Aktualności

[WYWIAD] Patrycja Balcerzak: To jest nasz czas, czas na Polskę w wielkim turnieju

Reprezentacja28.08.2019 
1354 km dzielą Łęczną od niemieckiego miasteczka Willstätt, w którym swoją siedzibę ma klub Frauen Bundesligi, SC Sand. Właśnie tam przed startem obecnego sezonu i po roku spędzonym w Górniku Łęczna przeniosła się pomocniczka reprezentacji Polski, Patrycja Balcerzak. - Wiedziałam, że zetknę się z inną kulturą, innymi ludźmi, ale nie sądziłam, że będę tak pozytywnie zaskoczona. Tutaj podejście do kobiecej piłki jest inne - mówi w rozmowie z Łączy nas piłka.

Jak Twój niemiecki? Możemy już zaczynać rozmowę od Guten Tag?

Szczerze mówiąc, nauka mogłaby iść lepiej. Po niemiecku na razie więcej rozumiem niż potrafię powiedzieć. Duży ukłon w stronę mojej klubowej koleżanki, Agnieszki Winczo, która za każdym razem, gdy jest więcej informacji przekazywanych, czy to w kontekście treningu czy meczu, zawsze służy mi pomogą i tłumaczy najważniejsze rzeczy. Staram się dużo rozmawiać po niemiecku, czasem pomagam sobie angielskim, bo z nim nie mam problemu. Po zgrupowaniu reprezentacji intensywnie ruszam z kursem językowym. Zamierzam uczyć się przez Skype’a, bo czytałam, że lekcje online przynoszą bardzo dobre skutki.

Jak minęły Ci te pierwsze tygodnie za granicą? Zdążyłaś już zaaklimatyzować się zarówno w drużynie, jak i nowym kraju?

Jeśli chodzi o kraj, to wiedziałam, że zetknę się z inną kulturą, innymi ludźmi, ale nie sądziłam, że będę tak pozytywnie zaskoczona. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie jest dużo serdeczności. Mogę liczyć na pomoc m.in. osób, od których wynajmuję mieszkanie, za co im bardzo dziękuję. W klubie także panuje atmosfera wzajemnej sympatii, a to wielki plus. Oczywiście są jakieś małe rzeczy inne niż w Polsce, np. to, że w niedzielę zawsze wszystkie sklepy są zamknięte. Myślę jednak, że szybko odnalazłam się w nowym miejscu, nie czuję się zagubiona. W klubie także powoli się aklimatyzuję. Tak jak mówiłam, przeszkodą jest tylko bariera językowa - wreszcie zrozumiałam, co to znaczy. Pierwsze dwa-trzy tygodnie były dosyć ciche, każdy się poznawał, bo przyszło sporo nowych zawodniczek. Teraz jednak, po tych dwóch miesiącach, czuję, jakbym mieszkała w Niemczech trochę dłużej.



Wspomniałaś wcześniej o Agnieszce Winczo. Jej obecność pomogła Ci w adaptacji?

Mój transfer był ogłoszony wcześniej niż Agnieszki, ale gdy dowiedziałam się, że „Winia” też może dołączyć do Sand, ucieszyłam się. Zawsze miałyśmy dobry kontakt i z perspektywy czasu wiem, że to fantastyczne mieć w klubie drugą osobę ze swojego kraju. Jestem jej bardzo wdzięczna za to, że możemy razem grać i że wiem, że zawsze mi pomoże. Generalnie w drużynie są zawodniczki kilku narodowości, Austriaczki, Holenderki, Serbka, Irlandka i w tej własnej grupie zawsze łatwiej porozmawiać. Cieszę się, że los sprawił, że spotkałyśmy się z Agnieszką. Rozmawiałyśmy ostatnio, że poznałyśmy się na zgrupowaniu reprezentacji, gdy ja zaczynałam swoją karierę w kadrze seniorskiej i śmiałyśmy się, że nigdy byśmy się nie spodziewały, że będziemy razem trenować także w klubie. A tu - stało się. Dla mnie to fantastyczne, że możemy się jeszcze lepiej poznać.

Sporo wyjeżdżających za granicę polskich piłkarek mówiło, że transfer był dla nich zderzeniem z rzeczywistością, ścianą, że ten przeskok z Ekstraligi do innych lig jest bardzo duży. Też to poczułaś?

Nie będę ukrywać, że tak. Począwszy od czegoś takiego, jak organizacja klubu, liczba fanów, czy podejście do kobiecej piłki. Tutaj nie ma pytań, czy zdziwienia tym, że kobieta gra w piłkę. To jest całkowicie naturalne. Na ostatni nasz mecz przyszli właściciele mieszkania, które wynajmuję, ich przyjaciele i to było bardzo miłe zaskoczenie. Zapowiadali co prawda, że się pojawią, ale nie spodziewałam się, że mówią serio. A oni od pierwszych minut kibicowali nam z całego serca. Ta liczba kibiców, oprawa meczowa, sprawia, że serce się cieszy. Nie mówię, że w Łęcznej czy Koninie nie było fanów, ale jednak to podejście w Niemczech jest inne. Poza tym w Polsce niestety większość piłkarek, oprócz gry, musi pracować. Z samej piłki często nie da się wyżyć. W Niemczech dziewczyny mogą skupić się na futbolu, pracują dodatkowo, jeśli tego chcą, bez przymusu. To jest fajne.



A jak jest z treningami? Też czuć różnicę?

Tak, przede wszystkim w intensywności i zaangażowaniu. Nie chcę ujmować Polsce, przyznaję po prostu, że jest różnica. Dobrze jest czegoś takiego doświadczyć, sprawdzić się, by wiedzieć, gdzie się jest. Z Sand zagrałyśmy już dwa mecze. Ich tempo jest wyższe, a w każdym spotkaniu trzeba walczyć o każdą minutę, każdą piłkę. Zawsze gra się na sto procent, nie ma znaczenia, z kim się mierzysz. Nawet jak jedziesz do ostatniej drużynie tabeli, to wiesz, że to będzie trudny mecz. Nigdy nie nastawiasz się na to, że trzy punkty masz zapewnione. Każdy mecz to walka.

Można powiedzieć, że okres przygotowawczy z Sand był najtrudniejszym fizycznie w Twojej karierze?

Trudno to określić, bo jednak jestem teraz na innym etapie niż np. kilka lat temu, gdy byłam 19-latką. Na pewno był intensywniejszy niż kilka ostatnich, ale ten, który zawsze pamiętam jako najtrudniejszy to start przygotowań pod wodzą Niny Patalon w Medyku. To były bardzo intensywne i przemyślane treningi i pamiętam, że byłam po nich wykończona. Tak jak jednak mówię, byłam wtedy inną zawodniczką.



Teraz wyjechałaś na chwilę z klubu na zgrupowanie reprezentacji Polski, z którą zaczynasz walkę o awans na mistrzostwa Europy. Przed wami spotkanie z Czeszkami, którego w opinii wielu jesteście faworytkami.

Nie wiem, czy powinnyśmy się tak czuć, czy nie. Ostatni rok pokazał, że nie ma znaczenia, czy gramy np. z Hiszpanią, czy Albanią, bo zawsze musimy być maksymalnie skoncentrowane. Liczę, że te eliminacje zaczniemy od zwycięstwa, ale mamy ogromny respekt do rywalek, bo żadna drużyna nie śpi. Wszyscy się rozwijają i my także chcemy iść naprzód. Musimy wzbić się na swoje wyżyny. Myślę, że od 3 września to będzie nasz czas. Wymyśliłam sobie ostatnio taki hasztag #ToJestNaszCzas i mam nadzieję, że będą mogła go spokojnie używać.

Twoim zdaniem awans na wielką imprezę wreszcie stanie się faktem?

Długo na to czekamy. Czuję, że jak nie teraz, to nigdy. Oczywiście, są jeszcze kolejne eliminacje, kolejne turnieje, ale ja już nie chcę myśleć o tym, co dalej. Powtórzę jeszcze raz: to jest nasz czas, czas Polski. Głęboko wierzę, że w 2021 roku zagramy na mistrzostwach Europy w Anglii. Prywatnie bardzo lubię reprezentację tego kraju i myślę, że pierwszy wielki turniej akurat na angielskich boiskach byłby fajnym zwieńczeniem naszej pracy. Życzę sobie i koleżankom z drużyny, byśmy się tam znalazły.

Rozmawiała Aneta Galek
Fot. Paula Duda / Łukasz Grochala

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności