Aktualności

[WYWIAD] Mariusz Stępiński: Czekam na gola, który da nam zwycięstwo

Aktualności08.02.2019 
– Włoskie kluby pokochały polskich zawodników. Teraz wszyscy są pod wrażeniem formy Krzyśka Piątka. Tym bardziej, że przyszedł piłkarz, którego kompletnie nie znali i „pozamiatał” w Serie A. Ja również strzeliłem już sześć goli, ale wciąż czekam na bramkę, która da nam zwycięstwo. Jeszcze nie wszystko stracone, wciąż możemy się utrzymać! – zapowiada w rozmowie z Łączy Nas Piłka polski napastnik Chievo Mariusz Stępiński.

W dwóch ostatnich meczach Serie A strzelałeś gole i masz już ich na koncie więcej niż w poprzednim sezonie. Forma idzie w górę.
Tyle, że gram dużo więcej i oczekiwania wobec mnie też rosną. W poprzednim sezonie byłem głównie zmiennikiem [z 22 występów zaledwie sześć w podstawowym składzie – przyp. red.], a do tego przyszedłem już w trakcie sezonu. Teraz sytuacja się odwróciła i zwykle jestem w wyjściowej jedenastce [15 meczów z 21 – red.]. Wcześniej też tak bywało, że miałem dużo występów na przykład w Wiśle Kraków czy w Widzewie, ale mało minut na boisku. Skoro gram więcej, to nic więc dziwnego, że w klubie spodziewają się po mnie większej liczby goli. Na razie mam ich sześć, ale najważniejsze jest, by dawały trzy punkty, a w tym sezonie tak niestety nie jest. Może w końcu uda mi się zdobyć bramkę, która da nam zwycięstwo. Spokojnie nad tym pracuję. Bardzo chcę strzelać gole, by pomóc Chievo. Jeszcze nie wszystko stracone.

Trudno o optymizm, bo nie dość, że macie w dorobku tylko dziewięć punktów, to jeszcze w ostatnich meczach na własne życzenie remisujecie z Empoli czy przegrywacie z Fiorentiną, mimo gry w przewadze.
Zdecydowanie nam się nie wiedzie. Prowadziliśmy z Empoli 2:0 i tylko zremisowaliśmy. Gdybyśmy wygrali, tracilibyśmy do tej drużyny sześć punktów, a tak wciąż jest dziewięć. To był bardzo ważny mecz i przez brak wygranych nie możemy odbić się od dna. Z Fiorentiną odrobiliśmy dwa gole straty, jeden z rywali dostał czerwoną kartkę, a mimo to przegraliśmy. Sześć punktów w tych spotkaniach pozwoliłoby nam złapać kontakt z drużynami, które też bronią się przed spadkiem. Tracilibyśmy zaledwie trzy punkty do bezpiecznego miejsca i sytuacja byłaby już inna. To pokazuje nam też, że dwa zwycięstwa dałyby nam naprawdę dużo. Tylko trzeba w końcu wygrać, nikt za nas tego nie zrobi. Wierzymy, że utrzymanie jeszcze nie jest stracone. Jednak z każdym kolejnym meczem bez wygranej sytuacja jest coraz cięższa.



Chievo miało walczyć o anulowanie minusowych trzech punktów i…?
Tak, klub starał się o anulowanie kary. 18 stycznia okazało się jednak, że nie ma na to szans. O tych trzech punktach możemy już zapomnieć.

Drużyna jest słabsza niż roku temu czy jest inny powód ostatniego miejsca w tabeli Serie A?
Początek sezonu zaważył na naszej sytuacji. W 12 spotkaniach zdobyliśmy tylko trzy punkty. Po zmianie trenera coś drgnęło. Wcześniej przegrywaliśmy mecz za meczem, teraz jest trochę lepiej, ale wciąż za dużo remisujemy. Zawirowania przed sezonem, związane z karą odjęcia punktów, na pewno nam nie pomogły. To oczywiście nie jest dla nas usprawiedliwienie, bo na koniec to my wychodzimy na boisko. Porażka goniąca porażkę obniża morale. Sprawia, że mecz, który mogłeś co najmniej zremisować, przegrywasz. Wszystko szło jak po grudzie.

U nowego szkoleniowca, Domenico Di Carlo, też wywalczyłeś sobie miejsce w jedenastce.
Na początku nie byłem pierwszym wyborem. Stawiał na innych napastników, ale to głównie dlatego, że stara się rotować składem. Daje pograć wszystkim i z tego powodu w kilku meczach wchodziłem z ławki rezerwowych. U tego szkoleniowca napastnicy grają mniej więcej po tyle samo.

Włoska prasa już was skreśliła?
We Włoszech, poza kibicami Chievo, nikt zbytnio nie jest przychylny mojej drużynie. Gdybym miał porównać do polskiej ligi, to Chievo jest trochę jak Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Na trybunach jest niezbyt wielu kibiców, jak na pojemność stadionu. Fani chyba jednak widzą, że nie poddajemy się i próbujemy odwrócić losy. Mam nadzieję, że jeszcze nas nie skreślają.

Jaka będzie twoja przyszłość, jeśli Chievo spadnie?
Na razie zupełnie się tym nie zajmuję. Nie wypada mi o tym mówić. Robię wszystko, by pomóc klubowi.

<<<ZAPOWIEDŹ: MECZE O WSZYSTKO POLAKÓW Z CHIEVO. PIERWSZĄ PRZESZKODĄ AS ROMA>>>

Polscy kibice żyją teraz znakomitą grą Krzysztofa Piątka. Włosi też się nim zachwycają. Miał świetne wejście do Milanu.
Rzeczywiście, we Włoszech wszyscy są pod wrażeniem strzeleckiej formy Piątka. Tym bardziej że przyszedł piłkarz, którego kompletnie nie znali i „pozamiatał” w Serie A. To naturalne więc, że jest o nim bardzo głośno.



Nawet twoje gole czy Arka Milika trochę schodzą na drugi plan.
Ani moim, ani chyba Arka celem nie jest to, by bramki dawały rozgłos, ale raczej punkty naszym zespołom. Gole same z siebie wzmagają szum medialny. Ja po prostu spokojnie robię swoje i zobaczymy na koniec sezonu, ile uda mi się ich strzelić.

Polska kolonia we Włoszech wciąż rośnie. Kolejni piłkarze z naszej ligi trafiają do Serie A.
I trzeba się tylko z tego cieszyć, bo to jedna z pięciu najmocniejszych lig w Europie. To też będzie bardzo dobre dla reprezentacji Polski. Wyjeżdżamy do zagranicznych klubów i mamy możliwość grania przeciwko lepszym zespołom niż u nas w kraju. To wpływa mocno na nasz rozwój i jest z korzyścią dla kadry. Na razie nasza ekstraklasa służy głównie temu, by się wypromować do lepszej ligi, ewentualnie odbudować po nieudanym wyjeździe. Włoskie kluby pokochały polskich zawodników. Z drugiej strony Polacy świetnie się tu czują i pokochali życie we Włoszech.

Dawid Kownacki zdecydował się odejść do Bundesligi.
Za pół roku ma mistrzostwa Europy U-21 i musi grać, by się do nich przygotować. Mam nadzieję, że podjął dobrą decyzję i w Fortunie będzie podstawowym zawodnikiem. Jest nas coraz więcej we Włoszech i będzie też zdarzać się, że komuś się nie uda przebić do składu. Nie jest tak, że każdy z nas ma zagwarantowanie, że mu się powiedzie w Italii.



Grałeś w kilku ligach i rzeczywiście włoscy obrońcy są najlepsi?
Można tak powiedzieć. Mogliby spokojnie na piłkarskich uczelniach wykładać grę w obronie. Giorgio Chiellini z Juventusu jest bardzo nieprzyjemnym rywalem dla napastników. To chyba numer 1 w Serie A. Doskonale wie, co ma robić na boisku, by rywalowi się odechciało. Poza boiskiem bardzo fajny gość, ale w trakcie meczu iskry lecą.

Rozmawiał Robert Cisek

Fot: Cyfrasport, East News

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Polityka prywatności