Aktualności

Polacy nadzieją Fortuny. Ich mecz ze Stuttgartem pod szczególnym napięciem

Reprezentacja09.02.2019 

Fortuna Duesseldorf z dwoma Polakami w składzie walczy o pozostanie w Bundeslidze. Jej głównym rywalem w tej batalii jest VfB Stuttgart, czyli klub, z którego Marcin Kamiński został wypożyczony (początek meczu w niedzielę o godz. 18:00, transmisja w Canal+ Sport 2). Nie bez powodu pada tu nazwisko polskiego obrońcy, bo to mocny punkt defensywy beniaminka. Teraz ma wsparcie w innym Polaku, Dawidzie Kownackim, który jest świeżo po debiucie w nowej drużynie i został wysoko oceniony za swój występ. Niemcy widzą w nim nadzieję na lepsze jutro Fortuny.

Kownacki swój pierwszy mecz w barwach beniaminka rozegrał w środę w 1/8 finału Pucharu Niemiec. Nowa drużyna napastnika reprezentacji Polski U-21 wprawdzie przegrała z Schalke w Gelsenkirchen aż 1:4, ale kapitan młodzieżowej kadry swojego występu nie musi się wstydzić. Wszedł na boisko w 56. minucie i zdążył zapisać na swoim koncie asystę – prostopadłym podaniem uruchomił Rouwena Henningsa, który strzelił gola na 1:3. Pojawienie się Kownackiego wniosło sporo ożywienia w ospałą wcześniej ofensywę Fortuny. Ponad 30-minutowy udział w spotkaniu zaakcentował w bardzo pozytywny sposób, dzięki czemu został wysoko oceniony. W debiucie wypadł na tyle obiecująco, że w Fortunie cieszą się, że teraz mają dwóch Polaków w składzie, którzy gwarantują określony poziom gry.

Klejnot Fortuny

Król strzelców eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy nie potrzebował wiele czasu na aklimatyzację. Był tak zdeterminowany, aby zimą opuścić Sampdorię i wylądować w zespole, w którym zacznie więcej grać, że już w meczu numer jeden po zmianie otoczenia pokazał jakimi atutami dysponuje. Trudno na podstawie trzydziestu kilku minut wyciągać daleko idące wnioski, niemniej „Kownaś” zaliczył wejście, które stawia go w pozytywnym świetle, co dobrze rokuje mu na przyszłość. – Nie był to najłatwiejszy moment dla klejnotu z Polski na debiut, ale Kownacki zostawił po sobie bardzo pozytywne wrażenie. Pięknie wypracował bramkę na 1:3, a jego potężny strzał chwilę później mógł doprowadzić do gola kontaktowego. Mimo brutalnej porażki zimowy nabytek pokazał jakość – napisano w „Rheinische Post”, w której to gazecie Kownacki otrzymał ocenę 2 (im niżej tym lepiej). Dodajmy, że była to najlepsza nota w zespole.

– Koenigsblauen mieli szczęście, że Kownacki nie trafił do siatki w 76. minucie – zwrócili uwagę dziennikarze „Kickera”. W swoich sugestiach niemieccy żurnaliści poszli dalej: przed meczem z VfB Stuttgart napisali, że widzą w napastniku z Polski nadzieję Fortuny. – Może okazać się prawdziwą zimową okazją. Jego krótkie wejście wyostrzyło apetyt na więcej – stwierdzono w lokalnym „Expressie”.


Niespodziewanie nad Stuttgartem

Odnotujmy zatem, że kolejny Polak z Fortuny jest tam doceniany. Od początku sezonu niepodważalną pozycję w centrum obrony ma bowiem Marcin Kamiński, który na tyle ustabilizował grę formacji defensywnej, że beniaminkowi udało się w grudniu oraz styczniu zanotować serię czterech wygranych z rzędu i mocno poprawić sytuację w tabeli. Nowy rok zaczął się dla ekipy z Duesseldorfu obiecująco, bo od wygranej 2:1 z Augsburgiem, przez co utrzymali passę z poprzedniego roku. Potem przytrafiła się jednak wysoka porażka z RB Lipsk (0:4), następnie Fortuna podzieliła się punktami z Hoffenheim (1:1). W niedzielę przyjdzie czas na jeden z ważniejszych pojedynków dla drużyny Kamińskiego i Kownackiego, bo z VfB Stuttgart, bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. Drużyny te dzieli w tabeli siedem punktów. Z perspektywy Kamińskiego to już w ogóle mecz szczególny, w końcu VfB to klub, który ma do niego prawa. W Fortunie gra na zasadzie rocznego wypożyczenia.

W 4. kolejce na Mercedes-Benz Arena Polak zagrał 90 minut, nie mógł wtedy przypuszczać, że kilkanaście kolejek później to Fortunie przyjdzie grać ze Stuttgartem jako drużynie z większą liczbą punktów i wyższym miejscem w tabeli. – Raczej tego nie przewidywałem. W końcówce roku złapaliśmy wiatr w żagle, a Stuttgart ma nieco problemów, by się odnaleźć. Nie wszystko działa tam tak, jak w poprzednim sezonie. A co do mojego wypożyczenia… Czasem zdarza się, że ktoś napisze: Kamiński przydałby się w Stuttgarcie. Bywa, że dostaję też wiadomości od kibiców, żebym wracał. To jest bardzo miłe, ale skoro mnie tam teraz nie ma, to znaczy, że nie byłem w stu procentach potrzebny. Skoro pozwolili mi odejść na wypożyczenie, widocznie mieli inne plany i założenia. Do Stuttgartu mam wrócić po sezonie, nie ma w umowie zapisu o wykupie przez Fortunę. W chwili obecnej cieszę się z tego, co mam w Duesseldorfie. Na tym się teraz skupiam – mówił Kamiński w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Sama przeprowadzka korzystnie odbiła się również na formie obrońcy. – Najważniejsze było to, żeby regularnie grać. Wiadomo, że utrzymanie w lidze jest naszym podstawowym zadaniem, ale patrząc ze swojej perspektywy, po prostu potrzebowałem minut spędzonych na boisku. Wiedziałem, że w Stuttgarcie będzie o to ciężko i nie chciałem tracić kolejnych miesięcy na rozmyślaniu, czy może zagram. Nie patrzyłem więc na to, że przechodzę do zespołu skazywanego przez niemal wszystkich na spadek. Początki oczywiście nie były łatwe, ale z tygodnia na tydzień dawało się dostrzec, że ta drużyna ma charakter. Nikt w niej się absolutnie nie poddaje. Każdy ma nadzieję i wierzy, że możemy skutecznie walczyć o utrzymanie. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że decyzja o przeprowadzce była słuszna. Tym bardziej, że regularnie gram, a to było dla mnie kluczowe – dodał „Kamyk”.

Obrońca reprezentacji Polski w Pucharze Niemiec nie wystąpił z powodu choroby. Z tego samego powodu opuścił również starcie z Hoffenheim.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Polityka prywatności