Aktualności

"Palę w piecu i ruszam rozwozić węgiel" Co słychać u Grzegorza Piechny?

Reprezentacja01.11.2015 

W sezonie 2005/06 Grzegorz Piechna sięgnął po tytuł króla strzelców ekstraklasy, zaliczył swój jedyny występ w reprezentacji Polski i strzelił gola Estonii. Świetna postawa w zespole Korony zaowocowała transferem do Torpedo Moskwa, ale pobyt w Rosji nie był dla popularnego „Kiełbasy” zbyt udany, bo nie zdobywał tylu bramek co w Polsce. Gdy wrócił do kraju zatracił skuteczność, ale przeszedł do historii wygrywając snajperskie klasyfikacje od najniższych klas do najwyższej. Dziś skupia się na… rozwożeniu węgla.


Jak wygląda dzień powszedni byłego króla strzelców ekstraklasy?

Grzegorz Piechna: Praca, praca, praca. Wstaję 6.30, zamykam psa, palę w piecu i ruszam rozwozić węgiel. Wracam na kolację. Czasami zdarzają mi się dalsze kursy, ale tak to głównie Opoczno i okolice, Końskie, Starachowice. To zajęcie sprawia mi przyjemność i nawet zajmowałem się tym, gdy zdobywałem tytuł króla strzelców w ekstraklasie. Było wolne, wpadałem do domu to trzeba było pomóc. Żadna praca nie hańbi.

Jakie cele stawiał sobie pan dziesięć lat temu?

Akurat wtedy byłem w sztosie, strzelałem gola za golem w ekstraklasie. Nie miałem wielkich problemów z dostosowaniem się do realiów elity, ale chcę koniecznie dodać, że trafiłem do super zespołu. Dostawałem dobre piłki i robiłem co do mnie należy. Fajna ekipa, aż się łezka w oku kręci. Arek Kaliszan, świętej pamięci Sławek Rutka, Robert Bednarek, Grzesiu Bonin, Marcin Kaczmarek, Paweł Golański, Maciek Mielcarz, Łukasz Załuska, Arek Bilski, Paweł Sasin, Kuba Grzegorzewski… Wymieniam, wymieniam, bo nie chcę nikogo pominąć, a jak to zrobiłem przepraszam. Pamiętam jak chłopaki mi zrobili niespodziankę i zaśpiewali „Piechna, duma ligi” na Gali Canal+. Pot zalał mi całe czoło.

Kiedy pan się poczuł piłkarzem przez duże P?

Wtedy jak walczyłem o tytuł króla strzelców w ekstraklasie. Jesienią strzelałem więcej goli, bo wiosną przeciwnicy zwracali na mnie baczniejszą uwagę. Było trudniej, a i tak dawałem radę. Skończyłem na 21 trafieniach, a byłoby więcej gdyby trener Wieczorek wystawił mnie w Grodzisku, gdy pokonaliśmy Dyskobolię 3:0. Nie wiem do dziś dlaczego tak zrobił choć próbuje sobie to wytłumaczyć. Zabrakło mi jednego meczu do rozegrania kompletu w całym sezonie.



Od dziecka pragnął pan strzelać gole?

Marzyłem by pokonywać bramkarzy, bo to kwintesencja futbolu. Grałem w piłkę całe dni i szlifowałem co się dało. Od najmłodszych lat miałem do tego smykałkę, intuicję, chyba z tym się urodziłem, choć może zabrzmi to nieskromnie.

Podobno rozrywkowy tryb życia nie przeszkadzał panu w zdobywaniu bramek w ekstraklasie?

Wszystko jest dla ludzi. Wiedziałem, że przed meczem trzeba się szanować, ale uwielbiałem też świętować zwycięstwa już po meczach. W Koronie byli za moich czasów wspaniali kibice, ekstra kumple w drużynie i razem się bawiliśmy. To było moje pięć minut i chciałem je przeżyć z uśmiechem na twarzy. Umiem się cieszyć.

A kiedy ten piękny sen na jawie się skończył?

Może w Polonii Warszawa, może w Widzewie. Widzew był dla mnie bliski sercu, ale jakoś mi tam nie szło. Do „Czarnych Koszul” ściągał mnie Dariusz Wdowczyk, ten sam trener, który sprowadził mnie do Kielc i zapowiadało się ciekawie. Źle jednak się czułem w zespole, który był traktowany przez zawodników tylko jako miejsce roboty. Zero pasji, radości z futbolu. W Koronie była ekipa kumpli, na boisku i poza nim, dlatego też miałem szczęście, że trafiłem do Kielc w odpowiednim czasie.

W Rosji nie mógł pan zostać dłużej?

Miałem propozycje, i to intratne z Azerbejdżanu i Chin, ale nawet wielkie pieniądze mnie nie skusiły. W Torpedo nie było mi źle, dobrze zacząłem, niestety częste zmiany trenerów odbiły się na wynikach zespołu i mojej skuteczności. Wbrew obiegowym opiniom nie mogłem narzekać na Rosjan, a sam do dziś mam wielu kumpli w Moskwie. Czasami po prostu jest tak, że nie wszystko się układa jakby człowiek pragnął.



Rosja poradzi sobie w roli organizatora mundialu w 2018 roku?

To będą mistrzostwa zorganizowane perfekcyjnie. Oni staną na głowach i nikt nie dostanie powodów do narzekań. Rosja kocha futbol i marzy o sukcesie swojej reprezentacji.

Dlaczego nie doszedł do skutku pana powrót do Korony?

Chciałem wrócić, ale nie wszyscy w klubie mnie tam widzieli. Nie będę mówił za dużo, nie mam żalu, a może kiedyś Korona jeszcze się zgłosi. Mógłbym się zająć młodzieżą, albo specjalistycznymi treningami dla napastników. Na razie funduje takie dwunastoletniemu synowi i po cichu liczę, że pójdzie w ślady taty. Nie, nie, ma być lepszy.

Kadra Polski to marzenie które panu się spełniło?

Gol strzelony Estonii był najważniejszym w mojej karierze. Gra dla Polski, z orzełkiem to zaszczyt, którego się nie da z niczym porównać. Szkoda, że nie dostałem kolejnej szansy, ale było wielu zawodników, którzy grali lepiej ode mnie i nie wystąpili choćby raz w drużynie narodowej.

Jak pan ocenia obecną reprezentację pod wodzą Adama Nawałki?

Bardzo wysoko. Możemy zajść daleko w Euro, a Robert Lewandowski to napastnik z innej planety. W tej chwili jest najlepszy z środkowych na świecie.

Kto z pana boiskowych kolegów mógł zrobić największą karierę?

Na pewno bramkarze – Maciek Mielcarz i Łukasz Załuska. Więcej powinien zdziałać Golański, Kuba Grzegorzewski nie miał szczęścia i niepotrzebnie się cofnął szczebel niżej. Wciąż gra Grzesiu Bonin i aż raduje duszę.



A pan jest nadal rozpoznawalny?

Ostatnio rozwoziłem węgiel i mi mówi starszy pan: - O Grzegorz Piechna… Ale pan strzelał w Koronie… Miło się zrobiło. Wciąż spotykam się z dowodami sympatii, a jak się pojawię w Kielcach to nie da się przejść normalnie przez miasto.

Nie ciągnie pana do gry choćby w trzeciej lidze?

Żona mi nie pozwoliła grać, naprawdę. Rozwożę węgiel, pracuje i nie mam czasu dla niej, więc trzeba było z czegoś zrezygnować. Parę razy w roku wyskoczę na jakiś turniej, w tym na pewno będę na trójkach. Niedawno straciłem dwie bliskie osoby, a jeszcze się dowiedziałem, że zmarł Krzysztof Retlikowski, słynny trener młodzieży w Koronie. Często do mnie dzwonił, ale ostatnio coś cisza… Ta wiadomość mną wstrząsnęła, bo to był swój chłop, całkowicie oddany piłce, nawet na emeryturze. Cieszę się, że w grudniu jego pamięci ma być poświęcona grupa na turnieju trójek, jestem na pewno. To był dla mnie niezbyt udany rok, ale następny musi być lepszy. Pochwalę się, że 17 lutego ma mi się narodzić drugi syn. Dwóch synów i córka, całkiem niezła gromadka.

Wciąż mówią na pana „Kiełbasa”?

Zapraszam do Bukowca, tam nadal produkują kiełbasę Piechna. Jest bardzo smaczna, a we mnie przywołuje wspomnienia z tych cudownych lat w Koronie. Dla takich chwil warto się było urodzić.  
Rozmawiał Jaromir Kruk

 

GRZEGORZ PIECHNA

Urodzony 18 września 1976 roku w Opocznie. Zawodnik klubów: Modrzewianka Modrzew, Pilica Tomaszów Mazowiecki, WOY Bukowiec Opoczyński, Ceramika Opoczno, Pelikan Łowicz, Ceramika Paradyż, HEKO Czermno, Korona Kielce, Torpedo Moskwa, Widzew Łódź, Polonia Warszawa, Kolejarz Stróże, Ceramika Opoczno, Doxa Kranoulas, Ceramika Opoczno, WOY Bukowiec Opoczyński, Lechia Tomaszów Mazowiecki, Ceramika Opoczno. Król strzelców klasy A, klasy okręgowej, czwartej ligi, trzeciej ligi, drugiej ligi, ekstraklasy (sezon 2005/06). W polskiej ekstraklasie: 36 meczów – 21 goli. W ekstraklasie Rosji: 15 meczów – 2 gole. W reprezentacji Polski: jeden mecz – jeden gol.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności