Aktualności

Legia z hat-trickiem w CLJ. Pogoń zapowiada rewanż za rok!

Piłka Ligowa29.06.2017 
Jeżeli rywalizacja w finałowych meczach Centralnej Ligi Juniorów miałaby dosłownie świadczyć o tym, jaki będzie poziom naszego piłkarstwa za kilka lat, to możemy być spokojni. Decydujące mecze CLJ właściwie odkąd tylko rozgrywane są w nowej formule dostarczają ogromnych emocji i serwują dużą jakość piłkarską.

Już półfinały – jeden rozstrzygnął się w rozgrywce, drugi w ostatnich minutach regulaminowego czasu – rozbudziły apetyty kibiców. I faktycznie, w meczach Legii z Pogonią było wszystko czego kibice oczekują. Zwroty akcji, dramaturgia i ogromne emocje, bramki, wspaniałe akcje i duża intensywność gry. Jak to się przełoży na przyszłość młodych zawodników Pogoni i Legii nie wiadomo, ale... – To doświadczenie jest ogromne. Tego się nie kupi – mówił po decydującym meczu w Szczecinie trener gospodarzy Paweł Cretti.

Opiekun „Portowców” nie miał prawa być zadowolony, bo ponownie Pogoń na finiszu przegrała z Legią, ale docenił pracę jaką wykonali jego podopieczni, zwłaszcza w drugim spotkaniu. W środę wygrali z Legią 2:1, przez niemal cały mecz dyktując warunki gry i mając realne szanse na tytuł. – Taki był plan, by cały czas być w grze. Była ogromna siła mentalna i psychiczna, po takim ciosie w pierwszym meczu pozbierać się nie jest łatwo. Chłopcy zrealizowali wymarzony scenariusz. Różnie się mecze układają, zabrakło może szczęścia. Praca, którą wykonali chłopcy była ogromna. Wystraszyli Legię, jestem dumny z nich. Mecz toczył się pod nasze dyktando, wyciągnęliśmy lekcję, taktycznie byliśmy dobrze przygotowani. Chłopcy dali z siebie wszystko – podsumował ostatni akcent tegorocznego sezonu opiekun gospodarzy.

Legia wygrała mistrzostwo w kategorii juniorów starszych po raz trzeci z rzędu, drugi raz świętując tytuł w Szczecinie. Przed meczem wydawało się, że drużyna ze stolicy w środę dopełni jedynie formalności, a rzeczywistość była inna. Ostatniego gwizdka sędziego wszyscy w klubie ze stolicy wyczekiwali z ogromną niecierpliwością. – Delikatnie mówiąc sukces nie przyszedł nam łatwo. Pogoń w pierwszej połowie grała koncertowo. W drugiej już było lepiej, przerwa nam pomogła. Trener Pogoni po pierwszym meczu wyciągnął wnioski, gospodarze zniwelowali swoje słabsze strony, pokazali te lepsze. Pogoń kontrolowała mecz, motoryka pozostawiała u nas wiele do życzenia – mówił już ze złotym medalem na szyi trener Legii, Piotr Kobierecki.

Mimo że jakości piłkarskiej w finałach nie brakowało, to trzeba pamiętać, że obie drużyny i tak nie pokazały tego co mają najlepsze w rocznikach 1998/1999. Kilku graczy z obu klubów, którzy pukają coraz śmielej do szerokich kadr seniorskich, w trakcie finałów trenowało ze starszymi kolegami. W przypadku Pogoni Szczecin dwóch zawodników jednak na finały „wracało”. Są to Mateusz Bochnak i Rafał Maćkowski.

– Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie – mówił po spotkaniu w Szczecinie ten pierwszy. – Pierwsza połowa była jedną z najlepszych w tym sezonie, jak nie najlepsza w naszym wykonaniu. Graliśmy konsekwentnie, dobrze i skutecznie. Każdy z nas oddał serce za drużynę. Wszyscy walczyli, biegali. Przegrałem niestety drugi finał z Legią. Jednak w Szczecinie udowodniliśmy, przede wszystkim sobie, że potrafimy grać w piłkę – dodał.

Legia pierwsze spotkanie wygrała 4:1. W rewanżu minimalnie lepsza była Pogoń. W obu tych meczach kluczowa była rywalizacja na... bokach pomocy. Tak jak w Ząbkach Legia zdominowała rywala większość akcji przeprowadzając prawą lub lewa stroną, tak Pogoń u siebie postanowiła odpowiedzieć tym samym. – Musimy zneutralizować skrzydła Legii. Mamy na to pewien pomysł – mówił przed meczem opiekun „Portowców” I faktycznie jego taktyka zdała egzamin. Obie bramki Pogoń zdobyła po akcjach prawą stroną.

Środowe spotkanie w Szczecinie oglądało trochę mniej widzów niż finał w ubiegłym roku, ale liczba ponad 2,5 tysiąca kibiców na meczu juniorów nadal robi wrażenie. – Dziękujemy kibicom za wsparcie. To też dla nich chcieliśmy wygrać. Walczyliśmy do końca – przyznawali ze smutkiem po meczu „Portowcy”. Niektórzy po końcowym gwizdku jak porażeni piorunem ze łzami w oczach padli na ziemię. – Zabrakło jednej bramki – przewijały się głosy w obozie zawodników Pogoni, których nie były w stanie pocieszyć ani srebrne medale odbierane z rąk trenera reprezentacji Polski U-18 i U-19 Dariusza Dźwigały, ani też okazały czek na 100 tysięcy złotych, który trafił do klubu. Legia otrzymała sumę dwukrotnie wyższą. – Do trzech razy sztuka – powtarzali „Portowcy” żegnając się po meczu z piłkarzami Legii.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży