Aktualności

Młode Orły rozgaszczają się w zawodowym futbolu

PIŁKA DLA WSZYSTKICH03.08.2020 
Uczestnicy historycznych zgrupowań Akademii Młodych Orłów coraz śmielej poczynają sobie w zespołach występujących na poziomie centralnym. W sezonie 2019/20 na boiskach ekstraklasy oraz 1. i 2. ligi wystąpiło łącznie 31 zawodników, którzy jeszcze niedawno, mając po 12-13 lat, otrzymywali powołania na akcje szkoleniowe Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Inauguracyjne zgrupowanie Letniej AMO odbyło się na przełomie czerwca i lipca 2014 roku. Jako pierwsi na swój turnus przyjechali do Gniewina chłopcy z rocznika 2003. Po tygodniu ich miejsce zajęli o rok starsi koledzy. Najstarsi zawodnicy, którzy wiekowo kwalifikowali się do uczestnictwa w zgrupowaniach mają więc dzisiaj po 18 lat. Mimo tak młodego wieku ich pozycja w drużynach seniorskich jest coraz mocniejsza.

W kończącym się sezonie 31 uczestników zgrupowań AMO zagrało łącznie w 258 meczach na poziomie centralnym. Na boisku spędzili w sumie 13 921 minut. – Zakładaliśmy, że tych debiutujących piłkarzy będzie dużo. Ich pojawianie się w kadrach meczowych jest wspomagane m.in. przepisem o młodzieżowcu. Należy też wziąć pod uwagę specyfikę końcówki sezonu. Pewne rozstrzygnięcia zapadły już wcześniej i kolejni zawodnicy szybciej otrzymali szansę. Moim zdaniem pokazali się z bardzo ciekawej strony i potwierdzili, że na nią zasłużyli – mówi Marcin Dorna, selekcjoner reprezentacji Polski U-16, który od samego początku współtworzy projekt zgrupowań AMO.

Pierwsze debiuty na poziomie centralnym przyniosła końcówka sezonu 2017/18. Wówczas swoje szanse otrzymało trzech zawodników, każdy z nich na innym poziomie rozgrywkowym. Szlak przetarł Jan Biegański. 14 maja 2018 roku środkowy pomocnik pierwszoligowego GKS-u Tychy pojawił się na boisku w 88. minucie meczu z Rakowem Częstochowa.


Z prawej strony Jan Biegański

Biegański, który na Letnią Akademię w 2015 roku przyjeżdżał jeszcze jako zawodnik klubu Silent Dąbrowa Górnicza, miał w dniu debiutu w 1. lidze dokładnie 15 lat, 5 miesięcy i 10 dni. Jego udział w akcji szkoleniowej PZPN i pierwszy mecz w barwach seniorskiej drużyny GKS-u Tychy dzieliły niecałe 3 lata. – To, że Janek jako pierwszy zadebiutował na poziomie centralnym nie było dla mnie zaskoczeniem. Pozwoliły mu na to budowa ciała, rozwój, ale też okoliczności. To ważne, aby być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie i on w takim się znalazł. Jego kariera rozwija się proporcjonalnie, w tym sezonie strzelił pięknego gola w lidze – zauważa Dorna.

Pięć dni po premierowym występie Biegańskiego doczekaliśmy się pierwszego debiutu w ekstraklasie. W ostatniej kolejce sezonu Michał Rakoczy zmienił odchodzącego z Cracovii do Genoi Krzysztofa Piątka. – To zawodnik, który wyróżniał się na zgrupowaniu w 2014 roku. Wtedy jeszcze przyjechał z innego klubu (UKS 6 Jasło – przyp. red.), grał tam ze starszymi, ale miał duży wpływ na swój zespół. Charakterystyczny i dynamiczny, mam bardzo dobre wspomnienia z pracy z nim – opowiada Dorna.

Tego samego dnia co Rakoczy w ekstraklasie, w drugiej lidze zadebiutował Bartosz Baranowicz (wtedy piłkarz Rozwoju Katowice). Uczestnik Letniej AMO 2016 oraz Zimowej AMO 2017 to zawodnik, któremu dojście od uczestnictwa w zgrupowaniu do pierwszego meczu na poziomie centralnym zajęło najmniej czasu – dokładnie 1 rok, 3 miesiące i 9 dni.

W kolejnym sezonie (2018/19) Baranowicz regularnie występował na trzecim poziomie rozgrywkowym. W dwóch ostatnich kolejkach dołączył do niego jego klubowy kolega Mateusz Chmarek. Napastnik stał się tym samym najmłodszym piłkarzem z przeszłością na zgrupowaniu (Letnia AMO 2016), który zadebiutował na poziomie centralnym. Było to 11 maja 2019 roku, a piłkarz Rozwoju miał wówczas 15 lat, 2 miesiące i 27 dni. W swoim premierowym meczu od razu strzelił gola, co automatycznie czyni go również liderem statystyki najmłodszych strzelców.

Zarówno Chmarek, jak i Baranowicz w świeżo zakończonym sezonie 2019/20 nie grali na poziomie centralnym – pierwszy nieźle radził sobie w barwach Rozwoju w Centralnej Lidze Juniorów U-17 (9 goli), drugi jesienią wystąpił w ośmiu meczach rezerw Górnika Zabrze w trzeciej lidze.


Wrzesień 2016 r. Baranowicz w trakcie meczu Polski U-14 z Litwą U-14

Mateusz Chmarek to jeden z ośmiu piłkarzy z przeszłością na zgrupowaniach AMO, którzy zadebiutowali na poziomie centralnym w sezonie 2018/19. Oprócz niego byli to także: Filip Marchwiński (Lech Poznań), Aleksander Buksa (Wisła Kraków) i Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin) w ekstraklasie, Jakub Bieroński (Podbeskidzie Bielsko-Biała) i Kajetan Szmyt (Warta Poznań) w 1. lidze oraz Arkadiusz Pyrka (Znicz Pruszków) i Mikołaj Biegański (Skra Częstochowa) w 2. lidze.

Szczególnie udany był przypadający na 16 grudnia 2018 roku debiut Marchwińskiego. Piłkarz Lecha okrasił go bramką, a jego zespół pokonał 6:0 Zagłębie Sosnowiec. To pierwszy z uczestników zgrupowań AMO (brał udział w letnich edycjach w 2014 i 2015 roku) z golem na poziomie centralnym.

Marchwińskiego, Buksę i Kozłowskiego zna dzisiaj każdy kibic ekstraklasy. Bieroński, Szmyt, Biegański i Pyrka szerszej publiczności jeszcze się nie przedstawili. Robią jednak dużo, by wkrótce tak się stało. Pomocnik Podbeskidzia strzelił niedawno swojego premierowego gola w 1. lidze, a w przyszłym sezonie prawdopodobnie stanie przed szansą debiutu w ekstraklasie. Szmyt jako jedyny piłkarz z grona tych, którzy uczestniczyli w przeszłości w zgrupowaniach AMO, wystąpił na poziomie centralnym w dwóch różnych drużynach (pomijamy w tym miejscu zawodników poznańskiego Lecha – Marchwińskiego, Jakuba Kamińskiego oraz Filipa Szymczaka, którzy w ubiegłym sezonie grali w ekstraklasie oraz w drugoligowych rezerwach swojego klubu). W sezonie 2019/20 Szmyt był wypożyczony z Warty do Górnika Polkowice, dla którego rozegrał 7 meczów. Biegański bardzo szybko, bo 2,5 miesiąca po 15. urodzinach, zadebiutował w seniorach. Jego Skra Częstochowa była wtedy jeszcze w 3. lidze, a bramkarz znajdował się w kadrze zespołu, gdy ten świętował awans. Na boiskach drugiej ligi zaczął bronić regularnie od 1. kolejki sezonu 2018/19. Dokładnie tego samego dnia co Biegański na poziomie centralnym zadebiutował Arkadiusz Pyrka. W sezonie 2019/20 skrzydłowy rozegrał 27 meczów w Zniczu Pruszków. To najwięcej w barwach jednego zespołu spośród wszystkich uczestników akcji AMO. W przypadku Kuby Kamińskiego spotkań tych było co prawda aż 30, ale w dwóch zespołach: 24 w ekstraklasie, a pozostałe 6 w drugiej lidze.

Pyrka na Letniej AMO pojawił się w 2014 roku. Potem nie był już powołany ani edycję 2015, ani do młodzieżowych reprezentacji Polski. – To przykład i wskazówka dla innych, że miejscem rozwoju wcale nie musi być największa akademia czy klub ekstraklasowy. Można, w pewnym sensie dookoła, budować swoją pozycję na poziomie piłki drugoligowej. Doświadczenie gry na przestrzeni całego sezonu na pewno sprawiło, że dzisiaj jest lepszym piłkarzem – tłumaczy Marcin Dorna. Dlaczego Pyrka po 6 latach od uczestnictwa w Letniej AMO i wczesnym debiucie w 2. lidze nie ma na koncie żadnego występu w narodowych barwach? – Monitorujemy wszystkich piłkarzy, którzy byli na naszych akcjach. Na jednym zgrupowaniu AMO jest 80 piłkarzy z rocznika. Na kolejnym podobnie, z tym że dochodzi rotacja i ta grupa nie pokrywa się w całości. W projektach uczestniczy zatem ponad 100 zawodników z danego rocznika. Nie jest możliwe, aby każdy z nich otrzymywał powołania do reprezentacji juniorskich. W eliminacjach U-17 finalnie może zagrać maksymalnie 20 piłkarzy – odpowiada selekcjoner reprezentacji U-16.

W maju Arkadiusz Pyrka został wzięty pod naszą lupę w magazynie 2. ligi (od 09:01 na poniższym filmie):

Skrzydłowy Znicza w tym sezonie trafiał do siatki dwukrotnie. Łącznie piłkarze pamiętający zgrupowania AMO strzelili na poziomie centralnym w ostatnim sezonie 34 gole. Na listę strzelców przynajmniej raz wpisywało się dziewięciu zawodników. Najskuteczniejszym z nich był Filip Szymczak z rezerw Lecha Poznań. 12 bramek dało mu szóste miejsce w klasyfikacji strzelców 2. ligi. Napastnik otrzymał też szansę na strzelenie gola w ekstraklasie, co jednak na razie mu się nie udało. Udało się natomiast jego kolegom. Filip Marchwiński w ekstraklasie zanotował 3, a w drugiej lidze 2 trafienia, z kolei Kuba Kamiński zdobył odpowiednio 4 i 2 bramki.


Filip Szymczak


Jakub Kamiński

Swojego gola w ekstraklasie strzelił też Iwo Kaczmarski z Korony Kielce. Dokonał tego 18 lipca br. w meczu przeciwko ŁKS-owi. Miał wtedy 16 lat, 3 miesiące i 2 dni, co czyni go najmłodszym strzelcem na najwyższym poziomie rozgrywkowym spośród uczestników akcji szkoleniowych organizowanych przez PZPN. W przeszłości pomocnik brał udział w Letniej AMO 2017 oraz Zimowej AMO 2017 i 2018.

Co ciekawe, Kaczmarski nie był pierwszym debiutantem z rocznika 2004 w ekstraklasie. Uprzedził go Kacper Urbański z Lechii Gdańsk. Uczestnik Letniej Akademii 2016 swój pierwszy występ zanotował 21 grudnia ubiegłego roku. Miał wtedy 15 lat, 3 miesiące i 14 dni. Żaden z zawodników z przeszłością na zgrupowaniach AMO nie zadebiutował w ekstraklasie tak młodo.


Iwo Kaczmarski

Trzech debiutantów w sezonie 2017/18, kolejnych ośmiu w 2018/19, a w ostatnim ich łączna liczba się potroiła. Swoje wejście do seniorskiej piłki w trzech najwyższych ligach zaliczyło tym razem 22 piłkarzy, którzy wzięli udział w przynajmniej jednym zgrupowaniu Akademii Młodych Orłów. Najwięcej w Lechu II Poznań (8), a mniej licznie w: Legii Warszawa (3), Jagiellonii Białystok, Koronie Kielce, Lechii Gdańsk i Pogoni Szczecin (po 2) oraz Zagłębiu Lubin, Stali Mielec i Warcie Poznań (po 1).

Nazwy wymienionych powyżej drużyn pokazują, że zawodnicy wyselekcjonowani na wczesnym etapie przez trenerów i skautów Polskiego Związku Piłki Nożnej często trafiają do wiodących krajowych akademii. O ile oczywiście już wcześniej w nich nie trenują. Przykłady? Świeżo upieczeni mistrzowie Polski Ariel Mosór, Radosław Cielemęcki i Szymon Włodarczyk na swoje pierwsze zgrupowanie AMO przyjeżdżali kolejno z Unii Warszawa, Górnika Wałbrzych i SEMP-a Warszawa. Z kolei Jakub Kamiński został dostrzeżony jako gracz Szombierek Bytom.


Z prawej strony Ariel Mosór


Mosór podczas Zimowej AMO 2017

W tym roku, gdyby nie pandemia, na Letniej Akademii Młodych Orłów po raz pierwszy pojawiliby się zawodnicy urodzeni w 2008 roku. – W Polsce wcześnie diagnozujemy talenty. Cieszymy się z tego, jak pod tym względem wyglądamy na tle innych europejskich krajów. Ma to swoje przełożenie na drogę klubową tych zawodników. Niejednokrotnie widzieliśmy, jak zmieniali kluby z mniejszych miejscowości na profesjonalne akademie. Widzimy też jak dużym bodźcem dla zawodnika i jego otoczenia jest powołanie na zgrupowanie AMO – mówi Dorna.

Warto w tym miejscu zauważyć, że na pierwszej akcji danego rocznika zawsze obowiązuje parytet związany z liczbą powołanych z poszczególnych województw. Z każdego zapraszanych jest po 5 chłopców. – Robimy tak z uwagi na fakt, że poza aspektem szkoleniowym bardzo ważny jest również aspekt motywacyjny. Jeśli chłopiec z małej akademii trafia na takie zgrupowanie, to zgodnie z naszymi założeniami staje się później pewnego rodzaju ambasadorem profesjonalnej pracy w swoim środowisku. Okoliczne kluby i trenerzy widzą, że skoro zawodnik z sąsiedniej szkółki może trafić na ogólnopolską konsultację, to ich podopieczny też ma szansę. To pozytywne i niewymierne efekty naszej pracy. Oczywiście trzeba tutaj docenić i uszanować pracę klubów, bo to tam zawodnicy przebywają na co dzień. To tam opiekują się nimi coraz lepiej wykształceni trenerzy. A naszą rolą jest, poza wskazaniem drogi dla tych zawodników, analiza ich atutów i deficytów. W pewnych okolicznościach można bowiem dokonać bardziej obiektywnej oceny. Jeżeli ktoś przerasta umiejętnościami rówieśników w swojej akademii, to niektóre deficyty widać dopiero wtedy, gdy skonfrontuje się go z innymi dobrymi zawodnikami. Tak właśnie dzieje się na Letniej AMO. Następnie w rozmowie z trenerem klubowym wskazujemy obszary, w których dany zawodnik powinien się rozwijać, żeby móc stać się zawodnikiem na najwyższy poziom. Jesteśmy zadowoleni z tego, jak układa się ta współpraca – wyjaśnia Dorna.

Ponad 30 zawodników z akcji AMO jest już po debiucie na poziomie centralnym, a niewykluczone, że byłoby ich więcej. Część uczestników zgrupowań Akademii Młodych Orłów to bowiem zawodnicy znanych europejskich klubów. Łukasz Bejger (Manchester United), Jakub Ojrzyński i Mateusz Musiałowski (obaj Liverpool), Mateusz Łęgowski (Valencia) oraz Patryk Peda (SPAL) kilka lat temu przyjeżdżali do Gniewina kolejno z KP Piłkarz Golub-Dobrzyń, Korony Kielce, Skry Częstochowa, Gola Brodnica i Legii Warszawa. Dzisiaj marzą o występach w Premier League, Primera Divison i Serie A.

Debiut w lidze włoskiej ma już za sobą klubowy kolega i rówieśnik Pedy, Jakub Iskra. To obrońca, który jest powoływany do młodzieżowych reprezentacji Polski, ale w zgrupowaniu AMO nigdy nie uczestniczył. Podobnie zresztą jak mający za sobą pierwsze występy w ekstraklasie Daniel Hoyo-Kowalski (Wisła Kraków), Daniel Szelągowski i Jakub Górski (obaj Korona Kielce) czy Filip Dymerski (Lechia Gdańsk). Wszyscy oni rocznikowo kwalifikowali się do zaproszenia, ale z różnych powodów nie pojawili się na akcji AMO. Dlaczego tak się stało? – Po pierwsze, możemy powołać ograniczoną liczbę zawodników, a przecież w danym roczniku trenuje kilkanaście tysięcy chłopców. Druga sprawa to precyzja selekcji, nad którą pracujemy. Rozbudowaliśmy system selekcji, już po pierwszej Letniej Akademii zatrudniliśmy skautów. Kolejna rzecz mająca znaczenie to dysproporcja w rozwoju poszczególnych zawodników. Niektórzy dojrzewają nieco później i dla nich mamy dzisiaj specjalny projekt Future – tłumaczy Dorna i kontynuuje: – Takie nazwiska będą się pojawiać. Byłoby czymś nienaturalnym, gdybyśmy w wieku 12 czy 13 lat zamknęli selekcję i powiedzieli: „ok, spośród tych kilkudziesięciu będziemy wybierać tych, którzy będą stanowić o polskiej piłce”. Gdy zaczynałem pracę z rocznikiem 2003 w kadrze U-15, to przygotowaliśmy statystyki dotyczące tego, w których projektach uczestniczyli poszczególni zawodnicy. Daniel Hoyo-Kowalski trafił do reprezentacji U-15 od jej pierwszego zgrupowania w listopadzie 2017 roku. Debiutował w meczu z Irlandią w Dublinie. Trafił więc do nas chwilę po wyjściu jego rocznika z cyklu zgrupowań AMO. Od tego czasu jest etatowym reprezentantem. Niech to będzie sygnał dla wszystkich zawodników. Że tej motywacji nigdy nie można tracić. Jeżeli nie ma mnie dzisiaj na liście powołanych, to nie znaczy, że mam przestać pracować. To właśnie praca sprawiła, że w pewnym momencie wymienieni zawodnicy znaleźli się przed tymi, których wcześniej ktoś uznał za bardziej utalentowanych.


Daniel Hoyo-Kowalski

Obecnie z pierwszymi zespołami zaczynają trenować już zawodnicy z rocznika 2005. W meczu 34. kolejki 1. ligi na ławce Radomiaka zasiadł Marcel Szymański, który w lutym skończył 15 lat. – Dynamicznie to wszystko przyspiesza. To fajna tendencja. Spora grupa kolejnych zawodników czeka na swoje szanse i dostanie je w przyszłym sezonie. Będą wśród nich ci, którzy brali udział w naszych projektach, ale pojawią się też kolejni – nie ma wątpliwości selekcjoner reprezentacji U-16.

W tym roku miała się odbyć siódma edycja Letniej Akademii Młodych Orłów. Z biegiem czasu wystartowały również edycje zimowa (od 2017 roku), jesienna (od 2018 r.) oraz wiosenna (od 2019 r.) i teraz wszystkie one tworzą roczny cykl. Obecnie w cyklu tym znajdują się chłopcy z roczników 2007 i 2008. Ci drudzy przez pandemię nie mieli jeszcze okazji pojawić się na zgrupowaniu. – Mamy nadzieję, że wszystko wróci do normy i kolejne akademie się odbędą. Za chwilę zawodnicy, którzy teraz powinni na nie przyjeżdżać dojdą do poziomu centralnego. Czasami mamy takie wrażenie, że chłopcy są jeszcze bardzo młodzi, a za chwilę widzimy ich debiutujących na boiskach ekstraklasy – kończy Dorna.

Rafał Cepko

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności