Aktualności

Paweł Golański: Dla takich chwil warto było zostać piłkarzem

Reprezentacja09.10.2018 

Dwanaście lat temu reprezentacja Polski po jednym z najlepszych meczów w historii pokonała naszpikowaną gwiazdami Portugalię w eliminacjach mistrzostw Europy. Biało-czerwoni wygrali grupę i zakwalifikowali się na turniej w Austrii i Szwajcarii. – Tym meczem udowodniliśmy, że możemy rywalizować z najsilniejszymi reprezentacjami jak równy z równym. Oprócz samego spotkania, zapamiętałem na całe życie dźwięki hymnu narodowego, wydobywające się z ponad 40 tysięcy gardeł. Dla takich chwil warto było zostać piłkarzem – wspomina zwycięską batalię Paweł Golański.

Z 14 meczów, które rozegrałem w biało-czerwonych barwach, zdecydowanie najbardziej utkwiło mi w pamięci pierwsze spotkanie z reprezentacją Portugalii w eliminacjach mistrzostw Europy 2008. Do tego meczu przystępowaliśmy po wymęczonym, zrodzonym w wielkich bólach wyjazdowym zwycięstwie 1:0 z Kazachstanem. Styl, jaki zaprezentowaliśmy w tym spotkaniu, spotkał się z ostrą krytyką.

Mnie również się dostało. Nie mogłem być pewny, że w następnym meczu trener Leo Beenhakker ponownie da mi szansę. W sztabie szkoleniowym długo zastanawiano się, czy to właśnie ja powinienem wystąpić przeciwko szybkim i znakomicie wyszkolonym skrzydłowym portugalskiej drużyny. Wszystkie nazwiska zespołu Luisa Felipe Scolariego robiły ogromne wrażenie w Europie i na całym świecie.

Trener Beenhakker mi zaufał. Pamiętam sytuację, kiedy w hotelowej windzie zapytał, czy jestem gotowy, żeby grać przeciwko jednym z najlepszych piłkarzy świata. Zdecydowanie odpowiedziałem, że jak najbardziej. To pytanie było dla mnie jasnym przekazem, że selekcjoner na mnie liczy, że będę grał.

Trener przed spotkaniem bardzo nas motywował, mówił, że jesteśmy silni i wygramy z Portugalią. Był bardzo pewny siebie i to przełożyło się na cały zespół. Docierał do każdego piłkarza. Do mnie też. Spowodował, że byłem niezwykle skoncentrowany i przekonany, że jeżeli wpuści mnie na boisko, to potrafię zagrać dobrze i zrehabilituję się za słaby występ przeciwko Kazachstanowi. Na zawsze zapamiętam go jako bardzo dobrego psychologa. Gdy widział jakieś niepokojące sytuacje na treningach czy poza boiskiem, od razu z nami rozmawiał. Nie głaskał nas, zdarzały się mocne rozmowy. Ci, którzy mieli możliwość z nim pracować, potwierdzą moje słowa.

Pamiętam, jak podczas rozgrzewki ujrzeliśmy stadion, zapełniający się tysiącami flag i strojów w barwach narodowych. To nas dodatkowo motywowało. Cała sportowa Polska i nie tylko trzymała za nas kciuki. Czułem, jak z każdą minutą nasilają się dreszcze emocji. Wcześniej nie miałem jakiegoś dużego doświadczenia, szczególnie jeśli chodzi o arenę międzynarodową. Niewątpliwie był to dla mnie największy sprawdzian, największe sportowe wyzwanie, więc i presja była nieporównywalnie większa niż podczas innych rozgrywanych przeze mnie spotkań. Wyszedłem na boisko na największy mecz mojego życia.

Samo spotkanie z Portugalczykami niewątpliwie nam wyszło. Wojtek Kowalewski zastanawiał się nawet przed meczem, ile razy będzie musiał interweniować, żeby uchronić naszą reprezentację przed utratą gola, a jak się okazało – dużo pracy nie miał. Wyłapywał piłki z dośrodkowań i tyle.
Beenhakker uczulał nas przed spotkaniem, żebyśmy nie dali zepchnąć się do defensywy. Twierdził, że pierwsze 20 minut będzie kluczowe, a strzelony gol otworzy nam furtkę do stwarzania następnych, groźnych sytuacji pod bramką przeciwnika. I tak rzeczywiście było. Ebi Smolarek strzelił dwa piękne gole w 9. i 18. minucie spotkania. Były kolejne sytuacje, jak słupek Maćka Żurawskiego. Wynik 2:0 w pierwszej odsłonie spotkania, to zdecydowanie najniższy wymiar kary dla podopiecznych Luisa Felipe Scolariego.

Zagraliśmy bardzo dobrze w defensywie. Nie tylko obrońcy, ale cały zespół. Zgodnie z poleceniem Beenhakkera, narzuciliśmy pressing. To my dyktowaliśmy warunki gry, utrzymywaliśmy się przy piłce. Po uzyskaniu dwubramkowego prowadzenia nie cofnęliśmy się, kreowaliśmy kolejne okazje. Rywale dopiero w doliczonym czasie spotkania strzelili gola kontaktowego. Tak naprawdę, to była jedna z bardzo niewielu sytuacji, którą sobie stworzyli.

Czasami wynik nie odzwierciedla poziomu gry i na odwrót. Natomiast w tym meczu wszystko ułożyło się idealnie. Była bardzo dobra gra oraz bardzo dobry wynik. Portugalczycy wypadli słabo, bo im nie pozwoliliśmy, żeby zagrali lepiej. Tym meczem udowodniliśmy, że możemy rywalizować z najsilniejszymi reprezentacjami, jak równy z równym. Oprócz samego spotkania zapamiętałem na całe życie dźwięki hymnu narodowego, wydobywające się z ponad 40 tysięcy gardeł. Dla takich chwil warto było zostać piłkarzem.

Wysłuchał Jacek Janczewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży