Aktualności

Piłkawka Białystok – prawdopodobnie najmłodszy prezes z Polsce i tysiąc złotych od babci

PIŁKA DLA WSZYSTKICH09.07.2020 

W sezonie 2020/21 w podlaskiej Klasie A wystąpi nowy na piłkarskiej mapie Polski zespół Piłkawka Białystok. Tworzą go młodzi i bardzo młodzi ludzie, którzy brak doświadczenia nadrabiają entuzjazmem i fantazją. Jak daleko zajadą na tym paliwie?

Nazwa klubu i zespołu wywodzi się od grupy na Facebooku. Od Awangardy Piłkarskiej, zwanej potocznie Piłkawką. Większość członków klubu i zawodników poznała się właśnie udzielając się w jej podlaskim „odłamie”, czyli Piłkarskim Podlasju.

– Spotykaliśmy się, by pograć w hali i na orliku. W pewnym momencie pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobić czegoś więcej? To już nam nie wystarczało. I tak powstał pomysł udziału w Playarenie, który przerodził się później w występ w Regionalnym Pucharze Polski. Nazywaliśmy się wtedy Lwy Białystok, przegraliśmy 1:2 z Włókniarzem Białystok. Mniej więcej w październiku ubiegłego roku już jako Piłkawka zaczęliśmy działać pod kątem występów w A-Klasie. Uznaliśmy, że wrócimy do starej nazwy, żeby podtrzymać to, co zaczęliśmy budować podczas gry w hali. Od tego momentu zaczęliśmy wdrażać plan pod nazwą „A-Klasa” – opowiada prezes klubu Krystian Drozdowski. Niedawno skończył 21 lat, co najprawdopodobniej pozwala mu tytułować się mianem najmłodszego prezesa klubu piłkarskiego w Polsce.

– Bardzo możliwe. Chyba na Śląsku jest prezes z mojego rocznika albo rok starszy. O nikim młodszym nie słyszałem – mówi Drozdowski.

Założenie i zgłoszenie klubu do rozgrywek to sporo biurokratycznych procedur, co zwłaszcza młodym ludziom może podciąć skrzydła i zniechęcić do działania. Piłkawka przebrnęła przez nie w miarę bezboleśnie, choć nie obyło się bez kłopotów.

– Najwięcej czasu zajęły nam procedury związane z rejestracją w KRS-ie. Ciągle trzeba było coś poprawiać. Straciliśmy na to dwa-trzy miesiące, ale było to też dla nas nowe doświadczenie, bo wcześniej nikt z nas przez tę ścieżkę nie przechodził, nie zakładał stowarzyszenia. Było trochę nerwów, ale to wszystko zaprocentuje – twierdzi Drozdowski i dodaje, że klubowi bardzo pomógł też Podlaski Związek Piłki Nożnej. – Zgłaszamy się z prośbą o pomoc. Czy to przy rejestracji klubu, czy w sprawach kursów dla naszego trenera, czy licencji. Nigdy nie było problemów, zawsze mogliśmy liczyć na życzliwe traktowanie, zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci. Jestem w szoku, że aż tak fajnie można było podejść do grupy osób, która chce stworzyć klub piłkarski tak naprawdę z niczego. Nie mieliśmy pojęcia, jak to wszystko wygląda i bardzo klarownie nam to wytłumaczono – cieszy się prezes Piłkawki.

Troska Podlaskiego ZPN-u o nowy klub nie dziwi, tym bardziej że drużyn tam zdecydowanie najmniej w całej Polsce. Coś jednak drgnęło. Poza Piłkawką do nowych rozgrywek zgłosiły się też Turośnianka Turośń Kościelna, rezerwy KS Wasilków i KOS 1984 Rutki. W większości stoją za tym młodzi ludzie.

– Kwiat polskiej młodzieży zaczyna rozkwitać – śmieje się Krystian Drozdowski, który jest też piłkarzem klubu, którym zarządza. – Napastnikiem. Czy pierwszego składu? Wszystko w gestii trenera. Prezes Drozdowski nie będzie wywierał presji, żeby napastnik Drozdowski koniecznie miał miejsce w jedenastce. Trener ma stuprocentowe poparcie zarządu. Jest też zresztą wiceprezesem, więc ma dużo do powiedzenia – wyjaśnia nasz rozmówca.

Piłkawka ligowe mecze będzie rozgrywała w położonej nieopodal Białegostoku Turośni Kościelnej.

– Na tym samym boisku będą występować dwa zespoły: my i Turośnianka. W dodatku jesteśmy w tej samej grupie. Pewnie podejdziemy do tego spotkania zupełnie inaczej niż do innych. Sparing z nimi nam za bardzo nie poszedł, będziemy chcieli się zrewanżować. Gmina przez wiele lat nie miała żadnego klubu piłkarskiego, w tym momencie będzie miała dwa. Kibice są wniebowzięci – przekonuje 21-latek.

Entuzjazm i młodzieńcza fantazja to jedno, ale prowadzenie klubu w rozgrywkach to jak najbardziej realne wyzwanie, któremu trzeba sprostać także jeśli chodzi o finanse.

– Cały czas jesteśmy na etapie ich pozyskiwania i zwiększania. Na razie utrzymujemy się ze składek. Każda osoba co miesiąc płaci 50 złotych. Jeżeli ktoś ma gest i może dołożyć więcej, oczywiście to przyjmujemy. Wspierają nas też rodziny. Na przykład babcia jednego z zawodników postanowiła, że wpłaci nam tysiąc złotych, żeby wnuczek sobie dobrze radził w klubie. Szukamy sponsorów, rozmawiamy też z miastem Białystok i gminą Turośń Kościelna. Trzeba tutaj podkreślić dużą rolę Podlaskiego Związku Piłki Nożnej, ponieważ każdy klub z A-Klasy dostanie dwa tysiące złotych dotacji, co jest bardzo dużą kwotą. Pokryje ona koszty organizacji kilku meczów – chwali tę decyzję prezes Piłkawki.

Białostocka drużyna bardzo poważnie podeszła do debiutanckiego sezonu w oficjalnych rozgrywkach. Przygotowania do niego rozpoczęła już kilka miesięcy temu. Plany zostały jednak pokrzyżowane przez pandemię koronawirusa i związane z nią ograniczenia.

– Było to spore utrudnienie. Start treningów zaplanowaliśmy na marzec, ponieważ spora część zawodników nigdy nie grała na pełnowymiarowych boiskach, więc nie wiedziała, z czym to się je. Chcieliśmy spokojnie wchodzić w trening. Najpierw raz w tygodniu, później dwa, potem może nawet trzy. Kilka dni przed drugim sparingiem dowiedzieliśmy się jednak, że nie ma takiej możliwości i parę miesięcy spędziliśmy w domach. Nie okazało się to jednak całkowicie straconym czasem, ponieważ dogadaliśmy się z trenerem personalnym Adamem Bartosiakiem, który zajął się nami w tamtym okresie. Wysyłał nam różne ćwiczenia na poprawę siły, motoryki i wytrzymałości pod kątem piłkarskim. Ułożył nam również specjalną dietę, która ma nam pomóc w dobrym wejściu w dzień meczowy. Również nasz trener podsyłał nam różne smaczki taktyczne, pod ustawienie na boisku. To wszystko nie zastąpi nam tego, co moglibyśmy przez kilka miesięcy wykonać podczas normalnych treningów na boisku, ale staraliśmy się robić wszystko, co w naszej mocy, żeby ten okres jak najlepiej przepracować – tłumaczy Drozdowski.

Debiutant zapowiada, że zamierza namieszać w czołówce swojej grupy A-Klasy.

– Chcielibyśmy wywalczyć awans, choć na razie jeszcze nie określiliśmy sobie celów. Za nami półtora miesiąca konkretnych treningów i dwa sparingi. Sądzę, że mamy zespół na awans. Przyjdą jednak dłuższe wyjazdy, weekendy w październiku i listopadzie. Jak będzie z dostępnością zawodników? Czy ktoś nie złapie kontuzji, nie będzie pauzował za kartki czy po prostu nie będzie mógł przyjechać na mecz? Nie wiemy. Sezon wszystko zweryfikuje. Celujemy jednak w jak najwyższe miejsce, od samego początku. Oczywiście, niepowodzenia będą boleć. Już w sparingach poznaliśmy smak i zwycięstwa, i porażki. Oba działają na nas motywująco. Nic tak nie cieszy jak wysokie zwycięstwo, ale i nic tak nie smuci jak dotkliwa porażka. Staramy się wszystko obgadywać w zespole, żeby nie było nieporozumień, żeby nikt nie miał do nikogo pretensji. Spotykamy się po meczach, w bardziej kameralnym gronie. Rozmawiamy, analizujemy. Chciałbym, żeby wyróżniała nas dobra atmosfera w zespole, co nie jest normą na tym niskim szczeblu. Jako zarząd od samego początku mieliśmy pomysł, żeby poza sportem, piłką nożną i walką o najwyższe cele, tworzyć rodzinę, która będzie mogła na siebie liczyć w każdym momencie. Czy to na boisku, czy poza nim. Chcemy dążyć, żeby przez piłkę rozwijać inne aspekty naszego życia – podkreśla prezes klubu.

A gdzie Piłkawka będzie za pięć lat?

– Jeżeli nasze początkowe cele uda się zrealizować, to za pięć lat możemy bodajże awansować do I ligi. Byłoby to bardzo przyjemne uczucie. Oczywiście jestem realistą. Jeżeli kilku naszych młodych chłopaków zagości na szczeblu centralnym, na przykład w tej przywołanej I lidze, na pewno pochwalą się, z jakiego klubu się wywodzą – odważnie wybiega w przyszłość Krystian Drozdowski.

Szymon Tomasik

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności