Aktualności

Zagrajmy, jak za dawnych lat. Powtórzmy wynik sprzed 50 lat

Reprezentacja08.10.2015 
Historia meczów pomiędzy Szkocją a Polską sięga 1958 roku. Szczególnie pamiętne jest jednak spotkanie sprzed 50 lat – 13 października 1965 roku w ramach eliminacji mistrzostw świata 1966 biało-czerwoni zagrali ze Szkocją w Glasgow. Skazani na pożarcie podopieczni Ryszarda Koncewicza sprawili jednak niespodziankę i po piorunującej końcówce zwyciężyli 2:1!

Ten mecz do dziś jest zadrą w sercach wszystkich szkockich kibiców. Ich reprezentacja była zdecydowanym faworytem potyczki, nawet biorąc pod uwagę remis 1:1, który padł w Polsce. – Nie ma wątpliwości, że Szkocja była zespołem silniejszym. Jeśli miałbym znaleźć odpowiednik w dzisiejszych czasach, to tak, jakby do Polski przyjechała Gruzja i wywiozła komplet punktów. Z pewnością sprawiliśmy dużą niespodziankę – mówi Zygmunt Anczok, który w starciu z Wyspiarzami debiutował w polskiej reprezentacji. Oprócz zespołów, które zmierzyły się w Glasgow, w 8. grupie eliminacyjnej walczyły jeszcze Włochy i Finlandia.

Przed październikowym spotkaniem w Szkocji Polacy doznali bardzo przykrej porażki z Finami, dla których, jak się później okazało, były to jedyne punkty wywalczone w całych eliminacjach. Nic więc dziwnego, że w meczu ze Szkotami Polakom nie dawano wielkich szans na sukces. – To była bardzo dobra drużyna. Jechaliśmy tam właściwie tylko po to, żeby jak najniżej przegrać – śmieje się Anczok. Reprezentacja Polski zaczynała wówczas etap przebudowy. Do nieco wiekowych już gwiazd dołączali młodzi gniewni, pragnący zaistnieć w kadrze. Mecz ze Szkocją był okazją do debiutu dwóch graczy – właśnie Anczoka, a także Jerzego Sadka. Biorąc pod uwagę rzadkie rotacje i wąski skład kadry, był to ruch mający powiedzieć jasno – rozpoczynamy budowę reprezentacji na kolejne lata.

Dużym ułatwieniem dla biało-czerwonych okazały się warunki atmosferyczne – padający deszcz i grząska murawa dla bardzo dobrze przygotowanych fizycznie zawodników naszej kadry stały się atutem. – Wiedzieliśmy, że to dla nas szansa. Szkoci co prawda nigdy nie grali wyjątkowo technicznie, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że będą się męczyć podobnie jak my. Wierzyliśmy, że wytrzymamy. I mecz nam wyszedł – wspomina Anczok.

[GALERIA] Zobacz ostatni trening biało-czerwonych przed meczem ze Szkocją!

Spotkanie nie zaczęło się jednak dla Polaków najlepiej – w 14. minucie kapitan reprezentacji Szkocji, Billy McNeill po dośrodkowaniu z rzutu rożnego znalazł sposób na strzegącego bramki biało-czerwonych Konrada Kornka. Wspomnienia Anczoka dotyczące tego gola zaskakują. – Może i przegrywaliśmy, ale wszystko było pod naszą kontrolą. Zdawaliśmy sobie sprawę, że Szkoci będą coraz bardziej zmęczeni i to może być nasza szansa – opowiada były defensor naszej kadry. I rzeczywiście – Polacy w końcowym fragmencie meczu ruszyli do ataków. To w końcu przyniosło zamierzony efekt. Na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego Eugeniusz Faber świetnym podaniem znalazł w polu karnym Ernesta Pohla, a ten z bardzo bliskiej odległości wykonał wyrok, doprowadzając do remisu. Szkoci byli niebywale zaskoczeni takim obrotem boiskowych wydarzeń. Zanim jednak się otrząsnęli, Polacy wyprowadzili kolejny cios. Tym razem futbolówka dotarła do Jerzego Sadka, a ten wkręcił w ziemię obrońcę i pewnym strzałem zdobył drugą bramkę dla biało-czerwonych! Podłamani Szkoci postanowili nie dawać za wygraną i dla reprezentacji Polski rozpoczęły się bardzo nerwowe minuty. – Końcówka była dramatyczna, broniliśmy się rozpaczliwie. Udało się obronić wynik, choć mówiąc szczerze, ostatnie sekundy wspominam jak przez mgłę. Najważniejszy był efekt. Zaskoczyliśmy rywala i zdołaliśmy wygrać – opisuje Anczok.

Żywa legenda szkockiego futbolu. Przed Państwem – Gordon Strachan


W kadrze zapanowała wielka radość. Po meczu, starym zwyczajem, obie drużyny udały się na wspólną kolację do eleganckiej restauracji, a po jej zakończeniu Polacy ruszyli w drogę do kraju. Nie doczekali się jednak powitania na lotnisku, do jakiego przyzwyczajeni są współcześni sportowcy. – Nikt na nas nie czekał – uśmiecha się Anczok. – Z lotniska pojechaliśmy na Dworzec Centralny, skąd o 15.10 spora część zawodników miała tradycyjny pociąg na Śląsk. Tym razem jednak wracaliśmy w glorii zwycięzców – kończy.

Niestety, Polacy całych eliminacji nie skończyli w chwale. Ostatecznie z dorobkiem sześciu punktów zajęli trzecie miejsce w grupie i na wyjazd na mistrzostwa świata musieli, jak się okazało, poczekać jeszcze dziewięć lat. Pięknych wspomnień z dramatycznego meczu w Glasgow nikt im jednak nie odbierze…

TAGI: Polska, Szkocja,

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży