Aktualności

[REPORTAŻ] Zobaczyć Paryż i Złotą Piłkę. „Lewandowski? Najlepszy!”

Reprezentacja03.12.2019 
Pierwsza wizyta Roberta Lewandowskiego na gali Złotej Piłki nie była do końca udana – jego indywidualnie drugi najlepszy wynik wciąż nie był bliskim głównej nagrody – ale Polaka było pełno. I na scenie, i za kulisami, gdzie pokazał prawdziwą klasę w zupełnie nowym dla siebie doświadczeniu.

– Naprawdę nie da się nic zrobić? – pytamy, ale odpowiedź brzmi przecząco. Dostęp pod sam czerwony dywan i przed ścianę na której pokazywać się będą najważniejsze postacie światowej piłki jest bardzo ograniczony. W zasadzie, to obowiązują tam inne akredytacje, które przyznaje jeszcze inna grupa. – Ale możecie ustawić się tak, że z daleka coś uda wam się nagrać – dostajemy propozycję i ochoczo przystajemy. Za skromnym płotem, obok kibiców i już na ostatnich metrach dojazdowych Théâtre du Châtelet stoi kilka ekip telewizyjnych. Jest jeszcze miejsce, korzystamy, choć do najlepszy punkt jest kilkanaście metrów dalej.

Do przyjazdu piłkarzy jeszcze 90 minut, do ogłoszenia zwycięzcy „Ballon d’Or” nawet więcej. Ale tłum kibiców już czeka i niczym się nie różni to od stref pod stadionem, gdzie zawodnicy wysiadają z autokarów. Może jest bardziej kolorowo: na małym płocie rozwieszone są koszulki Lionela Messiego, Cristiano Ronaldo, Antoine’a Griezmanna i kilku innych słynnych postaci, które zaszczycą Paryż swoją obecnością. Wśród nich po raz pierwszy na ceremonii zjawi się Robert Lewandowski, który przecież już raz był tuż za podium (czwarte miejsce w 2015 roku).

Koszulek Polaka z Bayernu Monachium próżno szukać nie tylko wśród zebranych kibiców, ale też w sklepach sportowych w Paryżu. Ten, który na fasadzie ma napis „Najlepszy piłkarski sklep na świecie” w swojej ofercie stroje mistrza Niemiec ma, ale nazwisko Lewandowskiego na trykocie można co najwyżej za dodatkową opłatą nadrukować. Z kolegów klubowych Polaka do kupienia są wyłącznie koszulki Philippe’a Coutinho. Brazylijczyka wśród nominowanych do Złotej Piłki nawet nie ma, przecież w Monachium szuka szansy na odbudowanie swojego statusu. We współczesnym futbolu bywa, że nie jest on liczony w występach, golach i trofeach. A na pewno nie tylko w nich.

Lewandowski został nominowany jako jedyny piłkarz Bundesligi, jedyny z Bayernu Monachium. W jego klubie wiedzą, że to coś wyjątkowego, bo w Paryżu można spotkać przedstawicieli mediów mistrza Niemiec, śledząc swojego najlepszego zawodnika.

Jeszcze dzień przed galą niektórzy zwątpili, gdy w Internecie pojawiła się finałowa dziesiątka w której Lewandowskiego nie było. Nie była ani oficjalną czcionką, ani nie miała logo całej imprezy, do tego przypominała bardziej pracę ucznia na zajęcia z informatyki, ale dyskusja o statusie Polaka w futbolu rozgorzała. Argumenty pojawiające się stawiały w wątpliwość poziom Bundesligi, kwestię osiągnięć w europejskich rozgrywkach i sławę Lewandowskiego wobec piłkarzy zwykle zajmujących wysokie miejsce w rankingu Złotej Piłki.

Otwierając poniedziałkowe wydanie „L’Equipe” można było odnieść podobne wrażenie, bo Lewandowskiego nie było ani na okładce, ani pośród wymienianych faworytów. A jednak Polak znalazł się po raz trzeci w czołowej dziesiątce. Wyprzedził Raheema Sterlinga (12.) i Kevina de Bruyne (14.) z Manchesteru City, którzy zdobyli mistrzostwo Anglii. Został oceniony wyżej od Roberto Firmino (17.) oraz Trenta Alexandra-Arnolda (19.) z Liverpoolu, a więc zwycięzców Ligi Mistrzów. Niżej notowani okazali się bohaterowie głośnych transferów do Realu Madryt (Eden Hazard, 13.), Juventusu (Matthijs de Ligt, 15.), czy Barcelony (Griezmann, 19.). Może o czymś powinno świadczyć miejsce, które Lewandowski zajął na widowni: w pierwszym rzędzie, ramię w ramię z Messim, dwa krzesła od van Dijka?

***

Jeszcze półtorej godziny do gali, a na czerwonym dywanie przed Théâtre du Châtelet wciąż rozłożona ochronna folia. To i tak lepiej, niż było w okolicach południa, gdy dopiero rozstawiano konstrukcję ścianki, a pracownicy na placu budowy nerwowo się przekrzykiwali.

Niektórym na to święto się spieszyło. Lewandowski miał blisko, jego hotel od miejsca gali dzieliło kilkaset metrów. Polak przyjechał więc jako pierwszy, uśmiechnięty i pewny swego z żoną u boku. Para stanęła przed fotografami, ale piłkarzowi jakby spieszyło się do środka: raz, drugi i jeszcze trzeci robił krok wstecz do kolejnego zdjęcia o które do niego krzyczano. Jeszcze tutaj, jeszcze jeden uśmiech, jeszcze raz pokazuje kciuk w górę. – Dlaczego tu jestem? Dla zabawy, poznać wielu świetnych piłkarzy, ale nie wiem, kto wygra Złotą Piłkę. Czy w przyszłości mi się to uda? Zobaczymy, będę ciężko pracował z kolegami, a co się zdarzy… Nie wiem. Najważniejsze to się dobrze bawić – powiedział przed wejściem na salę.

Największe okrzyki towarzyszyły przyjazdom innych piłkarzy. – Messi, Messi, Messi – skandował tłum, gdy przed teatr zajechał bus z zawodnikami Barcelony. Argentyńczyk do zdjęcia na ściance stanął razem z kolegami, ale dla niektórych to było za mało: wyprzedzili ochronę, wyciągnęli telefony i szukali jakiekolwiek szansy, by z pięciokrotnym zdobywcą Złotej Piłki zrobić sobie wymarzone zdjęcie.

Nie było to jednak najsłynniejsze selfie tego dnia. Gdy już gala się rozpoczęła i pojawił się na niej współprowadzący rozdanie nagród Didier Drogba i jeden z ubiegłorocznych triumfatorów, to pierwszy przejął inicjatywę. – Dziesięć lat temu po meczu Chelsea z Barceloną podeszło do mnie dziecko i poprosiło o zdjęcie. Odmówiłem, bo byłem oburzony skandalicznymi decyzjami sędziowskimi (awansowała wówczas Barcelona – red.). Lata później dowiedziałem się, że chodziło o stojącego na scenie Kyliana Mbappe. Teraz chcę spłacić ten dług – powiedział Drogba, wyjął telefon i zrobił sobie z młodym piłkarzem PSG zdjęcie z publicznością w tle.

***

Jak zwykle w przypadku takich wydarzeń bywa, gdy już ceremonia się rozpocznie, to mija błyskawicznie. Może dlatego Robert Lewandowski wyglądał na tak zaskoczonego, gdy ogłosili go ósmym piłkarzem w rankingu Złotej Piłki? Minął ledwie kwadrans od przedstawienia prowadzących, od przedstawienia ubiegłorocznych zwycięzców do wręczenia nagrody w kategorii im. Raymonda Kopy dla najlepszego zawodnika do lat 21… I – z polskiej perspektywy – mogłoby się wydawać, że jest po wszystkim. Robert Lewandowski, ósme miejsce, krótki klip i ujęcie napastnika z raczej rozczarowaną miną.

Ale tak naprawdę z udziałem Lewandowskiego działo się na tej gali znacznie więcej. Po chwili wyszedł na scenę i wręczał nagrodę im. Lwa Jaszyna dla najlepszego bramkarza, a następnie zszedł do napakowanej dziennikarzami strefy wywiadów, gdzie większość osób chciała zapytać o uczucie, które towarzyszyło jego wynikowi w plebiscycie.

To tu można było dostrzec prawdziwą klasę Polaka. Idąc przed Alissonem Beckerem z Liverpoolu zatrzymywał się przy każdej proszącej go o rozmowę grupie. Najpierw po angielsku, potem po niemiecku, zawsze z uśmiechem. Aż wreszcie w ojczystym języku. – Wiadomo, jak jest z rankingami. Są mniejsze i większe niespodzianki. Podchodzę do tego z uśmiechem na twarzy, cieszę się, że tu jestem, że tym razem udało się skorzystać z zaproszenia i możemy spotkać się w innych strojach niż zwykle, w innym otoczeniu niż na zielonym boisku – uśmiechał się.

Może w tym rozluźnieniu pomógł Didier Drogba, który wespół z Sandy Heribert prowadził galę i to on zatrzymał Lewandowskiego na dłużej, gdy ten pojawił się na scenie? – Nie, nie. Pozwól mi cieszyć się tą chwilą, tym, że się pojawiłeś. Dziękuję, że jesteś. Myślę, że dzielimy sympatię wobec bramkarzy. A może chcesz mieć u nich jakieś fory? – zagadywał go były napastnik Chelsea i Wybrzeża Kości Słoniowej. Kurtuazja? Nie tylko, bo Drogba jest fanem Lewandowskiego. – Jest jeden napastnik na którego punkcie oszalałem – mówił rok temu, wskazując na Polaka. – Uwielbiam jego wspaniały styl i sposób w jaki wykańcza sytuacje. To najbardziej kompletna dziewiątka – dodawał. Gdy gala już się skończyła i wszyscy zawodnicy oraz gwiazdy przeszły przez strefę wywiadów, jak najszybciej i to bokiem starał się przemknąć Drogba. Czasu starczyło tylko na pytanie Filipa Adamusa o Lewandowskiego. – Najlepszy – rzucił zdobywca Ligi Mistrzów z 2012 roku i już go nie było. Ostatecznie coś w stwierdzeniu Drogby było: w końcu z typowych napastników Polak zakończył najwyżej, przecież zdarzało się, że Cristiano Ronaldo (czwarty), czy nawet Kylian Mbappe (szósty) atakowali ze skrzydła.

A wspomniana strefa przeszła w trakcie tych dwóch godzin gali „France Football” największą przemianę. Jeszcze na początku organizatorzy porządkowali, grupowali dziennikarzy na języki, którymi się posługiwali, ale trwało to chwilę, później walka o każde słowo bohaterów wieczoru trwała na całego. A gdy pojawił się Messi, to pasy oddzielające kamery i mikrofony od Argentyńczyka nie wytrzymały. Zamiast siedmiu grupek stworzyła się jedna wielka masa napierająca na zwycięzcę, który przy niecałych 170 centymetrach wzrostu wyglądał na wbitego w ziemię. Nawet gdyby chciał zakończyć rozmowę po dwóch, trzech pytaniach to nie miałby na to szansy, taki tłum go otaczał.

***
Lewandowski do strefy wywiadów również wrócił, tym razem z żoną, by dać jeszcze jeden wywiad, jeszcze raz zobaczyć, czym jest taka gala zza kulis. Takie nagromadzenia światowych gwiazd zdarzają się rzadko, nawet nieobecność Cristiano Ronaldo wydarzeniu nic nie odejmuje. I, jak podkreślał Polak, to również jest doświadczenie, które zostanie z bogatej kariery. W plebiscycie za 2019 rok osiągnął drugi najlepszy wynik i to w okresie, gdy jego zespół nie zaszedł daleko w Lidze Mistrzów (odpadł w 1/8 z przyszłym zwycięzcą, Liverpoolem), gdy on jeden ostał się z Bundesligi w rankingu, gdy nie było międzynarodowego turnieju, a z Bayernem wygrał jedynie mistrzostwo Niemiec.

Co powtarzał, dla niego to i zupełnie nowe doświadczenie, nieporównywalne z innymi wyróżnieniami, z obserwowaniem rozstrzygnięć na ekranie telewizora, gdy samemu przygotowuje się do meczu. Lewandowski mimo wszystko pokonał kolejną barierę: owszem, musiał zmierzyć się z pewnym rozczarowaniem, ale zupełnie innym, niż na boisku, gdy nie wykorzystuje swojej szansy. Do tego występ na scenie i wręczenie nagrody jest czymś innym, niż rozmowa z dziennikarzami po meczu – zwłaszcza w innym języku niż ojczysty, lub ten, którym posługuje się na co dzień w klubie.

Dla 31-letniego zawodnika u szczytu kariery wiele z tych rzeczy, które wydarzyły się w Théâtre du Châtelet było nowych. I, jak sam przyznał, wraz z dokonaniami boiskowymi w Bayernie i w reprezentacji Polski może pomóc w kolejnym roku i następnym kroku. Nie ma bowiem wątpliwości, że pole do rozwoju dla Lewandowskiego wciąż jest w jego karierze, bo on sam mówi, że czuje się i – pod względem biologicznym – jest młodszy, niż pokazuje to jego paszport. W całym tym zamieszaniu ze Złotą Piłką oczywiście nie mogło zabraknąć tak typowej dla niego rutyny: wylotu z powrotem do Monachium z samego rana, by już od dziewiątej być na Saebener Strasse i szykować się do kolejnego treningu Bayernu.

Michał Zachodny, Paryż

(fot. główne: EastNews)

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności