Aktualności

„Zachowajmy spokój, pracujmy konsekwentnie”

Reprezentacja10.05.2017 

Mistrzem świata Brazylia, wicemistrzem Tahiti. Zakończone w niedzielę mistrzostwa świata w beach soccerze pokazały dwie rzeczy. Trend w światowej piłce plażowej się nie zmienia, to po pierwsze. Po drugie – Polska trafiła faktycznie do grupy śmierci.


Gdy tuż po losowaniu grup finałowych mistrzostw świata w beach soccerze nasi reprezentanci mówili, że gorzej nie można było trafić, niektórzy odbierali to jak pewne asekuranctwo. Na wypadek ewentualnych niepowodzeń. Biało-czerwonym faktycznie na dalekich Bahamach nie poszło tak jakbyśmy chcieli, ale po zakończeniu rywalizacji trzeba spojrzeć kogo mieliśmy za rywali. Brazylia została mistrzem świata, Tahiti – wicemistrzem. W finale zagrały drużyny z „polskiej” grupy D. Japonia, która zajęła w grupie trzecie miejsce zapewne także była w stanie powalczyć na mistrzostwach o wysokie lokaty, ale podobnie jak Polska – przy takich rywalach niewiele była w stanie zdziałać. Po fazie grupowej musiała pakować walizki.

Biało-czerwoni byli jedną z czterech europejskich reprezentacji w szesnastozespołowej stawce. Jedyną z Europy Środkowo-Wschodniej. Jest to o tyle istotne, chociażby ze względu na klimat i aurę jaka nam nam towarzyszy, zwłaszcza w tym roku. Do fazy półfinałowej dotarli jedynie Włosi, co oddaje pewną siłę naszego kontynentu na tych zmaganiach. - Sam awans na mistrzostwa świata to nasz ogromny sukces. Trzeba na początek spojrzeć ile osób uprawia beach soccer w naszym kraju. Jest to kilkadziesiąt osób. Nasz wynik jest i tak ponad stan, można rzec. Skupiajmy się więc na tym, by poszerzyć spektrum ludzi, którzy się będą bawić w beach soccer. Pierwszy krok to drużyny młodzieżowe uczestniczące w rozgrywkach. Już w tym roku, a w przyszłym to już obligatoryjnie. Przed mistrzostwami balonik trochę był podgrzany, oczekiwania były duże, ale realnie to był nasz poziom. Mecz pierwszy z Japonią pokazał, że rywal potrafi bardzo dobrze grać. Kolejne spotkania wyglądały podobnie – mówi przewodniczący Komisji Futsalu i Piłki Plażowej, Adam Kaźmierczak.

Polacy przegrali z Japonią 4:9, następnie ulegli Brazylii 4:7 i Tahiti 4:8. Ostatecznie zajęli w grupie ostatnie miejsce. - Sarkastycznie mówiąc, utrzymaliśmy poziom. W każdym meczu cztery bramki. To jest chyba nasz potencjał, ale pracujmy nad tym, by iść do góry - dodaje przewodniczący. - Apeluję jednak, byśmy teraz nie szukali winnych czy ofiar, nie zmieniali trenera. Nie walczyli z tym co wypracowaliśmy do tej pory. Pracujmy spokojnie, systematycznie i powinno być dobrze.
Pierwsza połowa roku, zmagania na innym kontynencie. Chociażby tylko ze względu na te dwa argumenty biało-czerwoni mieli od początku trudniejszą sytuację od swoich grupowych rywali. Abstrahując już od walorów czysto sportowych. W każdym meczu podopieczni Marcina Stanisławskiego walczyli jednak ambitnie. Dla niemal wszystkich zawodników – z wyjątkiem Bogusława Saganowskiego, Witka Ziobera i Dominika Depty – to był debiut na tak poważnej imprezie. Z pewnością więc doświadczenie może się przydać w kolejnych turniejach, bo przecież sezon – jakże ważny – dopiero się zaczyna.

W reprezentacji Polski na pewno jednak szykują się zmiany. Występem na Bahamach z kadrą pożegnał się Saganowski, jedna z legend plażowej piłki nożnej w naszym kraju. - Kadra na pewno będzie odmłodzona, bo średnia wieku w tej chwili to chyba 35 lat. W tym kształcie na pewno na dłuższą metę nie możemy funkcjonować – dodaje przewodniczący.

W najbliższych dniach przewodniczący spotka się także z trenerem Marcinem Stanisławskim. - Nie chcę jednoznacznie się jeszcze wypowiadać na temat czy trener Stanisławski będzie kontynuował pracę czy też nie. Apeluję o spokój. Trener zda raport z tego co zrobił, czy widzi jakieś szanse z tą reprezentacją na dalsze sukcesy, poczekajmy – informuje Kaźmierczak.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności