Aktualności

Juniorzy starsi Korony Kielce w mistrzowskiej koronie

Piłka Ligowa12.05.2019 
Kielce dużo więcej spodziewały się w tym sezonie po zespole seniorów, ale przeżyły zawód, bo podopieczni Gino Lettierego nie dostali się do grupy mistrzowskiej w ekstraklasie. Dumą miasta stała się drużyna Marka Mierzwy, która w Centralnej Lidze Juniorów kroczyła od wygranej do wygranej i mecz ze Śląskiem Wrocław mogła nawet przegrać 0:3, bo to też przypieczętowałoby tytuł mistrza Polski.

Cztery kolejki przed metą CLJ lider miał 12 punktów przewagi nad ekipą Śląska, a w zapasie wygraną z nim w wyjazdowym spotkaniu 4:1. W tym roku Korona nie przegrała żadnego meczu, przed starciem z wrocławianami zaliczyła 8 zwycięstw i 2 remisy, strzeliła 40 goli, a straciła 14. Niektórzy mówią, że team juniorów Korony jest lustrzanym odbiciem Marka Mierzwy grającego w piłkę. On musiał zakończyć przygodę z futbolem już w wieku 24 lat, nie zdołał osiągnąć sukcesów, także na niwie młodzieżowej, ale został zapamiętany ze względu na charakter. – Marek imponował ambicją, walczył zawsze do końca, niezależnie od wyniku, zostawiał serce na boisku – mówi Paweł Wolicki, legendarny kierownik seniorów, przyjaciel Jerzego Mierzwy, który zmarł w 2015 roku, już pracując w Spartakusie Daleszyce. Ojciec obecnego szkoleniowca juniorów starszych Korony działał w swoim ukochanym klubie w bardzo trudnym okresie, ale zrobił wiele dla szkolenia młodzieży. – To tata namówił mnie do pracy szkoleniowej i bardzo chciałem zrobić jakiś konkretny wynik, by oddać mu hołd – opowiada Marek Mierzwa. Nie tylko on z radością patrzył na tłumy ciągnące na historyczny obiekt Korony na Szczepaniaka, tam gdzie doszło do debiutu w seniorskiej ekstraklasie.

Dziś grają tam przede wszystkim drużyny młodzieżowe, a perspektywa mistrzostwa kraju juniorów starszych skusiła do przyjścia na stadion wielu fanów. Marek Mierzwa i jego ludzie wiedzieli, że nie mogą wypuścić szansy z rąk i pragnęli pokonać Śląska, by udowodnić mu, kto jest najlepszy w CLJ. – Przed sezonem nikt na nas nie stawiał, ale robiliśmy co do nas należy. Cały czas chłopakom powtarzam, że oni mają największy wpływ na swoje kariery mają oni sami. Udało się stworzyć zespół z charakterem, zawsze w pełni zaangażowany, walczący, no i ze sporą jakością piłkarską – mówi Marek Mierzwa. Trener wiedział, że młodym koroniarzom nie zaszkodzi doping kibiców, niespotykana frekwencja na Szczepaniaka, nie odczuwają też żadnej presji. – Staram się nie przeszkadzać podopiecznych w pokazywaniu tego, co mają najlepsze, pozwalam na improwizację w ofensywie, choć też pomagamy sobie pewnymi schematami – tłumaczy Mierzwa, który szybko mógł cieszyć się z gola.

W 11. minucie kapitalnie dysponowany Artur Piróg dobił uderzenie Daniela Szelągowskiego, a po premierowym golu Korona rządziła na zielonej murawie. Dwie kolejne bramki zdobył po przerwie zmiennik, Mateusz Sowiński, a gospodarzom wspaniale dopingowanym przez kibiców nie przeszkodziła nawet czerwona kartka, którą ujrzał w 81. minucie. Potem mógł się wykazać między słupkami Jakub Osobiński, a fani Korony nawiązując do szkoleniowca zespołu seniorów skandowali: - Gino, stawiaj na młodzież. Po końcowym gwizdku kibice wbiegli na murawę i świętowali razem z piłkarzami i trenerami, a na Marka Mierzwę i pomagającego mu Krzysztofa Mądzika wylano szampany. – Przypomniałem sobie jak miałem pecha w juniorach. Mieliśmy w Koronie świetny zespół, ale musieliśmy się sami przygotowywać do meczów, bo klubu nie było stać na trenera. W barażach o finały Mistrzostw Polski ogrywały nas Siarka Tarnobrzeg z Mariuszem Kukiełką w składzie i Lublinianka. Bolało to wtedy bardzo, ale po cichu liczyłem, że coś zrobię dla Korony jako trener. Osoba taty mnie motywowała dodatkowo – opowiada Marek Mierzwa. Trener swoją postawą wstydu nie przynosi, a jego ambicja jest zaraźliwa. – Nie lubię nic robić na pół gwizdka, a jak widziałem moich zawodników w meczu ze Śląskiem to byłem szczęśliwy, że udało mi się coś u nich zaszczepić. Powtarzam, to naprawdę super młodzież, ale nikt nie może spoczywać na laurach, bo wchodzi w najważniejszy okres swojej kariery. Jestem przekonany, że ktoś z nich zagra w pierwszej reprezentacji Polski, a duża grupa w ekstraklasie – kontynuuje Marek Mierzwa i z uśmiechem obserwuje, jak złoty już zespół bawi się z kibicami.

Kielce oszalały na punkcie tej drużyny, bo jej trzon stanowią miejscowi, a prowadzą go byli koroniarze. Nazwisko Mierzwa zobowiązuje, bo prócz Jerzego i Marka piękne karty w historii zapisał Przemysław, uznawany przez wielu za jednego najlepszych bramkarzy w historii klubu, wicemistrz Polski juniorów 1997. Marek przebił go mistrzostwem, ale nie zamierza na tym poprzestać, choć sam nie wie jaka czeka go przyszłość. Teraz może dzień, dwa poświętować, bo jest co.

Jaromir Kruk

Fot. Kamil Bielaszewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności