Aktualności

[100 meczów na 100-lecie PZPN] Wieczysta Kraków – Kmita Zabierzów (90/100)

PIŁKA DLA WSZYSTKICH24.10.2019 

W 2019 roku, z okazji 100-lecia PZPN, oglądamy i zachęcamy do obejrzenia na żywo 100 oficjalnych, rozgrywanych w Polsce spotkań. Jak było na jednym z nich? Zapraszamy do lektury!

12 października 2019, godz. 12:00, 10. kolejka małopolskiej klasy okręgowej (grupa Kraków II), Kraków, ul. Chałupnika 16.

WIECZYSTA KRAKÓW – KMITA ZABIERZÓW 12:0.

MECZ NR: 90/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 296, w tym zdecydowana większość – po raz pierwszy w czasie akcji „100 meczów na 100-lecie PZPN” – pociągiem. I tak jak bardzo lubimy prowadzić samochód, tak jeździć pociągiem chyba jeszcze bardziej. Przyjemnie jest po prostu usiąść, zaczytać się i za dwie godziny z kawałkiem być prawie 300 kilometrów dalej.

TEMPERATURA: 23 stopnie Celsjusza. Coś pięknego. Nabraliśmy ze sobą bluz i kurtek, które później taszczyliśmy w worku na plecach (musiało to wyglądać specyficznie, o czym przekonaliśmy się po wejściu do budynku klubowego, gdy jeden z oficjeli – półżartem oczywiście, ale jednak – zapytał nas, czy przyjechaliśmy tu skoczyć ze spadochronem), a tymczasem trudno było chwilami wytrzymać na nasłonecznionej trybunie w polówce z krótkimi rękawami. Kibice mieli jednak i na to swoje sposoby.

BILETY: Brak, nad czym tradycyjnie ubolewamy. Taka na wzór plakatu to byłoby coś!

SPIKER: Jednym z głównych powodów, dla których bardzo zależało nam, by jak najszybciej zagościć na domowym meczu Wieczystej, była chęć poznania pana spikera Janusza Malickiego oraz wysłuchania wykonywanego na żywo sprzed budki spikerskiej klubowego hymnu.

I co? I oczywiście pan Janusz tym razem był nieobecny. Podobno wybrał się na wycieczkę poza Kraków. Podejrzewamy, że opuszcza średnio jedno spotkanie na 10 lat i akurat musieliśmy trafić właśnie na takie. Nie ma co, szczęściarze z nas. Żałujemy, że nie zagraliśmy tego dnia w dużego lotka na chybił-trafił. Sukces murowany, spokojnie starczyłoby co najmniej na malucha w niezłym stanie. Mógłby być ten napotkany na terenie stadionu.

Jakoś tak smutno wyglądało królestwo pana Janusza bez gospodarza krzątającego się przy nim.

Nie ma jednak tego złego, co na dobre by nie wyszło. Cel wciąż niezrealizowany, mamy po co wrócić.

CATERING: Klękajcie narody! Serwowany w strefie VIP.

I VIP-ów jak najbardziej godny.

Kiełbasa – 13 zł.

Do tego klubowe piwo – 5 zł.

W takich okolicznościach jeszcze bardziej doceniliśmy, że przyjechaliśmy do Krakowa pociągiem. Duża klasa. Polecamy.

TABLICA WYNIKÓW: Brak.

TOALETA: W budynku klubowym.

Jeszcze kilka miesięcy temu Wieczysta była po prostu jednym z osiedlowych klubów, jakich nawet w Krakowie wiele. Wszystko zmieniło się, gdy na stadionie przy ulicy Chałupnika pojawił się Wojciech Kwiecień. Z walizką pieniędzy. Potentat na rynku aptekarskim niewiele wcześniej negocjował przejęcie Wisły Kraków. Ostatecznie temat upadł, ale zapał do zaangażowania się w klub z Krakowa nie wygasł. Powodów, dla których pan Kwiecień życzliwym okiem i z otwartym portfelem zaczął spoglądać akurat na Wieczystą oczywiście nie znamy, ale z pewnością nie zniechęcił dobrodzieja do tego fakt, że jej piłkarzem jest jego syn Grzegorz.

Wojciecha Kwietnia na meczu z Kmitą nie spotkaliśmy. Proporczyk naszej akcji przekazaliśmy na ręce wiceprezesa i kierownika klubu Jacka Ścigalskiego.

Chwilę później w budynku klubowym pojawił się ściągnięty do klubu przez Kwietnia dyrektor sportowy Andrzej Iwan.

W ślad za byłym reprezentantem Polski w Wieczystej pojawili się piłkarze, którzy śmiało znaleźliby zatrudnienie co najmniej w II, a może i w I lidze: Bartosz Iwan, Piotr Madejski, Dariusz Gawęcki czy Michał Miśkiewicz. Także trener Przemysław Cecherz jest postacią rozpoznawalną szerszej grupie kibiców niż tylko interesującym się małopolskim futbolem.

– W klubie znam wielu ludzi i panuje tu świetna atmosfera. Krawata tu nie uświadczysz. Ja lubię takie trochę swojskie klimaty. Poza tym – lubię niższe ligi. Często chodziłem na takie mecze, zresztą sam też grałem na wioskach. Tu jest prawdziwa piłka, a większość zawodników nie kalkuluje. Nasi są wyjątkiem – powinni kalkulować choćby ze względu na PESEL, a rywale z pewnością będą się do nas strasznie przykładać – mówił niedawno Andrzej Iwan Mateuszowi Midze z TVP Sport.

Co do tego klimatu – nie sposób się nie zgodzić. Mimo sporych pieniędzy i mocarstwowych ambicji (Iwan bez ogródek opowiada, że budżet klubu jest w zasadzie nieograniczony, a celem jest co najmniej I liga) na stadionie nadal czuć ten niepowtarzalny osiedlowy klimat. Na trybunach sporo przychodzących tu pewnie od zawsze koneserów futbolu w wieku emerytalnym, młodzieńców na co dzień i od święta noszących się na sportowo, leczących się w sobotnie wczesne popołudnie w stadionowym słońcu po trudach piątkowego wieczoru. Kilku profesjonalnie ubranych rowerzystów, tatusiowie z dziećmi. Kościół i wieżowce na drugim planie…

Przede wszystkim jednak – niepowtarzalna, niepodrabialna i jedyna w swoim rodzaju pani Grażyna.

Dlaczego niepowtarzalna? Próbna możliwości wokalnych i cech wolicjonalnych na poniższym filmie.

I tak przez cały mecz…

Co tam, mecz… Także po jego zakończeniu pani Grażyna zdecydowanie grała pierwsze skrzypce.

Z każdym piłkarzem przybiła piątkę, większość matczynie wyściskała.

Nie zdziwimy się, jeśli za kilkadziesiąt lat na stadionie przy Chałupnika stanie pomnik pani Grażyny, oczywiście obok pomnika pana Janusza Malickiego. Ciekawe czy Wieczysta będzie już wtedy grała w wymarzonej Lidze Mistrzów.

Co do samego meczu – już sam wynik sugeruje, że pod względem emocji nie było to porywające widowisko, ale oczywiście za 12 goli należy mu się duży szacunek. Zwłaszcza za dwa z nich.

Powiało już tą Ligą Mistrzów, prawda?

Szymon Tomasik

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności