Aktualności

[Bohaterowie z boiska] Bagaż doświadczeń przepustką do zawodowego futbolu

PIŁKA DLA WSZYSTKICH26.10.2020 
Z początkiem października w Krośnie ruszyły zajęcia piłkarskie dla osób niepełnosprawnych. Prowadzi je Jakub Popielarz, którego najbardziej zagorzali fani ekstraklasy mogą pamiętać z kilku występów w Lechii Gdańsk. Okazuje się, że 30-latek, który szybko zakończył zawodowe granie, bardzo prężnie działa na rynku akademii piłkarskich, nieustannie dążąc do realizacji swoich nowych, trenerskich celów.

Popielarz swoje piłkarskie marzenia porzucił już przed kilkoma laty. O te trenerskie zamierza walczyć znacznie dłużej. W tym celu angażuje się w różne projekty.

Sieć jego akademii zapewnia możliwość treningów setkom dzieci z małych miejscowości i wsi na Podkarpaciu. W swoich ukochanych Karpatach Krosno prowadzi zdolną grupę z rocznika 2007. Od blisko miesiąca organizuje też zajęcia dla dzieci i młodzieży z różnego rodzaju niepełnosprawnościami.

Każda z tych aktywności daje mu mnóstwo radości. Popielarz czerpie z nich coś, co jego zdaniem jest nie do przecenienia i o czym podczas naszej rozmowy mówił wielokrotnie – doświadczenia. Te swoje zbiera już od 13. roku życia.

Junior w mieleckim internacie

Po ukończeniu szkoły podstawowej Kuba wyprowadził się z domu. Rodzinne Krosno zamienił na oddalony o niespełna 100 kilometrów Mielec. W mieście, w którym w latach 70. ubiegłego wieku dwukrotnie świętowano tytuł mistrza Polski zdobyty przez Stal, właśnie uruchomiono Szkołę Mistrzostwa Sportowego im. Grzegorza Lato. Talent Popielarza, dotychczas trenującego w Krośniance, został dostrzeżony przez mieleckich trenerów. Ci nie mieli wątpliwości, że przejście do SMS-u będzie najlepszym rozwiązaniem dla rozwoju 13-latka. Kuba nie krył swych obaw, ale ostatecznie podjął z rodzicami decyzję o przeprowadzce i całkowitym przemodelowaniu swojego dotychczasowego życia.

– Mieszkając w internacie musiałem mierzyć się z tęsknotą. Byłem bardzo mocno związany z rodziną i kolegami. Odległość między Mielcem i Krosnem nie jest może ogromna, ale nie pozwalała na częste spotkania – opowiada Popielarz.

Nastolatek zacisnął zęby i mimo trudności przetrwał ciężki okres, głównie dzięki wsparciu rodziców, bez których – jak sam podkreśla – niczego by nie osiągnął. Opłaciło się. Cztery lata później razem z kolegami z klasy sięgnął po mistrzostwo Polski juniorów młodszych. Podczas turnieju finałowego został mu ponadto przyznany tytuł MVP. A konkurencję do tego wyróżnienia miał niemałą. W jego drużynie grał wówczas m.in. Kamil Rado, który później trafił do krakowskiej Wisły i wygrał w jej barwach rozgrywki ekstraklasy. Kamil niedawno był bohaterem naszego mini-cyklu „Mistrzowie drugiego planu”. Tekst o nim możecie przeczytać TUTAJ. 

Po sukcesach juniorskich Rado i Popielarz szybko trafili do klubów ekstraklasowych. I równie szybko z nich odchodzili. – Od kilku lat nie ma nas w piłce profesjonalnej. Zawodowo do tej pory gra za to nasz kolega z rocznika, Maciek Domański. Nasze przykłady pokazują, jak różna i przewrotna może być kariera piłkarska. Ta droga zawsze jest inna i może być naprawdę wyboista. Kiedy my z Kamilem debiutowaliśmy w Lechii i Wiśle, Maciek jeszcze długo grał w trzeciej i drugiej lidze. Na najwyższym szczeblu zadebiutował dopiero na początku ubiegłego sezonu, mając blisko 29 lat. W tym sezonie jest podstawowym zawodnikiem Stali Mielec. W futbolu czasami trzeba wykazać się niezwykłą cierpliwością, aby po latach zebrać owoce ciężkiej pracy – mówi Popielarz.


Maciej Domański - kolega Kuby Popielarza z czasów juniorskich. Fot. Łączy nas piłka

30-letni dziś Kuba nie ukrywa, że w przypadku złotej ekipy z mieleckiego SMS-u gigantyczną rolę odegrał trener Witold Karaś, znany z doskonałego podejścia do młodych zawodników. Debiuty wychowanków na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce to w dużej mierze jego zasługa.

Popielarzowi doświadczenia zdobyte w juniorskich czasach pozwoliły zrobić kolejny krok do przodu. – Jestem przekonany, że bez tego etapu w Mielcu nigdy nie przeszedłbym do Gdańska – twierdzi Kuba.

Młody piłkarz w ekstraklasowym klubie

Zanim Popielarz wyjechał na drugi koniec Polski, zdążył rozegrać 38 meczów w III lidze. Najpierw w Stali Mielec, a następnie w Karpatach Krosno. Do Lechii dołączył zimą 2010 roku, zasilając zespół występujący w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy.

Jego debiut w nowej drużynie przypadł na mecz z Polonią w Warszawie. Kuba nie wspomina tego dnia najlepiej. Młodzi lechiści przegrali 0:3.

Nieco ponad pół roku później nasz bohater ponownie zjawił się na Konwiktorskiej. Tym razem zamiast Damiana Tofila jego partnerem w środku pomocy był Łukasz Surma. Na boisku najjaśniej błyszczeli z kolei Abdou Razack Traore (Lechia) i Adrian Mierzejewski (Polonia). Wygrany 2:1 mecz w ramach 12. kolejki ekstraklasy był dla Popielarza drugim występem w seniorskiej drużynie Lechii, a pierwszym, w którym zagrał od początku.

Łącznie w biało-zielonych barwach pomocnik uzbierał 5 ligowych spotkań, w których Lechia zdobyła 12 punktów. – Zawrotnej kariery nie zrobiłem, ale przez te 2-3 lata w kadrze pierwszego zespołu Lechii faktycznie byłem. Możliwość samych treningów z zawodnikami pokroju Łukasza Surmy to niezwykle cenne doświadczenie. Wszystko, co zaobserwowałem, czego mogłem dotknąć – dzięki temu teraz na krośnieńskim poletku mogę pokazywać ten nieco wyższy standard – podkreśla Popielarz.


Fot. archiwum prywatne Jakuba Popielarza

Do pewnego momentu u Kuby wszystko zdawało się podążać we właściwym kierunku. Co zatem sprawiło, że jego licznik w ekstraklasie zatrzymał się na 5 występach?

– Po latach patrzę na to inaczej. Jestem teraz po drugiej stronie, bo zostałem trenerem. Analizując to wszystko na chłodno, trochę dziwi mnie fakt, że trener Kafarski powiedział „A”, a potem się wstrzymał. Mecze, w których dostałem szansę były w moim wykonaniu dobre, jak na debiutanta można nawet powiedzieć, że dołożyłem od siebie coś ekstra. Później wiele było spotkań, w których wynik był przesądzony – czy to w jedną, czy w drugą stronę. A mimo to nie podnosiłem się z ławki. Zniknąłem. Raz, że nie było woli trenera, aby na mnie stawiać, a dwa – doznałem urazu kolana, który wyeliminował mnie na dość długo – tłumaczy 30-latek.

Kontuzjowany zawodnik udał się na konsultację medyczną do doktora Domżalskiego, znanego łódzkiego ortopedy. Po powrocie do Gdańska zastał nowego trenera. Z Pawłem Janasem Kuba się minął, bo jak sam przyznaje najczęściej leżał wtedy na kozetce i się rehabilitował.

Kolejnym szkoleniowcem Lechii został Bogusław Kaczmarek. Doświadczony trener zorganizował dwutygodniowe treningi dla wszystkich zawodników Lechii, którzy, podobnie jak Popielarz, byli po kontuzjach lub wracali z wypożyczeń. – Dano nam szansę, żeby jeszcze raz się pokazać. Zbudowałem wtedy dość dobrą formę i byłem pewien, że zostanę powołany na obóz pierwszego zespołu. Rzeczywistość okazała się inna – wspomina Kuba.

Opowiadając o gdańskich czasach 30-latek nie może pominąć pewnej bardzo ważnej osoby: – W tamtych czasach trzymałem się z Aleksandrem Sazankowem. Przyszedł do Lechii z Dinama Mińsk, rok wcześniej grał w Lidze Europy. Był mocnym strzałem transferowym, w dodatku był ode mnie o 6 lat starszy, a mimo to zakolegowaliśmy się. Przez chwilę nawet razem mieszkaliśmy.

Znajomość z Sazankowem i cały pobyt w Trójmieście to dla Jakuba Popielarza kolejne cenne doświadczenia. – Wszystko, co tam się wydarzyło zapisuję na plus. Gdybym nie ruszył się z Krosna, nie nauczyłbym się tak wiele.

Początkujący trener i założyciel akademii

– Po Lechii wróciłem na Podkarpacie. Trafiłem do Stali Stalowa Wola. Graliśmy w drugiej lidze, ale nie ukrywam, że ja byłem już przyzwyczajony do innych standardów. Dotarło do mnie, że jeśli chcę być jeszcze blisko dużej piłki, to muszę przejść na drugą stronę i zostać trenerem. W 2013 roku, w czasie gry w Stali, zdobyłem swoją pierwszą licencję trenerską i założyłem akademię piłkarską w Krośnie. Przez kolejne dwa sezony rozkręcałem ją, grając jeszcze w trzecioligowych Karpatach, do których przeszedłem ze Stali – opowiada Popielarz.

Akademia Piłkarska Vivio działa zamaszyście. W pewnym momencie była aktywna w blisko 40 lokalizacjach na terenie całego województwa. Czas przeszły nie jest tu przypadkowy, choć wszyscy mają nadzieję, że tylko tymczasowy. Obecnie działanie niektórych ośrodków jest zamrożone przez szalejącą pandemię. – To dla nas okres stagnacji. Bywa, że spotykamy się ze strachem dzieci, rodziców i dyrektorów szkół, którzy niechętnie udostępniają sale na zajęcia – nie kryje założyciel akademii.

Pierwotnie krośnieńska akademia Popielarza nie różniła się zbytnio od swoich konkurentek. Z czasem, wychodząc naprzeciw potrzebom dzieci z mniejszych miejscowości takich jak np. Haczów czy Iwonicz Zdrój, zaczęła ewoluować. Grupy treningowe zaczęły powstawać w kolejnych miejscach, dzięki czemu dzieci nie muszą dojeżdżać do ośrodków oddalonych o 30-40 kilometrów.

A wszystko zaczęło się nieco przypadkowo, od rozmowy z dziadkiem jednego z zawodników. – Regularnie przywoził na zajęcia wnuka i jego kolegów z Krościenka Wyżnego. Zapytał, czy istniałaby szansa na prowadzenie treningów dla tej grupy bliżej ich miejsca zamieszkania. I się zaczęło. Potem była kolejna miejscowość, kolejna i kolejna. Sam fakt treningów w małych miejscowościach jest bardzo pozytywny. Zarażamy pasją do piłki wszystkich, bez względu na to, skąd pochodzą – chwali się nasz bohater.

Wraz z rozwojem struktur akademii zadbano również o element rywalizacji. Powstała Vivio Liga Lokalizacji, w ramach której odbywa się cykl turniejów dla każdej z grup spod szyldu Vivio. Każdy zespół występuje w nich w strojach z nazwą swojej miejscowości. Dla małych gmin to ważny aspekt promocji. Z kolei dla osób zarządzających akademią piłkarskie pikniki stanowią doskonałą okazję do obserwacji wszystkich zawodników zrzeszonych w AP Vivio. Najzdolniejsi są zapraszani do punktu głównego w Krośnie i reprezentują akademię podczas różnych turniejów regionalnych i ogólnopolskich.


Vivio Liga Lokalizacji cieszyła się przed wybuchem pandemii świetną frekwencją


Z synem Adasiem oraz "Kapkiem" - maskotką AP Vivio

W akademii Popielarza szkolą się dzieci między 5. a 10. rokiem życia. Później przechodzą do Karpat. – Obecnie w Karpatach drużyny z roczników 2005-10 są oparte na absolwentach Vivio. To oczywiste, że te drużyny z czasem się zmieniają – ktoś odchodzi, ktoś inny przychodzi – mówi Kuba i dodaje, że taka współpraca jest możliwa na podstawie trójstronnej umowy między AP Vivio, Karpatami oraz MOSiR-em Krosno.

Stażysta w znanych klubach z Niemiec i Hiszpanii

Przez pierwsze miesiące funkcjonowania akademia nosiła nazwę Bardomed, od firmy, która ją wówczas wspierała. Z czasem sponsorem tytularnym zostało Vivio z branży zdrowej żywności. Właścicielami tej firmy jest młode małżeństwo pasjonujące się futbolem. Ich pomoc nie ogranicza się tylko do finansów, ale jest rozszerzona także na kwestie marketingowe.

Dla Kuby znajomość z Sylwią i Radkiem jest nie do przecenienia. Dwa lata temu dzięki swoim kontaktom umożliwili Popielarzowi zdobycie kolejnych cennych trenerskich doświadczeń. – Oni mieszkają w Hiszpanii, a ich dwaj synowie grają w akademii Elche. Kiedy razem z rodziną byliśmy u nich na wakacjach, umożliwili mi staż w grupach dziecięcych tego klubu. Pewnego dnia po zajęciach, w których brałem udział, postanowiłem zza ogrodzenia obejrzeć trening pierwszej drużyny. Sprawdziłem w telefonie, kto jest jej trenerem. Wyskoczyło mi nazwisko Pacheta. Skojarzyłem, że pracował kiedyś w Koronie Kielce. To mnie skłoniło, żeby mu się przedstawić. Powiedziałem, że jestem z Polski i przyjechałem tu z rodziną do znajomych na wakacje, w czasie których odbywam staż w akademii. Zapytałem o możliwość uczestnictwa w zajęciach prowadzonego przez niego zespołu. Zgodził się od razu. Miałem dostęp do wszystkich treningów, włącznie z tym taktycznym przed meczem ligowym. Podczas tych zajęć zainteresowała się mną służba techniczna, która chciała mnie wyprosić z trybun. Wtedy interweniował trener, który powiedział, że mam prawo obserwować trening. Pozwolił mi też na nagrywanie zajęć – relacjonuje Kuba.

Tak oto, zupełnym przypadkiem, dzięki śmiałości i odwadze, otrzymał niesamowitą szansę zebrania nowych doświadczeń. Rok później po naukę pojechał do Niemiec. Mieszkający tam jego kolega Bartek pomógł mu w odbyciu stażu w Bayerze Leverkusen.

Wzór i wychowawca w „Grupie Mistrzów Świata”

Jakub Popielarz jako zawodnik wciąż figuruje w kadrze A-klasowej Iskry Iskrzynia. Ostatnio brakuje mu jednak czasu na udział w treningach i meczach. Jak sam podkreśla, niedawno powiększyła mu się rodzina i to ona zawsze ma priorytet. Jeśli dodamy do tego prowadzenie własnej akademii, projektu „Piłkarskiego Treningu Indywidualnego” oraz drużyny z rocznika 2007 w Karpatach, to rzeczywiście miejsca na inne aktywności pozostaje niewiele. A jednak Kubie udało się znaleźć jeszcze godzinę tygodniowo na nowe przedsięwzięcie.


Karpaty Krosno r. 2007

Z początkiem października Popielarz został trenerem „Grupy Mistrzów Świata”, czyli dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami.

– Któregoś dnia na Facebooku pojawił się post pani Sabiny Grygolec, która szukała trenera chętnego do poprowadzenia zajęć dla niepełnosprawnych dzieci. Ktoś mnie polecił i oznaczył w komentarzu. A dla mnie dobro dzieci jest najważniejsze. Nie mogłem pozostać obojętny. Na początku chciałem wykorzystać swoje kontakty, przygotować grupę i przekazać ją do prowadzenia komuś zaufanemu. Ale po trzech treningach jestem przekonany, że dopóki moje plany zawodowe pozwolą, będę chciał robić to sam. Pragnę pomóc tym dzieciom – deklaruje 30-latek.


Fot. Tomasz Jefimow


Fot. Tomasz Jefimow

Kuba traktuje tę inicjatywę także jako – a jakże – możliwość zdobycia nowych doświadczeń. – Poszerzam horyzonty. Tą godziną w ciągu tygodnia chcę dać radość dzieciom i ich rodzicom, którzy na co dzień napotykają na różne trudności. Widok swojej pociechy pokonującej na boisku kolejne bariery wywołuje najszczersze uśmiechy.

Uczestnicy zajęć tworzą zróżnicowaną grupę. W treningach biorą udział dzieci w wieku od 6 do 17 lat, bez względu na płeć, umiejętności czy stopień niepełnosprawności.

Po trzech spotkaniach na boisku trener już widzi postępy młodych piłkarzy i z dumą o nich opowiada: – Tor przeszkód, który na pierwszych zajęciach był całkowitą nowością, w ostatnią sobotę dzieci pokonywały już niemal całkowicie samodzielnie. Nieprzypadkowo nazwaliśmy ich mistrzami świata. Dla mnie one naprawdę nimi są. A w nagrodę za swoje zaangażowanie mają swoją drużynę, z którą się utożsamiają.

Aspekt społeczny jest dla pomysłodawców „Grupy Mistrzów Świata” kluczowy. Boisko naprawdę potrafi w tym zakresie zdziałać cuda. – Mamy już tego przykład. Jeden z chłopców umówił się ze swoim kolegą, że będą razem uczestniczyć w treningu. Niestety kolega ten nie dotarł, w związku z czym Tomek nie chciał wyjść na boisko. Podszedłem do niego i głęboko spojrzałem mu w oczy. Z wyczuciem przekonałem go do udziału w zajęciach. Przetrenował cały trening, był bardzo szczęśliwy. Na kolejne zajęcia przyprowadził Kacpra, czyli kolegę, którego wcześniej zabrakło. Tata Tomka opowiadał mi później, że jego syn w trakcie pandemii totalnie się zablokował i nie chciał wychodzić z domu. Piłka pozwoliła mu przełamać tę barierę. Cieszę się, że za sprawą tych zajęć dzieci i rodziców spotyka coś pozytywnego – mówi Popielarz.


Fot. Michał Rysz


Fot. Michał Rysz

Obecnie, po trzech tygodniach od rozpoczęcia zajęć, bierze w nich udział kilkanaście dzieci. W planach jest stworzenie herbu zespołu i zamówienie jednolitych strojów piłkarskich. W pomoc przy grupie angażowane są różne osoby. W ostatnią sobotę trener Popielarz mógł liczyć na wsparcie swoich podopiecznych z Karpat: – Mamy z zespołem swój czat na Facebooku. Po pierwszych zajęciach z „Mistrzami Świata” wrzuciłem tam zdjęcie. Byłem ciekawy, co odpiszą, bo jak wiadomo 13-latkowie miewają różne pomysły. Ich reakcja dodała mi jeszcze większej otuchy. Odpisywali, że to świetna inicjatywa i że służą pomocą, gdybym czegoś potrzebował. Tak też zrobiłem. Na ostatnich zajęciach asystowało mi czworo zawodników z Karpat, w tym Ania Skrzypczyk, trenująca na co dzień w chłopięcej drużynie pod moimi skrzydłami. To kolejna odsłona tego, co robimy. Dzieci z niepełnosprawnościami są blisko tych, którzy trenują od wielu lat. Dzieciom zdrowym otwieramy natomiast w ten sposób głowy i przygotowujemy je społecznie.

Trener seniorów w zawodowym klubie?

Wszystko, czego do tej pory doświadczył w swoim życiu Popielarz jest dla niego o tyle istotne, że w przyszłości planuje on trenować drużyny seniorskie. – Prowadzenie akademii i zabawę z dziećmi traktuję jako ważny przystanek. Będąc młodym zawodnikiem miałem swoje marzenia i teraz, gdy jestem trenerem, jest dokładnie tak samo. Mam 30 lat i od siedmiu prowadzę akademię. Cały czas się rozwijam, zbieram nowe doświadczenia. W zeszłym roku skończyłem kurs UEFA A. Kolejnym szczebelkiem jest UEFA Elite Youth, a docelowo marzę o pracy z seniorami. Wiem, że to nie będzie łatwe i wymaga zgrania wielu elementów – wiedzy, osobowości, kontaktów i szczęścia – kończy Popielarz.

***

Treningi „Grupy Mistrzów Świata” odbywają się w każdą sobotę. Godziny i lokalizacja są ustalane na bieżąco. Zgłoszenia przyjmowane są pod numerem telefonu 668 103 266.

Rafał Cepko

Fot. główne: Damian Krzanowski (krosno24.pl)

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności