Aktualności

[ANALIZA] Jak Kamil Glik wzbił się do elity?

Reprezentacja19.04.2017 
Był to pokaz futbolu ofensywnego, akcja za akcję, prawie trzydzieści strzałów i cztery gole – tak AS Monaco w środowy wieczór awansowało do półfinału UEFA Ligi Mistrzów. Z Kamilem Glikiem, który w elitarnych rozgrywkach potwierdza swoją jakość i dopasowanie do zespołu. Obraz, jaki maluje drużyna Leonardo Jardima w tym sezonie jest przejrzysty: ofensywny futbol, gra na pełnej szybkości, odważne wikłanie się w dryblingi i dużo goli. I tak naprawdę charakterystyka Kamila Glika-piłkarza do tego opisu średnio pasuje, choć… tak właśnie miało być. – Wniosłem do drużyny coś nowego, coś, czego brakowało temu zespołowi. Jestem obrońcą idealnie skrojonym dla Monaco – mówił polski obrońca „Przeglądowi Sportowemu” po pierwszym meczu z Borussią Dortmund (3:2).

Transfer Glika należy nie tylko odbierać jako udaną inwestycję, ale właśnie bardzo inteligentnie przeprowadzoną. Ze skautingu Monaco słynie, ale bardziej wewnątrz Francji i na poziomie juniorskim, tymczasem w klubie z księstwa potrafiono spojrzeć na obrońcę Torino poza ustawieniem w jakim gra (z trójką środkowych obrońców), taktyką włoskiej drużyny (pragmatyczną) i dodatkowo zestawić z właściwościami defensorów we własnej drużynie.

Także dla samego Glika to musiała być nowość: w swojej karierze nie grał w drużynie nastawionej tak ofensywnie. Zwykle nie był ustawiony na czterdziestym metrze od swojej bramki, ale bliżej pola karnego, wspierany przez dwóch kolejnych stoperów i defensywnych pomocników. A w Monaco każdy rwie się do ataku: w Ligue 1 przynajmniej jednego gola strzeliło piętnastu zawodników, szesnastu choć raz przy bramce asystowało.

- Gra w drużynie o tak ofensywnym stylu gry wymaga ogromnej pracy – mówił Glik przed rewanżem oficjalnej stronie UEFA. Jednak samo wypisanie jego zadań nie jest skomplikowane: organizowanie defensywy, wybijanie dośrodkowań, ograniczanie zagrożenia, gra blisko napastnika rywali. – Ale Liga Mistrzów wymaga jeszcze większego skupienia przy topowych przeciwnikach – zaznacza Polak.

Im szybsze jest tempo spotkania, im bardziej ofensywnie grają rywale i własny zespół, tym trudniej jest załatać każdą dziurę, zapobiec zagrożeniu. Tymczasem w dwumeczu z Borussią Dortmund Glik robił to znakomicie. W pierwszym spotkaniu wygrał 80% pojedynków, w tym pięć z siedmiu w powietrzu, miał najwięcej wybić (12). W rewanżu zaliczył trzy przechwyty, dziewięciokrotnie wykopywał piłkę z pola karnego, a grający w ataku rywali Pierre-Emerick Aubameyang nie oddał żadnego celnego strzału.

Właśnie w klasyfikacji wybijanych piłek Polak jest liderem zarówno w Ligue 1, jak i w Lidze Mistrzów.  We Francji ustępuje tylko Christopherowi Jullienowi (224 wybicia przy 215 Polaka), w Europie Felipe z FC Porto (76 przy 71 Glika).

Interesującą kwestią jest niska dokładność podań Glika – o ile w Dortmundzie jeszcze było to 65%, to w rewanżu spadła do 39%. Skąd tak niskie wyniki? Po pierwsze, ze względu na wysoki pressing Borussii, brak czasu nawet na przyjęcie, wymianę podań między obrońcami. Po drugie, taktyka Monaco, by na ten pressing odpowiedzieć i szybko przenosić akcję na połowę przeciwnika. Tam nawet przegrać pojedynek główkowy, pozwolić przyjąć piłkę rywalom, ale następnie samemu zaatakować i odzyskać posiadanie.

To również odmiana w grze Glika w porównaniu do tego, jak rozgrywał w Torino i jak wciąż robi to w reprezentacji Polski. Przeciwko Czarnogórze w Podgoricy zaliczył 84% dokładność zagrań, z kolei na Euro 2016 był to poziom nieznacznie wyższy (86%), a w poprzednim klubie oscylował na granicy 90%! Tymczasem w obecnym sezonie Ligi Mistrzów średnio tylko trzy na cztery podania są dokładne. Ale w środę stoperzy Monaco wymienili między sobą jedno zagranie, gdy w Podgoricy z Pazdanem dobili do 35 podań, a w barwach Torino jako środkowy z trójki stoperów rozprowadzał piłkę głównie do kolegów z prawej i lewej strony.

Koniec końców to jedynie statystyki, żaden piłkarz nie gra dla jak najwyższego procentu dokładnych zagrań, a tym bardziej, gdy przyspieszenie akcji jest priorytetem zespołu. Jednak forma oraz sukcesy Monaco z wydatnym udziałem Glika pokazują kolejną z jego cech i to taką, o której mówi się najmniej – zdolność do adaptacji. 29-latek wpasowuje się w odmienne taktyczne pomysły Leonardo Jardima i Adama Nawałki, wcześniej za lidera defensywy miał go obecny selekcjoner reprezentacji Włoch Gian Piero Ventura, którego Torino również grało inaczej. A Glik wchodzi i robi swoje, na dodatek sięgając coraz wyższego poziomu.

A o tym, gdzie dotarł Glik z Monaco świadczą nazwiska innych obrońców półfinalistów Ligi Mistrzów: Sergio Ramos i Pepe z Realu Madryt, Diego Godin i Stefan Savić z Atletico, a także Leonardo Bonucci i Giorgio Chiellini z Juventusu.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży