Aktualności

[CLJ] Grzegorz Szoka: Zawodnicy, którzy chcą więcej, dochodzą najdalej

Piłka Ligowa03.07.2019 
Jednym ze zwycięzców rozgrywek Centralnej Ligi Juniorów 2018/2019 jest trener Grzegorz Szoka. Wraz z drużyną Legii świętował mistrzostwo Polski w kategorii juniorów młodszych. Sukces tym większy, bo dla stołecznej ekipy było to pierwsze złoto w tej kategorii wiekowej. – W klubie nikt nie wywierał jednak żadnej presji związanej z tym wynikiem – mówi trener, któremu radości dostarczyli także młodsi zawodnicy Legii. Wielu piłkarzy, z tych którzy zdobyli mistrzostwo w CLJ U-15, jeszcze rok temu trenowało pod okiem naszego rozmówcy.

Na początek spytam może trochę prowokacyjnie – czy Legia ma najlepszą młodzież w Polsce w kategorii junior młodszy?
Ciężko odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że pod względem sportowym w sezonie 2018/2019 okazaliśmy się najlepsi, ale na wynik sportowy wpływ ma zawsze mnóstwo różnych czynników. Na pewno cieszymy się, że w dużej części ten zespół był zbudowany z chłopców, którzy byli o rok młodsi. Było to dobre dla ich rozwoju, ponieważ poziom rozgrywek był wyższy niż w ich kategorii wiekowej, a dodatkowo stawiało to wyzwanie dla zawodników z rocznika 2002. Musieli wziąć odpowiedzialność za młodszych kolegów i wcielić się w role liderów. Staramy się w klubie do każdego piłkarza podchodzić indywidualnie i umieścić go w takim środowisku, które daje mu największe możliwości rozwoju. Kilku zawodników, mogących występować w tym sezonie w naszej drużynie, grało już w CLJ U-18. Wiem, że podobnie było w innych dużych akademiach. Dlatego ciężko jest wydawać tak jednogłośne opinie na temat, kto jest najlepszy.

Wygrana Legii w CLJ U-17 to sukces znaczących indywidualności czy raczej kolektywu?
Pod wieloma względami kolektywu. Myślę tu o odczuwaniu odpowiedzialności za grupę przez zawodników w tym zespole. O tym, że zarówno sztab, jak i piłkarze wierzyli w to, że razem możemy uczynić więcej. Że jeżeli coś nie będzie szło po naszej myśli, ale będziemy się wspierać, to na pewno nam się uda. Nie raz w sezonie odwracaliśmy losy spotkań, nie raz zawodnicy wchodzący z ławki rezerwowych wygrywali nam mecze. Ważne było, że każdy czuł się potrzebny i ważny w tym zespole. Pod względem mentalnym byliśmy jednością. Na boisku w defensywie nasze działania były kolektywne. Piłkarze współpracowali ze sobą w jasno określonych ramach. Natomiast w fazie ataku mieli dużą dowolność i tam jak najbardziej szukaliśmy indywidualności. Chcieliśmy by zawodnicy sami podejmowali decyzje, by byli kreatywni oraz nie bali się ryzyka na boisku. Można więc powiedzieć, że była to mieszanka kolektywu z indywidualnościami albo dobre wykorzystanie indywidualności w zespole.

W półfinale pokonaliście Zagłębie Lubin, a w finale Lech Poznań. Czy coś pana, jako trenera, pytam przede wszystkim o poziom gry, zaskoczyło?
Zarówno Zagłębie Lubin, jak i Lech Poznań to bardzo dobre zespoły, prezentujące wysoki poziom gry. Muszę jednak przyznać, że po analizie przeciwników jeszcze bardziej doceniłem zawodników występujących u nas w drużynie. Przed finałami złapałem się na tym, że „u sąsiada trawa jest bardziej zielona”.  Znałem nazwiska zawodników występujących w kadrach U-16 i U-17, spodziewałem się niezwykle wysokiego poziomu tych chłopców. Po obejrzeniu kilku spotkań oraz rozegraniu bezpośrednich meczów z tymi drużynami muszę pochwalić moich zawodników, którzy nie odbiegali od przeciwników pod żadnym względem, a pod wieloma nawet przeważali.



Lech, Legia, Zagłębie, również Korona Kielce. W strefie medalowej znalazły się drużyny mające najbardziej uzdolnioną młodzież czy raczej zawodników, którzy najlepiej wpasowali się w pewne taktyczne ramy?
Nie jest to łatwe do oceny. Na pewno to, że te zespoły znalazły się w strefie medalowej, przesuwając zawodników do starszych kategorii, świadczy o sile całych akademii, a nie jednego rocznika. Każda z „medalowych” akademii ma trochę inny model pracy i ciężko określić na czym bazowała, ale każda z tych drużyn stała na wysokim poziomie, zarówno pod względem wyszkolenia indywidualnego zawodników, jak i realizacji zadań taktycznych podczas rozgrywanych spotkań.

Dla Legii to historyczny sukces w juniorach młodszych. Czy w związku z tym przed finałami było czuć dodatkową presję?
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nikt w klubie nie wywierał żadnej dodatkowej presji. Od początku sezonu jasno określone zostało to, że najważniejszy będzie rozwój zawodników. Wszyscy trenerzy w akademii zdawali sobie sprawę, że pod tym kątem będzie oceniana ich praca. Nawet w momencie, gdy awansowaliśmy do półfinałów, dalej rozmawialiśmy w kategoriach „fajnie by było” a nie, że „coś musimy”. Na rozgrywki finałowe patrzyliśmy jak na dodatkową nagrodę za ciężką pracę w całym sezonie, na coś co pozwoli rozwinąć się bardziej zarówno zawodnikom, jak i trenerom naszej drużyny. Oczywiście, w czasie sezonu my, trenerzy, staraliśmy się wykorzystać ten fakt historycznej szansy jak najlepiej dla drużyny i przekuć to na jeszcze większą motywację do pracy. Myślę, że na każdego zawodnika działało to, że może zapisać się na kartach historii tak wielkiego i utytułowanego klubu, jak Legia Warszawa.



Dla trenera ostatnie dni są podwójnie szczęśliwe. Tytuł mistrzowski zdobyła również Legia U-15, którą wcześniej pan również trenował.
Na pewno radość jest podwójna. Miałem przyjemność pracować w zeszłym sezonie z wieloma zawodnikami, którzy zdobyli tytuł mistrza Polski U-15 w tym roku. W tym sezonie chłopcy zrobili znaczący postęp. Dużo dobrej pracy wykonał sztab szkoleniowy zespołu, na czele z trenerem Rafałem Gębarskim. Ogólnie uważam, że te małe sukcesy to tak naprawdę praca wszystkich trenerów w klubie. Często patrzy się na tego ostatniego szkoleniowca, który przysłowiowo „spija śmietankę”, a nie docenia się wszystkich ludzi, którzy pracowali na ten zespół, nie tylko w tym sezonie, ale i poprzednich. Zawodnicy korzystają z doświadczenia i pracy wielu osób. Jestem pewien, że chłopcy w naszym zespole nie zrobiliby tak dużego postępu, gdyby nie trafili na tak dobrych fachowców, jak Jakub Renosik (drugi trener), Tomasz Grudziński (trener przygotowania motorycznego), Michał Kubiak (trener bramkarzy), Norbert Misiak (trener indywidualny) czy Tomasz Kycko (trener U-16). To były osoby, z którymi najbliżej współpracowałem w zeszłym sezonie i którym chcę podziękować. Tak naprawdę na uznanie zasługują wszyscy w akademii oraz kadra zarządzająca, bo to jakie tworzymy środowisko i jak dobrze oddziałujemy na siebie nawzajem, pozwala się rozwijać i wpływać jeszcze lepiej na naszych podopiecznych.

Teraz „zmieniacie szyld i jedziecie dalej”, bo trener zostaje szkoleniowcem zespołu U-18, w którym pewnie większość tych „złotych” chłopaków będzie grała.
Pamiętam rok 1992 (śmiech). Tamta kadra nie potwierdziła swojego dużego potencjału w rozgrywkach seniorskich, mam nadzieję, że nam pójdzie lepiej. Tak zupełnie poważnie, to uważam, że uda nam się dotrzeć do głów tych chłopców. Uzmysłowić, że mistrzostwo Polski w momencie rozpoczęcia przygotowań do nowego sezonu już nic nie znaczy w kontekście ich dalszego rozwoju czy gry w przyszłości na najwyższym poziomie. Znamy mnóstwo przypadków, gdzie zawodnicy zdobywali mistrzostwo Polski juniorów starszych, a za kilka miesięcy już nie grali w piłkę. Czasami sukcesy niosą zagrożenie w postaci samozadowolenia. Naszą rolą jest uświadamiać tych zawodników oraz inspirować do chęci ciągłego rozwoju oraz głodu zwyciężania. Zawodnicy, którzy zawsze chcą więcej, dochodzą najdalej. Ci, którzy się zadowalają, szybko przepadają. Naszym celem jest kształtować profesjonalistów, którzy zawsze stawiają sobie dalsze ambitne wyzwania.



Czy tacy zawodnicy, jak chociażby Ariel Mosór czy Szymon Włodarczyk będą jeszcze grywać w juniorskich zespołach, czy jest to na tyle spójny rozwój, że mogą myśleć o przebijaniu się do piłki seniorskiej? Następni, o których może być równie głośno, również są w stanie przebijać się do seniorskiej piłki?
To zawsze jest indywidualna sprawa. Patrzymy na to, czego najbardziej potrzebuje zawodnik w danym momencie i co daje mu możliwość rozwoju. Z tego, co wiem, to podjęto decyzje, że Ariel rozpocznie przygotowania z zespołem rezerw, natomiast Szymon będzie z nami, w zespole U-18. Na ten moment ci zawodnicy potrzebują innych bodźców dla swojego rozwoju. Mosór doskonale radził sobie w rozgrywkach CLJ U-18 i potrzebuje nowych wyzwań w postaci rywalizacji w piłce seniorskiej. Szymon natomiast ma niesamowity potencjał, co zresztą potwierdził w rundzie finałowej. Naszym zdaniem potrzebuje on jednak jeszcze trochę czasu na poziomie juniorskim. W zeszłej rundzie zrobił duży postęp, ale widać było, że w wielu spotkaniach miał bardzo trudne warunki do rywalizacji. W wielu drużynach przeciwnych najstarszej „CLJ-ki” na środku obrony występowali zawodnicy o trzy lata starsi od niego. Mierzenie się z często dużo silniejszymi przeciwnikami nie pozwalało mu na znajdowanie się tak często w sytuacjach strzeleckich jak powinien, co dla napastnika na tym poziomie rozwoju jest niezwykle ważne. Trzeba pamiętać, że Ariel i Szymon to zawodnicy występujący na zupełnie innych pozycjach oraz na różnym poziomie rozwoju fizycznego. Nigdy w akademii nie oceniamy przez pryzmat „jest wyżej, jest lepszy”. Obaj zawodnicy mają niezwykle duży potencjał i bardzo na nich liczymy. Podczas sezonu może oczywiście dojść do przesunięć, w zależności od potrzeb zawodników czy drużyn.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Fot: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności