wyniki zespołu. Każdy ma swoje zadanie, które konsekwentnie realizuje, wykorzystując ogromną wiedzę, jaką posiada. Widać, że zawodnicy zrobili krok do przodu i obecne miejsce nie jest przypadkowe.

Dzisiaj spoglądacie na tabelę?

Chcemy się rozwijać, co za tym idzie wygrywać, ale także jak najwięcej chłopaków „dostarczać” do pierwszej drużyny, by wraz z pierwszym zespołem pięli się w górę. Zawodnicy będąc w mojej obecności jakoś nie wspominają o tabeli, nie ekscytują się tym, ale na pewno każdy spogląda czasem na wyniki. Pamiętamy, że rok temu nie szło temu zespołowi tak dobrze. Taka miła odmiana cieszy, ale też przypominam im, że raczej nikt nie pamięta czy Usain Bolt w finale olimpijskim był pierwszy na 30 metrze. Liczy się to, co jest na końcu. O naszej pozycji po dziewiątej kolejce też nikt nie będzie pamiętał. Fajnie jak tak będzie na koniec, a jeszcze lepiej, jak chłopcy dostaną swoje szanse w pierwszej drużynie, ewentualnie pójdą na wypożyczenia do I lub II ligi, aby tam zbierać doświadczenie.

Przygotowania do obecnego sezonu, z racji pandemii wyglądały inaczej – dzisiaj to wychodzi? Widać już zmęczenie?

Zmęczenia fizycznego nie widać. Jesteśmy czujni, monitorujemy tę kwestię, wspomaga nas trener Leszek Dyja. Dobieramy tak obciążenia i środki, by zawodnicy się rozwijali, by wyglądali jak najlepiej. Pewne motoryczne statystyki jesteśmy w stanie sprawdzić, wykazać. I pod tym względem jesteśmy zadowoleni. Widać jednak zmęczenie mentalne. Właściwie jesteśmy ze sobą od maja, czerwiec i lipiec popracowaliśmy mocno, było jedynie kilka dni przerwy. W tym względzie jest to praca na żywym organizmie. Ktoś może być niezadowolony, bo siada na ławce rezerwowych, ktoś inny „obrasta w piórka”, bo jest czołowym graczem. Do tego dochodzi szkoła, jakieś pierwsze niepowodzenia, dojazdy. Trzeba czujnie obserwować i reagować.

Jak reagujecie?

Dużo jest newralgicznych sytuacji. Czasem staramy się urozmaicać zajęcia, dać trochę więcej odpoczynku, wprowadzać trochę nieszablonowości. Trudniej  kontrolować takie sytuacje niż motorykę. Na szczęście napędzają nas zwycięstwa, bramki. To daje powera. Dla mnie to również jest kolejne doświadczenie, chociaż pracowałem już ze starszymi i młodszymi kategoriami  i rocznikami. Obecnie mocno współpracujemy z Arkadiuszem Głowackim, Krzysztofem Kołaczykiem, Mateuszem Kosteckim oraz z wieloma innymi pracownikami klubu. Stanowią dla mnie świeże spojrzenie pod kątem mojej pracy. To wartościowe elementy rozwoju, tak by się stawać coraz lepszym.

Ilu piłkarzy z obecnej drużyny CLJ ma szansę wkrótce przebić się do pierwszej drużyny Wisły?

Obecnie jest z tym problem. Płynność w klubowej hierarchii została zaburzona przez pandemię. Wcześniej trenerzy mogli obserwować zawodników, zapraszać, teraz niestety zostało to wstrzymane. Pierwsza drużyna pracuje w izolacji, a to na pewno utrudnia pracę wszystkim. Zawodnik z U-18 miał szansę wskoczyć do pierwszej drużyny, jak tylko na to piłkarsko zasługiwał. Na pewno obecnie jest 4-5 zawodników, którzy mają realną szansę otrzeć się o pierwszą drużynę, mogliby się sprawdzić. Czy się załapią to trudno ocenić, zależy to też od kilku czynników, między innymi od tego, jak duża jest skala ich talentu czy jak mocno obsadzona jest ich pozycja. Uważam, że 4-5 chłopaków na swoją szansę może jednak liczyć.

Sławomir Chmiel i Kacper Chełmecki w tym gronie są?

Na pewno są to zawodnicy, którzy się wyróżniają, zwłaszcza w ostatnich tygodniach, warto dać im szansę. My to traktujemy nie jako nagrodę, ale element rozwoju. Idź sprawdź się wyżej, pokaż co potrafisz – mówimy. Ale obecna sytuacja jest poza nami. Ten duet wyróżnia się bramkami, zwłaszcza Sławek w ostatnich tygodniach, ale też trzeba pamiętać, że ktoś im te piłki dogrywa, ktoś drużynie pomaga w defensywie...

Jak ocena nowych, którzy do drużyny dołączyli latem? Najbardziej znany to chyba Piotr Starzyński, młodzieżowy reprezentant Polski.

Przyszli do grupy niejako wywalczyć sobie miejsce. Nikt im niczego nie zagwarantował. Piotrek na początku był rezerwowym, potem dobrą grą wywalczył sobie miejsce w składzie, teraz jest coraz ważniejszym zawodnikiem w drużynie. Daje coraz więcej zespołowi, parametry techniczne oraz motoryczne ma bardzo dobre. Na pewno ma taki charakter, że potrzebuje czasu by się otworzyć na nowe środowisko, na nowych ludzi. By być profesjonalnym piłkarzem i by grać w Wiśle Kraków, musi jeszcze sporo pracować. Alex Madembo zaraz po przyjściu odniósł kontuzję, ale z czasem bez żadnych kompleksów dochodził do formy. Miłosz Jaskuła z kolei miał bardzo odważne wejście do zespołu, jest naszym podstawowym bramkarzem. Teraz ma może troszkę trudniejszy czas, ale my jesteśmy od tego, by mu w tym okresie pomóc.

Odnośnie tych transferów... Wisła zawsze stawiała na Małopolskę, opierała się na chłopakach z regionu. Te trzy transfery oznaczają zmianę polityki?

Wisła cały czas chce się opierać na zawodnikach z Małopolski, z tego profilu nie rezygnujemy. Ale jeżeli będą pojawiały się sygnały od naszych skautów, że jest możliwość ściągnięcia do klubu dobrze rokujących zawodników z innych rejonów, to będziemy z tych propozycji korzystać. Piotrek niejako był w zasięgu naszego terytorium, bo jest ze Śląska, natomiast dwaj pozostali zawodnicy to efekt działania naszych skautów. Klub stawia na swoich wychowanków, ale też musi być rywalizacja. Herbata od samego mieszania słodsza się nie stanie. Trzeba dodać cukru.



Dużo czasu poświęcacie na treningi indywidualne?

Jeden trening przeznaczamy wyłącznie na indywidualne zajęcia, gdzie każda formacja ma swojego trenera, na którego przypada 5-6 zawodników. Prócz tego po zajęciach zajmujemy się konkretnymi zachowaniami, tak było chociażby z Olkiem Buksą, z którym trenowałem między innymi uderzenie prostym podbiciem. Taki trening to ważny element rozwoju, bo trenujesz zarówno te aspekty teoretycznie silne, jak i słabsze. Chodzi o powtarzalność. Jeżeli na dziesięć strzałów osiem wykonasz dobrze, to umiesz to robić. Jeżeli jednak uderzysz cztery razy dobrze, to jest to do poprawy. Na każdej pozycji jest coś do korekty. Ale trening indywidualny to nie tylko zajęcia na boisku. Po meczach przygotowujemy piłkarzom materiały, rozmawiamy z nimi o ich zachowaniach. To kolejny element indywidualnej pracy.

Piłkarze chętnie się garną do dodatkowej pracy?

Pewnie wiele zależy od efektów i nastawienia samego zawodnika. A te niektórzy, ci bardziej utalentowani, osiągają szybko. Inni potrzebują do tego kilku jednostek. U niektórych efekt przychodzi małymi kroczkami. Każdy materiał ludzki jest inny, ale warto pracować, bo w taki sposób młodzi gracze stają się lepszymi zawodnikami. I przynosi to dodatkową satysfakcję, zarówno trenerom, jak i piłkarzom.

Jeszcze odnośnie trenera... Staże i wyjazdy zagraniczne pewnie mocno ukształtowały trenera, ale czy są takie elementy, które trener podpatrzył i wręcz 1:1 zaczął stosować w swoim warsztacie trenerskim?

Każdy staż na mnie wpłynął, z każdego staram się coś wyciągnąć. Z Liverpoolu ważność pracy indywidualnej oraz intensywność treningów. W Benfice poznałem myśl portugalską w piłce, periodyzację taktyczną, rozwijanie kreatywności. Atletico Madryt to z kolei gra defensywna oraz powiązania pierwszej drużyny z rezerwami i z drużyną juniorów. Szkolenia na Ukrainie, gdzie poznałem zarówno treningi w Dynamo Kijów, jak i w Szachtarze Donieck, przybliżyły mi szkołę wschodnią, czyli typowy porządek. Do tego Żilina, gdzie warunki pracy są bardzo zbliżone do naszych. Kilka krajów, zupełnie inne staże, ale każdy poglądowo czegoś nauczył, chociażby jak planować mikrocykl, jak szkolić grę w defensywie. Każdy staż mi pomagał wspiąć się na wyższy poziom, wzbogacał mnie. Nie bez znaczenia w tym całym procesie jest rola Wisły. Byłem koordynatorem grup młodzieżowych, prowadziłem zespoły od U14 do drugiej drużyny, mogłem pracować przy sztabie pierwszej drużyny. Uczestniczyłem w treningach, odprawach, pomagałem analitykom w trakcie meczu. Mogłem przyglądać się z bliska procesowi treningowemu czy meczowemu w Ekstraklasie, dowiedziałem się jaki jest nasz cel, jakie wymagania mają gracze na poszczególnych pozycjach. Mogłem się uczyć od wielu uznanych trenerów i osobistości obecnych w Wiśle. To wiedza, której nie sposób przecenić. Dla mnie to tym cenniejsze, bo nie mam doświadczenia ligowego jako piłkarz, więc te obcowanie z praktykami w tej kwestii było szczególnie ważne.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności