Aktualności

[WYWIAD] Jakub Kiwior – stoper, który lubi atakować. „Pasuje mi taki styl gry”

Reprezentacja26.11.2019 
Jakub Kiwior jest podstawowym obrońcą reprezentacji U-20 i jesienią zagrał we wszystkich spotkaniach kadry trenera Jacka Magiery. – Na początku w kadrze zaskoczyło mnie to, że graliśmy trójką w defensywie i dostałem pozwolenie, by podłączać się do akcji ofensywnych. Trenerzy wręcz powiedzieli, że mam tak grać, jeśli czuję się na siłach. Pasuje mi taki styl gry – przyznaje stoper MSK Żylina ze słowackiej ekstraklasy.

W wieku 16 lat podpisałeś kontrakt z Anderlechtem. 2,5 roku później trafiłeś do ligi słowackiej. To nie jest codzienny kierunek dla polskich zawodników, choć akurat w MSK Żylina jest też drugi Polak, Dawid Kurminowski.

Wiele osób mówi o tym, że Belgia to wymarzony kierunek dla młodego zawodnika, bo szkolenie jest tam na wysokim poziomie. Ja też w Anderlechcie rozwijałem się dobrze, zagrałem nawet w sparingu pierwszej drużyny, ale nie czułem, by wszystko szło w tym kierunku, że na stałe trafię do seniorów. Wydaje mi się, że nie było szans na grę w pierwszym zespole. A mi bardzo zależało, by znaleźć klub, w którym będę występował w seniorach i najlepiej w najwyższej lidze. Nie interesowały mnie już zespoły juniorów czy rezerwy. Postanowiłem więc z tatą, że szukamy nowego klubu. Moimi menedżerami są Polacy i Słowacy. Były różne oferty, ale w końcu zdecydowałem się na FK Zeleziarne w Podbrezowej, wiosce w centralnej Słowacji. Plan był taki, że spędzę tam półtora sezonu. Nie udało nam się jednak utrzymać w ekstraklasie i znów szukałem klubu.

W końcu trafiłeś do drużyny z Żyliny.

Miałem kilka ofert, w tym na przykład z Danii, ale uzależnionych od tego, czy ktoś odejdzie z tych klubów. Czas jednak uciekał, a z Żyliny od początku dzwonili i pytali, jak wygląda moja sytuacja. Okienko transferowe zbliżało się do końca i po wizycie w tym klubie, rozmowach z prezesem i trenerem, zdecydowaliśmy się na ten zespół. W Podbrezowej załapałem język słowacki, poznałem świetnych ludzi i później w Żylinie było mi się łatwiej się dogadać. Poza tym jestem blisko domu, bo do Tychów mam zaledwie dwie godziny drogi. W razie jakichś problemów mogłem szybko wrócić do rodziny. Było to jednak odważny krok, bo w Brukseli mieszkałem z tatą, a teraz zacząłem już życie na własny rachunek. Przed przejściem do FK Zeleziarne trochę się obawiałem, bo nie wiedziałem, jaka jest liga słowacka. Okazało się, że wcale nie jest słaba. Sporo nauczyłem się w Podbrezowej. Zagrałem też przeciwko Żylinie i widziałem, jaki jest styl gry tej drużyny. Nie było więc niepewności i wiedziałem na co się piszę. Wciąż mogę się dużo nauczyć, a z ligi słowackiej sporo zawodników wybiło się do lepszych zespołów.

Jesienią zagrałeś w siedmiu z 14 spotkań. Jesteś zadowolony?

Dostałem czas, by zaaklimatyzować się w zespole. Zawsze byłem w kadrze meczowej, a więc byłem brany pod uwagę. Podobało mi się to, że trener dużo ze mną rozmawiał, mówił czy będę grał i wyjaśniał, dlaczego w tym spotkaniu akurat nie. W obronie trudno jest się przebić, bo stoperzy są dłużej ode mnie w klubie i już się zadomowili w drużynie. Szybko znalazłem wspólny język z zespołem. Żylina to taki klub, że daje czas nowemu zawodnikowi, by odnalazł się w drużynie. Rzadko jest tak, by piłkarz przyszedł i od razu był w podstawowym składzie. Ja ostatnio grałem na lewej stronie defensywy przy ustawieniu z czterema obrońcami. Taktyka w reprezentacji U-20 to 3–5-2 i wtedy jestem lewym stoperem. Bardzo mi to odpowiada, bo moim zadaniem jest nie tylko zabezpieczać tyły, ale mogę też podłączać się do ataku.

Wspomniałeś, że w Żylinie trenerzy dużo z wami rozmawiają. W reprezentacji U-20 jest chyba podobnie?

Rzeczywiście tak jest. Na zgrupowaniach kadry dużo rozmawiamy i wiele spraw taktycznych jest dokładnie tłumaczone. Są specjalne analizy dla samych obrońców, a także indywidualne. Jak czegoś nie wiemy, to trenerzy są bardzo otwarci. Nie ma żadnego strachu przed sztabem szkoleniowym, by podejść i się pytać.



W reprezentacji jesteś zadomowiony. Grałeś w każdej kadrze od U-16.

Kiedyś próbowałem nawet policzyć, ile meczów rozegrałem w reprezentacji i jest ich ponad 30. W kadrze u trenera Magiery część zawodników znałem z zespołu U-19, a niektórych kojarzyłem, bo byłem na zgrupowaniu rocznika 1999. Nowi byli za to trenerzy, ale szybko się poznaliśmy i chyba dobrze rozumiemy.

Coś cię zaskoczyło u trenera Magiery?

Na pierwszym zgrupowaniu zdziwiłem się, że od razu zaczęliśmy grać trójką obrońców i dostałem pozwolenie, by biegać do przodu i podłączać się do akcji ofensywnych. Wręcz mi powiedzieli, że mam tak grać, jeśli czuję się na siłach. Stopera też czasem ciągnie do przodu. Pasuje mi taki styl gry. Bardzo się z tego cieszę i czuję, że się rozwijam.

Jesienią były trzy zgrupowania reprezentacji U-20 i rozegraliście sześć spotkań. Były porażki, remis i piękne zwycięstwa jak to z Niemcami czy wysoka wygrana 5:1 ze Szwajcarią.

Zasmakowaliśmy wszystkiego. Z Niemcami po pierwszej połowie była szybka analiza w szatni, dostaliśmy właściwe wskazówki i odwróciliśmy losy meczu. Nie zawsze los uśmiechał się do nas. Z Holandią do przerwy przegrywaliśmy, po zmianie stron było lepiej, przeważaliśmy, ale strat się nie udało odrobić. Ze Szwajcarią mnóstwo rzeczy nam się udawało: pojedynki 1na 1, świetna skuteczność i sporo dobrych akcji, ale też na właściwe tory weszliśmy w drugiej połowie. Dużo biegaliśmy, co było widać po odczycie z monitoringu, a trenerzy chwalili nas, że nie baliśmy się wziąć gry na swoje barki.

A jakbyś miał siebie ocenić w tych spotkaniach?

Z Niemcami miałem słabszy występ, ale pozostałe spotkania były całkiem niezłe. Z każdym meczem coraz lepiej dogadywaliśmy w obronie. Tym bardziej że właściwie we wszystkich spotkaniach graliśmy w tym samym składzie: ja, Mateusz Bondarenko i Serafin Szota. To pozwoliło nam całkiem dobrze poznać swoje plusy i minusy. Komunikacja, asekuracja jest naszą coraz silniejszą stroną.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności