Aktualności

Młodzi wreszcie głośni. „Ich czas nadchodzi”

Reprezentacja12.09.2019 
Były uśmiechy i uściski, gratulacje i pochwały, czyli obrazki dalekie od rzeczywistości, jakie przyniosły wrześniowe wyniki reprezentacji Polski. Ale te zachowania dotyczyły wyłącznie młodych zawodników, którzy ze Słowenią i Austrią debiutowali. Sprawili również, że ewolucja kadry zaczyna nabierać realnych kształtów.

Jeśli coś się zmieniło we wrześniu, to fakt, że byli głośniejsi. Wcześniej raczej przemykali bokiem, robili wszystko, by nie podpaść i przyglądali się, jak funkcjonuje pierwsza reprezentacja. Jednak nerwy były, zresztą najbardziej widoczne w treningu. Jeszcze w czerwcu Sebastian Szymański przekonał się, jak Robert Lewandowski reaguje, gdy w prostym ćwiczeniu kilka razy z rzędu nie otrzyma dokładnego zagrania przed strzałem. Ale już po remisie z Austrią kapitan reprezentacji pochwali „Szymka” za dobre wejście na ostatnich dwadzieścia minut.

Z trybun to może tak nie wyglądało, ale pod jednym względem ostatni mecz biało-czerwonych był wyjątkowy: zagrali w nim zawodnicy z czterech ostatnich roczników lat dziewięćdziesiątych. Byłby piąty, ale Krzysztof Piątek (urodzony w 1995 roku) nie wszedł ze względu na uraz Jakuba Błaszczykowskiego.

Tematy główne wrześniowego zgrupowania były inne: drugi mecz bez strzelonego gola, tylko jeden punkt w dwóch meczach i styl gry reprezentacji. Kwestia odmładzania drużyny nie była na pierwszym planie. Zresztą już za kadencji Jerzego Brzęczka zdarzały się wyjściowe jedenastki, których średnia wieku była niższa od tej z meczu przeciwko Austrii w Warszawie (27,6). Przykładowo, z Włochami w Chorzowie wyniosła ona ledwie 25,8 lat, w Portugalii na boisko wybiegła drużyna ze średnią 26,9.

O tym, że do zmiany pokoleniowej dojdzie, że jest ona potrzebna wiadomo od Mistrzostw Świata w Rosji. Tam na pierwsze spotkanie z Senegalem wybiegła jedenastka o najwyższej średniej wieku od lat (29,3), a i tak bez wracającego wówczas po kontuzji Kamila Glika, który mógłby ją jeszcze podbić. Patrząc na ostatnich dwanaście spotkań kadencji Adama Nawałki i porównując z takim samym okresem pracy Jerzego Brzęczka widzimy nieznaczną różnicę (odpowiednio 28,14 i 27,46), ale można ją wyrazić jeszcze inaczej. U poprzedniego selekcjonera tylko w pięciu z dwunastu ostatnich spotkań wyniosła ona poniżej 28 lat, u obecnego – tylko czterokrotnie przekroczyła tę granicę.

***

Trwa ostatni trening przed meczem w Słowenii. – On to ma – powtarza Jerzy Brzęczek do Zbigniewa Bońka. On, czyli Krystian Bielik. I pojawiają się porównania boiskowych zachowań defensywnego pomocnika, pada nazwisko m.in. Patricka Vieiry, mistrza świata i Europy, byłego piłkarza Arsenalu. W grze na skróconym polu 21-latek świetnie radzi sobie na małej przestrzeni, stopuje kilka akcji, gra na jeden kontakt.

Bielik wie, że następnego dnia może zadebiutować. Wie, ponieważ w trakcie zgrupowania rozmawiał z selekcjonerem o swojej grze, dobrych i złych zachowaniach, na podstawie przygotowanej analizy z Derby County. Dwadzieścia cztery godziny po ostatnim treningu i po przegranej ze Słowenią na popularności zyskują słowa zawodnika. „Krystian, próbuj” – mówi w wywiadzie pomeczowym defensywny pomocnik, zapytany o wskazówki trenera przed samym wejściem.

A kontekst tej jednej rady od trenera dla piłkarza jest naprawdę szeroki i wart poznania. Choćby taki, że Bielik był przygotowany do zmiany jeszcze przy wyniku 0:1, czekając dwie minuty, przypominając sobie z asystentami swoje obowiązki przy stałych fragmentach, dostając uwagi odnośnie meczu. Ale Polacy tracą drugiego gola i mijają kolejne minuty. Krystian myśli nawet, że debiutu nie będzie, ostatecznie wchodzi na boisko razem z Jakubem Błaszczykowskim.

W tym momencie drużyna potrzebuje tego, by ktoś zagrał odważniej, spróbował przebić się przez dobrze zorganizowane formacje rywali. I Krystian próbuje: notuje dwa celne przerzuty, większość jego podań jest skierowana w strefę ataku, do tego zalicza pięć prób dryblingów i jeden strzał. Nawiasem mówiąc, jego diagonalne zagrania i szybkie operowanie piłką to wskazówki, które przekazywał mu w tygodniu na analizie selekcjoner. I tych dwadzieścia kilka minut wystarcza, by zapracował sobie na miejsce w wyjściowym składzie w meczu z Austrią.

***

W poniedziałek przed północą nikt z zawodników nie spędza tyle czasu w strefie mieszanej, ile Dawid Kownacki. Młody skrzydłowy, na zgrupowaniu współlokator Bielika, zatrzymuje się przy każdej grupce dziennikarzy, odpowiada cierpliwie, również na pytania dotyczące sytuacji w nowym klubie, relacji z trenerem Fortuny Duesseldorf. Jednak 22-latek nie uśmiecha się, zresztą nie ma ku temu powodu. Wie, że zagrał słaby mecz.

– Futbol to gra decyzji, moje były złe przy dwóch, trzech kontratakach. Mam świadomość, że zagrałem słaby mecz – tłumaczy. To jego szósty występ w kadrze, czwarty w podstawowym składzie, rok temu strzelił debiutanckiego gola, wystąpił również na seniorskim mundialu. Pomimo młodego wieku jego doświadczenie reprezentacyjne jest bezcenne. Był liderem kadry U-21 na mistrzostwach Europy w 2017 roku, dwa lata później nosił również opaskę kapitana. W każdym z tych turniejów – pomijając mundial, który mógł przyjść dla niego zbyt wcześnie – nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności. Także w momentach, gdy jemu lub drużynie nie szło.

Kwestia odpowiedzialności pojawia się również po meczu z Austrią, który Kownackiemu nie wyszedł. – Przygotowujemy ich do tego, by byli zawodnikami prowadzącymi grę. Widzę, że gdy wchodzą na boisko to nie mają żadnych kompleksów. Powiew świeżości, jakości. Starsi też mają tego świadomość, że ci zawodnicy pomagają – mówi Jerzy Brzęczek na konferencji. – Teraz ich czas, by nie tylko grali w klubach, ale budowali sobie coraz bardziej znaczącą rolę, bo wtedy przyjeżdża się na kadrę dużo lepiej nastawionym – dodaje Robert Lewandowski.

***

Doświadczenie turniejowe Kownackiego jest najbogatsze z najmłodszych, ale nie jest jedyny. Latem na młodzieżowym EURO grali również Sebastian Szymański i Krystian Bielik. Pierwszy z nich był również w Arłamowie na zgrupowaniu przed MŚ w Rosji, przyzwyczajał się do otoczki pierwszej reprezentacji oraz poznawał zawodników, których dziś spotyka jako pełnoprawny kadrowicz z obiecującym debiutem.

Wtedy w Arłamowie był przybity, gdy dowiedział się, że ostatecznie mundial przeżyje jako kibic. Ale po ostatnim treningu ramieniem objął go Błaszczykowski, przez kilkadziesiąt metrów 14 lat młodszego piłkarza prowadził, jednocześnie pocieszając i motywując go, by nie było to ich ostatnie spotkanie na kadrze. Z Austrią wejdzie na boisko dwanaście minut po Kubie, a aplauz publiczności będzie tylko trochę słabszy. – Cieszę się, że mam to już za sobą – powie później.

– Po to się trenuje, żeby wychodzić w takich meczach i niczego się nie obawiać. Nie bałem się brać na siebie piłki. Myślę, że koledzy po pierwszym zagraniu zauważyli, że jestem pewny siebie i zaufali mi w kolejnych akcjach – dodawał Szymański, a przecież jego słowa również są o odpowiedzialności. W debiucie zaliczył dwa przechwyty na połowie przeciwnika, udany odbiór i skuteczny drybling. Jeszcze bez zagrożenia dla bramki przeciwnika, ale wystarczająco dobrze, by doczekać się pochwał ze strony bardziej doświadczonych reprezentantów.

Z kolei na gorący uścisk i pochwałę od trenera zasłużył Bielik, choć on strefę mieszaną minął szybkim krokiem, dziękując za każdą prośbę rozmowy. – Tylu wywiadów jeszcze nie udzieliłem – mówił po drugim dniu zgrupowania, gdy jako jeden z czterech zawodników pojawił się na spotkaniu z dziennikarzami. Już wtedy wszędzie go było pełno, choć z zupełnie innych powodów, niż kilka dni później po meczu w Lublanie. Widząc odbiór swoich słów sam zawodnik obawiał się, że powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat i młodzieżowego EURO, gdy jego krytyka zespołu i trenera z pozycji rezerwowego oznaczała brak szansy w którymkolwiek z kolejnych meczów.

Ale kontekst tego zdarzenia był inny, dlatego teraz od sztabu Bielik dostał wskazówkę, by się w ogóle tym nie przejmować, sam trener odniósł się do jego stwierdzenia z humorem i dystansem. Tym razem nie było potrzeby, by przepraszał, bo nikogo nie uraził.

***


Nie ma też odsyłania ich – Szymańskiego, Bielika i Gumnego – do kadry młodzieżowej na eliminacje, choć każdy wiekiem jeszcze do drużyny Czesława Michniewicza pasuje. To już za nimi, bo zwieńczeniem gry w U-21 były mistrzostwa we Włoszech. Wtedy na zgrupowania pierwszej reprezentacji również przyjeżdżali, ale właśnie po to, by się oswoić, móc teraz głośniej domagać się piłki na treningach u Jerzego Brzęczka, naciskać starszych kolegów. Stanowić o sile reprezentacji, a nie kadrę uzupełniać. I nie jest wykluczone, że zaraz nie dołączą do nich kolejni, także ci młodsi – już wiosną w kręgu zainteresowań selekcjonera był urodzony w 2000 roku Sebastian Walukiewicz.

– Ewolucja tak, rewolucja nie – mówił Jerzy Brzęczek. Mówił to ponad rok temu na swojej pierwszej konferencji prasowej. – Musimy przygotowywać następców, którzy będą brali na siebie odpowiedzialność za grę w trakcie meczów. To coś innego, niż tylko wykonywanie zadań na boisku. Tych młodych zawodników mamy, ale musimy wprowadzać ich z głową, by zachować balans w reprezentacji. Musimy w rozsądny sposób przeprowadzić zmianę pokoleniową, ponieważ kilku piłkarzy w niedługim czasie może zakończyć karierę w reprezentacji – tłumaczył wtedy selekcjoner.

Może teraz, w całym zgiełku, po dwóch meczach bez wygranej i wobec krytyki jaka spadła na reprezentację jeszcze ich na zewnątrz tak dobrze nie słychać. Jednak dawno nie było w kadrze, w spotkaniach o stawkę tylu sygnałów ze strony młodzieży. W końcu dostrzegł je również piłkarz, który w temacie szkolenia i występów juniorskich reprezentacji bywał w ostatnich latach krytyczny. – Ich czas nadchodzi, ale ważne, by go nie marnowali, nie czekali na nic, ale go wykorzystali – powiedział Lewandowski w ostatnich słowach przed wyjazdem ze stadionu. Trudno o lepszą motywację.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności