Aktualności

Przemysław Sajdak, czyli pierwszy taki debiutant w historii Beniaminka

Rozgrywki11.02.2020 
Trener Łódzkiego Klubu Sportowego Kazimierz Moskal w meczu z Legią Warszawa skorzystał w tym sezonie z czwartego młodzieżowca. Szansę gry od pierwszych minut dostał 20-letni Przemysław Sajdak. To był debiut pomocnika w PKO Ekstraklasie. Został tym samym pierwszym zawodnikiem w historii Beniaminka Krosno z występem na poziomie ekstraklasy.

– Kiedy zakładałem akademię Beniaminka to mówiłem, że jak wychowamy dwóch, trzech zawodników dla seniorskiej piłki – marzeniem był choć jeden przedstawiciel w ekstraklasie – to będzie coś. Trzeba było czekać 13 lat. Warto było! Radość z debiutu Przemka jest wielka. Mam nadzieję, że teraz maszyna ruszy i wkrótce zobaczymy innych naszych wychowanków w klubach ekstraklasy – mówi Łączy Nas Piłka Grzegorz Raus, dyrektor i współzałożyciel Akademii Piłkarskiej Beniaminek PROFBUD Krosno.

Jak Peszko

Początki Sajdaka w Beniaminku to także początek funkcjonowania akademii. Rok 2007, 7-letni Przemysław Sajdak dołącza na treningi w Jedliczu – jednego z dwóch oddziałów szkółki. Jedlicze kibice mogą kojarzyć ze względu na Sławomira Peszkę. Peszko wyruszył w Polskę właśnie z tego miasta. – Przemek był tak dobry, że po dwóch, trzech tygodniach treningów został przesunięty do grupy selekcyjnej w Krośnie. Trenował z grupą A, bardziej zaawansowaną. Jeździliśmy na turnieje regionalne. Uczestniczyliśmy w Danone Cup, gdzie wygraliśmy kategorię fair play. Byliśmy w Gdańsku, w Warszawie, na Narodowym, w Krakowie. Nasza marka rosła. A Przemek zawsze się wyróżniał. Operował w środku pola, był naszym najlepszym pomocnikiem – opowiada Raus.

Mając 12 lat, Sajdak został zaproszony na testy do Legii. Powiedzieli mu, że jest za słaby na Legię. Że ma braki motoryczne. W stolicy usłyszał zdanie, które mogłoby złamać niejedną karierę. – Mówili, że będzie mu ciężko zostać zawodowym piłkarzem – tłumaczy dyrektor Beniaminka.



Na początku swojego istnienia akademia piłkarska z Krosna nawiązała współpracę z Karpatami Krosno, gdzie Grzegorz Raus pracował jako szkoleniowiec. Sajdak wylądował w Karpatach na zasadzie obustronnej współpracy. Trenował pod okiem Marka Adamiaka. Ten trener prowadził go także razem z Rausem w Beniaminku. – Marek miał w drużynie Przemka i Kamila Piątkowskiego. Obaj są już po debiucie – jeden w ŁKS, drugi w Rakowie – podkreśla nasz rozmówca.

Historia płata figla

Debiutujący dopiero co na boiskach ekstraklasy, piłkarz pochodzi z małej miejscowości nieopodal Krosna – Zręcina. I tu ciekawostka. – Z okolic wywodzą się Bartek Prętnik oraz Kacper Cichoń, inni nasi wychowankowie. Przemek jako jedyny z tego grona doczekał się debiutu. Prętnik kilka razy siedział na ławce Korony Kielce, jest coraz bliżej premierowego występu w ekstraklasie. Cichoń zadebiutował w Pogoni Szczecin w towarzyskim spotkaniu z Herthą Berlin. Został zgłoszony do rozgrywek ekstraklasy. Mieli po 11-12 lat, gdy grali obok siebie w drugiej linii w ustawieniu 1-4-3-3, być może niedługo zagrają przeciwko sobie – uśmiecha się Raus.

Uśmiech nie znika mu z twarzy na wspomnienie dawnych czasów, kiedy Sajdak był jego podopiecznym: – Byliśmy na turnieju w Bemowie. Brakowało nam pieniędzy na jedzenie. Paweł Malinowski nasz sponsor z firmy PROFBUD z Warszawy ugościł nas wtedy u siebie. Zostały mu akurat placki z komunii córki, które nam dał. Zjedliśmy i wróciliśmy do domu, wcześniej odwiedziliśmy muzeum Legii Warszawa. Na Narodowym jedliśmy pierogi. Przypomniałem o tym Przemkowi, wysyłając mu po meczu z Legią sms-a o treści: „Pamiętasz, kilka lat temu rozrabiałeś w muzeum Legii, skąd nas wygonili, a teraz na Legii debiutujesz”.


– Jako nastolatek wchodził do pierwszej drużyny Karpat. Trenował z trzecioligowym zespołem. Rozwijał się, grał coraz lepiej, zaczął być obserwowany przez skautów. Wylądował w Puszczy i choć za wielu meczów w Fortuna 1 lidze nie rozegrał, to zrobił postęp. Wpadł w oko ŁKS. I teraz taka niespodzianka, jak w niedzielę. Marek Adamiak napisał do mnie: „Słuchaj, Przemek w pierwszym składzie na Legię!”. – No jak, skoro wcześniej nie grał nawet minuty?! – nie dowierzałem. I rzeczywiście, oglądam transmisję, Przemek w wyjściowej jedenastce. Chwyciłem za telefon, zadzwoniłem do Pawła Malinowskiego, który oglądał spotkanie z trybun, bo chodzi na mecze Legii – podkreśla współzałożyciel akademii, z której wybił się Sajdak.

„Trenerze, ten Kozubal jest lepszy ode mnie”

Beniaminek może się dziś pochwalić zawodnikami rozsianymi po całej Polsce. Część czeka na debiut w PKO Ekstraklasie, inni kształcą się w akademiach największych polskich klubów.


Na zdjęciu: na pierwszym planie Sajdak, za nim Prętnik, a dalej Cichoń (Warszawa 2013 rok, Pałac Kultury i Nauki)

– Kacper Bieszczad, rocznik 2001, trzeci w kolejności bramkarz Zagłębia Lubin po Hładunie i Forencu. Antoni Kozubal, rocznik 2004 z Lecha Poznań – wymienia Raus. I kontynuuje: – Szczerze? Myślałem, że wcześniej w ekstraklasie zobaczymy Prętnika, Cichonia, czy Bieszczada. Ale że Sajdak? Debiut z Legią, w dodatku na Łazienkowskiej? Słyszałem, że Przemek bardzo dobrze wyglądał w trakcie okresu przygotowawczego. Wprawdzie z odejścia Przemka nie mamy żadnych profitów, ale czujemy dumę. Spełniliśmy marzenie. Dopiero w roczniku 2004 wprowadziliśmy umowy, na mocy których wychowujemy swoich piłkarzy i za ich odejście dostajemy pieniądze. Zaczęliśmy iść swoją drogą. Jeszcze a propos niedzieli: przez całą noc wymienialiśmy sms-y – z Przemkiem, jego tatą. Na święta Przemek był u nas, dał nam koszulkę ŁKS-u. Graliśmy mecz sylwestrowy. Przemek podchodzi i mówi: „Trenerze, kurde, ale ten Kozubal z rocznika 2004 jest lepszy ode mnie”... Może przypadek Przemka będzie motywatorem dla dzieciaków z Beniaminka, że jednak można się wybić?

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności